RANKINGI 

10 doskonałych ścieżek dźwiękowych

Niebawem Akademia Filmowa zdecyduje, którą ścieżkę dźwiękową nagrodzić Oscarem dla najlepszej. Padnie na Morricone? A może na Carter Burwell? Zanim jednak do tego dojdzie my wybraliśmy nasze ulubione ścieżki dźwiękowe. Tyle, że akurat my nie wybieraliśmy z muzyki skomponowanej specjalnie do filmów a pośród filmowych kompilacji. Oto dziesięć doskonale zestawionych, naszym zdaniem, ścieżek dźwiękowych. Każda z nich jest idealna, a niektóre – nawet lepsze od filmów.

Rock’n’Roll High School (1979)

W wielu podobnych rankingach muzyka do rock’n’rolowej komedii z Ramones zajmuje najwyższe miejsca. I słusznie, bo twórcom tej kompilacji udała się sztuka niezwykła – stworzyli kompilację-hymn ku czci dojrzewania. Co piosenka, to opowieść o nastoletnich lękach, co piosenka to przebój. I co ważniejsze – każdy z bycia nastolatkiem wyrasta, ale te piosenki po prostu się nie starzeją.

Singles (1992)

Film Camerona Crowe to najlepszy fabularny zapis tego co wydarzyło się w muzyce rockowej na początku lat 90. ubiegłego wieku, zaś ścieżka dźwiękowa do niego, to pozycja obowiązkowa dla każdego kto zaczyna romans ze współczesnym gitarowym graniem. Same hity, plus obowiązkowa klasyka. W idealnych proporcjach.

Magical Mystery Tour (1967)

Z wszystkich filmów z Beatlesami, ten zestarzał się najmocniej, ale już ścieżka dźwiękowa do niego… nie, o nie. Paradoksalnie – wraz z upływem lat okazuje się, że czwórka z Liverpoolu napisała tu lepsze kompozycje, niż scenariusz (sami tworzyli). Utwór tytułowy, „Fool on the Hill”, „I’m the Walrus”, „Strawberry Fields…”, „All You Need Is Love”…

American Graffiti (1973)

George Lucas przeszedł do historii kina jako ojciec „Gwiezdnych wojen”, ale zanim stworzył on międzygalaktyczną epopeję, nakręcił film o sobie. A konkretnie o swoim dzieciństwie i pierwszych podrygach serca. „American Graffiti” w Stanach jest dziełem kultowym, poza nimi – średnio. Podobnie rzecz ma się z muzyką. A ta kompilacja była i jest jedną z najważniejszych ścieżek dźwiękowych w historii. Dlaczego? Choćby z tego prostego powodu, że tu Lucas jako pierwszy wpadł na pomysł aby muzyka do filmu stanowiła coś w rodzaju słuchowiska radiowego. Kolejne hity rock’n’rollowe przerywane są zatem głosem DJ, zapowiedziami i dialogami z filmów. Znacie ten pomysł? Pewnie, Quentin Tarantino jest wielkim fanem tej płyty.

Absolwent (1967)

Jeden z przykładów na to jak odwalając zleconą pracę na odwal się, można przypadkiem stworzyć arcydzieło. Duet Simon i Garfunkel nie potrafili napisać wystarczającej ilości piosenek do filmu Mike’a Nicholsa, a więc dorzucili trochę starych, pomieszali je… I tak powstała ścieżka dźwiękowa – legenda.

Judgment Night (1993)

Album, który swego czasu bardzo mocno namieszał na muzycznym rynku. Giganci mocnego gitarowego grania zwarli tu szyki z największymi ówczesnymi gwiazdami hip-hopu tworząc zupełnie nową muzyczną jakość. Slayer i Ice T, Helmet z House of Pain… Ta płyta (w przeciwieństwie do filmu) zupełnie się nie starzeje.

Saturday Night Fever (1977)

Jeśli kiedykolwiek chcielibyście posiadać perfekcyjną kompilację muzyki disco… kupcie ten album. O tym albumie mówi się, że zdefiniował pojęcie disco. I to prawda. Lepszej składanki nie znajdziecie. A w każdym razie na pewno nie tak wpływową i ważną.

Trainspotting (1996)

Film Danny’ego Boyle’a miał być niskobudżetową niszową adaptacją powieści – stał się filmem legendą. Ścieżka dźwiękowa do niego zaś jednym z czołowych soundtracków definiujących klimat drugiej połowy lat 90. Elektronika miesza się tu z rockiem, pop z ambietem a wielcy muzyki śpiewają tuż obok sezonowych gwiazdek. Poza tym – muzykę z „Trainspotting” podobnie jak film roznosi wręcz ta sama punkowa, anarchistyczna energia.

Urodzeni mordercy (1992)

Trent Reznor produkując muzykę do filmu Olivera Stone’a stworzył jeden z najlepszych i najbardziej wyrazistych muzycznych kolaży w historii. To nie ścieżka dźwiękowa – to muzyczna układanka oddająca idealnie paranoję współczesności.

Pulp Fiction (1994)

Wciąż jedna z najlepiej się sprzedających płyt z muzyką filmową i wciąż jedna z najmądrzej przemyślanych kompilacji. Muzyka do „Pulp Fiction” żyje od ponad dwudziestu lat żyje swoim pozafilmowym życiem i nie zanosi się aby to miało się zmienić. No i dzięki niej świat przypomniał sobie o takim tworze jak surf rock. Perełka.

Egmont
Poprzedni

Nemo #3: Rzeka duchów - dziewczęta z Brazylii [recenzja]

TVP
Następny

Polak potrafi, czyli polskie seriale fantastyczne dla dzieci i młodzieży

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz