RANKINGI 

10 filmów, które warto obejrzeć po seansie „Stranger Things” [ranking]

Po seansie „Stranger Things” widz odczuwa jednocześnie spełnienie i niedosyt. Spełnienie, bo nieczęsto trafia się tak wspaniała serialowa perełka, niedosyt, bo te osiem epizodów wciąga się błyskawicznie i z miejsca rodzi się chęć na więcej. Na szczęście, ów apetyt można zaspokoić sięgając po to co starsze i sprawdzone.

Gdzieś w cieniu pokemonowego szaleństwa, trochę mniejszą liczbę popkulturowych maniaków ogarnęła fanowska gorączka za sprawą serialu Netflixa „Stranger Things„. Arcydzieło filmowego recyklingu braci Duffer najwidoczniej trafiło idealnie w swój czas, starszym widzom przypominając skompilowane w zgrabną całość elementy dziecięcych fascynacji, młodszym proponując niezwykłą, wyróżniającą się na tle dzisiejszej rozrywkowej oferty opowieść. Oczywiście „Stranger Things” nawiązuje przede wszystkim do estetyki filmów z lat osiemdziesiątych, ale odniesień jest o wiele więcej, listy układane przez fanów wydają się nie mieć końca. Przywoływane są „Z archiwum X”, ” Twin Peaks”, „Obcy – 8 pasażer Nostromo”, „Szczęki”, „Coś za mną chodzi”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, czy nawet gry – „Silent Hill” i „Beyond: Dwie Dusze”. A oto nasza lista, tych wyjątkowo oczywistych inspiracji i tych trochę mniej.

E.T.

Dzieciaki na rowerach i przybysz z kosmosu, zachowaniem i mocami bardzo mocno przypominający serialową Eleven. Chyba wszyscy już oglądali, większość z nas zapewne dawno temu, ale film Spielberga tak mocno wgryza się w pamięć, że niektóre sceny ze „Stranger Things” natychmiast przywołują wspomnienia z odległego w czasie seansu. Szczególnie ta z rowerową ucieczką dzieciaków, zakończona nieco bardziej przyziemnym (choć z początku też fruwającym) akcentem.

Podpalaczka

Rządowe eksperymenty i dziecko z nieposkromionymi mocami. W „Podpalaczce” to wyraźnie sporo młodsza od serialowej Millie Bobby Brown, urocza Drew Barrymore z rozwianymi włosami podczas scen eksponowania pirokinetycznych mocy jej bohaterki.  Ponury w tonie film Richarda Lestera na podstawie książki Kinga o utraconym dzieciństwie i bezlitosnym rozprawieniu się z tymi, którzy te dzieciństwo małej Charlie  ukradli. Orgia palenia, mnóstwo trupów, paranoja lat osiemdziesiątych i takaż charakterystyczna muzyka. I moc, która tak jak w przypadku Eleven przeraża swą siłą.

Duch

W przypadku „Ducha” Tobe Hoppera (a pamiętacie jak ma na nazwisko komendant policji z serialu?) narzucają się kolejne fabularne skojarzenia. Chodzi o zniknięcie dziecka i ekstremalne w swym charakterze zaangażowanie matki w jego odszukanie. Kraina „Upside down” ze „Stranger Things” nieodmiennie kojarzy się z trudną do określenia przestrzenią, w której przebywa w „Duchu” malutka Carol, dając znaki życia z pomocą współczesnej elektroniki. „Duch” i „Stranger Things” równa się nie tylko klimat i horror, ale także pochwała rodzicielstwa.

Stań przy mnie

Ponownie ekranizacja prozy Stephena Kinga w doborowej obsadzie, tym razem pozbawiona nadnaturalnej otoczki, ale za to najlepiej obrazująca wspólnotę nastoletnich przyjaźni, ducha przygody i nieskrępowaną wyobraźnię młodych bohaterów. W tle są jeszcze starsi dręczyciele, rodzinne problemy i okrutna przyszłość, w której tęsknimy do utraconego dzieciństwa. A komu mało, niech się bierze jeszcze za książkowe bądź filmowe „TO!”, gdzie spotka nie tylko kolejny raz bohaterskie dzieciaki, ale też przerażającego potwora.

Odkrywcy

Dalej jedziemy z dzieciakami, bo przecież dzieciaki w „Stranger Things” były najważniejsze. Nie można zatem nie wspomnieć o „Explorers”, zwłaszcza gdy w obsadzie znajdziemy takie nazwiska jak Ethan Hawke i River Phoenix (młodociany naukowiec paradujący w marynarce!). Tym razem to dziecięce science-fiction z kosmicznymi statkami, oglądane po latach zaskakuje dawką surrealizmu. Przede wszystkim zaś jest pochwałą nastoletniej wyobraźni, traktującą na równi nieokiełznane senne marzenia z naukową otoczką. I rzecz jasna tu też nie obyło się bez szkolnych dręczycieli.

Goonies

Ten film w latach osiemdziesiątych nie zawitał do polskich kin, można go było zobaczyć tylko na pirackich kasetach VHS. Film po prostu cudowny, który po latach chce się pokazać również własnemu dziecku. Przygoda, dzieciaki na rowerach, piracki skarb i paskudne rzezimieszki. Wyzwalający u widza uczucie wolności, a także poświęcający większą uwagę tym trochę starszym nastolatkom, którym już co innego w głowie. A i tak, podobnie jak w „Stranger Things”, początkowe różnice zdań i potrzeb kończą się pracą zespołową. I jeszcze ta jedna bohaterka, jakby żywcem przeniesiona do ‚Stranger Things” (biedna Barb).

Łowcy potworów

To jeszcze raz dzieciaki w roli – bo przecież fajniej brzmi to po angielsku – „The Monster Squad”. Pewien nauczyciel na początku filmu rzuca bezlitosne słowa: „Science is real, monsters are not”, ale dzieciaki i tak wiedzą swoje. Tym razem mamy młodocianych kontra Dracula, kontra wilkołak, kontra… dużo by trzeba wymieniać, w każdym razie monstrum Frankensteina, zauroczone pewną małą dziewczynką jest tu po naszej stronie. Z ciekawostek – jako współscenarzystę mamy tu na początku swej kariery Shane’a Blacka.

Scanners

Zero dzieciaków, za to wybuchające efektownie głowy i twarze bohaterów naznaczone paroksyzmami bólu w chwilach używania mocy. I jeszcze tajemnicze eksperymenty, nieokiełznane siły umysłu u telepatów, nastrój paranoi i dołująca muzyka w pamiętnym filmie Davida Cronenberga. Tak – niestety – mogłaby wyglądać przyszłość Eleven. Na szczęście „Stranger Things” jest serialem bazującym przede wszystkim na nostalgii, a nie na niebezpieczeństwach wynikających z naukowego postępu.

Szesnaście świeczek

Dzieciaki i dorośli trochę spychają na drugi plan istotnych dla fabuły „Stranger Things” bohaterów. Chodzi o nastolatków w kluczowym momencie ich dojrzewania. Rodzące się uczucia, zauroczenia, trudne charaktery oraz problemy, które w tym szczególnym czasie wydają się przecież najważniejsze na świecie. To wszystko mamy w „Stranger Things” i w „Szesnastu świeczkach” Johna Hughesa. Dziewczyna obdarza uczuciem raczej nieodpowiedniego dla niej chłopaka, a jeszcze potem robi się trochę…  potwornie – rzecz jasna w różnych znaczeniach tego słowa.

Koszmar z ulicy Wiązów

W „Stranger Things” jest kilka scen, które mogą kojarzyć się z filmem Wesa Cravena, jednak z bezpośrednimi fabularnymi odniesieniami jest już trochę gorzej. A jednak to właśnie „Koszmar z ulicy Wiązów” (plus jeszcze „Coś” i „Obcy” ze względu na nieludzkiego w kształtach potwora) przychodzą na myśl, kiedy tylko w serialu robi się straszniej. To nastrój, to klimat, to niewiedza co się wydarzy i coś przerażającego, co jest trudne do ogarnięcia umysłem, przynosi podobieństwa do klasyka Cravena. I jeszcze mrok rozrzedzony humorem, otwarta podczas seansu buzia i brak poczucia upływającego czasu. Nie wiem, jak to się braciom Duffer udało, ale przez to że się udało, zabrali nas w 2016 roku do popkulturowego raju.

Staruszek.Anderson.b
Poprzedni

Staruszek Anderson - Historia goryczy [recenzja]

w strone grozy
Następny

W stronę grozy – kryminalna familiada [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

3 Comments

  1. Vixcen
    2016-07-27 at 19:28 — Odpowiedz

    I wszędzie trailer The Goonies….

  2. Vixcen
    2016-07-27 at 19:29 — Odpowiedz

    O, przepraszam… Po dodaniu komentarza odświeżyło stronę i załadowały się inne trailery.

  3. Killy_Kaiju
    2016-07-30 at 12:50 — Odpowiedz

    A mi do głowy przychodzą jeszcze dwa [ zdecydowanie „strange”] filmy: „Odmienne stany świadomości” (Altered States, 1980) oraz „Za czarną tęczą” (Beyond the Black Rainbow, 2010)

Dodaj komentarz