RANKINGI 

100 NAJLEPSZYCH FILMÓW KRYMINALNYCH I SENSACYJNYCH (VII): 40-31

Po przerwie kontynuujemy nasz ranking najlepszych filmów sensacyjnych i kryminalnych. Tym razem od miejsca czterdziestego w górę.

 

 

 

40. Bullit, reż. Peter Yates

Problem filmu Yatesa polega na tym, iż zrealizowano w nim tak doskonałą scenę pościgu, że większość widzów kojarzy go tylko z nią. A przecież ten film to nie tylko szalony wyścig ulicami San Francisco, a przejmująca opowieść o gliniarzu, który poświęca wszystko w imię pracy. No i jeszcze jedno – „Bullitowi” często zarzuca się nudność. Niesłusznie. Był to jeden z pierwszych kryminałów, który postawił (poza słynnym pościgiem) na oddanie realizmu pracy policjantów. Stąd w filmie wiele scen, które wydawać mogą się nużące, ale w gruncie rzeczy są niebywale prawdopodobnym oddaniem pracy policji. I za te sekwencje, plus kreację Steve’a McQueena film chwalono w latach 60. Zresztą do dziś nic, a nic się nie zestarzał.

39. Brick reż. Rian Johnson

Debiut reżyserki Riana Johnsona, człowieka, który nakręcił potem „Loopera” a dziś utknął w realizacji nowych „Gwiezdnych wojen”. Pisze utknął celowo – „Brick” bowiem zapowiadało karierę wybitnego reżysera, a nie wyrobnika produkującego franczyzę (wiem, ktoś się obrazi). Dlaczego wybitnego? Otóż trzeba ten film obejrzeć, żeby się przekonać. Oto mamy czyste noir, z każdym możliwym elementem gatunkowym, tyle że przeniesione… do świata licealistów. Pewnego dnia do młodego chłopaka dzwoni jego była dziewczyna. Okazuje się, że… I tu zaczynają się schody. Nic bowiem w liceum nie jest tym czym się wydaje, a już na pewno nasz bohater nie jest tak kryształowy za jakiego chciałby uchodzić. Świetnie rozłożone proporcje, kapitalne dialogi i dobrze dobrani aktorzy. Jeśli chcecie wprowadzić w świat noir chodzące do gimnazjum dzieci – oto idealny film.

38. Dopaść Cartera, reż. Mike Hodges

Najlepszy brytyjski kryminał? Na pewno jeden z najznakomitszych. Michael Caine wciela się tu w postać zakapiora Jacka Cartera, który pewnego dnia dowiaduje się, że zginął jego młodszy brat. Gdy zaczyna grzebać w sprawie, odkrywa, że przypadkowa śmierć, wcale nie była tak przypadkowa… Niebawem Carter wyruszy na wojnę z lokalną mafią, a wynik tej potyczki można przewidzieć. „Dopaść Cartera” to przede wszystkim kreacja Caine’a. Jego lodowaty Carter to perła. No i jeszcze scena na plaży – porażająca zarówno przemocą, jak i niemocą bohatera. Bezsprzecznie film to wielokrotnego oglądania. Tylko uwaga – nie pomylcie go z reamke’iem w którym wystąpił Sylvester Stallone. Tamten jest niestety do zapomnienia.

37. Infernal Affairs: Piekielna gra, reż. Andrew Lau, Alan Mak

Hongkoński czarny kryminał, który zupełnie słusznie oczarował cały świat i Martina Scorsese. Bohaterów mamy tu dwóch. Obaj są kretami. Pierwszy infiltruje na zlecenie mafii policję, drugi jest tajnym policjantem w szeregach mafii. Od rozpoczęcia ich „pracy” minęły już lata. Obaj są wypaleni i zmęczeni. I nagle obaj wpadają na własne tropy. Lau i Mak perfekcyjnie wodzą widzów za nosy, dzięki czemu, choć „Infernal Affairs” ogrywa przecież wyeksploatowany motyw zdrady, film powala świeżością i energią. Na fali sukcesu filmu panowie zrealizowali jeszcze dwie części. Ale to to pierwsza jest najlepsza i szturmem wdarła się do kanonu współczesnego noir.

36. W kręgu zła, reż. Jean-Pierre Melville

Francuz Jean-Pierre Melville był wielkim miłośnikiem czarnego kryminału i całe życie pragnął stworzyć arcydzieło gatunku. Udało się, i to z nawiązką. Żeby zrozumieć wyjątkowość kina Melville’a, wystarczy obejrzeć „W kręgu zła”. Elementy, z jakich składa się ten film, znamy doskonale. Kryminalista, który uciekł z więzienia, ścigający go glina, przestępca alkoholik i wielki napad. Melville w genialny sposób ogrywa te schematy, choć w jego filmach prawie nic się nie mówi. Liczą się gesty, ruchy, zaś duszny i przygnębiający klimat tworzy powolna praca kamery. „W kręgu zła” to majstersztyk. Znać trzeba, a nawet więcej – wstyd nie znać.

35. Śmiertelnie proste, reż. Bracia Coen

Debiut braci Coen i zarazem ukłon po ziemię dla klasycznej konwencji noir. Ona, sfrustrowana żona, która ma romans. On – zazdrosny mąż. I wreszcie ten trzeci – twardziel, który przyjmuje zlecenie pozbycia się niewiernej. Wszystko miało być proste, ale okazuje się zabójczo… skomplikowane. Może i w swoim debiucie Coeni nie wzbili się na wyżyny swoich możliwości, może jeszcze się rozgrzewali, ale i tak nie zmienia to faktu iż „Śmiertelnie proste” to diabelnie dobry film. A czarny jak smoła na samym krańcu piekła.

34. Hana-bi, reż. Takeshi Kitano

Nagrodzony m.in. „Złotym niedźwiedziem” na festiwalu w Wenecji, film który uczynił z Kitano największa gwiazdę japońskiej reżyserii i zwrócił oczy całego świata na współczesnego japońskie kino gangsterskie. Nishi był okrutnym i twardym gliniarzem, którego bali się zarówno przestępcy jak koledzy. Kiedy odchodzi na wymuszoną emeryturę wszyscy oddychają z ulgą. Nawet Nishi, który teraz może w spokoju zajmować się śmiertelnie chorą żoną. Pech chce, że nasz bohater zapożyczył się u szefów yakuzy, a ta nie zapomina o swoich dłużnikach. I tak przemoc wraca do świata Nishiego… Niezwykły jest to film – rozegrany na emocjonalnych skrajnościach. Od szeptu i czułości po nagłe, niekontrolowane wybuchy agresji i furii. Ogląda się „Hana-bi” znakomicie, a po seansie na długo nie daje o sobie zapomnieć.

33. Amerykański żigolak, reż. Paul Schrader

„Amerykański żigolak” – to rozerotyzowana opowieść o przystojnej męskiej prostytutce (rola życia Richarda Gere’a) i tym jak w kilka dni jego świat zamienia się w perzynę. Paul Schrader (scenarzysta m.in. „Taksówkarza”) opowiada o człowieku zarozumiałym, pewnym siebie, który uważa, że od życia należy mu się wszystko, zaś nic złego spotkać go nie może. On oczywiście wyrządzać krzywdę może jak najbardziej. Do czasu aż efekty jego poczynań odbiją się mu najgorszą życiową czkawką. A wszystko to opowiadanie z wykorzystaniem najlepszych noirowych klisz. Mamy tu zatem wielkie, anonimowe, obojętne i zimne miasto. Femme fatale, drobnych przestępców i mafijne układy. Ale przede wszystkim mamy tu samotność. Bo w gruncie rzeczy to film o samotności.

32. Zbieg z Alcatraz, reż. John Boorman

„Zbieg z Alcatraz” jak na lata 60. był opowieścią niezwykle brutalną i mocną. Walker po skończonej robocie zostaje oszukany przez żonę i kumpla. Postrzelony, okradziony i zostawiony na pewną śmierć, jednak przeżywa i postanawia zabić wszystkich, który zabrali jego pieniądze. „Zbieg z Alcatraz” powstał na motywach tej samej powieści, na której podstawie Mel Gibson lata później zrealizuje „Godzinę zemsty”. U Boormana Walker to zimny wyrachowany drań, który zrobi wszystko, aby odzyskać kasę. Będzie nawet w stanie zawrzeć pakt z diabłem. Po pierwszych pokazach filmu część producentów ponoć zażądała poprawek i innego montażu, ale szefowa studia stwierdziła, że jeśli ktoś będzie chciał coś zmieniać, to tylko po jej trupie. I prawie tę decyzję przypłaciła głową. „Zbieg…” bowiem okazał się wielką finansową klapę. Ale odniósł za to artystyczny triumf. Zimny, mroczny, depresyjny czarny kryminał nie tylko unieśmiertelnił Marvina, ale rozpoczął w kinie gatunkowym modę na niezwykle stonowane, chłodne zdjęcia oraz narrację balansującą na pograniczu jawy i snu. Bo wszystko tu jest rozmyte, niewyraźne. Niby oglądamy, jak bohater ściga swoich dłużników, ale gdzieś w tyle głowy kołacze myśl – on nie żyje, zabili go, a to są jego rojenia.

31. Charley Varrick, reż. Don Siegel

„Charley Varrick” powstał dwa lata po tym, jak Don Siegel nakręcił swój najsłynniejszy film, czyli Brudnego Harry’ego. I niestety film z Eastwoodem przykrył cieniem na Charley’a Varricka – niesłusznie, bo to film wcale nie gorszy od opowieści o Harrym Callahanie. Intryga jest prosta: Charley Varrick (Matthau), tzw. ostatni z niezależnych (tak brzmiał roboczy tytuł filmu), z grupką znajomych planuje skok na bank. Nie należy do mafii, nie jest związany z żadną grupą przestępczą. To wolny strzelec, który ma dość życia na krawędzi i próbuje się wycofać. Jego plany biorą w łeb, gdy okrada mafijny bank, a gangsterzy wysyłają za nim psychopatycznego mordercę Molly’ego (rewelacyjny Joe Don Baker). Siegel stworzył arcydzieło kina kryminalnego. W tej opowieści nie ma dobrych, są tylko przestępcy. Próbując uciec przed mafijnym wyrokiem, nasz bohater spotka najróżniejsze typy tylko z przestępczego podziemia – od sprzedajnych oszustów po psychopatów.

Uwaga pamiętacie – „Blue Velvet” Davida Lyncha. Twórca „Miasteczka Twin Peaks” z filmu Siegela „pożyczył” sobie całą scenę otwarciową. Otóż oba filmy zaczynają się od sielskich ujęć amerykańskich przedmieść. Ktoś podlewa trawnik, ktoś go kosi, jakaś kobieta wiesza pranie, bawią się dzieci. Wydawałoby się, że tak sielankowej atmosfery nic nie jest w stanie zakłócić. Niestety zbrodnia rządzi się swoimi prawami, a przemoc pojawia nagle i niespodziewanie. U Lyncha zapoczątkowało ją obcięte ucho, u Siegela napad na bank, który kończy się krwawą strzelaniną.

„Charley Varrick” to jeden z tych filmów, w których wszystko jest idealnie dopracowane. Muzyka, obsada, klimat, scenariusz. W ramach puenty: jeśli podobał wam się Javier Bardem w „To nie jest kraj dla starych ludzi”, musicie zobaczyć Joe Don Bakera – to wzorowa kreacja psychopaty, który zabija, bo to po prostu lubi.

Elektra
Poprzedni

Delilah - muzyczny wehikuł czasu [recenzja]

Disney  / Dzika Banda
Następny

Jymn Magon: Jak skończyły się Gumisie? [wywiad]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz