RANKINGI 

100 najlepszych popowych piosenek #20-11

Oto nasza kolejna dziesiątka popowych utworów, tym razem z miejsc 20-11.

 

20. David Bowie „Let’s Dance”

Kiedy byłem dzieckiem, David Bowie był dla mnie ładnym, zadbanym panem, który głębokim głosem śpiewał fajne, wpadające w ucho piosenki. Lubiłem oglądać jego teledyski, a od „Let’s Dance” wolałem „China Girl”. Nie miałem pojęcia o Ziggy Starduście, o „Space Oddity”, David Bowie był ucieleśnieniem eleganckiego, noszącego garnitury piosenkarza, coś jak Robert Palmer, albo, he he, Julio Iglesias. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że Bowie ponoć nie lubi wspominać tych bliskich spotkań z popem z lat osiemdziesiątych. Mnie tam wcale ten rozdział w jego muzycznej karierze nie przeszkadza i dzisiaj, kiedy już coś niecoś wiem o Ziggy Starduście i Pająkach z Marsa,  „Let’s Dance” wciąż pozostaje dla mnie  jedną z jego najlepszych, intrygująco zaaranżowanych i właściwie nie tyle popowych, co popowo-psychodelicznych piosenek.

19. Gloria Gaynor „I Will Survive”

Czasami piosenka jest czymś więcej. Na to „coś więcej” składać się może chwytliwy tytuł, wyjątkowy tekst, niebanalna aranżacja, czy przyprawiający o dreszcze wokal. W przypadku „I Will Survive” wszystkie wymienione części składowe stworzyły nagle nową jakość i coś, co miało być kolejną dyskotekową piosenką przerodziło się w obyczajowo-społeczny komentarz. „I Will Survive” to disco pełną gębą, ale w jakiś sposób podniosłe, każące słuchaczowi myśleć (nawet temu, który nie będzie rozumiał angielskiego tekstu), że ma do czynienia z jakimś istotnym przekazem. Cóż, tworząc ów ranking byłem przeświadczony, że te sto najlepszych popowych piosenek, to będą same piosenki o miłości. Okazało się, że muzyka popularna ma do zaoferowania dużo, dużo więcej.

18. Madonna „Papa Don’t Preach”

Tak, „Ray Of Light” to najlepsza płyta Madonny. Ale też po latach dochodzę do wniosku, że „Papa Don’t Preach” jest chyba najlepszą piosenką artystki i to nie tylko ze względu na świetną, bujającą smyczkami i basem aranżację. To nie jest Madonna w wersji sex/moda/skandal/piosenki o niczym. To Madonna w wersji pro life, śpiewająca o pewnej komplikującej życie sytuacji, która każdego dnia przytrafia się wielu parom na całym świecie. Za mało było takiej Madonny, a ostatnio już całkiem rozmieniła się na dobre. Zostają nam takie stare, świetne kawałki.

17. Frank Valli & The Four Seasons „Can’t Take My Eyes Off You”

Dla większości widzów Heth Ledger pozostanie przede wszystkim oscarowym Jokerem z filmu o Batmanie. Dla mniejszości widzów pozostanie pewnym romantycznym chłopakiem, który wcale za takiego nie chce uchodzić, ale gdy przyjdzie czas na poskromienie złośnicy, będzie musiał zdjąć maskę  outsidera i zaśpiewać miłosną piosenkę na oczach setek rówieśników. A wszystko to do obejrzenia w filmie „Zakochana złośnica”, choć lepiej brzmi „10 Things I Hate About You”. „Can’t Take My Eyes Off You” (i znowu piosenka ze świetnym tytułem, tu w oryginalnym wykonaniu Franka Valli) to utwór ze świetną, muzyczną  dramaturgią, kolejny z listy tych najczęściej coverowanych. A co tam się dzieje? Normalka, najpierw chłopak nie mogąc oderwać wzroku od dziewczyny tylko jej słodzi, ale w końcu przechodzi do czynów, co znakomicie w piosence obrazuje wejście sekcji dętej.

16. Barbra Streisand „Woman In Love”

Ciekawe co by było, gdyby wszystkie piosenki Bee Gees zaśpiewała Barbra Streisand? Czy zamiast śmichów chichów nad falsetami braci Gibb, za każdym razem pojawiałaby się nam na ciele gęsia skórka?  Trochę przesadzam, w każdym razie ta skomponowana przez Gibbów piosenka dla Barbry Streisand to coś absolutnie wyjątkowego, nie tylko ze względu tytułową deklarację (jest tu przecież i słynna, wyciągnięta na długie sekundy nuta w słowie „all”). Mamy tu i objawioną odgórnie prawdę i patos i nawet jakiś rys tragizmu – nawet nie mam ochoty wnikać w tekst, żeby te odczucia, które wywołuje śpiew wokalistki weryfikować. Bo odczucia, które uruchamia w nas muzyka, są przecież nieweryfikowalne. Ot, taka złota myśl.

15. B.J. Thomas „Raindrops Keep Falling On My Head” i Gene Kelly „I’m Singing In The Rain”

Tyle jest piosenek o deszczu, ale te dwie są chyba najsympatyczniejsze. Jeśli chodzi o „Deszczową piosenkę”, to tam najsympatyczniejszy, czy też raczej najgenialniejszy jest taniec Gena Kelly’ego.  Zaś „Raindrops Keep Falling On My Head” to kolejna w tym zestawieniu i wciąż nie ostatnia kompozycja Burta Bucharacha. Jest w niej piękno i prostota kompozycji, plus ogarniające słuchacza poczucie radości. A także coś dla fanów klasyki kina, czyli rowerowa przejażdżka Katharine Ross i Paula Newmana w filmie „Butch Cassidy i Sundance Kid” w takt śpiewanej przez B.J. Thomasa piosenki. Czasem zastanawiam się co by było, gdyby Bacharach skomponował piosenkę ze Stevie Wonderem? Połączenie takich dwóch umilaczo-poprawiaczy nastroju musiałoby spowodować jakiś popkulturowy paradoks i być może świat skończyłby się w najpiękniejszej apokalipsie pod słońcem. Znaczy się, pod deszczem.

14. Julie London „Fly Me To The Moon”

A tu mamy kolejny ze standardów, który pokochało wielu wykonawców muzyki popularnej. To moja ulubiona wersja „Fly Me To The Moon”, z wybijającą się na pierwszy plan aranżacją, która czyni tę wersję prawdziwie kosmiczno-odlotową. Coś jak „Volare” z poprzedniej dziesiątki. Początkowo piosenka była zatytułowana „In Other Words”, ale jako tytuł przyjął się pierwszy wers utworu z konkretnym, z lekka wygórowanym żądaniem. I chyba dlatego trzeba było dodać później to „in other words”.

13. Abba „Dancing Queen”

Ja jeszcze pamiętam czasy, gdy Abba to był jakiś tam obciach. Jak to się wszystko przez lata potrafi zmienić. Przaśność, obciach, kicz, dwie nieruchawe baby i dwóch małych, szemranych facetów? Fenomen, proszę państwa, wiem co mówię, bo najfajniejszy Sylwester w życiu spędziłem z muzyką Abby, dzięki której zmieniłem się w prawdziwego wodzireja.  Abba to esencja dobrej zabawy, esencja bezpretensjonalnego popu, który ma dostarczać ludziom przede wszystkim krótkich chwil radości na tym naszym ponurym świecie. Te jedno miejsce dla Abby w rankingu, nie wiem za bardzo dlaczego akurat trzynaste, to tak naprawdę miejsce dla jej wszystkich wielkich przebojów, tych wolniejszych i tych szybszych, z których „Dancing Queen” jest po prostu najlepszą piosenką.

12. Prince „Purple Rain”

Już sie bałem, że nic nie znajdę na youtube przez te całe zamieszanie z prawami autorskimi do piosenek Prince’a. A tu coś jednak jest, choć może zaraz zniknie.  Księciuniowi wystarczyłoby napisać tylko tę jedną piosenkę, żeby przejść do historii muzyki popularnej. Chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości, prawda? Czasem mam tylko wątpliwości co do czegoś innego. Czy to ballada popowa, czy rockowa? No dobra, niech będzie, że  ballada rockowa, zaśpiewana i zagrana przez wybitnego, popowego artystę. Ballada o purpurowym deszczu – i tak, istnieją dziesiątki interpretacji tych tytułowych słów. Ech, tak dawno nie widziałem filmu i dlatego ani mi w głowie podejmować się teraz jakichkolwiek interpretacyjnych prób . Poza tym Prince tak fajnie tu na gitarze wymiata, że wcale mi się myśleć teraz nie chce.

11. Madness „Our House”

Zamykamy tę dziesiątkę mocnym akcentem, wręcz mocnym kopniakiem. Oto jedna z najbardziej energetycznych, popowych piosenek, z absolutnie genialnym intro – na samym początku, po jednorazowym szarpnięciu strun gitary, fruną tylko perkusja i fortepian, ale z jaką mocą! A potem nagle bas, smyczki, dęciaki,  po czym zataczamy koło ponownie do gitary – cudo! To jednocześnie w warstwie tekstowej nostalgiczna, wspomnieniowa piosenka o tętniącym życiem rodzinnym domu, z którego śpiewający podmiot liryczny gdy był młody, to chciał w końcu uciec. Nasz dom… U nas byłoby raczej „nasze M2 w bloku z wielkiej płyty”, w którym śpiewający podmiot liryczny żyłby z żoną, jej rodzicami i dwójką, bądź trójką dzieci na karku. A w sobotę wszyscy poszliby do cioci na imieniny. Ach, wspomnień czar.

Media Rodzina
Poprzedni

Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana

Sonic
Następny

Świat świętych krów

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz