RANKINGI 

100 najlepszych popowych piosenek #30-21

Oto nasza kolejna dziesiątka popowych utworów, tym razem z miejsc 30-21.

 

30. Elton John & Kiki Dee „Don’t Go Breaking My Heart”

Ależ sympatyczny i bezpretensjonalny duet! Elton John i Kiki Dee na zmianę wyśpiewują swoje partie tekstu, tworząc muzyczno-miłosny dialog przekomarzającej się pary. Najfajniej  brzmią tu dwa krótkie wersy. Elton: „When I was down”, Kiki: „I was your clown”. Piosenka została skomponowana na wzór przebojowych utworów (i duetów) z wytwórni Motown. Eltona Johna wszyscy znają. Natomiast Kiki Dee była nie mniej wszechstronną artystką, sprawnie poruszającą się w różnych muzycznych rejonach, od typowego popu, przez soul do rhythm & bluesa (świetne „I Got The Music In Me”). A samo „Don’t Go Breaking My Heart” to jedna z tych piosenek, które natychmiast poprawiają nasze samopoczucie.

29. Bary Manilow „Copacabana”

W niektóre piosenki czasem lepiej się nie wsłuchiwać. Ta na pierwszy rzut oka wydaje się pogodna i bezpretensjonalna, a tymczasem opowiada historię morderstwa i utraconej miłości. Mamy tu Lolę, jej chłopaka Tony’ego i Rico, który posunął się za daleko. Co ciekawe, do końca nie wiadomo, który z tych dwóch mężczyzn zabił drugiego. Czy to Tony nie żyje, czy po prostu spędza resztę w życiu w więzieniu za zabójstwo Rico? Ważne jest końcowe przesłanie – „At the Copa… don’t fall in love” i obraz podstarzałej i upijającej się Loli, która nie tylko straciła Tony’ego i młodość, ale też rozum. Kto by pomyślał, że w tej ocierającej się o muzyczny kicz piosence padną takie słowa. Ach,  no i można jeszcze poszperać za jedną z najlepszych scen z „Przyjaciół”, z pamiętnym wykonaniem „Copacabany” przez Rachel.

28. Astrud Gilberto, Joao Giberto & Stan Getz „The Girl From Ipanema”

No i która wersja jest lepsza? Z samą Astrud, czy w duecie z jej ówczesnym mężem, Joao Gilberto? Wolę tę drugą, z niezwykle miękkim, rozpoczynającym piosenkę od niezobowiązującego nucenia głosem brazylijskiego wykonawcy. To były złote czasy dla bossa novy z delikatnymi elementami jazzu,  płyta „Getz/Gilberto” biła rekordy sprzedaży, a „The Girl From Ipanema” zdobyła nawet nagrodę Grammy i słuchacze nagle zakochali się w tej odmianie muzyki. Ale co się dziwić – lekkość, zwiewność i delikatność tej muzyki tworzą  po prostu popową poezję.

27. Frankie Goes To Hollywood „The Power Of Love”

A oto jedna z najpopularniejszych, bożonarodzeniowych piosenek, której teledysk co roku pojawia się w telewizji w świątecznym okresie. Śpiewana przez uwielbiającego prowokacje geja, a gdzieś w tle plątają się w tekście nawet wampiry. No i co z tym wszystkim począć, pytam się? Po prostu słuchać, bo to jedna z najpiękniejszych miłosnych, muzycznych ballad. A teledysk, co by nie mówić jest prawdziwie wzruszający, no i pokazuje właściwą, ludzką reakcję na pojawienie się anioła.

26. Bill Withers „Lovely Day”

Bill Withers miał większe przeboje i może nawet lepsze piosenki, ale do tej akurat mam wielki sentyment. „Ain’t No Sunshine” juz zawsze będzie kojarzyć mi się z Budką Suflera. „Use Me” ma z kolei niebezpieczny tytuł. Co do „Lean On Me”, to zawsze wydawało mi się, że śpiewa ją Al Green. Zostaje zatem „Lovely Day”. Najlepiej puścić sobie tę piosenkę na słuchawkach, w poniedziałek, w drodze do pracy. Na pewno człowiek od razu się lepiej poczuje i może jakimś cudem, dzień stanie się taki, jak ten z tytułu. Przecież nigdy nic nie wiadomo, prawda?

25. Marvin Gaye „What’s Going On”

Marvin Gaye – mało u nas znana i poważana legenda czarnej muzyki, jeden z filarów wytwórni Motown. Do mojej świadomości przebił się dzięki filmowi „Przeboje i podboje” i do dzisiaj uważam za paradoks, że „Let’s Get In On” poznałem najpierw w wykonaniu Jacka Blacka, a nie samego Marvina Gaye. „What’s Goin On” pochodzi z przełomowej płyty pod tym samym tytułem, na której artysta zamiast śpiewać o pierdołach, po raz pierwszy zaczął opowiadać o bardzo ważnych sprawach. A ja jeszcze uwielbiam takie połączenie, gdy zaangażowane teksty podawane są w łagodnej, muzycznej oprawie, na zasadzie kontrastu. Nie ma tu przysłowiowego darcia japy, a i tak dreszcze przechodzą.

24. The Fifth Dimension „Aquarius/Let The Sunshine In”

Zaraz, zaraz. W filmie Formana leci to jakoś inaczej, jest ostrzej i brudniej.  Ano tak, coś tu chyba spreparowano i spopularyzowano. No i w ogóle zrobiono to zanim powstał film, kurka wodna. Na początku po prostu był sam musical i to hen, w 1967 roku. Zaraz potem wokalny zespół Fifth Dimension (znany choćby ze świetnego przeboju „Up Up And Away”) nagrał płytę „The Age of Aquarius”, na którym znalazła się przeróbka piosenek z „Hair” (a także inne covery, np. „The Sunshine Of Your Love” zespołu Cream). Film Formana jest zatem na końcu ścieżki. Czyli chyba już wszystko jasne.  Proszę, ile  muzycznego i filmowego dobra może przynieść jeden musical.

23. 10 CC „I’m Not In Love

Przed seansem w ogóle nie wiedziałem, że na zeszłorocznych „Strażnikach Galaktyki” spotka mnie tyle muzycznych przyjemności. Zaraz na początku filmu, na dźwięki rozpoczynającej się „I’m Not In Love” twarz rozjaśnił mi szeroki uśmiech, bo razem z „Dreadlock Holiday” tegoż zespołu, obie piosenki są od dawna na mojej playliście marzeń. Dziwna to ballada – w połowie pompatyczna i przesłodzona, w połowie lekka i łagodna. Zresztą 10CC to też taki dziwny zespół, trochę popu, trochę rocka, trochę wszystkiego. W sieci można przeczytać, że w pierwotnej wersji „I’m Not In Love” miało mieć formę bossa novy. O dziwo, trochę z tych zamierzeń w piosence zostało. Może formalnie trudno doszukać się takich związków, ale jeśli chodzi o nastrój, to rzeczywiście „I’m Not In love” może spowodować u słuchacza uczucie błogości.

22. Ben E. King „Stand By Me”

Jedna z najfajniej zaaranżowanych popularnych piosenek, z prostym, ale pełnym emocji tekstem. Mnie samemu oczywiście kojarzy się nierozerwalnie z filmem „Stań przy mnie” na podstawie prozy Stephena Kinga. W „Ciele” czterech nastolatków wyrusza na poszukiwanie martwego, uderzonego przez pociąg chłopca. Dzieje się to w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, ale człowiek ma wrażenie, że dzieje się to po prostu w latach jego młodości. Dlaczego? Niech odpowie narrator – „Nigdy później nie miałem takich przyjaciół, jak w wieku 12 lat. Jezu, a czy ktokolwiek ma?”. Piękny film i piękna piosenka!

21. Domenico Modugno „Nel Blu Dipinto Di Blu (Volare)”

Włoska muzyka popularna kojarzy się nieodmiennie z festiwalem San Remo. Włoskie piosenki, w pewnym momencie zlewają się dziwnie w jedną (no może we dwie), ale ta stałość i wierność melodyjnej tradycji ma w sobie wiele uroku, ot takie włoskie „plum-plum”.  Oczywiście żartuję tu sobie i jednocześnie zadaję prowokacyjne pytanie za sto punktów – czy Polacy znają więcej włoskich piosenek, czy Włosi polskich? Na pewno swojego czasu cały świat poznał i zakochał się we włoskiej piosence o lataniu. Volare i cantare. Latać i śpiewać. Jakież piękne połączenie i jak pięknie zaśpiewane. Ale w tej piosence uwielbiam i tekstowo i muzycznie inny fragment, zaczynający się od słów „E volave, volave”, a kończący się wersem „Una musica dolce…” Naprawdę można odlecieć.

Netflix
Poprzedni

Sense8, czyli jak prawda ekranu stała się prawdą czasu

J.P. Fantastica
Następny

Tomie tom 2 [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz