RANKINGI 

13 doskonałych sci-fi, które mogłyby powstać w Polsce [ranking]

O tym, jak mają się budżety zagranicznych obrazów spod znaku fantastyki do produkcji znad Wisły, pisaliśmy już w artykule „Ile kosztuje film? Ranking tanich filmów gatunkowych które nie powstały w Polsce„. Idziemy w temat dalej, bo przykładów w których pomysł wygrywał z niedostatkami pieniędzy, jest ilość nieprzebrana.

Założenie poniższego zestawienia? Wszystkie filmy plasują się poniżej budżetu obśmianej przez widzów i krytykę „Bitwy Warszawskiej” (ok. 9 000 000 USD) i w większości porównywalne do pamiętanego głównie za niechlubnego smoka, „Wiedźmina” (ok. 5 000 000 USD). No i jak, panowie i panie? Stać nas na nakręcenie dobrego filmu gatunkowego? Oczywiście, że tak.

PRZEZNACZENIE (2014) – REŻ. MICHAEL SPIERIG, PETER SPIERIG (BUDŻET – OK. 7 000 000 USD)

Najdroższy film w zestawieniu, ze świetnymi rolami Ethana Hawke’a i Sarah Snook. Wyśmienita wizualnie, zakręcona fabularnie (od rozgryzania paradoksów czasowych może pękać głowa), oparta na opowiadaniu „Wszyscy Wy Zmartwychwstali” Roberta A. Heinlena rzecz o rządowym agencie, który cofa się przeszłość by zapobiec tragicznym w skutkach zamachom bombowym jedynego przestępcy, którego nigdy nie udało mu się złapać.

MOON (2009) – REŻ. DUNCAN JONES (BUDŻET – OK. 5 000 000 USD)

Popis suspensu i aktorskiego kunsztu Sama Rockwella. Stacjonujący na księżycu astronauta pracuje w samotności dla korporacji, za partnera do rozmowy mając jedynie SI. Problemy zaczną się w momencie, kiedy jego zmiana zacznie dobiegać końca, a on sam przypadkowo odkryje coś, co każe mu zakwestionować prawdziwy cel jego misji i intencje pracodawców.

INFINI (2015) – REŻ. SHANE ABBESS (BUDŻET – OK. 5 000 000 USD)

Australijczycy potrafią robić wspaniałe filmy za bezcen – niech za przykład posłuży sztandarowy „Mad Max”. Dzieło Shane Abbessa może nie zdobędzie tak kultowego statusu, ale wciąż pozostaje bardzo dobrze zrealizowaną, utrzymaną w duchu „Obcego” i „Ukrytego Wymiaru” produkcją. Jako, że gatunek space horrorów to niemal już wyschnięte źródełko, wszyscy spragnieni klasycznego podejścia do materiału tym bardziej powinni się „Infini” zainteresować. Nasza recenzja [tutaj]

SYGNAŁ (2014) – REŻ. WILLIAM EUBANK (BUDŻET – OK. 4 000 000 USD)

Trójka studentów MIT usiłuje namierzyć rywalizującego z nimi hakera, niejakiego Nomada. W taki sposób, przemierzając pustynię Nevada, trafią w charakterze więźniów do tajnej naukowej placówki – a to dopiero wierzchołek góry lodowej koszmaru, w jaki się wplątali. Kino niepokojące, specyficzne. Uwagę zwraca obsada – w postaci Laurence’a Fishbourne’a i wschodzących gwiazd Hollywood, Brentona Thwaitesa i Olivii Cooke, dobra realizacja i wywracający całość do góry nogami końcowy twist.

ŁADUNEK (2009) – REŻ. IVAN ENGLER, RALPH ETTER (BUDŻET – OK. 4 000 000 USD)

Kino sci fi w klasycznym wydaniu, rodem ze Szwajcarii. Akcja zaczyna się w 2267, kiedy Ziemia nie nadaję się do życia, a pozostałości cywilizacji mieszkają na przeludnionych stacjach orbitalnych. Marzeniem wielu, jest podróż na planetę Rhea – gdzie mogliby zacząć nowe życie i właśnie jednej z załóg statku podróżującego do mitycznej niemal krainy przyjdzie nam towarzyszyć. Wymarzona podróż stanie pod znakiem zapytania, gdy załoganci odkryją, że zabrany na pokład ładunek, nie jest tym, czego mogliby sie spodziewać…

HELL (2011) – REŻ. TIM FEHLBAUM (BUDŻET – OK. 3 500 000 USD)

Niemiecka odpowiedź na „Drogę”, z Rolandem Emmerichem w roli producenta. Tym razem do katastrofy przyczyniło się Słońce, paląc naszą planetę do gołej, nomen omen, ziemi. Rzecz jasna w takich warunkach największą wartością są woda i jedzenie – i to właśnie w ich poszukiwaniu postapokaliptyczny krajobraz przemierza czwórka bohaterów. Przynajmniej do czasu, kiedy wszystko pójdzie źle i po raz kolejny okaże się, że „człowiek człowiekowi wilkiem”. Świetne, nasączone złotym filtrem kadry  i sprawna realizacja powodują, że mimo dość przewidywalnej fabuły, film ogląda się ze smakiem.

ŁOWCA TROLLI (2010) – REŻ. ANDRE OVREDAL (BUDŻET – OK. 3 500 000 USD)

W zalewie kina spod znaku mockumentary jakimi raczy nas Hollywood w ostatnich latach, łatwo machnąć ręką na rzecz wartościową. Tutaj mamy do czynienia z trójką dokumentarzystów, którzy na obiekt swojego zainteresowania wybierają jegomościa, trudniącego się rzekomo łapaniem trzymanych przez norweski rząd w tajemnicy bajkowych gigantów. W przeciwieństwie do amerykańskich odpowiedników, mimo sporej dawki napięcia, dzieło Norwegów nigdy nie traktuje siebie do końca na serio – i jeśli łapie się taką konwencję, seans „Łowcy Trolli” można zaliczyć w ciemno. A solidne efekty i polski akcent w fabule, to już wartość dodana.

THE DIVIDE (2011) – REŻ. XAVIER GENS (BUDŻET – OK. 3 000 000 USD)

Opowieść o grupie przypadkowych osób, które po nuklearnej katastrofie chronią się w piwnicy jednego z wieżowców. Z biegiem czasu, kiedy wszelkie zapasy jedzenia zaczną zbliżać się ku końcowi, promujące obraz Xaviera Gensa hasło: „szczęśliwcy zginęli w wybuchu”, stanie się bardzo adekwatne. Trzymająca w napięciu, pokręcona, a niekiedy i krwista rzecz ze świetną rolą Michaela Biehna i fenomenalną ścieżką dźwiękową.

KILL COMMAND (2016) – REŻ. STEVEN GOMEZ (BUDŻET – OK. 1 500 000 USD)

Uzbrojeni po zęby marines lecą na odciętą od świata wyspę, by ćwiczyć przy pomocy bojowych robotów i jak się wkrótce okaże, wszystko idzie dokładnie nie tak jak powinno. Inspiracje wyjściowym pomysłem z „Terminatora” widać jak na dłoni, ale filmowi udało się przy tym zachować własną tożsamość. I do tego efekty specjalne, które zjadają na śniadanie większą część Hollywoodzkich superprodukcji. Pełna recenzja tutaj.

NA WŁASNE RYZYKO (2012) – REŻ. COLIN TREVORROW (BUDŻET – OK. 750 000 USD)

To, co funduje nam autor „Jurassic World”, jest bardziej komedią romantyczną z elementami sci fi, niż rasowym kinem gatunkowym. Dziennikarz z dwójką stażystów otrzymuje zadanie sprawdzenia niecodziennego ogłoszenia – pewien osobnik szuka partnera do wspólnej podróży wehikułem czasu. Wariat? Wszystko na to wskazuje. Ale czy na pewno? Zwariowane, ale przy tym ciepłe i zabawne kino mówiące o tym, że warto patrzeć poza okładkę książki i dostrzegać to, co w ludziach najcenniejsze.

STREFA X (2010) – REŻ. GARETH EDWARDS (BUDŻET – OK. 500 000 USD)

Kiedy w Meksyku rozbija się sonda badająca obce organizmy, ludzkość wreszcie dostaje dowód na istnienie pozaziemskich cywilizacji, ale raczej nie taki, jaki sobie wymarzyła. Pośrodku całego zamieszania znajduje się fotograf, który otrzymuje zadanie odeskortowania pewnej dziewczyny na terytorium USA. Pech chce, że droga wiedzie przez tereny zajęte przez obcych. Film Garetha Edwardsa (który efekty specjalne dodawał ponoć na prywatnym komputerze) to fuzja kilku gatunków i styli, czerpiąca po trosze zarówno z „Parku Jurajskiego” jak i „Wojny Światów”, najbardziej wpasowująca się jednak w kino drogi. Nasza recenzja [tutaj].

CUBE (1997) – REŻ. VINCENZO NATALI (BUDŻET – OK. 250 000 USD)

Jeden z największych triumfów niezależnego kina gatunkowego, który doczekał się jeszcze dwóch kontynuacji. Grupka ludzi budzi się w naszpikowanym śmiercionośnymi pułapkami, zmieniającym jak w zegarku swoją konfigurację tytułowym sześcianie. Pomimo wzajemnych różnic, muszą nauczyć się ze sobą współpracować, by znaleźć drogę wyjścia. Kanadyjczycy odwalili kawał świetnej roboty z designem lokacji, a pełna niedopowiedzeń historia sprawia, że do końca będziemy zastanawiali się, „o co tu naprawdę chodzi”.

PRIMER (2004) – REŻ. SHANE CARRUTH (BUDŻET – OK. 7 000 USD)

Żeby wyjaśnić fabułę tego filmu, naukowcy ponoć tworzą diagramy i schematy. Nie wnikam czy tak jest naprawdę, bo seans „Primera” w zasadzie mówi sam za siebie. Krótko mówiąc – zbudowane na dialogach i matematycznemu wręcz podejściu do problemu podróży w czasie i jego implikacji, ascetyczne kino które złożonością historii zadowoli nawet najbardziej wymagających odbiorców. Jednorazowy seans to w tym wypadku zdecydowanie za mało.

Vertigo Films
Poprzedni

Kill Command - perełka za bezcen [recenzja]

Fox Games
Następny

Straszny dwór - rodzinna walka z duchami [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

2 Comments

  1. Beton
    2016-06-01 at 01:25 — Odpowiedz

    5 z tych filmów udało mi się obejrzeć. Najsłabszy był Cargo, reszta warta zobaczenia. Jeżeli pozostałe trzymają taki poziom, to z chęcią uzupełnię braki.

  2. Maciej Bachorski
    2016-06-04 at 21:19 — Odpowiedz

    Jeśli miałbym coś usunąć, żeby dobić do dziesiątki, to właśnie „Cargo”, później „Hell” i powiedzmy, że „Sygnał”, bo jednak był dość specyficzny. Wydaje mi się, że możesz oglądać resztę ze spokojną głową (przy założeniu, że „Na własne ryzyko”, to jednak 4/5 komedii romantycznej w całości filmu).

Dodaj komentarz