RANKINGI 

7 filmowych bohaterek szalonych bardziej niż Harley Quinn [ranking]

Harley Quinn – piękna, szalona i nieobliczalna. I wcale nie pierwsza w elitarnej grupce filmowych, kobiecych bohaterek, przed którymi każdy normalny człowiek powinien natychmiast uciekać gdzie pieprz rośnie.

Na „Legion samobójców” tłumnie ruszyli widzowie i w większości opinii przeważa werdykt: film – be, Harley Quinn- cacy. Jej postać robi największe wrażenie i to nie jedynie za sprawą fizycznych atrybutów odtwarzającej ją Margot Robbie. Harley Quinn kupiła widzów, bo jest nie tylko atrakcyjna w swym skąpym odzieniu i uczniackiej fryzurze, ale także narwana, zadziorna, niebezpieczna i na swój sposób słodka. Przy całej tej zajebistości ginie gdzieś mrok kryjący się za miłosnym uzależnieniem od wybranka jej serca, ale pamiętajmy, to przecież film z normą wiekową 13+, nie pozwalającą twórcom „Legionu samobójców” zaszaleć na całego. Spragniony mocniejszych wrażeń i jeszcze mocniejszych, kobiecych wizerunków odbiorca może wynagrodzić sobie ów brak, sięgając po inne, nierzadko kultowe filmy, których bohaterki dotknięte są szaleństwem w jeszcze większym stopniu, niż barwna postać z komiksów DC.

Annie Wilkes z „Misery”

Annie Wilkes – po prostu niepozorna pani w średnim wieku. Na dodatek wielbicielka literatury romantycznej. Zajmująca się swoim ulubionym pisarzem, gdy ten ulega ciężkiemu, samochodowemu wypadkowi. Tylko dlaczego Paul Sheldon nie znalazł się w szpitalu, tylko przechodzi rekonwalescencję w domu swojej wielbicielki? Ano właśnie, dlaczego? I czemu jednym z narzędzi rekonwalescencyjnych, musi być, tak jak na załączonej scenie, potężny młot?

Margaret White z „Carrie”

Co ten Stephen King ma do kobiet? „Carrie” to kolejny film na podstawie jego książki z kobiecą bohaterką, z którą raczej nie chcielibyśmy mieć do czynienia. I bynajmniej nie chodzi tu o siejącą w końcówce zniszczenie, tytułową bohaterkę, tylko o jej matkę, będącą przykładem archetypowego wręcz, religijnego fanatyka. Brrrr.

Hedra Carlson z „Sublokatorki”

W „Sublokatorce” zagrały dwie kobiece gwiazdy lat dziewięćdziesiątych – Bridget Fonda i Jennifer Jason Leigh. Ta druga odtwarzała tytułową sublokatorkę, nieśmiałą, skromną Hedrę. To znaczy, nieśmiałą i skromną do pewnego czasu, póki stopniowo nie ujawnia się jej mroczna strona. A potem obserwujemy już festiwal szaleństwa i obsesji oraz bezpardonowe usuwanie przeszkód stojących na drodze do upragnionego celu.

Peyton Flanders z „Ręki nad kołyską”

Zanim o złowrogich nianiach zaczęły opowiadać dokumentalne telenowele, była „Ręka nad kołyską”. A w niej piękna Rebecca De Mornay w roli babysitter i jej stopniowo ujawniane szaleństwo, obsesje i problemy z kontrolowaniem emocji. Ot jak choćby w poniższych, dwóch znakomitych scenach.

Alex Forrest z „Fatalnego zauroczenia”

„Fatalne zauroczenie” to już thriller klasyczny, a odtwarzana przez Glenn Close bohaterka jest nie mniej przerażająca niż słynni mordercy z horrorów w rodzaju „Halloween”. Z „Fatalnego zauroczenia” po prostu dowiadujemy się, na co stać odrzuconą przez mężczyznę kobietę. Sceny z szalejącą Alex zdążyły już przejść do historii kina, a i tak, pomimo wszechogarniającej bohaterkę obsesji, w jakiś sposób jesteśmy ją w stanie zrozumieć.

Cruella De Mon ze „101 Dalmatyńczyków”

Tu nie trzeba się nawet rozpisywać – ta kobieta chciała zrobić sobie futro z gromady uroczych szczeniąt. Jeśli to nie jest przykładem czystego szaleństwa, to co nim jest?

Beverly R. Sutphin z „W czym mamy problem?”

W polskiej wersji tytułu ginie niestety bardzo wdzięczne zbitka słowna z amerykańskiego oryginału, czyli „Serial Mom”. Tak, oto  genialna Kathleen Turner w roli przykładnej matki i gospodyni, która gdy coś idzie nie po jej myśli lub niezgodnie z jej wizją rzeczywistości, po prostu bierze sprawy w swoje ręce i stosuje ekstremalne rozwiązania. Z jednej strony czarna komedia, z drugiej opowieść o tym, jak łatwo ludzie tracą zdrowy rozsądek pod wpływem wyznawanych zasad i ideologii, zawsze znajdując (nawet najbardziej absurdalne) usprawiedliwienie dla swoich czynów. Szaleństwo w pełnej krasie, takie aż do przegięcia, sprawiające że na filmie szczerze się zaśmiewamy, jednocześnie czując przechodzące po plecach dreszcze egzystencjalnego niepokoju.

Ezop
Poprzedni

Być jak tygrys - sekretne życie dzikich zwierząt [recenzja]

Nienormalny Bialystok
Następny

Popkulturą w Disco Polo, czyli Zenek Martyniuk z muralem w Białymstoku

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz