RANKINGI 

Album-widmo, czyli płyty wiecznie w drodze

Są jak duchy. Opowiada się o nich legendy. Ponoć niczym widma krążą po świecie muzycznym. Nikt ich nie widział, albo pojawiają się po latach, niczym synowie marnotrawni po długiej – często zbyt długiej – wędrówce naokoło. Oto ranking najciekawszych albumów-widm. Z dawna zapowiedzianych, z rzadka ukończonych.

Guns’n’Roses – Chinese Democracy (2008)

„Chinese Democracy” to płyta-legenda. Była jak Duke Nukem Forever przemysłu muzycznego. Powstawała kilkanaście lat. W międzyczasie Axl Rose zdążył pokłócić się ze wszystkimi. Rotacje w składzie przypominały rollercoaster. Przekładana premiera krążka stała się nawet miarą czasową w ludowej ekonomii. „Oddam Ci te pieniądze, kiedy wyjdzie Chinese Democracy”, mawiano. W końcu jednak, gdy wszyscy zwątpili, przyszło spłacić długi…

Tool – album bez tytułu

A to akurat mniej zabawna historia. Zespół pracował nad materiałem sumiennie i rzetelnie, powstały nawet jakieś wstępne nagrania. Po drodze jednak doszło do ostrego sporu na drodze sądowej. Były współpracownik pozwał Tool o wykorzystanie materiałów wizualnych bez uznania praw autorskich. Zespół poszedł do swoich ubezpieczycieli z prośbą o pomoc. Ci zaś, jak każda szanująca się, uczciwa firma… podali swoich klientów do sądu w osobnym procesie. Wieść głosi, że prawna wojna dobiegła końca i muzycy stroją już instrumenty.

Dr. Dre – Detox

Dr. Dre walczył ze swoim albumem-widmo, „Detoxem” blisko piętnaście lat. Płyta była już wielokrotnie ogłaszana i odwoływana, do jej tworzenia zaproszono gwiazdy takie jak Eminem.  Współpracownicy zapowiadali najbardziej zaawansowane dzieło w historii hip-hopu. Nigdy nie dowiemy się, czy szumne słowa znalazłyby potwierdzenie w praktyce, gdyż Dr. Dre praktycznie wywalił materiał do kosza. Zamiast niego powstało „Compton”.

D’Angelo and the Vanguard – Black Messiah

Płyta podszyta dramatem człowieka wrzuconego w młyn życia. D’Angelo tworzył „Black Messiah” przez blisko piętnaście lat. Po dwóch rewelacyjnych płytach był bliski rzucenia świata na kolana i… przepadł. Przeszedł przez wzloty, upadki, odwyk, nawrócenie. To była długa droga. Ale dopiął swego, nagrał płytę… i wrzucił ją do sieci. Z miejsca zarządziła we wszelkich rankingach.

The Beatles – Get Back

„Get back”, czyli album, którego nie było. Miał być powrotem do korzeni, do bardziej surowego i energicznego brzmienia grupy. Pierwsze podejście wyglądało jak próba sklejenia wazonu, który rozbił się na zbyt wiele kawałków. Paul McCartney zebrał resztę bandu, by znowu tworzyli tak, jak dawniej. Powstała nawet okładka i część materiału. Album ewoluował w dziwną stronę, a przed zakończeniem nagrań odszedł zrezygnowany John Lennon. Zespół praktycznie rozpadł się w trakcie tworzenia krążka. I tak optymistyczne „Get back” przemianowano na pogodzone z losem „Let it be”.

Rage Against The Machine – album bez tytułu

To miał być wielki powrót. Z młodych gniewnych wyrośli starzy wk…wieni. Były koncerty, szumne zapowiedzi, przebąkiwano nawet o dacie premiery w bliżej nieokreślonym 2011 lub 2012. Mówiło się nawet o wstępnych nagraniach i… nic. Nastał rok 2015, a płyty jak nie było, tak nie ma. RATM zdążyło zawiesić działalność, a muzycy pytani krążek zaczęli trzymać się maksymy „when it’s done”. Niektórzy mówią, że stary dobry Zack zdążył się wypalić.

Lauryn Hill – album bez tytułu

Wieść z ostatnich dni. Wraca Lauryn Hill. Była wokalistka Fugees długo kazała na siebie czekać. Jeśli chodzi o odległości między longplayami, to bije nawet Axla Rose’a. Ostatnią studyjną płytę wydała siedemnaście lat temu. Po drodze koncertowała, próbowała pisać scenariusz filmu o życiu Boba Marleya, występowała z różnymi muzykami i wojowała z prawem. Po przerwie w działalności ma, według menagera, potężne ilości materiału, który chce dopracować do perfekcji. W 2013 pchnęła w świat pierwszy od dekady oficjalny singiel.

jackfrost
Poprzedni

Jack Frost - czekając na zimę [recenzja]

CBS
Następny

Limitless - procedural z pazurem [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz