RANKINGI 

Anna Kańtoch: dziesięć powieści mojego życia

Powieści życia trudno wybrać, choćby dlatego, że to nieostre pojęcie – czy będzie to książka najczęściej czytana, taka, która coś w naszym życiu zmieniła, czy po prostu ta, która wywarła na nas największe wrażenie? Nie traktujcie więc tego zestawienia bardzo serio – tak naprawdę ta dziesiątka równie dobrze mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Niektóre z książek znalazły się tu ze względu na autorów, których zaliczam do ulubionych, niektóre dlatego, że czytam/czytałam je wielokrotnie, niektóre… Zresztą zobaczcie sami.

Książka, której nigdy nie przeczytałam…

…samodzielnie, bo czytali mi ją rodzice, czyli „Bajka o Żelaznym Wilku” Wacława Sieroszewskiego. Hmm, zawsze byłam przekonana, że to „Baśń…”, ale sprawdziłam i wygląda, że jednak „Bajka…” – w każdym razie okładka i treść zgadzają się z tym, co pamiętam z dzieciństwa, zakładam więc optymistycznie, że właściwie tę książkę zidentyfikowałam. Pamiętam też, że z punktu widzenia kilkuletniego dziecka była to opowieść ponura i pełna grozy. Wiecie już zatem, kogo należy winić za moje dzisiejsze upodobanie do horrorów.

Książka mojego dzieciństwa

Miała tu być któraś część Pana Samochodzika (na przykład moja ulubiona, czyli „Niesamowity dwór”), „Wakacje z duchami” albo „Winnetou”, ostatecznie jednak stanęło na niebeletrystycznych „Historiach niewiarygodnych” J.J Herlingera, które czytałam tyle razy, aż w końcu mój egzemplarz się rozpadł. Tajemnica Mary Celeste, trójkąt bermudzki, Obcy czy wielki pożar Chicago – z punktu widzenia dorosłego był to pewnie groch z kapustą, z punktu widzenia dzieciaka natomiast mnóstwo frajdy, zwłaszcza że całość została napisana lekkim, przystępnym językiem. Nic dziwnego, że potem w zepsutym radiu nasłuchiwałam sygnałów z kosmosu…

Książka, która nie dała rady mnie pokonać

Podobno Umberto Eco specjalnie postarał się, żeby początek „Imienia róży” był taki erudycyjny i – z punktu widzenia zwyczajnego czytelnika – nudny, bo chciał odsiać tych, którzy zasiądą do książki z zamiarem poczytania sobie o średniowiecznym zabójstwie. Cóż, z dumą stwierdzam, że na mnie (lat wówczas chyba ze dwanaście) metoda nie podziałała – ja naprawdę bardzo chciałam wiedzieć, kto zabił tego mnicha… Potem przeczytałam „Imię róży” drugi raz i doszłam do wniosku, że śledztwo może i nie jest tam najważniejsze, ale było za późno – pierwsze wrażenie zostało i do dziś uważam, że ten Eco to całkiem niezłe kryminały pisał.

Pierwsza książka fantastyczna, którą przeczytałam

A może druga. Albo trzecia. W każdym razie pierwsza z tych ważniejszych, ta, po której zorientowałam się, że w ogóle istnieje taki gatunek jak fantastyka. Był to „Władca pierścieni” J. R. R. Tolkiena (wiem, mało oryginalnie, choć było to jeszcze przed ekranizacją, a więc nie aż sztampowo, jak mogłoby się wydawać). A odkrywanie nowego gatunku na studiach ma swoje zalety – człowiek czuje się, jakby odmłodniał o dziesięć lat, i książki nagle znowu wydają się tak fascynująco nowe.

ksiazki_kantoch

Książka, po której przestałam pisać własne książki

Czyli „Pan Światła” Rogera Zelazny’ego – po lekturze doszłam do wniosku, że w porównaniu z tą powieścią wszystko, co napiszę, i tak będzie do kitu, więc równie dobrze mogę przestać się starać. Potem na szczęście (albo nieszczęście) mi przeszło, ale kompleksy nadal mam.

Książka, którą najczęściej cytuję

Zdecydowanie saga wiedźmińska Andrzeja Sapkowskiego. Jest to też cykl, na który najczęściej zdarza mi się narzekać, ale i tak go uwielbiam.

Książka, z której czytania najczęściej się tłumaczyłam

Wbrew pozorom nie będą to „Kraby” (z czytania „Krabów” tłumaczyłam się tylko raz, dawno temu), tylko „Angielski pacjent” Michaela Ondaatje, jedna z moich ulubionych powieści, której zły PR zrobiła ekranizacja, bo potem każdą rozmowę na temat książki trzeba było zaczynać od „No wiesz, to wcale nie jest takie romansidło jak w filmie”. Na szczęście kinową wersję coraz mniej osób już kojarzy.

Książka, której czytanie mnie uspokaja

…czyli „Lśnienie” Stephena Kinga. Nie pytajcie, sama nie wiem, czemu akurat ta. Pesymistyczna odpowiedź brzmi tak, że jak czytam o ludziach, którzy mają gorzej, to robi mi się lepiej. Optymistyczna… Jest jakaś optymistyczna?

Książka humorystyczna, którą bardzo lubię

Jestem ponurakiem i zazwyczaj za dowcipasami nie przepadam, ale „Wszystko czerwone” zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Właściwie do całej twórczości Joanny Chmielewskiej (z wyjątkiem tej późniejszej) mam sentyment, większość książek czytałam po kilka razy.

Pierwszy kryminał, który przeczytałam

…czyli… właściwie nie pamiętam, co to było, ale mogę z dużym prawdopodobieństwem założyć, że pewnie jakaś książka Agathy Christie, niech więc będzie „Morderstwo w Orient Expressie”, jeden z najbardziej oryginalnych kryminałów, jakie znam.

kasa chorych w filharmonii
Poprzedni

W filharmonii - 40 lat Kasy Chorych w 90 minut [recenzja]

The_Family_TV_Series-978567872-large
Następny

The Family - dramat tabloidowy [recenzja]

Anna Kańtoch

Anna Kańtoch

Rocznik 1976, z wykształcenia arabistka, mieszka w Katowicach. W 2003 podjęła jedną z najważniejszych i najlepszych decyzji w życiu, czyli zapisała się do Śląskiego Klubu Fantastyki – od tej pory jest związana z fandomem na dobre i złe. Pięciokrotna zdobywczyni Nagrody im. Janusza A. Zajdla: raz za powieść (w 2010 za pierwszy tom "Przedksiężycowych") oraz cztery razy za opowiadania (w 2009 za "Światy Dantego", w 2011 za "Duchy w maszynach", w 2014 za "Człowieka nieciągłego" i w 2015 za "Sztukę porozumienia"). W 2013 roku otrzymała również Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego za powieść "Czarne".

Brak komentarzy

Dodaj komentarz