RANKINGI 

Gene Wilder – najlepsze role

29 sierpnia 2016 roku pożegnaliśmy Gene’a Wildera, jednego z najbardziej charakterystycznych aktorów komediowych w historii kina. Jedyny prawdziwy Willy Wonka i Młody Frankenstein, znakomity scenarzysta i intrygujący reżyser odszedł w wieku osiemdziesięciu trzech lat. O jego geniuszu i klasie najlepiej świadczy fakt, że trudno znaleźć osobę, która nie kojarzyłaby tego głębokiego spojrzenia ogromnych niebieskich oczu i rozbrajającego uśmiechu, choć dorobek filmowy aktora to niespełna czterdzieści (!) ról. Za to jakich! Poniżej przypominamy najważniejsze z nich.

Joe Silberman, potomek żydowskich emigrantów z Rosji był cenionym aktorem dramatycznym – studiował aktorstwo na Uniwersytecie Iowa, a następnie kontynuował naukę Wielkiej Brytanii w Bristol Old Vic Theatre. Po zmianie nazwiska na Gene Wilder (imię wziął od bohatera powieści Thomasa’a Wolfe’a, nazwisko od słynnego dramaturga Thortona Wildera) zaczęła się  jego kariera na scenach Broadwayu. Stamtąd już naturalną  koleją rzeczy trafił na srebrny ekran grając epizodyczne rólki w telewizyjnych filmach. Przełom nastąpił za sprawą  jednego z arcydzieł kinematografii: Bonnie i Clyde:

Bonnie i Clyde (1967)

Kultowy film Arthura Penna, w którym Warren Beatty i Faye Dunaway wcielają się w role słynnych przestępców. Partneruje im Gene Hackman i debiutujący na wielkim ekranie Gene Wilder. Wciela się on w rolę jednego z zakładników, którzy zostają porwani przez grupę przestępców i bardzo szybko znajduje z nimi wspólny język. Tylko prawdziwy geniusz potrafi z tak niewielkiej rólki stworzyć kreację, o której się pamięta. Wystarczy spojrzeć na zdziwienie zmieszane z zawodem, gdy dowiaduje się, że jego luba jest starsza, niż mu mówiła. Wilder nawet w tak mocnym kinie potrafił zamanifestować swój nieprzeciętny talent komika.

Producenci (1967)

W tym samym roku ukazał się genialny film Mela Brooksa, który poznał się na geniuszu Wildera i od tej pory bardzo często obsadzał go w swoich produkcjach. Aktor wcielił się w  postać Leo Blooma, księgowego-nieudacznika, który cierpi na napady paniki i histerii, uspokaja się zaś tylko dzięki kocykowi zachowanemu z dzieciństwa. A powodów do nerwów ma niemało, bowiem jego szef, Max Bialystock, postanowił wyprodukować sztukę, która okaże się klapą i pozwoli zatrzymać pieniądze od inwestorów. Kreacja Blooma była nominowana do Oskara, ale nie jest to jedyny powód, by zobaczyć jedną z najlepszych komedii. No bo jak można wystawić na Broadwayu sztukę zatytułowaną „Wiosna Hitlera”? Jeśli nie widzieliście, trzeba obowiązkowo nadrobić.

 

Willy Wonka i Fabryka Czekolady (1971)

Zastanawiające, że po odniesionych sukcesach znów zniknął na kilka lat z ekranu (nie licząc udanej roli w komedii „Zacznijcie rewolucję beze mnie” z Donaldem Sutherlandem). Wynikało to z faktu, że Wilder skrupulatnie wybierał swoje role i zawsze mówił, że nie będzie grał w gniotach. Między innymi dlatego odrzucał wszystkie scenariusze, jakie dostał w XXI-szym wieku. Jednak w roku 1970 nie sposób było odmówić występu w adaptacji niezwykłej powieści Roalda Dahla. Filmowa wersja Mela Stuarta przeniosła baśniowy świat magicznej fabryki czekolady w nowy wymiar, a kreacja Wildera przyniosła mu nominację do Złotego Globu i zapewniła miejsce w sercach wszystkich widzów i dzieci. Johnny Deep ze swoją wersją nawet nie zbliżył się do tego poziomu.

 

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale boicie się zapytać (1972)

Kolejny geniusz kinematografii, Woody Allen, również poznał się na talencie Wildera i w momencie, gdy aktor zaczął być kojarzony z dziecięcym Willy Wonką, zaproponował mu wizerunek zgoła odmienny. W jednej z najlepszych komedii Allena, Wilder wcielił się doktora Rossa, mężczyznę chorującego na zoofilię – ukierunkowaną na… owce. Miłosne (tak! Miłosne!) sceny w wykonaniu Wildera (który oczywiście musi odegrać całą pasję, namiętność i tętniącą gamę uczuć za siebie i zwierzę) to majstersztyk, który rozbawi największego nawet ponuraka.

 

Płonące siodła (1974)

Rok 1974 stanął pod hasłem współpracy na linii Gene Wilder – Mel Brooks. Panowie spotkali się ponownie na planie absurdalnej parodii westernów, gdzie paradoksalnie to właśnie Wilder stanowił najmniej zwariowany i najmocniej osadzony w rzeczywistości kontrapunkt dla pozostałych postaci i wątków niemal żywcem wyrwanych z animowanych produkcji Warner Bros. Stworzony przez niego Waco Kid, niegdyś najszybszy rewolwerowiec na Dzikim Zachodzie, obecnie staczający się na dno alkoholik to z jednej strony ukłon w stronę choćby Deana Martina w „Rio Bravo”, a jednocześnie przemyślna parodia całego gatunku. Ten kultowy film niewątpliwie doczekałby się jeszcze większego rozgłosu, gdyby nie fakt, że twórcy zdyskredytowali go swoim kolejnym dziełem, nakręconym i wydanym w tym samym roku. Mowa oczywiście o „Młodym Frankensteinie”.

 

Młody Frankenstein (1974)

To nie tylko kolejny genialny film Mela Brooksa. To nie tylko najlepsza rola w dorobku Wildera, który wcielając się w tytułową rolę szalonego naukowca złożył hołd klasycznemu kinu grozy i burlesce, ale wraz Marty Feldmanem (odgrywającemu Igora) stworzył jeden z najzabawniejszych duetów w historii kina. Przede wszystkim jednak Wilder zadebiutował jako scenarzysta, wraz z Brooksem pisząc historię, która przyniosła mu kolejną nominację do Oskara i nagrodę Hugo.

 

Przygody najsprytniejszego z braci Holmesów (1975)

Tym razem Wilder zdecydował się samemu stworzyć scenariusz i wyreżyserować film będący tym razem parodią detektywistycznych historii o Sherlocku Holmesie. Twórca wcielił się tutaj w Sigersona Holmesa, najmłodszego z braci Holmes (oczywiście nie mającego literackiego pierwowzoru) i żyjącego w cieniu popularnego brata. Po raz kolejny Wilderowi partnerował Marty Feldman i choć film nie spotkał się z uznaniem krytyków, docenili go fani, dzieło stanowi świetne wprowadzenie do późniejszych produkcji, w których komik stawał za kamerą.

 

Transamerican Express (1976)

Tym razem Wilder wcielił się w postać wydawcy George’a Caldwella, który staje się świadkiem morderstwa w trakcie podróży pociągiem z Los Angeles do Chicago. Na skutek lawiny dziwnych zbiegów okoliczności łączy siły z drobnym złodziejaszkiem Groverem Muldonem (w tej roli Richard Pryor) i stara się wyjaśnić intrygę. Schemat tego filmu tak bardzo przypadł widzom do gustu, że został powtórzony jeszcze w trzech innych filmach, gdzie Wilder i Pryor stworzyli niezapomniany komediowy duet na ekranie, bowiem według słów biografii Wildera prywatne relacje obu panów były zgoła odmienne.

 

Frisco Kid (1979)

Oto przykład, że dobrzy aktorzy uratują nawet przeciętny film. Western o naiwnym rabinie, który jedzie z Polski do Ameryki i trafia pod opiekę nierozgarniętego złodziejaszka nie powala pomysłem. W zasadzie poza oczywistymi parodiami trudno też znaleźć dobrą komedię osadzoną na Dzikim Zachodzie. A jednak ten film ratuje Harrison Ford w roli wspomnianego złodziejaszka i przede wszystkim Wilder jako przezabawny rabin.

 

Czyste szaleństwo (1980)

Nietrudno zauważyć, że lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku uczyniły z Wildera króla komedii. I drugie spotkanie na planie z Pryorem stało się jego ukoronowaniem. „Czyste szaleństwo” to wariacja na temat konwencji „Transamerican Express”. Główni bohaterowie zostają niesłusznie oskarżeni o napad na bank i osadzeni w więzieniu. Oczywiście próbują po swojemu przetrwać w nowej rzeczywistości i przy okazji uciec na wolność. Tu ekranowa chemia obu aktorów zaczęła prawdziwie iskrzyć, ale rozbłysnąć miała dopiero za dziewięć lat.

 

Kobieta w czerwieni (1984)

W latach osiemdziesiątych Wilder zaczął wycofywać się trochę ze świata filmu, mniej grał, ale wciąż pracował nad scenariuszami i czasem stawał za kamerą. Tak było w przypadku romantycznej komedii, którą napisał w zasadzie na prośbę i dla swojej ówczesnej żony – Gildy Radner. Zaskakująco subtelny i dość racjonalny film ukazuje bardziej melancholijne i romantyczne oblicze Wildera, co wcale nie znaczy, że mniej zabawne.

 

Nic nie widziałem, nic nie słyszałem (1989)

To w tym filmie Pryor i Wilder spotkali się po raz trzeci i tutaj właśnie stworzyli jedną z najbardziej pamiętnych komedii końca ubiegłego wieku. Kto bowiem nie pamięta dwóch świadków morderstwa, z których jeden jest głuchy, a drugi niewidomy i oczywiście nie mają zielonego pojęcia, kto jest zabójcą. Nie znaczy to jednak, że są przez to bezpieczni. Jak to mówią do trzech razy sztuka i tutaj formuła sensacyjno-komediowa wypracowana w poprzednich filmach tego duetu sięgnęła szczytu. Szkoda, że później Wilder zdecydował się tylko dwukrotnie pojawić na wielkim ekranie i kilkukrotnie w filmach telewizyjnych, nim całkowicie zarzucił występy filmowe.

 

 

 

 

 

 

Zysk i S-ka
Poprzedni

Mroczniejszy odcień magii - przyjemne młodzieżowe fantasy [recenzja]

poszukiwaczka
Następny

Poszukiwaczka t.1 - Arwen Elys Danton [patronat]

Łukasz Radecki

Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, poeta, muzyk, redaktor, publicysta. Autor zbiorów opowiadań - "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Horror klasy B" (2015), oraz cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (do tej pory dwa tomy: „Złego początki” i „Wszystko spłonie”) (2013). Wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr wydał zbiór "Lek na lęk" (2011), z Robertem Cichowlasem zaś „Pradawne zło” (2014) oraz powieści "Miasteczko" (2015) i "Zombie.pl" (2016). Muzyk zespołów ACRYBIA, DAMAGE CASE i WILCY. Prowadzi własny blog literacki, stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego, Atmospheric Magazine i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec dwójki dzieci.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz