RANKINGI 

Layers of fear i inne oblicza wirtualnej grozy

Horror w grach ma wiele obliczy. Różne gatunki również potrafią pokazać, co to prawdziwa groza, często w nietuzinkowym i nieoczywistym wydaniu. Czyż nie czyni ich to jednak bardziej intrygującymi? Prezentujemy więc przekrój produkcji, które straszą, nie zawsze w klasyczny sposób.

Layers of Fear

Najnowsza pozycja na liście. Stylowa, artystyczna przygodówka polskiego studia, wypełniona po brzegi mrocznym, ale i eleganckim klimatem. Niepokojąca, odjechana, inspirująca. Wcielamy się w niej w malarza pragnącego stworzyć swoje opus magnum, jednak gra szybko przeobraża się w wędrówkę po zwichrowanym umyśle twórcy. To przyzwoita produkcja, której nie szkodzi nawet fakt, że straszy nas głównie za pomocą „jump scare’ów”.

Kholat

„Kholat” straszy podwójnie – mroźną, niepokojącą atmosferą osamotnienia, niepewnością i bezbronnością bohatera – oraz faktem, że odwołuje się do prawdziwych wydarzeń sprzed lat.

Bioshock

Pierwszy „Bioshock” tańcował z konwencją grozy całkiem raźnie. Zwłaszcza początkowe etapy gry, kiedy wkraczaliśmy do Rapture, potrafiły przyspieszyć bicie serca. Nie wiedzieliśmy nic, byliśmy słabi jak kociaki, a wokół szaleli opętani jakąś dziwną mocą ludzie. Odkrywaniu tajemnic podwodnego miasta towarzyszyły niepokojące odgłosy, opętańcze szepty, mieliśmy wrażenie, że ktoś cały czas nas obserwuje, zaś jedyną nadzieją na przeżycie był głos dobiegający z radia. No i te creepujące automaty z mordkami klaunów. Oraz małe, straszne dziewczynki. Oraz pierwsze wejście Big Daddy’ego…

Soul Reaver

Pisaliśmy niedawno o całej serii, ale pierwszy Soul Reaver stał chyba najbliżej opowieści grozy. To historia, która wrzuca nas w sam środek zrujnowanego, okrutnego świata, opanowanego przez spotworniałe wampiry, pełna niepokojących momentów, niedopowiedzeń i nie do końca wytłumaczalnych zdarzeń. Przez sporą część gry wędrujemy też przez tzw. Świat astralny, który mocno zahacza o poetykę Lovecrafta.

Dead Space

Tęsknisz za „System Shockiem”? „Dead Space” to pozycja idealna dla Ciebie. Mamy tu do czynienia z uznanym horrorem science-fiction, który zabiera nas w mroczną otchłań kosmosu. Wcielamy się w inżyniera Isaaca, który ma zbadać sprawę sygnału ratunkowego na odległym statku górniczym. Na miejscu okazuje się, że cała załoga została wymordowana, a kontrolę nad ciałami przejęły pasożytnicze formy życia. A to dopiero początek grozy, z którą przyjdzie nam się zmierzyć.

Slender: The Arrival

Gra zrodzona ze sfabrykowanej urban legend, którą stworzył jeden z użytkowników forum „Something afwul”. Postać może i fikcyjna, ale strach, jaki wywołuje – odczujecie każdą swą komórką. To może niezbyt długie i innowacyjne podejście, ale „Slender: The Arrival” zapewnia porządną, intensywną dawkę grozy.

Condemned: Criminal Origins

Niedoceniona, intrygująca produkcja. Dla odmiany dostajemy mroczny thriller psychologiczny, w którym najstraszniejszą rzeczą, z jaką się spotykamy – jest ludzka podłość. Wcielamy się bowiem w funkcjonariusza FBI, który tropi psychopatycznych morderców. Więcej tu zbierania dowodów i główkowania, niż strzelania, ale kiedy już pojawia się jakaś akcja – podnosi ciśnienie.

Amnezja: Mroczny Obłęd

Zabarwiona Lovecraftowskim klimatem historia dotkniętego amnezją Daniela. Wprost od speców gatunku, Frictional Games. Przemierzamy nastrojowe, XVIII-wieczne zamczysko. Poczucie grozy potęguje fakt, że jesteśmy bezbronni i stale musimy dbać o delikatną równowagę psychiczną bohatera.

Obcy: Izolacja

Co jakiś czas pojawia się gra „taka jak Obcy”. Twórcy postanowili więc dać nam w końcu „Obcego” z prawdziwego zdarzenia. Wcielamy się w córkę Ellen Ripley, która pragnie odkryć tajemnice stojące za wydarzeniami sprzed lat. To jedna z najstraszniejszych – obok „Alien vs Predator 2” gier osadzonych w uniwersum zjadanym przez Xenomorphy.

Diablo

Na koniec pozycja dosyć nietypowa. Jeśli w pamięci macie jedynie trzecią część cyklu, produkcję mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy, wybór ten może dziwić. Pierwsze „Diablo” było inne. To bezlitosna, mroczna produkcja, zbudowana na prawdziwie gotyckim, demonicznym klimacie, gdzie pierwszemu zejściu do podziemi towarzyszyły prawdziwe ciary. Przemierzając lochy natrafialiśmy na widoki przerażające i makabryczne. Co zaś najważniejsze – w parze z rąbaniem potworów w hurtowych ilościach szła mroczna, gorzka historia o zepsuciu, jakiemu poddają się ludzie.

The Kitten Covers
Poprzedni

Klasyczne okładki albumów odtworzone przez koty [galeria]

Egmont
Następny

Deadpool #1: Martwi Prezydenci – przyjemna rozbiegówka nowych twórców [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz