RANKINGI 

Najlepsze filmy Wesa Cravena

Żaden inny reżyser nie potrafił zaserwować widzom podobnej mieszanki grozy, humoru i postmodernistycznych smaczków, co Wes Craven. I nawet jeśli w ostatnich latach jego dzieła były znacznie łagodniejsze niż te z początku kariery, a o niektórych z nich zapominało się zaraz po seansie (pamiętacie „Wampira z Brooklynu”, „Przeklętą” albo „Zbaw nas ode złego”? No właśnie…), to dopóki tworzył, wciąż istniała szansa, że da nam jeszcze kolejną ikonę horroru na miarę Freddy’ego Kruegera albo Ghostface’a. Dziś pozostaje już tylko przypomnieć sobie najlepsze dzieła z ponad 40-letniej kariery tego niezwykłego reżysera – bo więcej ich już niestety nie powstanie…

Ostatni dom po lewej stronie (1972)

Debiut Cravena w kinie grozy – a jednocześnie jego najdrapieżniejszy i najbardziej kontrowersyjny film, opowiadający o nastolatce gnębionej przez bandę zwyrodnialców. Według niektórych krytyków reżyser zanadto zapożyczył się tu u Bergmana (choć przecież sam Craven nigdy nie ukrywał inspiracji „Źródłem” tego reżysera) i zbyt często przekraczał granicę dobrego smaku ze wszelkimi detalami pokazując na ekranie fizyczną przemoc, ale kto choć trochę rozumie tego rodzaju kino i niesiony przez nie efekt katharsis, musi przyznać, że jest to jeden z najznakomitszych tytułów gatunku. Nawet jeśli do dziś niektóre sceny wypadają nadzwyczaj nieprzyjemnie.

Koszmar z ulicy Wiązów (1984)

Pierwszy film z udziałem Freddy’ego Kruegera – nożopalczastego mordercy, przed którym nie ma ucieczki bo atakuje swoje ofiary w ich własnych snach. A przecież spać musi każdy… Craven w szalenie atrakcyjny sposób zaprezentował tu efekt przekraczania granicy pomiędzy jawą a snem (dopracowane wizualnie sceny koszmarów, w których zjawia się Freddy) i zadbał o to, aby grany przez Roberta Englunda morderca nie był tylko kolejnym ekranowym świrem (Freddy ma całkiem niezłe poczucie humoru i momentami ze zgrozą odkrywamy, że zaczynamy go lubić). Tak właśnie narodziła się jedna z największych ikon horroru lat 80.

Wąż i tęcza (1988)

To znów Craven w wydaniu poważniejszym – choć nie brak w „Wężu i tęczy” również scen z efektami specjalnymi, które prawdopodobnie mają nam przypominać, że oglądamy kolejne dzieło twórcy „Koszmaru z ulicy Wiązów”. Film jest adaptacją książki naukowca Wade’a Davisa, który wybiera się w podróż na Haiti, aby przyjrzeć się procesowi powstania autentycznych zombie – i choć scenariusz filmu doprawiono większą ilością wątków fantastyczno-sensacyjnych, to wciąż jest to wciągająca opowieść o zwykłym człowieku stającym na pograniczu snu i jawy; dokładnie taka, jakie Craven lubił snuć najbardziej.

Nowy koszmar Wesa Cravena (1994)

W dziesięć lat po pierwszym „Koszmarze z ulicy Wiązów” Craven powrócił do tej serii (wówczas liczącej już sześć części), aby w postmodernistyczny sposób pobawić się swoimi dawnymi bohaterami. Aktorzy występujący w jego najsłynniejszym filmie grają tu „samych siebie”, a i Craven wciela się w rolę swojego alter ego – reżysera próbującego nakręcić nowy film o Freddym Kruegerze i nieopacznie uwalniającego morderczą zjawę o nożach zamiast palców i tym samym narażającego całą ekipę filmową na śmierć. Nie jest to film bez wad – choćby dlatego, że w porównaniu z pierwszym „Koszmarem…” niezbyt dobrze straszy – ale dla wszystkich fanów Freddy’ego ten nieoczekiwany powrót Cravena na stanowisko reżysera cyklu i tak zawsze będzie stanowił niezwykłą filmową ucztę.

Krzyk (1996)

Ostatni naprawdę znaczący film Cravena, w którym po raz kolejny wywracał on do góry nogami oczekiwania widzów i udowadniał, że jak nikt inny potrafi bawić się kinem grozy. Pozornie prosta fabuła (w pewnym małym miasteczku zaczyna grasować seryjny morderca ukrywający się pod białą maską) pełna jest bowiem popkulturowych odniesień, a bohaterowie filmu co chwilę wymądrzają się na temat znajomości reguł rządzących ekranowym zabijaniem, sugerując tym samym, że za nic nie dadzą się przechytrzyć czyhającemu na nich mordercy. Trochę to więc zabawa w meta-horror jak we wcześniejszym „Nowym koszmarze…”, ale tym razem Cravenowi (wspomaganemu przez scenarzystę Kevina Williamsona) udało się znacząco podkręcić napięcie, dzięki czemu powstał jeden z najlepszych i najoryginalniejszych horrorów lat 90.

Rank Film
Poprzedni

„Mgła” czyli początek wszystkiego

Uroboros
Następny

Światy Dantego - zbiór tekstów oryginalnych i różnorodnych [recenzja] [książka] [sci-fi] [horror] [kryminał] [fantasy] [baśń]

Bartek Paszylk

Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz