RANKINGI 

Romuald Pawlak: Dziesięć powieści mojego życia

Dziesięć najważniejszych książek mojego życia. Łatwiej by było wybrać jedną albo sto… ale spróbujmy (kolejność jest dosyć przypadkowa).

1. „Mistrz i Małgorzata”, Michaił Bułhakow. Ale nie dlatego, że genialna, mogę czytać w kółko i wciąż mam wrażenie, że nie wyczytałem z niej wszystkiego, że ledwie rozpoznałem przedpole, mimo porównywania różnych wersji tekstu i czytania interpretacji. Nie, zupełnie nie w tym rzecz. Chodzi o to, że ta książka CHCIAŁA, żeby pewien dwunastolatek szperający po półkach w poszukiwaniu czegoś ciekawego przeczytał właśnie ją. Wypadła z półki tuż pod moje nogi. Przysięgam, tak było, mogę nawet wskazać filię biblioteczną, w której miało to miejsce. Książka rozpostarła się na stronach z Wielkim Balem i… no cóż, wtedy przeczytałem ją dla magii, czarownic, przygody. Dziś czytam dla innych powodów, ale zdaję sobie sprawę, że za faktem, iż literacko jestem, niespokojnym duchem i z równą przyjemnością sięgam po książki z maistreamu jak i fantastyki, stoi również powieść Bułhakowa. A może przede wszystkim, bo była pierwszą z wielkich powieści.

2. „Opowieści o kronopiach i famach”, Julio Cortazar. Książka, którą dostałem po łbie nie gorzej niż cegłówką, mimo że to wydawniczo maluch pośród gigantów. Krótko, celnie, smacznie, elegancko – zepsuła mnie. Próbowałem nawet naśladować, ale z mizernym skutkiem, bo kto przy zdrowych zmysłach wchodziłby na ubite pole z Cortazarem? Jednak wciąż ją mam w głowie, wciąż te eleganckie frazy są oparciem, kiedy borykam się z własnymi tekstami. I wciąż widząc żółwia, chcę mu namalować jaskółkę na skorupie.

3 (z aneksem). „Velazquez”, Maurice Serullaz. Mój ukochany malarz (ściślej, z trójki Velazquez, Vermeer, Degas). Ten album pokazał mi jego klasę (wydanie amerykańskie, jakościowo bardzo odbiegające od reprodukcji w PRL-u). O tyle ważna książka, że uważni czytelnicy zapewne w niejednej mojej powieści czy opowiadaniu dostrzegą ślady fascynacji epoką, w której tworzył. Bez tego albumu zapewne historia potoczyłaby się inaczej. I aneks: „Siedem wieków malarstwa europejskiego”, Maria Rzepińska. Książka o malarstwie, która w odpowiednim momencie wpadła mi w ręce. Samo pisanie o sztuce nie jest niczym niezwykłym, niezwykła w tej książce jest pasja i żarliwość w pokazaniu, o co chodzi w tej grze.

4.„Bracia Lwie Serce”, Astrid Lindgren. Powieść dla dzieci, która poruszyła mnie mocno, wracam do niej czasem. Wiele lat po pierwszej lekturze jeden z młodych czytelników mojej powieści zadał mi pytanie, na ile pewne wątki w „Miłku z Czarnego Lasu” są świadomym nawiązaniem do dzieła Lindgren. Zdziwiłem się. Świadomym nie są. Ale to dowód, jak lektury z dzieciństwa nas kształtują poza naszą wolą i świadomością. I wcale się tego nie wypieram, więcej, to raczej dowód na to, że warto czytać.

5. „Człowiek z Wysokiego Zamku”, Philip K. Dick. Książka, która zarazem zepsuła mi fantastykę i sprawiła, że kiedy rozmyślałem nad pierwszą swoja powieścią, podążyłem szlakiem historii alternatywnych. Ale to, co mnie w niej przede wszystkim wciąż porusza, to zadawane przez bohaterów pytania. Dick umiał sprawić, że niepokój bohaterów przesiąkał do pomieszczeń, w których się te książki czytało.

6. „Widzialna ciemność”, William Golding. Trochę zapomniany, świetny pisarz. Nie dlatego, że dostał literackiego Nobla. Dlatego, że napisał parę powieści, które potrafią poruszyć. „Wieża” zalecana jest osobom pełnym pychy. Mnie los przeznaczył „Widzialną ciemność”, aby wyciągnąć z etapu nieco wojującego ateusza. Jeśli może być książka pokazująca, że należy drugą stronę szanować, to dla mnie taką stała się powieść Goldinga. W pakiecie z „Misją” Joffego wyczyściła w moim umyśle niepotrzebne brudy i głupoty.

7. „Bromba i inni”, Maciej Wojtyszko. No tak. To jest mała książeczka, tyci zbiór opowiadań o Pciuchach, Brombie, Glusiu-Filmowcu, która nie tyle wywarła na mnie wpływ, co dopiero zaczyna wywierać. Jeśli jakimś lekturom zawdzięczam to, że piszę dla dzieci i młodzieży, to (obok „Braci Lwie Serce”) na pewno tej. Pełno tu pomysłów, ale i mądrości. I humoru. I namysłu. Chciałbym tak pisać, nie umiem, ale to książka genialnie pokazująca skalę dziecięcej wyobraźni. No i po niemal czterdziestu latach zamknęła się pewna pętla: jedna z moich książek właśnie jest animowana, a ja zastanawiam się, ile we mnie ze wspomnianego Glusia… i czy też będę się musiał ratować jak on Emotikon smile

8.„Czarnoksiężnik z Archipelagu”, Ursula K. Le Guin. Cokolwiek napiszę poza faktem, że czytałem ją w dobrym momencie i mnie głęboko poruszyła, będzie banałem. Nie będzie banałem stwierdzenie, że wytrzymała kolejne lektury, już dorosłego człowieka. I że dlatego większość fantasy mnie nudzi.

9. „Światłość w sierpniu”, William Faulkner. Ta książka zrobiła mi krzywdę. Jej lektura bolała. Ale to jest jedna z tych powieści, które zmieniają człowieka, zdzierają z jednej strony maskę z otaczającego nas świata, ale z drugiej strony nie pozostawiają bez odrobiny nadziei – nie są efekciarskim szokowaniem dla szokowania, kuglarstwem udającym sztukę. Nie polecam, bo to jedna z tych książek, które osoby myślące odchorują, ale nie odradzam, bo jeśli mówimy o literaturze, to jest Literatura w najlepszym wydaniu.

10. „Lalka”, Bolesław Prus. Gdyby nie objętość, czytałbym co roku. Niewielu pisarzom zazdroszczę ich dzieł, ale Prusowi – bardzo. To jest fatalna powieść do omawiania w szkołach, gdyby pojawiła się złota rybka, jedno z życzeń zmarnowałbym na skreślenie „Lalki” z listy lektur, żeby nikomu nie psuć przyjemności czytania jej dla frajdy, a nie z przymusu. To epika, jakiej mi brakuje. Współcześnie mamy epiki niby sporo, ale dosyć powierzchownej. A „Lalkę” da się czytać na tylu poziomach, że zapewne jak „Mistrza i Małgorzatę” będę ją czytać co jakiś czas i odnajdywać nowe sensy.

No i dobrnęliśmy do dziesiątki z aneksem, ale jest jeszcze jedna bardzo ważna książka w moim życiu, powiedzmy, że umieszczę ją na liście rezerwowej. To „Słownik mitów i tradycji kultury” Władysława Kopalińskiego. Ileż ja frajdy czerpałem ze ślizgania się po hasłach, tropienia powiązań, poznawania historii, opowieści, cytatów, których nigdy inaczej bym nie poznał… To w czasach przedinternetowych była księga analogiczna do Wikipedii, ale pozbawiona wielu jej przekłamań, za to napisana ze smakiem.

A gdyby ktoś pozwolił sobie zaproponować jeszcze jedną książkę z mojej listy rezerwowej, to byłyby to „Opowiadania odeskie”. Izaak Babel, mistrz krótkiej formy – tyle wystarczy.

MAG
Poprzedni

Wszyscy na Zanzibarze - Ponure arcydzieło science fiction [recenzja]

Monolith Films
Następny

Legend - najbardziej brytyjski film gangsterski [recenzja]

Romuald Pawlak

Romuald Pawlak

Pisarz, autor książek fantastycznych i obyczajowych ("Inne okręty", "Rycerz bezkonny", "Armia ślepców", cykl "Pogodnik trzeciej kategorii") oraz powieści dla dzieci ("Miłek z Czarnego Lasu" którą to Polska Sekcja IBBY uznała za Najlepszą Książkę dla Dzieci roku 2008, "Czapka Holmesa", "Przeskoczyć przez ogień").

Brak komentarzy

Dodaj komentarz