RANKINGI 

Światy z gier, które chcielibyśmy poznać lepiej

Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, ale pośród Was krąży kilku szaleńców, którzy w „Diablo” grają dla fabuły. I dla fajnego świata. Gry tego typu, choć nastawione na akcję, często mogą pochwalić się przemyślanym tłem, uniwersum, historią w tle. A jednak twórcy nie korzystają z niego tak, jak by mogli.

Albo w ogóle olewają drzemiący we własnej kreacji potencjał. Najnowszy przykład – „Far Cry: Primal”. Produkcja Ubisoftu zebrała niezłe recenzje i jest chwalona za może nie oryginalny, ale wciągający gameplay – i klimat. Krytycy zaznaczają jednak, że gra nie korzysta z możliwości, jakie daje świat prehistoryczny, rzecz rzadko spotykana w wirtualnej rozrywce.

Czasem aż prosi się o dłuższą wycieczkę, której nie dostajemy. Przyczyny takiego stanu rzeczy bywają różne – czasem obrany kierunek artystyczny serii, czasem przerwanie cyklu wydawniczego. Zobaczmy, które światy zasługują na kilka dodatkowych rundek od autorów.

Legacy of Kain

To nie żart. Ostatnio bardzo chwaliłem gry z tej serii, ale problem leży gdzie indziej. Nosgoth to świat o bogatej mitologii i historii mieszającej różne poetyki, style, motywy. Każda z pięciu gier przeciąga nas i pozwala na jako-takie przestudiowanie tych wydarzeń, ale z drugiej strony – skupiamy się na wydarzeniach zogniskowanych wokół kilku postaci. Tymczasem Nosgoth aż prosi się, by wyjść poza ramy korytarzowej gry akcji i puścić nas w długą drogę po antycznej, wypełnionej wampiryczną mitologią krainie. Od czasu pierwszego „Blood Omena” nie mieliśmy okazji na swobodne zwiedzanie.

Diablo

Okej, mamy trzy gry i parę książek. Gry kręcą się wokół rzezi i kiedy wyjdziemy z baz wypadowych symulujących miasta (gdzie możemy wysłuchać paru NPCów) – pozostaje nam już tylko radosna rąbanka. Książki z uniwersum… cóż, gdy sięgają przeciętności, to już sukces. Tymczasem świat Sanktuarium to genialnie wykreowana kraina, zbudowana na fundamentach przyziemnego dark fantasy, gdzie nie wygrywa nikt. Ma swoją ponurą demoniczno-angelologiczną mitologię, żadnych elfów i krasnali. Tylko siły przekraczające nasze pojęcie – i ludzie, którzy zawsze koniec końców przegrywają, a ich wysiłki idą na marne. Bohaterowie kończą pokonani, splugawieni, opętani lub zapomniani. W tym świecie zmieściłoby się tyle wspaniałych, gorzkich opowieści o ludziach, którzy próbują przetrwać w świecie szarganym przez nieustający konflikt. Zdrady, kłamstwa, porywy gorzkiego heroizmu, wspomnienia dawnej świetności i intrygujące postaci. Kurczę, już historia Mrocznego Wędrowca z „Diablo” i „Diablo 2” zasługuje na zupełnie inny typ gry, niż świetne, ale tylko hack’n’slashe. Jednym z wyznaczników serii były spektakularne przerywniki filmowe. Były tak świetne, że aż miało się poczucie, iż najciekawsze wydarzenia rozgrywają się obok nas – jak choćby dramat wspomnianego Wędrowca. Drogi Blizzardzie, może jakiś spin-off, pełnokrwiste Action RPG z otwartym światem i gęstą historią, zamiast niemal korytarzowej rozpierduchy? Przecież wiem, że potraficie.

Unreal Tournament

Myślicie, że z arenowej strzelanki nastawionej na zmagania sieciowe nie da się nic wycisnąć? Widać, że za każdym razem przeskakiwaliście intro, śpiesząc na meczyk z kumplami. Tymczasem wprowadzenie ukazuje nam rąbek dystopijnego świata, w którym rządzą wielkie korporacje, które zaserwowały krwawą, sycącą rozrywkę dla mas – tytułowy Turniej, który może odbywać się dzięki technologii replikacji. Tu aż prosi się o szaloną satyrę na media, o otoczkę fabularną zbudowaną wokół machinacji organizatorów, o odjechane i zakręcone historie zawodników. Wyobraźcie sobie grę, w której nie tylko biegacie dopakowanym zawodnikiem po kolejnych arenach, ale też macie wpływ na całą otoczkę – i to nie poprzez tabelę, ale fabularną rozgrywkę, możecie ustawiać mecze, stosować doping, dogadywać się z zawodnikami, odkrywać spiski. Tyle opcji.

Arcanum

Na potrzeby tej gry Troika wykreowała gigantyczny świat o bogatej historii, mariaż steampunku i dekadenckiego, Tolkienowskiego fantasy, gdzie heroizm zdławiono strajkami w fabrykach obsługiwanych przez orki, zaś magia walczy z nacierającą techniką. Tyle że w tle przebrzmiewa wielka, tajemnicza historia, wypełniona dumnie brzmiącymi krasnoludzkimi i elfimi imionami. Za sprawą „Arcanum” zgłębiliśmy ten świat – a przynajmniej jeden kontynent – dosyć dokładnie, jednak prosiło się o więcej. Więcej przygód, więcej grzebania w starożytnej historii i odkrywania sekretów uniwersum. Niestety, producenci przerzucili się na inne projekty, a potem – zwyczajnie zbankrutowali.

Original War

Skoro jesteśmy przy prehistorii i niewykorzystanym świecie. Ta nieco zapomniana na Zachodzie strategia, cieszy się u nas statusem gry kultowej. Swego czasu mogła pochwalić się innowacyjnymi rozwiązaniami, niezłą historią i niesamowitym klimatem. Cofała swych bohaterów – amerykańskich i rosyjskich żołnierzy dwa miliony lat w przeszłość, do czasów, gdy Syberia i Alaska były połączone. Siły specjalne z obu państw miały tam bić się o minerał obcego pochodzenia, który zapewniał niesamowicie wydajne źródło energii. Twórcy z Altar Interactive stworzyli miejsce, które aż prosiło się o bardziej swobodną eksplorację, wykraczającą daleko pozach potyczki na mapach taktycznych. Cały, ogromny kontynent wypełniony naszymi przodkami, dziką zwierzyną – w tym mamutami! – mógłby czekać na odkrycie. A do tego mnóstwo prehistorycznych tajemnic, tropy związane z obcą cywilizacją i jej dziwnymi artefaktami, kwestie zmiany linii czasowych. Szkoda, że skończyło się na jednej grze.

League of Legends

Spójności to tu choćby za grosz. Ale fajności, efekciarstwa i ciekawych bohaterów – całe tony. Tak tak,  dziejąca się na kilku małych arenach rąbanka obfituje w intrygujące, archetypiczne i świetnie zaprojektowane postacie – tak graficznie, jak i pod względem historii. Jeśli w przerwie między meczami poświęcicie chwilę na czytanie biosów postaci, którymi gracie – zobaczycie zalążki wielu ciekawych opowieści. Czasem o dobrych, czasem o jednoznacznie złych postaciach – ale zazwyczaj idealnie balansujących na granicy szarości. W tle Ligowych „zawodów” rozgrywa się bowiem kilka interesujących konfliktów. Zupełnym przypadkiem, twórcy z Riot Games stworzyli barwny mix, sklejony popkulturowymi motywami świat, mieszający fantasy, steampunk, motywy egzotyczno-egipskie i azjatyckie. Aż prosi się o kilka książek, nowoczesnego RPGa albo rozbudowaną strategię z elementami gry fabularnej (czyli w sumie powrót do korzeni, z których MOBA wyrosła).

Planescape: Torment

Gra-legenda. Gra-gigant. Jedna z niewielu produkcji, która sprawiała wrażenie, że gdy zabrniemy za daleko, to zabłądzimy i już nie wrócimy. Torment prezentowało wieloświat z miastem Sigil osadzonym w centrum. Miastem-Drzwiami, z którego można było przy odrobinie szczęścia – lub pecha – dostać się do dowolnego miejsca we wszechświecie. Pewnie, wcześniej mieliśmy książki z uniwersum – raczej przeciętne – ale dopiero gra Black Isle pokazała prawdziwy potencjał tego miejsca, jego odjazd. To wspaniałe, cudownie szalone miejsce, gdzie zdarzyć się może wszystko. Świat tak przepastny, że pomieściłby całą serię. Świat uzbrojony w różnorodne mitologie, straszliwe historie i opowieści szaleńców. Pełen makabry, szarości, brudu i koszmarów paranoicznego zegarmistrza, ale i wspaniałych, zapierających dech w piersi widoków. Jak mało które uniwersum wykreowane na potrzeby systemu Dungeons and Dragons, Planescape dawało niesamowite możliwości kreacyjne i wielka szkoda, ze na komputerach zagościło tylko raz. Niezłym pocieszeniem może być fakt, że inXile niedługo zabiera nas w równie niesamowitą podróż za sprawą „Torment: Tides of Numenera”.

Odwrócony świat
Poprzedni

Odwrócony świat - wczesne rozpoznanie chwiejnej natury rzeczywistości [recenzja]

Studio Lain
Następny

Slaine: Król - brutalny barbarzyńca powraca [recenzja]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz