RANKINGI 

Wilco – płyta po płycie

Tuż przed jedynym polskim koncertem Wilco (26.06.2016 Białystok, Halfway Festival), omawiamy płyta po płycie całą ich studyjną dyskografię. Z wyłączeniem albumu z Billy Braggiem – musicie nam wybaczyć.

A.M (1995)

Pierwszy album Jeffa Tweedy’ego wydany pod szyldem Wilco. Dziś zgodnie przez cały zespół uznawany za najgorszy album jaki wydali. Czy rzeczywiście? „A.M” to album-kompromis. Po rozpadzie Uncle Tupelo – pierwszego zespołu Tweedy’ego – oczekiwania wobec Wilco były niebywale wygórowane. Uncle Tupelo, choć nie odniosło sukcesu kasowego, przez krytyków uznawane było za jeden z najoryginalniejszych zespołów country jakie pojawiły się na rynku. „A.M” miało zatem udowodnić, że pokładane w Tweedym nadzieje na innowatora gatunku, nie były fałszywe. I tego tym krążkiem nie udowodnił. „A.M” to zbiór zgrabnych piosenek. Nic więcej. Nie ma w nich śladu po szaleństwie, innowacyjności. Ot kilka klasycznych amerykańskich country-rockowych kawałków. Płyta przepadła w notowaniach i pośród krytyków. Ale Tweedy nie powiedział jeszcze ostatniego słowa… o nie… OCENA: 6

BEING THERE (1996)

Zaledwie rok dzieli te albumy, a muzyczna przepaść między nimi jest gigantyczna. Na „A.M” Wilco brzmiało jak jeden z wielu zespołów country, na „Being There”… No właśnie. Na „Being There” wszystko wywrócili do góry nogami. Na dwupłytowym albumie klasyczne country i bluegrass, spotyka się z dźwiękami rodem z The Velvet Underground (fenomenalne „Misundestood”), nad całością zaś unosi się psychodeliczny duch lat 60. Dziś „Being There” określane jest mianem albumu podsumowującego wszystko co najlepsze w country-rocku. Co jeszcze – to właśnie po tym krążku Wilco zaczęto określać mianem współczesnych Grateful Dead. Absolutny klasyk i pozycja obowiązkowa. OCENA: 10

SUMMERTEETH (1999)

Po „Being There” Tweedy wiedział już, że w materii country zespół nagrał wszystko co mógł, dlatego „Summerteeth” było… dźwiękową rewolucją, która zaskoczyła fanów. Jeśli szukacie melodyki country, folkowych naleciałości… srogo się zawiedziecie. Trzy lata po swoim bestsellerowym arcydziele Wilco wyruszyło w zupełnie inne dźwiękowe rejestry. Na albumie dominuje rock, psychodelia i zwiewne melodie jakich nie powstydziliby się Beach Boys. Oto nowe Wilco – coraz bliżej im do dźwiękowych eksperymentów i zabaw z konstrukcją piosenek, niż grania klasycznego country… Dla zespołu było to nowe otwarcie i zarazem smutny koniec pewnej przygody. Podczas nagrywania kolejnej płyty nastąpi rewolucja w składzie. OCENA: 9.5

YANKEE HOTEL FOXTROT (2002)

Niektórzy mówią, że to album przeklęty. Inni, że po perturbacjach z nim związanych Tweedy powinien poddać się i rzucić muzykę. Prawda jest taka, że „Yankee Hotel Foxtrot” to rockowa rewolucja, której nikt, a już na pewno wydawca się mnie spodziewał. Jeśli „Summerteeth” zwiastowało zmianę w kursie, tak „Yankee…” zabrało zespół na wycieczkę na Marsa. Elektronika, pogłosy, dziwne podkłady, zabawy ze strukturą. A wszystko to opakowane pięknymi melodiami i poetyckimi tekstami. Płyta przeleżała rok na półce u wydawcy, który uważał, że wydanie jej będzie artystycznym samobójstwem. Zespół walczył o prawa do piosenek, publikował (jako pierwszy w historii) album w internecie i borykał się z własnymi problemami. Ze składu odszedł Jay Bennett (nieżyjący już klawiszowiec i kompozytor). Tweedy przypłacił awanturę dookoła albumu załamaniem nerwowym i uzależnieniem od środków przeciwbólowych. Ale kiedy w końcu płyta się ukazała, świat padł na kolana. Do dziś „Yankee…” uznawane jest za jeden z 500 najlepszych albumów w historii (wg. „Rolling Stone’a”), a Wilco po perturbacjach wróciło na scenę silniejsze. I w składzie, w którym gra do dziś. OCENA: 10

A GHOST IS BORN (2004)

Poprzeczka zawieszona tak wysoko jak tylko to możliwe… Ale… Zdarza się cud a Tweedy i jego ekipa znów zaskakują. Tym razem dokładając do swojego specyficznego brzmienia, gitarowy jazgot przywodzący na myśl grupę Rush. Kolejny doskonały album. Kolejny dowód na poetycką wrażliwość Tweedy’ego. Perfekcyjna całość, którą trzeba znać. OCENA: 10

SKY BLUE SKY (2007)

Po dwóch eksperymentalnych albumach Wilco zaskakuje kolejną stylistyczną woltą. Tym razem nagrywają piosenki… Piękne, dalekie od banału piosenki. Sam Tweedy twierdzi, że kompozycje na album po prostu wypłynęły im spod palców, zaś teksty do dziś uznaje za najbardziej osobiste. Płyta zaskoczyła swoją klasyczną formą, tych którzy spodziewali się kolejnych poszukiwań muzycznych. Ale po wsłuchaniu się w nią odkryć można, że klasyczne piosenki wcale nie są takie klasyczne, a słuchanie jazzu mocno wpłynęło na strukturę niektórych kompozycji. OCENA: 9

WILCO (2009)

O tym albumie często pisze się, że był płytą rozwodową z Nonesuch Records i chłopcy wrzucili tu piosenki, które mieli w szufladzie. Może to i prawda (rozstali się z wydawcą i założyli własną wytwórnię), ale jest tu kilka autentycznych perełek („Bull BlackNova”, „I’ll Fight”) a całość to przyjemna porcja wilco-rocka. Może bez komplikacji strukturalnych ale i bez kompromitacji. OCENA: 8

WHOLE LOVE (2011)

Pierwszy album wydany własnym sumptem i powrót do zabaw z dźwiękami. Na „Whole Love” eksperymentalne zacięcie chłopaków spotyka się znów z pięknymi melodiami aby w puencie powstała płyta śliczna i do wielokrotnego odkrywania. No a „One  Sunday Morning” to po prostu perła i jedna z najpiękniejszych piosenek XXI wieku. OCENA: 9.5

STAR WARS (2015)

Album niespodzianka. Wydany nagle, bez kampanii promocyjnej. Krótki (raptem pół godziny) i znów łączący w idealnych proporcjach potrzebę eksperymentowania z graniem melodii. Pisałem więcej o płycie tu. OCENA: 9.5

Kadr z filmu "Polonez"
Poprzedni

Kino przesiąknięte smutkiem - Koszalin 2016 cz. 2

well-e
Następny

Szczere plakaty animacji Disneya [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz