RANKINGI 

Wojciech Chmielarz – Dziesięć powieści mojego życia

Dziesięć najważniejszych powieści mojego życia. Trudny wybór. Bo szczerze mówiąc, książek przeczytałem tysiące, o wielu mogę opowiadać długo i namiętnie. Ale stwierdzenie, że któreś są najważniejsze w moim życiu? O! Tych już było bardzo mało. Z trudem złożyłem tę listę. Pewnie to dlatego, że oszczędnie używam wielkich słów. Czasami to wada, czasami zaleta. Jeśli coś ma być ważne, to musi być ważne naprawdę. Ale zaczynajmy.

„Kapelusz za sto tysięcy” – Adam Bahdaj

Jedyna z trzech książek, co do której nie mam wątpliwości, że powinna się znaleźć na tej liście. I jedyna, która faktycznie zmieniła moje życie. Brał ją do ręki chłopaczek, który do książek podchodził z niechęcią. Bo po co one, skoro jest telewizja i ewentualnie komiksy? Jedyny powód, dla którego zacząłem ją czytać, był taki, że na wakacjach nie mieliśmy telewizora. Odkładał ją natomiast chłopaczek starszy o dwa tygodnie, który sobie z tego jeszcze nie zdawał sprawy, ale dla którego książki miały stać się integralną częścią życia. Mój los był przesądzony.

W przeciwieństwie do wielu lubianych przeze mnie książek, tę przeczytałem tylko raz. I pewnie już do niej nie wrócę. Nie dlatego, że boję się, że straci swoją magię, ale dlatego, że teraz mam inne rzeczy do czytania. Bardziej interesujące, dojrzalsze, pilniejsze. Bahdaj zresztą szybko poszedł w odstawkę, zastąpiony przez dużo lepszego jednak Niziurskiego. Ale żadnej książki Niziurskiego na tej liście Państwo nie znajdziecie, a bohaterowie „Kapelusza…”, obrazy z tej książki, rurki z kremem i gotowany bób zawsze ze mną zostaną. Dzięki za to, panie Bahdaj!

„Pięć przygód detektywa Konopki” – Janusz Domagalik

A ta książka jest z kolei sczytana do granic możliwości. I wciąż mnie zadziwia humorem, pomysłami, ale także – wspaniałymi ilustracjami Bohdana Butenki. Jeśli chcecie Państwo zobaczyć, jak odpowiednia warstwa graficzna podnosi wartość książki o kilka poziomów wyżej, to trzeba sięgnąć po Pikusia.

„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” – Philip K. Dick

Do dziś nie mam pojęcia, skąd ta książka wzięła się na półce mojego dziadka. Gdzieś pomiędzy wydaniem Encyklopedii PWN, a dziełami zebranymi Orzeszkowej. Ale była. Sięgnąłem. Zacząłem czytać i co… wsiąkłem na długie lata. Mogę śmiało powiedzieć, że Dicka przeczytałem prawie wszystko. A w pewnym momencie wszystko, co było wydane w Polsce. I to po kilka razy. To była wielka i głęboka fascynacja autorem, które potrafiły napisać rzeczy fatalne, ale też piękne, genialne, przejmujące, błyskotliwe, niesamowite, urywające głowę,  zmuszające do myślenia, pomagające młodemu człowiekowi po swojemu wadzić się ze światem, tak jak to młodzi ludzie mają w zwyczaju. Są na tej liście „Trzy stygmaty…”, ale mogłyby być „Płyńcie łzy moje…” z przepiękną historią królika, który chciał być kotem, „Androidy…”, które są wspaniałą pochwałą życia, „Człowiek z Wysokiego Zamku”, który spowodował moją krótką fascynację I-Ching. A może jeszcze kilka innych.

„Długie pożegnanie”  – Raymond Chandler

Co tu dużo mówić? Wszystko, co było do napisania na temat tej książki, zostało napisane. Dla mnie to pierwszy kryminał, który czytałem, który równocześnie okazał się być wybitną literaturą. I z prawdopodobnie najlepszym zakończeniem w historii. Bywaj, amigo. Nie będę się z tobą żegnał. Zrobiłem to wtedy, kiedy to jeszcze coś oznaczało.

„Bóg wie” – Joseph Heller

Wszyscy znają Hellera z „Paragrafu 22”, ale „Bóg wie” jest chyba lepszą książką. Dekonstrukcją Starego Testamentu napisaną z perspektywy króla Dawida i wymieszaną z gorzkim, miejscami slapstickowymi żydowskim humorem spod znaku Mela Brooksa. To taka pozycja, którą kiedy czytamy, cały czas się śmiejemy, ale kiedy odkładamy, to mamy łzy w oczach. „Bóg wie” to opowieść o zmaganiach człowieka z Bogiem, historią i światem. Oraz o klęsce, miłości i smutku. I pamiętajcie Państwo, Salomon był idiotą. On naprawdę planował pociąć to dziecko. Chciał być sprawiedliwy, a nie sprytny – przynajmniej według Hellera.

„Wybór Zofii” – William Styron

Kolejny pisarz, na którego trafiłem przypadkiem, a który pozostał przy mnie przez lata. „Wybór Zofii” przemawia do mnie może nie na poziomie fabuły (fragmenty dotyczące Polski są oględnie rzecz mówiąc dość słabe), ale na poziomie języka, gęstego i precyzyjnego, a przede wszystkim – nastroju. „Wybór Zofii”, ale i całą twórczość Styrona, najlepiej definiuje słowo nostalgia. Lubię do niego wracać.

„Jądro Ciemności” – Joseph Conrad

Najlepsza książka napisana przez polskiego autora, a być może najlepsza w historii literatury. Mocne oskarżenie kolonializmu i jeszcze mocniejsze ostrzeżenie przed XX wiekiem. Szkoda, że nikt tego wtedy nie zrozumiał. Świat byłby odrobinę lepszym miejscem.  A do tego to zdanie: – Zgroza! Zgroza! – wyszeptał krzycząc Kurtz (I seemed to hear the whispered cry, `The horror! The horror! ‚) –  jedno z najwspanialszych, jakie kiedykolwiek napisano. To jest druga książka, co do której nie mam wątpliwości, że powinna się znaleźć na tej liście. Bo Conrad w dużej mierze ukształtował mój światopogląd. Nie „Lordem Jimem” ( o zupełnie innej przecież wymowie), ale strasznym „Jądrem Ciemności”. To jest ta powieść, która tłumaczy świat. Która tłumaczy człowieka.

A jak już jesteśmy przy Conradzie, to uważam, że „Czas Apokalipsy” osłabił wymowę „Jądra Ciemności”. Coppola jasną i prostą opowieść Conrada przemienił w ciąg barwnych, miejscami prostackich epizodów. One wciąż porażają,  hipnotyzują, ale powieść Conrada ma w sobie większą moc. I bardziej przeraża.

„Miłość w czasach zarazy” – Gabriel Garcia Marquez

Po prostu prawdziwie piękna książka. Pieprzyć Coehlo i cały ten gatunek powieści motywującej. „Miłość w czasach zarazy” przynosi prawdziwe pocieszenie i pozwala uwierzyć w piękno naszego niedoskonałego świata.

„Zmierzch” – Johan Theorin

Theorin wciąż jest w Polsce niedoceniany. A szkoda. Gaja Grzegorzewska napisała, że „Zmierzch” to kryminał doskonały. Zgadzam się z nią. To powieść, która pokazuje, jaka siła drzemie w gatunku. Jak ważne, głębokie i przejmujące książki można w nim napisać. Theorin pokazał mi, że można.

„Lekarze, naukowcy i szarlatani. Od przerażonego pacjenta do świadomego konsumenta” – Ben Goldacre

Trzecia i ostatnia z książek, o których wiedziałem, że muszą się znaleźć na tej liście. I tym razem to nie powieść. Zacznijmy od tytułu. Polski jest fatalny. W piekle powinien się znaleźć jakiś specjalny kociołek przeznaczony dla osoby, która go wymyśliła. W oryginale to po prostu „Bad science” – „Zła nauka”. Bo o tym ta książka jest – o złej nauce i jej destrukcyjnym wpływie na przykładzie medycyny. A przy okazji jest to przystępny, barwny, zabawny wykład o metodzie naukowej. Warto poznać, żeby więcej rozumieć.

Childhood_s_End
Poprzedni

Koniec dzieciństwa - depresyjna ekranizacja depresyjnej powieści [recenzja] [mini-serial] [sci-fi]

Geffen
Następny

Guns N'Roses wracają - czyli bestie po odwyku

Wojciech Chmielarz

Wojciech Chmielarz

Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – dziennikarz. Publikował m.in. w „Pulsie Biznesu”, „Pressie”, „Nowej Fantastyce” i „Polityce”. Były redaktor naczelny serwisu internetowego niwserwis.pl, zajmującego się tematyką przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i bezpieczeństwa międzynarodowego. Jest autorem trzech książek z serii kryminałów o komisarzu Mortce, trzykrotnie nominowanym do Nagrody Wielkiego Kalibru. Nagrodę tę otrzymał w 2015 roku za powieść Przejęcie. TVN przygotowuje film fabularny na podstawie jego drugiej książki, Farmy lalek.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz