RANKINGI 

Wyrachowane, bezwzględne, niebezpieczne – 12 złych kobiet ekranu [ranking]

Słaba płeć? Piękne, uczuciowe, opiewane przez poetów istoty? Ciekawe, co na ów temat mieliby do powiedzenia męscy bohaterowie zaprezentowanych w poniższym zestawieniu filmowych klasyków.

-Dlaczego odeszła?

– Normalnie, bo to zła kobieta była.

Ów pamiętny dialog z „Psów” daje ledwie namiastkę naszych wyobrażeń o kobietach fatalnych.  Odeszła, zabrała synka, oskubała z pieniędzy, wyjechała do USA i to jak widać wystarczy, żeby nazwać ją „złą”. Franz Maurer rozmawia o swojej byłej żonie z jak się później okazuje, znacznie gorszą przedstawicielką płci pięknej. Wchodząca w dorosłość Andżela ceni sobie przede wszystkim wysoki status materialny, a że obecnie Franz nie może jej takiego zapewnić, kobieta szybko ląduje w łóżku lepiej uposażonego faceta, nota bene kumpla głównego bohatera. A potem… wszyscy wiemy jak to się kończy. Aż chciałoby się powtórzyć za poetą: „Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto! Postaci twojej zazdroszczą anieli, A Duszę masz gorszą, gorszą niżeli!…”Przebóg” tak Ciebie oślepiło złoto!”

Władysław Pasikowski rzecz jasna nie wymyślił figury kobiety fatalnej. Nie wymyślili jej nawet klasycy kryminału noir, wcześniej była przecież Izabela Łęcka z „Lalki” Bolesława Prusa, była Milady de Winter Aleksandra Dumasa, była biblijne Salome i Dalila. Ale to  dzięki kinu, artyści mogli  wreszcie zbudować pełny wizerunek femme fatale i dać jej twarz setek pięknych, uwodzicielskich, kobiecych gwiazd –  bo przecież znacznie częściej pamiętamy nazwisko aktorki, niż granej przez nią postaci. Poniżej niewielki, acz reprezentacyjny wyjątek z olbrzymiego zbioru kinowych obrazów o złych, sprowadzających mężczyzn na zgubną drogę kobietach.

Barbara Stanwyck w „Podwójnym ubezpieczeniu”

Mamy to watek, który będzie się jeszcze wielokrotnie pojawiał i ewoluował w późniejszych dziełach popkultury. Kobieta fatalna , która namawia kochanka do uśmiercenia jej męża. Tu jeszcze oglądamy bardziej zgodną współpracę dwojga bohaterów, niż świadomą, kobiecą manipulację. A kiedy już zło zostaje wyrządzone… wszystko dalej toczy się dla dwojga wspólników bardzo, bardzo źle. Tak, kiedyś w filmach noir obowiązywała zasada kary za popełnioną zbrodnię.

Lana Turner w „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”

Ten sam motyw co w „Podwójnym ubezpieczeniu”, zresztą oba filmy są adaptacją powieści tego samego autora, klasyka kryminału noir, Jamesa M. Caina. Niefrasobliwy, starszawy mąż, jego młoda i piękna żona i zatrudniony do pracy włóczęga. Między żoną a pomocnikiem rozkwita uczucie, najpierw postanawiają uciec razem, ale „uroki” życia u boku włóczęgi przestają się podobać kobiecie niemal natychmiast. Pozostaje im zatem jedynie morderstwo. A potem jest już tylko gorzej.

Ava Gardner w „Zabójcach”

Niewiele jest tej posągowo pięknej aktorki w filmie, w którym debiutował Burt Lancaster, ale wpływ, jaki ma ona na bohatera jest przemożny i prawdziwie fatalny. Lancaster gra tu jedną z najbardziej tragicznych postaci w historii kina, mężczyznę bezgranicznie i beznadziejnie zakochanego w pięknej Kitty Collins, za którą nawet jest w stanie odsiedzieć wyrok w więzieniu. Nic tu nie toczy się jak w filmach o miłosnych parach, bo kocha tu tylko jedna ze stron, a druga z wyrachowaniem tę miłość wykorzystuje. A już po seansie, widz czuje się jakby obrzucono go błotem.

Anne Bancroft w „Absolwencie”

Mrs. Robinson w „Absolwencie” jest wręcz odpychająca i jakoś tak mało uwodzicielska, jest tu bardziej wyrażeniem  idei, niż konkretnym przykładem złej, amoralnej kobiety. Młody, grany przez Dustina Hoffmana bohater wdaje się w gorzki romans nie tylko z atrakcyjną mężatką, ale ze zdewaluowanym wyobrażeniem dorosłego życia, którego uosobieniem jest w genialny sposób zagrana  przez Anne Bancroft Mrs. Robinson. Czyli co, życie jest jak zdradziecka, wyrachowana kurwa? Życie jest jak zła kobieta?

Kathleen Turner w „Żarze ciała”

Z biegiem dziesięcioleci obraz femme fatale w kinie nieustannie ewoluował. Kobiety stawały się coraz bardziej wyrachowane, coraz bardziej niebezpieczne i coraz rzadziej płaciły za swe winy. Coraz częściej rządziła też w filmach nagość, coraz mniej pozostawiano widzowi jego domysłom.  A w związku z tym wszystkim, coraz bardziej zmieniały się same przesłania kolejnych obrazów. „Żar ciała” wykorzystuje motyw z „Podwójnego ubezpieczenia”, ale potem wszystko dzieje się inaczej. Mężczyzna staje sie nie tyle wspólnikiem, co zwykłą marionetką, a następnie ofiarą w misternie przygotowanym przez piękną i złą kobietę planie. Kathleen Turner w życiowej roli.

Theresa Russell w „Czarnej wdowie”

Dziwny, niejednoznaczny film. Bohaterka Theresy Russell najpierw za każdym razem z pietyzmem i nabytym przez lata doświadczeniem przygotowuje się do nowej roli, następnie zastawia sidła na męską ofiarę, rozkochuje ją w sobie, wychodzi za mąż, uszczęśliwia, a na sam koniec zabija. Powtarza ów cykl, póki na jej drodze nie staje śledcza FBI (Debra Winger), która zamierza złapać „czarną wdowę” na gorącym uczynku. Mężczyźni są tu tylko dodatkiem, a najważniejszy jest fascynujący pojedynek tych dwóch pań, który równie dobrze można potraktować jako pojedynek dwóch idei. Jakich? Trzeba obejrzeć i samemu sobie odpowiedzieć.

Glenn Close w „Niebezpiecznych związkach”

Och, jakaż podła, prawdziwie podła postać markizy de Merteuil! Tylko dlaczego robiła to, co robiła? Może oddajmy jej głos: „Kobiety muszą być zdolniejsze od mężczyzn. Urodziłam się by zwyciężyć waszą płeć i mścić się za moją.” I co, to wystarczy? Nie, przecież to tylko część jej wypowiedzi skierowanej do Valmonta. Mówi jeszcze o tym, że „znała swoją rolę – milczeć i robić co mi kazano. Nauczyłam się dystansu”. Ano właśnie – być kobietą fatalną, być manipulatorką – czy ktoś, kiedyś, w jakimś dziele pokusił się o prześledzenie drogi, która sprowadza kobietę na taką drogę, czy bardziej funkcjonuje to jako przyrodzona cecha każdej z przedstawianych w tym zestawieniu bohaterek?  Nie wiem. Wiem jedynie, że na koniec „Niebezpiecznych związków” markiza de Merteuil jakże wymownie zmywa z twarzy makijaż.

Glenn Close w „Fatalnym Zauroczeniu”

To już nawet nie film noir, to niemal klasyczny w formie horror, w którym uosobieniem zła jest fascynująca i destrukcyjna, tak dla samej siebie, jak i dla swojego kochanka (i Bogu ducha winnego królika) femme fatale. Kolejna, niejednoznaczna rola Glenn Close, a także, po raz pierwszy i nie ostatni w tym zestawieniu, Michael Douglas, czyli prawdziwy specjalista od rozbieranych scen, w których całkowicie zrezygnowano z jakichkolwiek podtekstów. Oto jak dawna, niewidoczna, pobudzająca zmysły, ukryta, acz pulsująca od niedopowiedzeń erotyka, stała sie po prostu zwykłym pieprzeniem. No i oczywiście film ku przestrodze. Tak panowie, zanim zaświta wam myśl o zdradzie, warto przypomnieć sobie „Fatalne zauroczenie”. A jeśli przerażająca Glenn Close to dla was za mało, zajrzyjcie jeszcze do zeszłorocznego „Knock, Knock„.

Sharon Stone w ‚Nagim instynkcie”

To w końcu ona zabijała, czy nie ona? Sharon Stone w roli kobiety uwolnionej z okowów wszystkiego, nawet z okowów własnej bielizny. Amoralna, wyrachowana, niebezpieczna i bezwzględna. Ładunek noir w „Nagim instynkcie” jest tak zintensyfikowany, że wręcz balansujący na granicy groteski. No i Michael Douglas po raz drugi w tym zestawieniu, przeżywający tutaj „pieprzenie stulecia”.

Demi Moore we „W sieci”

Demi Moore gra tu rolę… właściwie męską. To ona jest tu agresorem, to ją główny bohater oskarża o molestowanie seksualne, to widząc jej postać w scenie z wirtualnej rzeczywistości podskakujemy ze strachu na krześle. Biedny Michael Douglas (po raz trzeci), tym razem jakoś się ostatkiem sił powstrzymał przed kolejną porcją  wyuzdanego seksu. A Demi Moore? Czy na pewno była aż tak zła, czy też, jak to z beztroską stwierdza, po prostu grała w męskim świecie według męskich reguł? W każdym razie, może kobiety i są złe, ale faceci to zwykłe świnie, a szczególnie ci żonaci. Jakoś nigdy nie udaje im się do końca oprzeć, szczególnie przed jednym z rodzajów seksu.

Linda Fiorentino w „Ostatnim uwiedzeniu”

Bohaterka Lindy Fiorentiny nic w tej fabule nie udaje, nie gra żadnej roli, jest jaka jest, korzysta z chwili. Jest wredna, niebezpieczna, amoralna i wyjątkowo bezpośrednia. Nie uwodzi, tylko bierze od facetów to, czego akurat potrzebuje. Traktuje ich wybitnie instrumentalnie i wykorzystuje bez żadnych skrupułów. Ów film ogląda się niczym dokument przyrodniczy o jakimś wyjątkowo bezwzględnym drapieżniku, brakuje tu jedynie komentarza Krystyny Czubówny. Zamiast niego mamy improwizowaną, jazzową ścieżkę dźwiękową, która w jakiś sposób odzwierciedla sposób na życie głównej bohaterki.

Nicole Kidman w „Za wszelką cenę”

I znowu biedny, zakochany mąż, który nie pasuje żonie do jej wizji przyszłości. Tym razem jest  przeszkodą na ścieżce kariery zakochanej nie w nim, tylko w telewizyjnym medium, ambitnej pogodynce. A przecież chciał tylko normalnego domu, gromadki dzieci, porządnego obiadku po powrocie z pracy, a wieczorem obowiązkowej dawki przykładnego, małżeńskiego seksu. Panie drogi, w dzisiejszych czasach to jak bluźnierstwo, kobiety nie mają czasu na takie pierdoły. Muszą się rozwijać, muszą dbać o swoje wewnętrzne „ja”, po prostu muszą (i mogą) więcej. A zatem kobieta fatalna i zła? Czy po prostu kobieta ambitna?

Egmont
Poprzedni

Usagi Yojimbo: Dwieście posążków Jizo - hołd dla sztuki [recenzja]

REUTERS/Gus Ruelas
Następny

Nick Nolte - Na dno i z powrotem

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz