RANKINGI 

Życie po klapie – filmowcy, którzy podnieśli się po upadku

Ich kariery już wisiały na włosku. Już pakowali się do domu z podkulonym ogonem, bo ostatnia produkcja nie wypaliła. Życie bywa jednak przewrotne. Prezentujemy zestawienie kilku farciarzy, którzy obeszli swój upadek bocznymi drzwiami lub dostali drugą szansę i należycie ją wykorzystali.

Ben Affleck
ben-affleck
Aktor przez długi czas zmagał się z image’m przystojniaka. Ostateczną porażkę zaliczył w filmowym „Daredevilu” (2003), którego fani nie wybaczą nigdy. Ale intensywnie próbują o nim zapomnieć. W tym samym roku doprawił swoją karierę okropnym „Gigli” z Jennifer Lopez. Już mógł się żegnać z Fabryką Snów, ale dostał rolę w „Hollywoodland”. Na filmie o pierwszym aktorze wcielającym się w Supermana odrobił straty, po drodze zrobił też całkiem udaną „Operację Argo”. Teraz zaś wszyscy domagają się solowego „Batmana” w reżyserii Afflecka…

Patryk Vega
Vega
Kariera Patryka Vegi to modelowy przykład sinusoidy sukces-porażka. Zaczynał od świetnych dokumentów „Prawdziwe psy” i bezkompromisowego „Pitbulla”, który wyrósł na jeden z najlepszych seriali policyjnych w historii polskiej telewizji. Potem zaś przyszły produkcjie pokroju „Ciacha” i „Last minute”, nieśmieszne komedie, a przy tym porażki artystyczne i finansowe. Była też niewydarzona „Stawka większa niż śmierć”, kontynuująca przygody Klossa. Niedawno jednak Vega wrócił do tego, co umie robić najlepiej – do krwistych historii o mundurówce. Nakręcił „Służby specjalne” i „Pitbull: nowe porządki”. Choć do ideału trochę im brakowało, narobiły sporo szumu.

Paul Verhoeven
paul-verhoeven-01
Szalony Holender w latach 80′ podbił Hollywood brutalnym, prześmiewczym i perwersyjnym kinem, które nie znało żadnych świętości. „Robocop”, „Pamięć absolutna” i „Nagi instynkt” wpisały się już do historii filmu. Potem niestety przyszło „Showgirls” i „Człowiek widmo”. „Starship troopers” odbili się od gustu publiczności. Zdawałoby się, że Verhoeven umilkł na dobre, tymczasem po sześciu latach wrócił z filmem stworzonym w rodzimej Holandii, całkiem udaną „Czarną księgą”. Od tej chwili kręci głównie w Europie i trzyma się z daleka od Hollywood.

Władysław Pasikowski
Pasikowski
Jeden z najlepszych polskich reżyserów u progu nowego milenium zaliczył finansową klapę w postaci „Reichu”. Po 2001 roku PISF odrzucał jego kolejne scenariusze, w tym „Kadisz” (dziś znany pod innym tytułem) oraz ciekawie zapowiadającego się „Stankiewicza”, opartego o minipowieść Rylskiego. O tym, że nie stracił formy, świadczyły dwa sezony „Gliny”, wypuszczone jednak w czteroletnim odstępie. Potem zamilkł na kolejne cztery długie lata. Pełnometrażowej produkcji nie kręcił przez jedenaście lat. W 2012 jednak wrócił i wszystkich porządnie wkurzył – za sprawą „Pokłosia”, które potem poprawił „Jackiem Strongiem”. Był to już inny Pasikowski, poważniejszy, dojrzalszy. Czekamy teraz na „Kuriera”.

Neil Marshall
Neil-Marshall
Marshall swego czasu dostarczał widzom krwistych, filmowych steków, po których prosili o więcej. „Zejście” czy „Dog Soldiers” zjednały sobie wierne grono fanów. Niestety, potem przyszedł zakalec w postaci „Centuriona”, po którym reżyser zmienił front i ruszył na podbój telewizji. Maczał palce w „Hannibalu”, „Grze o tron” (pamiętny odcinek „Blackwater”), „Constantine” i „Piratach”.

Patty Jenkins
Patty-Jenkins-director
Kobieta, która zaliczyła wejście smoka za sprawą „Monster” z Charlieze Theron, przepadła na kilkanaście lat. W międzyczasie zrobiła po parę odcinków „Ekipy” i „Bogatych bankrutów”. Miała szansę na wielki powrót przy okazji drugiego „Thora”, ale odpuściła ze względu na rozbieżność wizji z producentami. W 2017 natomiat ujrzymy „Wonder Woman” w interpretacji Jenkins.

Matthew McConaughey
Matthew M
Na początku kariery zazwyczaj grywał typowych przystojniaków i wychodziło mu to lepiej lub gorzej. W 2005 roku doszło jednak do ostatecznego blamażu, jakim była „Sahara”, ekranizacja powieści Clive’a Cusslera. McConaughey zagrał tam główną rolę i pewnie jeszcze długo tego żałował. Film nawet się nie zwrócił. A aktor? Owszem, dalej grywał, ale raczej w średniakach, o których pamiętamy tylko dzięki temu, że są wpisane w filmografię paru gwiazd. Wszystko zaczęło się zmieniać w okolicach 2012 roku, kiedy McConaughey wystąpił w „Magic Mike’u”. Potem przyszło cameo w „Wilku z WallStreet” i Oscar za „Witaj w klubie”. W 2014 był już na szczycie i ugruntował swoją pozycję za sprawą pierwszego sezonu „Detektywa”.

Joel Schumacher

Film director Joel Schumacher attends the 12/12/04 New York premiere for his new film "The Phantom of the Opera" (UPI Photo/Ezio Petersen)
Reżyser ma na koncie jedną z największych klap w historii kina superbohaterskiego. Film, który będzie się za nim ciągnął. Film, za który Schumacher i reszta ekipy przepraszała. „Batman i Robin” okazał się klęską na każdym możliwym polu – artystycznym i finansowym. Był krokiem wstecz w filmowym rozwoju bohatera i bardzo słabą próbą przywrócenia Batmanowi campowego nastroju z serialu z Adamem Westem. Schmacher okrył się hańbą, jednak nie złożył broni i wrócił do skromniejszego, bardziej kameralnego kina. Już dwa lata po wielkiej porażce stworzył przerażające swoją wymową, bezwzględne „Osiem milimetrów” i co jakiś czas zaskakiwał bardzo przyzwoitymi produkcjami. Nakręcił też kilka epizodów do „House of Cards”.

Mickey Rourke
Mickey_Rourke
W niektórych przypadkach to zwyczajny pech, ale Rourke akurat starannie pracował nad własnym upadkiem. Po latach mniejszych lub większych sukcesów i tonie świetnych filmów zaczął odlatywać. Przekazał część honorarium na poczet działalności IRA (ciekawe, czy odliczył sobie od podatku…). Zaliczył dwie artystyczne klapy, za które otrzymał nominacje do „Złotych Malin” – „Godziny rozpaczy” i „Dziką orchideę”. Potem doszedł jeszcze pomysł z powrotem do boksu, który skończył się poważnymi kontuzjami i wizytami u chirurga plastycznego. Wszystko to miało miejsce na początku lat 90′. Lot koszący w dół był więc szybki. W powrocie Rourke’owi pomógł Robert Rodriguez, zapraszając aktora do udziału w „Desperado 2” – filmie umiarkowanie udanym, ale na pewno głośnym. Potem Rourke stopniowo odbudowywał utraconą pozycję, wystąpił w „Sin City”, „Zapaśniku”, „Niezniszczalnych” czy „Iron Manie 2”.

foto. STEPHANE DE SAKUTIN/AFP/Getty Images
Poprzedni

PJ Harvey – czuła wiedźma rocka

Tsutomu Nihei Dzika Banda 23
Następny

Tsutomu Nihei - oszałamiająca mieszanka horroru i cyberpunka [galeria]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz