TEKSTY 

Adele, czyli powrót królowej pop

Kpią z niej ikony mody, bo jest puszysta i chodzi w tanich ciuchach. Paparazzi się jej boją, bo wygrywa z nimi każdy proces. A tłumy ją kochają, bo jest jedyną gwiazdą, która wygląda jak zwykła dziewczyna. Adele w listopadzie wydaje wyczekiwany od pięciu lat nowy, trzeci album. Jeśli płyta rzeczywiście się ukaże, już wiemy jaki będzie najlepiej sprzedający się album 2015 roku.

Pierwszego września pojawiła się plotka, że koniec listopada to będzie ten czas. Oto po czterech latach milczenia Adele wydaje nowy album. Nad płytą ponoć pracowała od roku 2012 w zaciszu domowego studia. Goście? Od Danger Mouse’a, przez Phila Collinsa, po Maxa Martina. A czy to prawda? Jej wytwórnia XL Recordings pierwszy raz niczego nie zaprzeczyła ani nie potwierdziła. Ale za to znajomi wokalistki coraz głośniej mówią o jej nowym krążku. Nawet Ed Sheernan opowiadał o płycie w wywiadch, choć podkreślał, że sam jej nie słyszał i czeka na jesień tego roku. Od kilku dni po sieci krąży także plotka jakoby Adele miała niebawem wydać singiel w którym śpiewa w duecie z Lady Gagą… Jeśli to prawda, to miło z jej strony. Wyciągnęła rękę do tonącej koleżanki. Bo nie ulega wątpliwości, że ze wszystkich wokalistek na świecie, tylko nowy album Adele może wywołać trzęsienie ziemi na rynku i ustanowić nowe rekordy sprzedaży.

Pojawiła się znikąd. Gdy miała 14 lat, 
w profesjonalnym studiu nagraniowym zaśpiewała własną interpretację utworu „Heart of Glass” zespołu Blondie. Znalazła się tam na zaproszenie przyjaciela rodziny, który był urzeczony jej głosem. To był rok 2002. Sześć lat później Adele ukończyła prestiżową BRIT School for Performing Arts 
& Technology (brytyjska kuźnia muzycznych osobowości, gdzie swój talent szlifowały m.in. Katie Melua i Amy Winehouse) i wydała pierwszy album „19”. W pierwszym tygodniu sprzedaży płyta debiutowała na szczycie brytyjskich list przebojów. Dziennik „The Guardian” pisał o Adele, że jest nową Amy Winehouse – tyle, że uzależnioną wyłącznie od muzyki.

Dziś Amy Winehouse nie żyje, a Adele? Adele w latach 2009-2013 rządziła listami przebojów na całym świecie. W 2011 roku pobiła nawet Lady Gagę i jej nowy album „Born This Way”. O płycie i kolejnych skandalach Gagi pisali wszyscy na całym świecie, ale sprzedano zaledwie pięć milionów egzemplarzy. Drugi album Adele „21” do tej pory znalazł jedenaście milionów nabywców i jest najczęściej ściąganą przez internet płytą w historii muzyki. To wtedy redaktorzy magazynu „Q” wyliczyli, że co minuta w Wielkiej Brytanii sprzedawało się 18 egzemplarzy albumu „21”. Ale na tym nie koniec sukcesów. Klip do piosenki „Rolling in the Deep” oglądano prawie siedemset milionów razy! Płyta utrzymywała się na pierwszym miejscu list przebojów w Wielkiej Brytanii przez jedenaście tygodni, bijając tym samym rekord ustalony przez Madonnę (dziewięć tygodni). Wspomniany singiel był numerem jeden w radiach w 17 krajach na świecie (w Polsce numer czwarty). Dodajmy, że Adele jest pierwszą brytyjską artystką od czasów The Beatles, która rzuciła na kolana Amerykę (najnowszą trasę koncertową wyprzedano, zanim została oficjalnie ogłoszona). A jej tytułowa piosenka do przygód Jamesa Bonda „Skyfall” – była pierwszą piosenką z filmowej serii, która otrzymała Oscara.

Ta litania sukcesów może nie robić wrażenia – przecież żyjemy w czasach, kiedy gwiazdy pojawiają się i znikają, ale sposób, w jaki Adele udało się wdrapać na szczyty list przebojów, jest niezwykły. Sukces opiera się tylko i wyłącznie na talencie muzycznym. Na niczym więcej. Jak powiedział o niej Slash – jest zadrą w oku show biznesu, bo ma talent i tylko na nim buduje karierę.

Adele nie ma wyglądu Beyoncé ani Madonny. Jest puszysta (przez co naśmiewał się z niej gigant mody Karl Lagerfeld, na co Adele odparowała, że póki jej waga nie komplikuje jej seksu, to nie ma zamiaru się odchudzać), nie wdaje się w pijackie burdy, nie jest klientką klinik odwykowych i nie nosi na scenie sukienek z mięsa jak Lady Gaga. Ot, szara myszka, której głos – jak powiedziała Beyoncé – brzmi jak głos Boga (czym wprawiła Adele w ekstazę, bo ta od zawsze była jej fanką). Zresztą Beyoncé w każdym wywiadzie promującym album „4” podkreśla, że największą jej inspiracją była właśnie Adele.

Zdaniem Adele fundamentem jej sukcesu jest sumienne i konsekwentne przestrzeganie zasad, jakie sama dla siebie stworzyła. – Przez moje zasady jestem najnudniejszym partnerem biznesowym. Każde spotkanie z menedżerami przebiega w ten sam sposób. Po prostu czytam im tę listę – opowiada.

Brzmi ona tak. Po pierwsze: zredukować do minimum wywiady, obecność w prasie i innych mediach. Bo największym upokorzeniem dla Adele był moment, w którym jeden z tabloidów odnalazł jej ojca alkoholika (porzucił matkę, gdy wokalistka była malutkim dzieckiem), i opublikował z nim wywiad. Adele wbrew radom speców od wizerunku bardzo rzadko rozmawia z prasą („O czym tu gadać? Że wolę majtki z Primemarku, od wydawania fortuny na bieliznę Louis Vuitton i nie potrafię odróżnić drogiego wina od zwykłego caberneta?” – ironizuje). Punkt drugi: zero kampanii promocyjnych napojów, marketów itp. Adele nie po to pracuje na własną markę, żeby za kilka tysięcy sprzedawać swój brand. Trzy – jeśli chcecie zobaczyć Adele na wielkich festiwalach czy w gigantycznych halach koncertowych, zapomnijcie.

Zagrałam trzy razy w londyńskiej O2 Arena i więcej tego nie powtórzę [sprzedano za każdym razem 23 tysiące miejsc], bo nie tam intymności i nikt cię naprawdę nie widzi. Co do festiwali, to proste, chcesz się bawić, a nie płakać przy piosenkach o rozstaniu. Zasada, którą dopisała do listy w 2008 roku, gdy wytwórnia bez jej zgody wydała tzw. Deluxe Edition jej debiutu. – Żadnych wznowień, te niby-dodatkowe piosenki dla fanów to zazwyczaj gówno. Przepraszam, że naciągnęłam ludzi przy „19”. Do tej pory mi wstyd. No i ostatnia – najnowsza. Nikt nie ma prawa handlować wizerunkiem dziecka wokalistki. Jej rodzina to jej świętość. Amen.

W branży muzycznej ludzie, którzy znają zasady sukcesu Adele, uważają, że artystka sama kopie sobie grób, bo nie interesują jej te imprezy, na których najwięcej się zarabia – akcje promocyjne, wielkie koncerty. W 2011 roku trasa przyniosła ledwo pół miliona funtów zysków tylko dlatego, że grała w klubach dla dwóch tysięcy osób. Pytana w jednym z nielicznych wywiadów przez dziennikarkę, dlaczego rezygnuje z blichtru show-biznesu, a stawia na swoje zasady, odpaliła: – Skoro nie mam ciała jak Rhianna i nie mogę świecić tyłkiem w teledyskach, to niech przynajmniej świecę zasadami.

I świeci. Matce (46-letnia rozwódka), która zawsze wyjeżdża z nią w trasy koncertowe, kupiła dom w Londynie, założyła fundusze emerytalne dla kuzynów i ich biednych rodzin. Sama zamiast kupić małą wyspę (wszak jest numerem dziewięć na liście najbogatszych Brytyjczyków przed trzydziestką), kupiła małe mieszkanie w Notting Hill. A gdy w końcu wyszła za maż – kupiła wielki dom w West Sussex. Co robi z pieniędzmi? Wydaje na rodzinę. Bo jak przyznaje, jest zwykłą dziewczyną, która pragnęła znaleźć odpowiedniego faceta i rodzić mu dzieci. Dużo dzieci. Ideał? Przed laty Al Pacino, ale gdy spotkała w Nowym Jorku jego sobowtóra, zmieniła zdanie. – Przystojni faceci są strasznie próżni – mówi dzisiaj. Wybrankiem jej serca został zwyczajny facet (o swojsko brzmiący nazwisku) – Simon Konecki.

I czy jeszcze kogoś dziwi, że pokochały ją miliony? Tak zwykłej gwiazdy nie było od dekad. Adele przyznaje się do znajomych z podwórka, a za najlepszych kumpli uznaje kolegów ze szkoły, z którymi gdy tylko może, chodzi do pubów w Londynie. Tylko, że teraz w plotkach i piciu ginu z sokiem porzeczkowym przeszkadza im ochroniarz. No cóż, jakąś cenę za sławę trzeba jednak zapłacić.

Aint it Cool
Poprzedni

John Woo - mistrz akcji z Hong Kongu [wywiad]

Zastavki.com
Następny

Kobiety ze świata Gwiezdnych Wojen

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz