TEKSTY 

Black Violin wyleczy cię z uprzedzeń

Hip-hop urodził się na ulicy w brudnym zaułku Bronxu pośród potłuczonych butelek po wrednym Bourbonie i niedopalonych jointów. To fantastyczne, że mimo wszystko udało mu się pójść na studia i dorosnąć muzycznie pod czujnym okiem Jana Sebastiana Bacha.

Dwóch czarnoskórych dżentelmenów w obowiązkowych czapkach z prostymi daszkami na tle panoramy Brooklynu buja się w rytm hip-hopowego beatu. Jedynym elementem niepasującym do tej sielskiej sceny są instrumenty, które panowie trzymają w dłoniach – skrzypce i altówka. Co klasyczne instrumenty robią w hip-hopowym teledysku dowiadujemy się już po dwudziestu pięciu sekundach, gdy zamiast ochrypłego wokalu nawijającego o tym, że życie to plaża wchodzi linia melodyczna wyjęta żywcem z Vivaldiego. Cytując Dorotkę: mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas.

Black Violin tworzą Kevin Sylvester i Wilner Baptiste, dwaj klasycznie wykształceni wirtuozi z Florydy, którzy uparli się, by połączyć hip-hopowe rytmy z delikatnością muzyki poważnej. Jak im to wychodzi? Zapraszam do przesłuchania „A Flat” lub „Stereotypes”, singla z tegorocznej płyty. Utwory testowałem na znajomych, którzy od zawsze siedzą w temacie hip-hopu, jak i ludziach, dla których raperzy to ci goście ze złą dykcją nawijający głównie o sukach, blokach, jaraniu i stosunkach analnych z funkcjonariuszami policji. Wszyscy byli równie zaskoczeni.

Bo teoretycznie to nie powinno się udać. Jak ma się wirtuozeria muzyki klasycznej, jej bogactwo aranżacyjne, do repetycyjności beatu, na bazie którego powstał cały gatunek? No i gdzie na salony się pchacie z tymi swoimi rapami? A jednak. Black Violin już drugą płytą udowadniają, że można, a nawet trzeba od czasu do czasu rozruszać skostniałe środowiska gatunkowe proponując coś wymykającego się przyjętym standardom i robią to tak dobrze, że ciężko nie zadać pytania dlaczego nikt nie wpadł na to wcześniej?

W ich wersji rzeczywistości muzycznej hip-hop dostaje lekkości zapewnionej przez wspaniałe brzmienia instrumentów smyczkowych, które, choć nie wygrywają motywów, których nikt wcześniej nie słyszał, to zawsze szukają, uciekają w nowym kierunku ratując aranżacje, z których większość jest pozbawiona wokali, przed wtórnością. Z drugiej strony klasyczne odjazdy dostają solidny fundament w postaci beatu, więc nigdy nie jest ani nudno ani zbyt mało imprezowo. To magiczne połączenie działa w dwie strony – sprawia, że stylistyka hip hop zaczyna przemawiać do ludzi, którzy w innych okolicznościach nigdy w życiu nie wyciągnęliby żadnej płyty z tej szuflady, ale także doprowadza do niespodziewanej sytuacji, w której muzyka klasyczna wciąż ma rację bytu na domówce w 2015 roku. I chwała im za to.

Na koniec będzie anegdota. Kevin Sylvester to kawał chłopa. Ma 188 centymetrów wzrostu i waży prawie 120 kilo. W jednym z wywiadów przyznał, że na tytuł tegorocznego krążka „Stereotypes” wpadł w windzie, gdy zauważył ze smutkiem, że ludzie, z którymi podróżuje unikają kontaktu wzrokowego i ewidentnie są przytłoczeni jego obecnością. Niech to będzie metaforą tego, czym w świecie dzisiejszej muzyki jest Black Violin. Jest wielkim, czarnym kolesiem, który patrzy na ciebie z góry, ale jeśli przyjrzysz mu się uważnie, dostrzeżesz, że w ręku nie trzyma bejzbola tylko skrzypce. Zamiast gapić się na własne buty zapytaj jak minął mu dzień.

Netflix
Poprzedni

Jessica Jones i popkultura gwałtu [serial]

Egmont
Następny

Nie przegap jak MAD kręci SF [konkurs]

Rafał Cichowski

Rafał Cichowski

Rafał Cichowski – dziennikarz, copywriter, tłumacz i pisarz. Absolwent Wydziału Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodzi z Kutna, obecnie mieszka w Warszawie, gdzie pracuje w dziale kreacji jednej ze stołecznych agencji reklamowych. Twórca kampanii, spotów i haseł dla wielu rozpoznawalnych marek w Polsce i za granicą. W 2015 roku zadebiutował powieścią „2049” (Novae Res). Amator trudnych gier, amerykańskiej prozy i starych, niemieckich aut.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz