TEKSTY 

Chłopaki po przejściach – siedem płyt dla muzycznych konfederatów

Tęskniliście na Lynard Skynard? Macie ochotę na piosenki śpiewane przez facetów, którzy stracili w życiu wszystko poza godnością? Ballady o złych kobietach i ciepłym piwie? Oto siedem płyt rodem z Południa Stanów Zjednoczonych (choć nie każdy muzyk pochodzi z Południa). Każda piękna, choć większość z nich w Polsce niezauważona.

 

 

Rival Sons – Great Western Valkyrie (2014)

Ich najnowszy album ukaże się za kilka tygodni i na pewno będziemy o nim pisać. Rival Sons wdarli się szturmem na amerykański rockowy szczyt. Grając jako suport przed Black Sabbath zebrali lepsze recenzje niż gwiazdy, a ich płyta „Great…” wylądowała na pierwszym miejscu w kategorii heatseekers, a liście przebojów Billboardu. Nadchodzący „Hollow Bones” to jedna z najbardziej oczekiwanych płyt 2016 roku w USA. Zanim się jej doczekamy warto sięgnąć po poprzedni krążek wyprodukowany przez niezastąpionego Dave’a Cobba (jak ktoś chce poznać co dobrego dzieje się w amerykańskim blues –rocku, country i southern rocku niech przygląda się albumom produkowanym przez Cobba – ten facet póki co nie nagrał złej płyty). Muzyka Rival Sons przenosi nas do szalonych lat 70. Słychać tu echa i Lynard Skynard, i Free. Dorzucimy jeszcze odrobinę kalifornijskiej psychodelii rodem z The Doors i otrzymujemy – postrzelonych, szalonych Rivial Sons. Choć są z Kalifornii to brzmią jak nieodrodni synowie Południa.

 

Sturgill Simpson – Metamodern Sounds in Country Music (2014)

Sturgill Simpson rozgłos zyskał dzięki piosence zamieszczonej w czołówce serialu „Vinyl”. W przeciwieństwie jednak do produkcji HBO, pochodzący z Kentucky muzyk potrafi rozwinąć skrzydła i porwać słuchaczy. „Metamodern…” to jego drugi krążek (i póki nie ukazał się jeszcze trzeci uznaje go za najlepszy jaki nagrał). Simpson gra country pomieszane z rockiem, ale na swoją muzykę ma sporo pomysłów. A to wplata w kompozycje dysonanse, jakich nie powstydziłoby się Sonic Youth („It Ain’t All Flowers”), a to brzmi jak pieśniarz gospel rodem z lat 40., który zażył zbyt dużo benzedryny („A Little Light”), by nagle oczarować słuchacza niemal romantyczną, zwiewną, subtelnością („Just Let Go”). Przede wszystkim zaś czaruje nas mocnym głosem i mądrymi teksami. No a za produkcję znów odpowiada tu Dave Cobb.

 

Duke Garwood – Heavy Love (2015)

Jedyny muzyk w tym zestawieniu niepochodzący z USA. Choć kiedy na Garwooda się patrzy, to trudno uwierzyć, że ten brodaty pan, nie pochodzi z Teksasu a hrabstwa Kent. Garwood bluesa kocha od dzieciństwa, ale karierę zaczynał od zupełnie innej muzyki. W latach 90. grał z legendą muzyki elektronicznej The Orb. Potem zaczął udzielać się w różnych projektach, by w końcu poznać Marka Lanegana. To amerykański wokalista zwrócił oczy bluesowego światka na zdolnego Angola. Nagrali wspólnie album, a tuż po nim Garwood wydał krążek solowy. „Heavy Love” to album na którym blues spotyka się z elektroniką, a efektem tego spotkania jest krążek niebywale czuły, subtelny i diabelnie wręcz smutny. Gościnnie pojawia się tu oczywiście Lanegan, który czuwał także nad miksami płyty.

 

Jason Isbell – Something More Than Free (2015)

Jason Isbell pochodzi z Alabamy, a fanom rocka i bluesa z Południa dał się poznać jako gitarzysta znakomitej formacji Drive-By Truckers. Po odejściu z zespołu skoncentrował się na solowej karierze, a „Something More Than Free” to jej (póki co) szczytowy punkt. Za ten krążek Isbell dostał nagrodę Grammy i okrzyknięto go największą nadzieją Południa. Album wypełniają piosenki o zwyczajnym życiu, w zwyczajnej prowincjonalnej Ameryce. Sporo tu folku, country i bluesa. Ale najważniejsza jest szczerość głosu Isbella. Ten facet nawet jak śpiewa o naprawie zepsutej pralki, robi to tak, że z napięciem czekamy na finał. Udało się czy nie… Kapitalna płyta. Produkcja? Oczywiście – Dave Cobb.

 

Chris Stapleton – Traveller (2015)

Do Polski wiadomości o tym co dzieje się w blues-rocku czy muzyce country w zasadzie nie docierają, a zatem niewiele osób wie o tym, że album „Traveller” został okrzyknięty tam jednym z największych wydarzeń artystycznych. Stapleton otrzymał za niego Grammy w kategorii country i wylądował na szczycie niemal wszystkich muzycznych podsumowań roku. Pochodzący z Kentucky Stapleton dał się wcześniej poznać jako lider dwóch świetnych kapel (The Steeldrivers i The Jompson Brothers), pisał piosenki dla gigantów (z Adele na czele). W 2013 roku zmarł jego ojciec, niemal rozpadło się jego małżeństwo. Aby nabrać dystansu do rzeczywistości Chris wyruszył w podróż. Podróżując po Stanach pisał piosenki. Tak narodził się krążek „Traveller”. Przejmująca opowieść o człowieku, który mierząc się z życiem, mierzy tak naprawdę się z samym sobą. Produkcja? No zgadnijcie… Dave Cobb.

 

Whiskey Myers – Early Morning Shakes (2015)

Chłopaki pochodzą z Teksasu i wedle plotek w ich ciałach płynie zamiast krwi Jack Daniels. A poważnie – teksańska kapela, która podobnie jak Rival Sons, kocha bluesa rocka i country rocka rodem z lat 70. Słychać na „Early Morning Shakes” echa Lynard Skynard, Allman Brothers Band ale w przeciwieństwie do kolegów z Kalifornii – Whiskey Myers czasami zapędzają się w balladowe i subtelne rejony. „Early…” to fantastyczny wehikuł czasu przenoszący nas do świata, w którym do szczęścia potrzeba było kampera, kumpli i kilku gitar. Czasów, które odeszły.  A zapomniałem – produkcja, oczywiście Dave Cobb.

 

A Thousand Horses – Southernality (2015)

Pochodzą z Nashville. Pierwszy raz świat usłyszał o nich, gdy producenci remake’u „Footloose” postanowili wykorzystać w filmie ich kompozycję. Remake okazał się klapą, ale piosenka się przebiła. „Southernality” to wyznanie miłości do regionu, z którego pochodzą chłopaki i jak i jego muzyki. Mamy tu zatem piosenki o tym, co znaczy być urodzonym na Południu, ale oczywiście nie tylko. Są połamane serca, morze whiskey i podróże w poszukiwaniu przebaczenia. A produkcja? A to ci niespodzianka… Dave Cobb.

 

 

 

Jordi Bernet DB
Poprzedni

Jordi Bernet - noir ze szczyptą erotyki [galeria NSFW]

Drugie życie, Sonia Draga
Następny

Drugie życie - dziewczyna z sieci [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz