TEKSTY 

Dziewczyny warte grzechu, czyli seks, rozwody i przemoc domowa

Kilka tygodni temu opublikowaliśmy zestaw śpiewających panów, którzy w swoich utworach mierzą się z życiem i całą resztą. Teraz pora na panie. Oto sześć wokalistek, których być może nie słuchaliście do tej pory, ale posłuchajcie. I dajcie się im uwieść.

 

Brandy Clark, 12 stories (2013)

Brandy Clark w Stanach jest jedną z najbardziej cenionych kompozytorek, a jej piosenki śpiewają Sheryl Crow, Keith Urban czy LeAnn Rimes. Ale nie wszystkie swoje kompozycje oddaje innym. Dwanaście najbardziej osobistych i intymnych zachowała dla siebie. Tak powstał jej debiutancki album „12 Stories”. Dużo folku, country akustycznych gitar i smutku. Bo Clark nie śpiewa o rzeczach przyjemnych i miłych. Przemoc domowa, seksualna niepewność (sama jest lesbijką), samotność. Mocna płyta, zaśpiewana niezwykle słodkim i ciepłym głosem.  W tym roku Brandy wyda nowy album.

 

HoneyHoney, 3 (2016)

HoneyHoney to duet. Ona, Suzanne Santo – śpiewa i gra na banjo i skrzypcach. On, Benjamin Jaffe – gra na gitarze i reszcie instrumentów.  Ona pisze teksty. I znów, jak w przypadku Clark, nie są to przyjemne teksty. Opowieści o dziewczynach zbierających kopniaki od życia, uzupełnia muzyka czasami melancholijna („Numb It”), a czasami, zadziorna, napędzana sfuzowaną gitarą („Back to You”). A Suzanne? No cóż uszu oderwać od niej się nie da. Oczu także.

Miranda Lambert, Platinum (2014)

Żywy dowód na to, że pozory mogą mylić i to bardzo. Patrzycie na Mirandę i widzicie… Nie oszukujmy się – skojarzenia są proste. Oto kolejna blond laska z Hollywood, której biust zastąpił mózg. A tu taka niespodzianka. Nie dość, że biust ma całkiem niczego sobie, to talentem i inteligencją przerasta większość panów z muzycznej branży. Miranda śpiewa rasowe country-rockowe piosenki, na scenie uwodzi publiczność seksapilem i na dodatek świetnie dba o swoje interesy. Zdradzieckiego męża puściła… w skarpetkach… „Platinum” to album, który nagrywała podczas rozwodu i to się czuje. To płyta wściekłej na byłego dziewczyny. A że z wściekłością jej do twarzy, to wcale byłemu nie współczujemy.

Holly Williams, The Highway (2013)

Bycie prawnuczką jednego z największych pieśniarzy country zobowiązuje.  Dlatego zapewne Holly Williams w swoich piosenkach śpiewa o połamanych życiorysach, urwanych filmach i życiu w drodze. W przeciwieństwie jednak do swojego wielkie przodka, nie prowadzi równie burzliwego życia, co Hank. „The Highway” – jej trzeci album – wypełniają przejmujące akustyczne ballady, których najlepiej słuchać po zmroku. Gdzieś między drugą a trzecią w nocy, kiedy wszystkie zmarnowane życiowe szanse wychodzą z ciemnych kątów, by nas dręczyć. Głos Williams ich nie rozgoni. Ale może sprawić, że na chwilę zapomnimy o swoich porażkach, myśląc o bohaterach jej piosenek.

 

Lake Street Dive, Side Pony (2016)

Dowodzony przez kompozytorkę i wokalistkę Rachel Price zespół wydał właśnie swój piąty i chyba najlepszy album. Dźwięki rodem z rock’n’rolla lat 60. mieszają się tu z jazzem i odrobiną południowego soulu. Jest uroczo, ale nie za słodko. No i jeszcze głos Rachel – mocny, porywający. Po mrocznych opowieściach Williams, „Side Pony” będzie idealnym albumem na wiosenny poranek.

 

Sam Beam & Jesca Hoop, Love Letter for Fire (2016)

Jesca Hoop jest jak kąpiel nocą w jeziora, mroczna i orzeźwiająca – chwalił jej piosenki . A znał je bardzo dobrze, bowiem wokalistka nuciła je w jego domu. Bez obaw, Waits nie poderwał jej w jakimś podłym barze i nie zdradzał z nią swojej ukochanej żony Kathneeln Brennan. Jesca Hoop po prostu przez dwa lata była opiekunką ich trójki dzieci. To spacerując po rezydencji muzyka w Sonoma Country w stanie Kalifornia Hoop skomponowała w głowie piosenki na swój debiutancki album „Kismet”. Od tamtej pory minęło blisko dziesięć lat. Jesca z dziewczyny opiekującej się dziećmi Waitsa wyrosła na jedną z najciekawszych współczesnych bluesowo-countrowych wokalistek. Kilka dni temu zaś wydała nowy album. „Love Letter for Fire” to płyta nagrana w duecie z Samem Beamem i cholera – jest po prostu piękna. Ballady pełne żaru, miłości i czułości. Do słuchania w nieskończoność.

 

Rockin Jelly Bean DB
Poprzedni

Rockin’ Jelly Bean - design i sexploitation [galeria NSFW]

A24
Następny

The Witch - najlepszy film grozy dekady [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz