TEKSTY 

Dźwięki z głębi internetu [pilot serii]

Na pewno każdemu z was zdarzyło się spędzić choć jeden samotny wieczór na przeszukiwaniu zasobów Youtube’a i klikaniu na kolejne odnośniki prowadzące w coraz dziwniejsze miejsca. Podróż zaczęła się niewinnie, od utworu zasłyszanego w radiu lub zwiastuna filmu, którego nie możecie się doczekać, ale wystarczyła chwila nieuwagi, by na ekranie waszego laptopa pojawił się tańczący człowiek w masce konia gotujący leśne grzyby lub artysta krzyczący na żółtą farbę. I w ten sposób dowiedzieliście się, że udało wam się dotrzeć na sam koniec Internetu.

W czasie gdy przeczytaliście powyższy akapit zawartość Youtube powiększyła się o kolejne 400 godzin. By obejrzeć wszystkie filmy wrzucone dziś potrzebowalibyście 66 lat życia. Te abstrakcyjne dane dość dobrze ilustrują natłok informacji, który atakuje nas od pierwszej chwili, gdy połączymy się ze światem korzystając z komputera lub telefonu. Jak wiele z nich to bezwartościowe śmieci? A ile to dzieła prawdziwego geniuszu, o których świat nigdy się nie dowie?

Youtube jest wypełniony najbardziej zwariowanym gównem, jakie jesteście w stanie sobie wyobrazić, ale wraz z wynaturzeniami ilustrującymi jak dziwnym, przerażającym i wspaniałym gatunkiem jest człowiek, trafia tam również całe mnóstwo doskonałej muzyki, której nigdy nie usłyszycie w radio ani nie przeczytacie o niej w mainstreamowych mediach. I tu pojawiamy się my.

W ramach tego eksperymentalnego cyklu zainspirowanego godzinami nieustraszonego klikania w dziwne linki będziemy proponować wam mało znane utwory i albumy wygrzebane z najczarniejszych czeluści Youtube’a, Więc, zanim wrócicie do bezpiecznego i znajomego świata pełnego ulubionych refrenów zachęcamy was gorąco do zmierzenia się z tymi (naszym zdaniem) wartościowymi produkcjami. Być może znajdziecie wśród nich swoją nową ulubioną kapelę? A jeśli sami dotarliście do dźwięków, które warto przedstawić szerszej publiczności, piszcie do nas o każdej porze.

Cykl ruszy pełną parą w styczniu. A póki co mały przedsmak:

Junip – In Every Direction

Trochę popowo, trochę folkowo i spokojnie ale nie nudno. Junip udowadnia, że można grać prosto i ambitnie zarazem. Po nagrania Szwedów co jakiś czas sięga branża reklamowa, ilustrując ich muzyką prześwietlone, panoramiczne ujęcia w zwolnionym tempie przedstawiające ludzi uszczęśliwionych produktem lub ideą.

ISON – Lost Satellites

Muzyka ISON ma w sobie dziwnie narkotyczną właściwość przenoszenia umysłu gdzieś na zaplecze świadomości. Jest gęsto, wolno, ciężko i lekko zarazem za sprawą damskich wokali. To wasza najlepsza szansa na podróż w kosmos bez aplikowania do NASA lub używania substancji psychoaktywnych.

Corpo-mente – Ort

Francuzi określają swoją muzykę jako barokowy, akustyczny trip-hop. Jakkolwiek intrygująco to nie brzmi, w ich graniu nie byłoby nic niezwykłego gdyby nie potężny, operowy wokal pani Laure Le Prunenec, który wprost wgniata w fotel. Poza tym, te emocje! Popatrzcie na nich, ci ludzie żyją muzyką!

Helium Vola – Printemps

Helium Vola dotarło do mnie nie z Youtube’a, a od znajomego, który znalazł kiedyś plecak wypełniony płytami zespołów o nic nie mówiących mu nazwach. W innych okolicznościach pewnie miałbym opory, by zapoznać z kapelą grającą zainspirowany średniowieczem darkwave, a tak jestem bogatszy o kolejne wspaniałe doświadczenie.

Biosphere – Poa Alpina

Ambient prosto zza koła podbiegunowego brzmi dokładnie tak, jak można by było się tego spodziewać. Jest zimny i przejmująco piękny. Przypomina, że człowiek jest mały, wszechświat duży, czas nieskończony, wiecie, tego rodzaju przemyślenia.

Ulver – Lost in Moments

Ulver jest najlepszym dowodem na to, że podróże w czasie istnieją. Ich eksperymentalny miks jazzu, elektroniki, awangardy, rocka, klasyki i cholera wie czego jeszcze brzmi jak coś, co przybyło z 3049 roku, by nas uspokoić, że muzyka w przyszłości będzie miała się dobrze. Za każdym razem gdy słucham rewolucyjnego Perdition City, odkrywam ich na nowo.

Shahmen – Van Ghogh’s Crows

Bas, bas, bas, całe doliny basu zalane powodzią niskich częstotliwości. Wspominałem już o basach? Shahmen to brudny hip-hop z bliskowschodnią zajawką i Morganem Freemanem na wokalu. Rozjebie twoje głośniki. Bas.

Tech N9ne – Ego Trippin’

Niekwestionowany król undergroundowego hip-hopu, który sprzedał 2 miliony albumów zanim wyszedł z podziemia. A gdy już związał się z wytwórnią przeprowadził akcję „Fuck The Industry” i zaczął rozdawać swoją muzykę za darmo. Wyrzucający z siebie zwrotki z prędkością karabinu maszynowego, niepoprawny politycznie mistrz flow, którego nie wypada nie znać.

In the Woods… – 299 796 km/s

Zanim ta norweska ekipa skłóciła się do reszty i rozjechała po świecie udało jej się stworzyć trzy rewelacyjne albumy, z których środkowy – Omnio – najbardziej zbliżył się do absolutu. Podejrzewam, że gdyby okoliczności były bardziej sprzyjające byliby jednym z największych rockowo-metalowych bandów na Ziemi. Są aż tak dobrzy. Ale jeszcze nie wszystko stracone, bo na 2016 zapowiedziana jest reaktywacja ITW z nowym wokalistą. Jeśli uda im się utrzymać poziom z poprzednich płyt, będzie bardzo ciekawie.

Anaal Nathrakh – Forging Towards the Sunset

Anaal Nathrakh to jedna z najbrutalniejszych kapeli na świecie. Amputuje uszy laikom i zaskakuje poziomem agresji nawet najbardziej wytrawnych metalheadów. Brytyjczycy balansują na granicy akceptowalności przeplatając momenty kompletnego chaosu, przesterowanych, nieludzkich wrzasków i połamanych rytmów z fantastycznie epickimi refrenami. Forging towards the sunset nie jest z pewnością utworem o spacerze po plaży wśród parawanów, ale mimo wszystko jest w tym brudzie mnóstwo światła.

Egmont
Poprzedni

Amerykański Wampir tom 5 - Nazywa się Sweet. Skinner Sweet [recenzja]

Successbl / Dzika Banda
Następny

Najlepsze książki 2015 [podsumowanie roku]

Rafał Cichowski

Rafał Cichowski

Rafał Cichowski – dziennikarz, copywriter, tłumacz i pisarz. Absolwent Wydziału Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodzi z Kutna, obecnie mieszka w Warszawie, gdzie pracuje w dziale kreacji jednej ze stołecznych agencji reklamowych. Twórca kampanii, spotów i haseł dla wielu rozpoznawalnych marek w Polsce i za granicą. W 2015 roku zadebiutował powieścią „2049” (Novae Res). Amator trudnych gier, amerykańskiej prozy i starych, niemieckich aut.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz