TEKSTY 

Egzorcysta – powrót szatana do telewizji

Stacja Fox zamówiła serial na postawie legendarnego horroru „Egzorcysta”. To trzecia w ostatnim czasie, po „Dziecku Rosemary” Agnieszki Holland i czekającym na premierę „Omenie”, próba przeniesienia na mały ekran kultowego filmu satanistycznego. Pytanie czy to może się udać?

Agnieszka Holland wyłożyła się jak to tylko możliwe. „Damien” czyli serialowa wersja „Omena” swoją premierę będzie miała w marcu. A „Egzorcysta”? Nowa wersja miała nigdy nie powstać. William Friedkin – reżyser oryginału walczył z takimi pomysłami od lat. W ubiegłym roku zresztą Hollywood, pod naciskami twórców oryginału, wycofało się z pomysłu na remake. Ale Fox się nie poddał. Pytanie co z diabłem są wstanie zrobić. Filmowy pierwowzór bowiem to jeden z tych filmów, które zmieniły historię nie tylko horroru, ale kina w ogóle.

A nic tego nie zapowiadało. „Egzorcysta” horror opowiadający o opętanej przez demona dziewczynce i dwóch księżach próbujących wypędzić z niej zło, miał być kolejnym horrorem, który trafi do kin na ówczesnej fali popularności gatunku. Do adaptacji bestsellerowej powieści Williama Petera Blatty’ego (który z kolei inspirował się prawdziwym przypadkiem egzorcyzmów odprawianych na chłopcu, któremu nadano pseudonim Ronald Doe) przymierzali się najwięksi twórcy tamtych czasów, ze Stanleyem Kubrickiem na czele. Studio jednak postanowiło oddać projekt w ręce nagrodzonego właśnie Oscarem za „Francuskiego łącznika” Williama Friedkina.

Po premierze filmu media na świecie dosłownie oszalały na punkcie filmu, co chwila donosząc o kolejnych tragediach jakie wydarzyły się podczas projekcji.  W Kanadzie po pokazie filmu na obserwację psychiatryczną trafiły cztery kobiety. W Niemczech nastolatek Reiner Hertrampf tuż po obejrzeniu wyjął strzelbę ojca i strzelił sobie w głowę. Po tym incydencie próbowano zakazać dystrybucji filmu. W Wielkiej Brytanii zaś po obejrzeniu filmu zmarł szesnastoletni John Power – dostał niebywale ciężkiego i długiego ataku epilepsji. Po tej śmierci w brukowej prasie pojawiły się sugestie, że w filmie czai się… diabeł. Nie pomogło wyciszyć ich wyznanie nastoletniego mordercy Nicholasa Bella. W hrabstwie York zamordował on dziewięcioletnią dziewczynkę. Przed sądem tłumaczył się, iż od seansu „Egzorcysty” ma wrażenie, że ktoś mieszka w jego ciele. Ktoś zły.

Fala tragedii oraz tajemnicze zdarzenia na planie sprawiły, że niektórzy księża nawoływali do palenia książki Blatty’ego na stosach. Urządzano zresztą takowe happeningi… Jakie tajemnicze zdarzenia? A było ich sporo. Dwa tygodnie po zmontowaniu scen z udziałem Jacka McGowrana ak­tor zmarł tragicznie. Wkrótce umierają również brat Maxa von Sydowa i dzia­dek Lindy Blair. Syna Jasona Millera po­trącił motocykl. Ellen Burstyn nabawiła się kontuzji pleców, przez którą niemal została sparaliżowana. Sekretarka Blatty’ego, Noni… Tego samego dnia ona zapada na „dziwną chorobę”, zaś jej wspólokator trafił do zakładu dla obłąkanych. Jakby tego było mało, studyjna makieta domu McNeillów spłonęła… w niedzielę…

Hollywood ma bogatą tradycję marketingowych chwytów. Specem od nich był producent i reżyser William Castle. To on wymyślał zabawy w stylu – parkujące pod kinami karetki (w razie, gdyby ktoś dostał zawału), spadające z sufitu na widzów szkielety, itp. Ale zamieszania dookoła „Egzorcysty” nie planował nikt. Trudno zresztą zaplanować przecież cudze samobójstwo… Czy zatem pastor Bill Graham miał rację? Czy „Egzorcysta” był filmem opętanym? No cóż – zapewne znaleźlibyśmy takich, którzy w tą tezę wierzą do dziś. Prawda jednak leży chyba gdzieś indziej.

Mamy rok 1973. Ameryka dogorywa po kontrkulturowej rewolucji. Wojna w Wietnamie zbiera swoje krwawe żniwo, a ceny ropy szaleją. Bezpieczeństwo i stabilizacja lat 50. odeszły w zapomnienie. Widać to w kinie. Lata siedemdziesiąte w Hollywood to jeden wielki pochód filmów oskarżających cudowny kraj jakim wydawało się były Stany. „Egzorcysta” mimo swojej (a może właśnie przez nią) pozornie diabelskiej tematyki wpisywał się w ten nurt doskonale. Akcja osadzona w sercu zła – Waszyngtonie (konkretnie w Georgetown, czyli inteligenckiej dzielnicy). Ofiarami zła padają ludzie z wyższych, nobilitowanych sfer. Oto jak rozpada się kraj. Szatan przemawia przez elity. Przesada? Niezupełnie. Gdyby Friedkin nie chciał wsadzić kija w mrowisko zmieniłby środowisko. A tak – diabeł atakuje inteligencję. Nie pierwszy raz. W „Dziecku Rosemary” mieliśmy artystów, w „Omenie” dyplomatów. Szare dusze szatana nie interesują. Jego interesują strefy wpływów.

O ile jednak Polański w „Dziecku…” straszył nas diabłem, którego nie było, Donner w „Omenie” szatanem władcą, tak William Friedkin w swoim największym arcydziele nie bawi się w niuanse, w brutalny sposób pokazując skutki opętania małej Regan. Diabeł w jego filmie nie jest ani idiotą, ani cwaniakiem, ani też królem iluzji. To niszczycielska siła, która czerpie rozkosz z zadawania bólu i cierpienia. Mistrzostwo Friedkina polega tu na tym, iż (niczym diabeł) zwodzi nas przez część projekcji. Uspokaja nasze nerwy prezentując ciąg obrazków z życia wyższych sfer, by niespodziewanie chwycić nas na twarze i rzucić z całej siły o ziemię.

Taka wizja szatana wstrząsnęła ówczesnymi widzami, stanowiła wyzwanie dla nerwów i niestety – często kończyło się to tragicznie.  Poza wspomnianymi na początku przypadkami samobójstw i zabójstw dodać powinniśmy poronienia i zawały serca.  A pod kina, w których wyświetlano wzywano karetki, które miały hospitalizować, co bardziej przerażonych kinomanów. „Egzorcysta” dostał dwa Oscary (scenariusz i fenomenalny dźwięk), był pierwszym w historii kina horrorem nominowanym do Oscara i doczekał się czterech kontynuacji. Tyle że  żadna nie dorównała poziomowi części pierwszej, uznanej przez Amerykański Instytut Filmowy za trzeci najstraszniejszy film w historii kina.

I co teraz? Czy Fox wykrzesa ze swojego serialu choć odrobinę tamtej pierwotnej, dzikiej i szatańskiej energii? Raczej nie. Może i dziś kino i telewizja przekroczyły poziom okrucieństwa pokazywany przez Friedkina, może i potrafimy jako widzowie przyswoić więcej i mocniej. Ale my odbiorcy popkultury znieczuliliśmy się na diabła, zamieniając go niechcący w kolejną wersję disneyowskiej księżniczki. I to niestety dla złego, jest złą wiadomością.

Michał Lisowski Dzika Banda 22
Poprzedni

Michał Lisowski - zdumiewająca sztuka koncepcyjna [galeria]

Armada
Następny

Armada - sekretna historia popkultury [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

2 Comments

  1. 2016-01-24 at 18:32 — Odpowiedz

    Jeśli chodzi o serial – czarno to widzę 😉 Oglądałam wspomniane, trzyodcinkowe bodajże, „Dziecko Rosemary” i żałuję straconego czasu. A propos kinowych ciekawostek – pisze Pan, że „Egzorcysta” uplasował się na 3 miejscu najstraszniejszych filmów wszech czasów według Amerykańskiego Instytutu Filmowego. A można wiedzieć jakie są dwa pierwsze miejsca???

Dodaj komentarz