TEKSTY 

Fistaszki, czyli Charlie Brown kontra świat

Charlie Brown i jego nieznośny pies Snoopy pierwszego stycznia zaatakują nasze kina. A my przypominamy o fenomenie „Fistaszków” – jednego z najmądrzejszych komiksów w historii.

Święty Mikołaj nie istnieje. Jest za to Wielka Dynia, która pojawia się halloweenową nocą nad polem dyń i rozdaje prezenty tym dzieciom, które nie tylko były grzeczne, ale jeszcze w nią wierzą. Tak przynajmniej twierdzi Linus, jeden z bohaterów komiksu „Fistaszki”. Niestety wiara w Wielką Dynię nie jest powszechnie akceptowana i gdy ubiegający się o tytuł przewodniczącego szkoły rezolutny Linus opowie swoim kolegom podczas przemówienia o Wielkiej Dyni jego szanse na elekcje spadną niemal do zera. Jego złośliwa siostra skwituje to prostym i dosadnym stwierdzeniem: „Z politykami zawsze tak jest, pracujesz nad ich wizerunkiem, dbasz o kampanię a oni jednym zdaniem potrafią wszystko skopać”. Znamy skądś podobną historię, prawda? Od kilku tygodni żyje nią cała Polska.

Opowieść o nieporadnej zmianie wizerunku politycznego Linusa opisał w latach 70. w komiksowym pasku Charles M. Schultz jeden z największych innowatorów komisu i ojciec „Fistaszków”. Wówczas komiks był jego reakcją na politykę Richarda Nixona i to jak kłamstwa i manipulacje zburzyły jego wizerunek. – Nie muszę się wysilać w poszukiwaniu tematów, wystarczy, że otworzę gazetę – mawiał o źródłach swojej inspiracji komiksiarz. Okazuje się, że mimo upływu ponad czterdziestu lat od „afery Watergate”, przenikliwy zmysł obserwacji  Schultza nic nie stracił na swojej aktualności.

Ale to akurat nikogo nie dziwi. „Fistaszki” to przecież legenda komiksu i najsłynniejsze na świecie drukowane w gazetach paski. Schultz rysował go przez pięćdziesiąt lat (1950-2000) ale popularność stworzonych przez niego bohaterów nie maleje. Wiecznie przegrany życiowo Charlie Brown, jego wierny choć dziwaczny pies Snoopy, kumple Linus, Schroeder i Pig Pen oraz Lucy, mimo iż nie powstają ich nowe przygody wciąż bawią i wzruszają nowe pokolenia. Schultz pozostawił po sobie bowiem gigantyczną spuściznę, która nareszcie powoli dociera do Polski. Albumy z zebranymi przygodami „Fistaszków” wydaje Nasza Księgarnia, zaś na DVD ukazały się u nas obszerne kolekcje animowanych przygód rysowanych bohaterów.

W antologii kreskówek z lat 60. zamieszczono m.in. rewelacyjne „Boże narodzenie Charliego Browna”.  Nakręcona w 1965 roku kreskówka okazała się gigantycznym przebojem telewizyjnym, który zdetronizował z list najchętniej oglądanych filmów w Stanach „Czarnoksiężnika z krainy Oz” (tego z Judy Garland z 1939) i rozpoczął modę na specjalne odcinki świąteczne różnych animowanych serii. W zasadzie trudno nie dojść do wniosku, że czego tylko Schultz i jego „Fistaszki” się nie dotknęły zamieniało się w złoto. Komiksy w latach największej świetności  drukowane były w 2,5 tysiąca tytułów prasowych, ukazujących się w 75 krajach i tłumaczonych na ponad 20 języków, a „Fistaszki” trafiły do Księgi rekordów Guinnessa. Co najistotniejsze to od nich zaczęła się trwająca do dziś moda na gazetowe paski takie jak przygody Garfielda, Dilbert czy Calvin i Hobbes.  No i mamy film kinowy – piękny, niebywale plastyczny i kolorowy, choć niestety spłycający specyficzny dowcip Schultza.

Do tego dochodzą cieszące się niesłabnącą popularnością filmy oraz pluszowe  podobizny pieska Snoopy i jego nierozgarniętego pana, Charlie Browna. Szybko stały się one ulubionymi maskotkami dzieci na całym świecie. Co ciekawe Schultz dbając o to aby pluszowe, plastikowe czy drewniane podobizny bohaterów przypominały tych z komiksów jako jeden z pierwszych opatentował swoich bohaterów i zaczął sprzedać licencje na ich wizerunki.  Na „Fistaszkach” zarobił ponad miliard dolarów.

Szał fistaszkowy zaczął się dość niewinnie, bo od komiksu o którym pamiętają już tylko zatwardziali wielbiciele Schultza czyli „Lil’ Folks”, pasków drukowanych w lokalnej gazecie w stanie  Minnesota  „St Paul Pioneer Press”. W rok po debiucie komiksu zachwycili się nim szefowie syndykatu prasowego United Feature Sindicate, a „Lil’ Folks” zmieniło nazwę na „Fistaszki” i trafiło do milionów Amerykanów. Dopiero czterdzieści lat później Schultz w jednym z wywiadów wyznał, iż nowa nazwa komiksu została mu narzucona i szczerze jej przez lata nienawidził. – „Fistaszki” to durny tytuł. Nie ma żadnego znaczenia i przede wszystkim żadnej godności, a myślę, że moje poczucie humoru ma swoją godność – mówił.

I chociaż oczywiście można podchodzić do jego słów z dystansem, wszak gdy je wygłosił był już bogaczem i ikoną popkultury. Nie zmienia to jednak faktu, iż świetnie ukazuje ono specyfikę poczucia humoru „Fistaszków” i to dlaczego to ten pasek, a nie żaden inny odniósł spektakularny sukces na całym świecie. „Fisztaszki” bowiem narodziły się tuż po drugiej wojnie światowej, w której czynny udział brał Schultz (służył w armii na froncie w Europie). Okrucieństwo wojny, sprawiło iż Schultz zapragnął stworzyć sobie małą, własną enklawę godności i niewinności. Tak narodziły się pierwsze komiksy o przygodach grupki pokręconych dzieciaków. Pytany dlaczego odniosły tak wielki sukces Schultz zwykł odpowiadać – Bo pośród mieszkańców każdego kraju na świecie istnieje potrzeba niewinności. A o tym są Fistaszki.

Tyle, że niewinność Fistaszków nigdy nie była naiwna i banalna. Schultz w swoich bohaterach przemycał coś z własnych życiowych doświadczeń. I tak Charlie Brown wieczny nieudacznik, nieradzący sobie z dziewczynami i bejsbolem był młodych Charlesem, w poglądach na religię Linusa Schultz zawarł własny światopogląd, a pojawiające się u boku bohaterów kobiety przejawiały cechy życiowych partnerek rysownika. Z tej mieszanki własnych doświadczeń życiowych, rozczarowań miłością i rzeczywistością powstała licząca sobie blisko 1800 odcinków wnikliwa opowieść o naszym świecie. Pełna dowcipu, ale i smutku, ironiczna i sarkastyczna a przy tym ciepła.

Nie można pominąć tu psa Snoopy’ego szalonego beagle’a, który jest zaprzeczeniem wizerunku psa wpajanego nam od lat w książkach czy filmach. Snoopy nie jest najlepszym przyjacielem człowieka, a dość przebiegłym indywidualistą, któremu Charlie potrzebny jest tylko do napełniania miski. Resztę jego świata wypełniają dzikie fantazje, w których raz jest lotnikiem, raz francuskim kelnerem a kiedy indziej wyluzowanym Joe Coolem. Podobno ta postać była najbliższa Schultzowi. Rysując przygody Charliego i jego kumpli rozliczał się z własnymi niepowodzeniami, tworząc zaś fantastyczny świat Snoopy’ego, na kartach komiksu kreślił swoje alternatywne życie.

„Fisztaszki” pozostały z Schultzem do końca jego dni. I to dosłownie. Ostatni pasek komiksu ukazał się 12 lutego 2000 roku. Nosił tytuł „Charlie Brown, Snoopy, Linus, Lucy… jak mógłbym o nich zapomnieć”. Tego samego dnia wydrukowano nekrologi rysownika. Zmarł na raka. I chociaż bywał fatalistą, dziś wiemy , że jego życie wbrew pozorom nie było pieskie.

Disney
Poprzedni

Za kulisami Gwiezdnych Wojen [galeria]

Helen Cummins
Następny

Jeffrey Archer: nie lubię klikać [wywiad]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz