TEKSTY 

Frank Sinatra – Ojciec chrzestny popkultury

Jego muzyki słuchały miliony. Jego role filmowe to majstersztyk. Na 12 grudnia przypadłyby setne urodziny Franka Sinatry – człowieka, który niemal w pojedynkę zbudował fundamenty pod to, co dziś nazywamy popkulturą.

Jest uznawany za jednego z największych muzyków wszech czasów. Po świecie rozeszło się ponad 150 milionów płyt. Zagrał w kilku klasycznych filmach. Koniec końców stał się pierwszą gwiazdą pop w pełnym tego słowa znaczeniu. Na dekady przed Beatlesami był  idolem, który wywoływał pisk fanek i pożądliwe westchnienia. W przeciwieństwie do wielu innych gwiazd, gwiazdek i przelatujących po nieboskłonie komet – o Sinatrze się pamięta, a wpływu na muzykę nikt nie kwestionuje. Nawet teraz, blisko dwadzieścia lat po śmierci artysty. Droga do sławy i nieśmiertelności była jednak dosyć kręta i wyboista.

Już na starcie miał pod górkę. Urodził się w Hoboken, jako syn pary imigrantów. Poród pozostawił mu blizny, które potem usunięto operacyjnie. Matka, Natalina „Dolly” Garaventa, dawała małemu Sinatrze niezły wycisk i lubiła mieszać dziecko z błotem. Sesje z pierworodnym workiem treningowym wkładała gdzieś pomiędzy aktywność polityczną, pracę położnej a nielegalną działalność aborcyjną. Była silną, dominującą i dosyć bezwzględną kobietą. Niektórzy twierdzą, że to właśnie życie z taką matką wykształciło w przyszłej gwieździe twardy, nieustępliwy charakter.

W ramach powolnego wyfruwania spod czułych skrzydeł matczynej opieki, zainteresował się muzyką. Pasja była nie w smak rodzicielce, więc Sinatra tym chętniej skierował swoje życie na tory usłane nutami. Najbliższy jego sercu był modny wtedy jazz. Pragnął założyć big band. Słuchał Gene Austin, Binga Crosby’ego, Russa Colombo. W kolejnych szkołach robił za showmana, przygrywał też rodzinie na ukulele, które otrzymał od wujka.
Jeśli zaś chodzi o konflikt z matką – jak podaje córka Sinatry, Nancy, muzyk toczył walkę, dopóki „Dolly” nie zasnęła snem wiecznym. Zdarzały się, oczywiście, miesiące pod znakiem zawieszenia broni. By zadowolić rodzica, Sinatra uczęszczał do szkoły biznesowej, jednak nie zagrzał tam miejsca zbyt długo. Bo wydaleniu z kolejnej placówki edukacyjnej – imał się różnych zajęć, przygrywał za jedzenie lub cygaro, w międzyczasie pracując nad muzycznym warsztatem – m.in. pobierał lekcje dykcji – z której potem przecież zasłynął.

W 1935 roku załapał się do pierwszego zespołu – 3 Flashes. Udało mu się tylko dlatego, że miał samochód, którym mógł wozić resztę ekipy. Jako „Hoboken Four” zaistnieli w „Major Bowes Amateur Hour”. Show był pierwszym przebłyskiem medialnej popularności Sinatry – kwartet zdobył mnóstwo głosów od publiczności i wracał pod różnymi pseudonimami oraz zmienionymi nazwami.  W 1939 roku Sinatra nagrał swój debiutancki utwór – „Our Love”. Nie była to jeszcze trampolina do wielkiej kariery, o jakiej marzy każdy artysta, ale rosnąca popularność pozwoliła muzykowi na zgarnianie coraz lepszych kontraktów.

Dryfował od zespołu do zespołu, zaczepiając się m. in. u Tommy’ego Dorseya. Tak bardzo zafascynował się liderem bandu, że kopiował jego sceniczne maniery, perfekcjonizm – a nawet hobby (zbieranie modeli pociągów). Z Dorseyem nagrał około czterdziestu piosenek, w tym „Imagination”, swój pierwszy prawdziwy przebój.

W 1942 wdał się w konflikt z Dorseyem. Postanowił odciąć się od jego zespołu, jednak kontrakt stanowił, że Sinatra ma odpalać byłemu współpracownikowi spory procent od zysków przez całe życie. Według plotek, Dorsey zrezygnował z roszczeń, gdy ludzie ojca chrzestnego Sinatry wyperswadowali mu to za pomocą pistoletów przystawionych do głowy. Dorsey, niegdyś przyjaciel piosenkarza, aż do śmierci utrzymywał, że Sinatra jest fascynującym człowiekiem, od którego jednak należy trzymać się z daleka. To mniej więcej wtedy zaczęły krążyć plotki o koneksjach artysty ze światem przestępczym.

Na początku lat czterdziestych zaczęła się krystalizować jego pozycja jako gwiazdy. Fala popularności oraz urok amanta spowodowały lawinę. Stworzyły nowe zjawisko, błogosławieństwo i zarazem kataklizm kultury masowej. Wokół Sinatry zaczęły gromadzić się bowiem rzesze piszczących, rozhisteryzowanych nastoletnich fanek. „Sinatromania”. Za ciosem szły też wytwórnie, z którymi Frank wcześniej współpracował. Wznowiono „All or Nothing for All”, które przez kilkanaście miesięcy utrzymywało się na liście bestsellerów. W 1946 roku wypuścił album „The Voice of Frank Sinatra”, którym zdobył szczyt Billboardu.

Sinatra spadł ze szczytu w 1950 roku. Jego utwory nie sprzedawały się już tak dobrze, a samego piosenkarza spotykały kolejne nieszczęścia. Niektóre, trzeba to przyznać – sam na siebie sprowadził. Najpierw zmarł George Evans, publicysta, który nakręcał popularność piosenkarza. Jeszcze w tym samym roku, 1950, na jaw wyszedł romans Sinatry z Avą Gardner, który doprowadził do rozwodu z żoną. W międzyczasie piosenkarz zaczął mieć problemy z gardłem i tracić głos. Odwołał kilka występów. Deską ratunku okazała się praca wodzireja w kasynach Las Vegas. Sinatra wyrobił tam sobie silną pozycję i znajomości, choć koncerty nie gromadziły już tylu ludzi, co wcześniej.

Był perfekcjonistą. Choć nie znał zbyt dobrze nut, opanował muzykę dzięki naturalnemu wyczuciu. Wolał nagrywać na żywo, z marszu, gdyż to dawało mu poczucie autentyczności. Nie odpuszczał, wymagał od siebie bardzo dużo – zarówno jeśli chodzi o pracę nad głosem, jak i wizerunek.

Wielkim powrotem okazał się wypuszczony w 1953 roku film na podstawie książki Jamesa Jonesa – „Stąd do wieczności” Freda Zinnemanna. Okoliczności, w jakich Sinatra dostał rolę, otacza legenda. Niektórzy utrzymują, że to dzięki znajomościom wśród chłopców z ferajny. Do takiej wersji nawiązuje zresztą Mario Puzo w „Ojcze Chrzestnym”. Bardziej prawdopodobnie brzmi jednak wersja, że to dzięki znajomościom ówczesnej żony Sinatry, Avy Gardner, która szepnęła słówko, komu trzeba. Jak by to naprawdę nie wyglądało – film okazał się wielkim hitem – dziś jest klasykiem – zarobił górę pieniędzy i przyniósł twórcom ogromny rozgłos. Frank Sinatra udowodnił zaś, że jest także zdolnym aktorem. Jego kariera poszybowała odbiła się od dna. Rzucił się w wir pracy. Występował w filmach, koncertował, nagrywał dla Capitolu, kolejnej wytwórni. Tego samego roku wyszedł album „Song for Young Lovers”. Kolejne wydawnictwa odnosiły duże sukcesy, w 1959 wypuścił klasyka „Come fly with me”. W latach sześćdziesiątych Sinatra posiadał już własną wytwórnię, Reprise Records, do której zabrał najlepszych współpracowników z Capitolu. Lata sześćdziesiąte to pasmo sukcesów, zwieńczonych jubileuszową płytą na pięćdziesiąte urodziny –

W kolejnej dekadzie, po wypuszczeniu „Watertown”, obsypanego nagrodami albumu koncepcyjnego, Sinatra praktycznie opatentował instytucję „wielkiego powrotu” – czyli coś, z czego do dziś korzystają gwiazdy, by podtrzymać zainteresowanie. Obawiasz się, że spadnie zainteresowanie twoimi koncertami, płytami, a tabloidy nie napiszą o tobie na pierwszej stronie? Definitywnie zakończ karierę – przynajmniej na jakiś czas. To zawsze ruszy fanów. Tak jak ruszyło fanów Sinatry. Gwiazdor utrzymywał jednak, że to kwestia zmęczenia, w co można było uwierzyć. Czuł także znudzenie swoim dotychczasowych stylem gry. W międzyczasie zajmował się między innymi działalnością charytatywną i innymi sportami uprawianymi przez wielkich na tymczasowym urlopie. Swój „wielki comeback” zaliczył za sprawą płyty „Ol’ Blue Eyes is Back”. Kolejny hit. Wraz z upływem kolejnych lat, jego głos tracił na mocy, jednak wciąż gromadził publikę za sprawą uroku osobistego i nieuchwytnego czaru. Zgarniał kolejne nagrody, był honorowany i nie zwalniał tempa niemal do śmierci w 1998 roku.

Był perfekcjonistą. Choć nie znał zbyt dobrze nut, opanował muzykę dzięki naturalnemu wyczuciu. Wolał nagrywać na żywo, z marszu, gdyż to dawało mu poczucie autentyczności. Nie odpuszczał, wymagał od siebie bardzo dużo – zarówno jeśli chodzi o pracę nad głosem, jak i wizerunek. Dążył do doskonałości i nie bał się uczyć nowych rzeczy, także w zakresie aktorstwa, które w końcu zapewniło mu drugie życie i zwrot w karierze.

Wokół Sinatry narosło zresztą mnóstwo legend, mitów i niedopowiedzeń. Do najpopularniejszej z nich przyłożył rękę nie kto inny jak najbardziej twórczy mitoman popkultury – Mario Puzo. Twórca  „Ojca Chrzestnego”. Utrzymuje się, że jeden z bohaterów książki, uwikłany w spory mafijne Johnny Fontane, był literackim odzwierciedleniem słynnego muzyka. Ta i podobne historie mają swoje źródło w czasach, gdy Sinatra grywał po kasynach Las Vegas – i w plotkach, według których muzyk utrzymywał stosunki z tamtejszymi gangsterami. Zwolennicy teorii spiskowych utrzymują też, że to na życzenie Sinatry postać Fontane’go została okrojona w filmowej adaptacji od Copolli.

Dla niektórych był „lepszym dealerem kokainy niż piosenkarzem”. Tak mówił np. syn narkotykowego króla, Pablo Escobara. Twierdził też, że Sinatra był biznesowym partnerem barona na Miami. Sinatry bronił jednak np. Roger Moore, który wskazywał, że wiele z dowodów to na przykład przypadkowe zdjęcia i pogłoski.

Spójrzmy jednak na to wszystko z szerszej perspektywy. Trudne, spaprane dzieciństwo naznaczone konfliktem z toksyczną matką, wyboista kariera, niełatwy charakter. Przeboje miłosne, wzloty i upadki, działanie na wielu frontach. Wielkie powroty – niektóre wyrachowane, wykalkulowane, inne wynikające z sytuacji.  Kariera muzyczna i filmowa. Mnóstwo plotek i legend, na których żerowały media i literatura. Ogromna baza fanów. Życie Franka Sinatry było idealnie dramatyczne, by stworzyć pop-gwiazdę. Zaliczył wszystkie możliwe przystanki na drodze do popkulturowej wielkości, tworząc wzorcowy przepis na to jak stać się gwiazdą. I zrobił to jako pierwszy.

Ryan Ottley Scribble Game 14
Poprzedni

Ryan Ottley i syn - kreatywne bazgroły [galeria]

Forum Film
Następny

Siedem filmów, które miały być sequelami

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz