TEKSTY 

Imperium zmutowanych wojowników, czyli Żółwie Ninja kontratakują

Na ekrany kin wchodzą właśnie „Wojownicze Żółwie Ninja 2: Wyjście z cienia”. To dobry moment by przekonać się, w jaki sposób undergroundowy hit o zielonych mutantach zamieszkujących podziemia Nowego Jorku stał się światowym fenomenem.

Na początku lat 90-tych w polskiej telewizji rozpoczęto emisję serialu animowanego „Wojownicze Żółwie Ninja”, który rozpalił umysły ówczesnej młodzieży. Moda, która trwała w USA i poza ich granicami już dobre kilka lat, nie oszczędziła również naszego kraju, zalewając go wszelkiego rodzaju franczyzą. W efekcie nie ma na świecie osoby, która chociażby nie słyszała o zmutowanych nastoletnich wojownikach ninja.

Historia Teenage Mutant Ninja Turtles (w skrócie TMNT) to klasyczna opowieść w stylu „od zera do bohatera”. Pod koniec 1983 r., dwudziestojednoletni Kevin Eastman  oraz jego dobry przyjaciel i współlokator, Peter Laird odpoczywając po ciężkim dniu pracy, zaczęli gryzmolić po kartkach. Eastman w przypływie dobrego humoru narysował żółwia stojącego na dwóch nogach w pozie ala Bruce Lee, trzymającego nunchaku i nazwał go Żółwiem Ninja. Laird podłapał pomysł, dla zgrywy dodał przedrostek Zmutowany Nastoletni i do końca wieczoru zapełniali kartki kolejnymi interpretacjami pierwotnego konceptu. Idea spodobała się na tyle, że postanowili nie wkładać jej do szuflady. Przez kolejne cztery miesiące pracowali nad albumem inspirując się m.in. Daredevilem i Roninem Franka Millera. Samotny żółw stał się grupą czterech wojowników ninjutsu szkolonych przez zmutowanego szczura, Splintera. Każdy otrzymał imię po słynnym renesansowym artyście (Raphael, Leonardo, Donatello i Michelangelo) oraz charakterystyczną broń: sztylety sai, miecze katana, kij bō oraz wspomniane nunchaku.

Od pucybuta…

W marcu 1984 r. przyjaciele założyli wydawnictwo i nazwali je Mirage Studios; Eastman wykorzystał 500$ ze zwrotu podatku, Laird wybrał całe oszczędności z konta (200$), pożyczyli 700$ od wuja Kevina i wydrukowali 3000 czarno-białych egzemplarzy pierwszego numeru. Pieniędzy starczyło im jeszcze na zamieszczenie jednostronicowej reklamy w popularnym magazynie Comics Buyer’s Guide, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Twórcy spodziewali się sprzedawać swój album przez dłuższy czas, pojedynczymi sztukami. Jednak po opublikowaniu reklamy, rozdzwoniły się telefony od dystrybutorów, a cały nakład zszedł w kilka tygodni. Zamówienia przekroczyły ich najśmielsze oczekiwania. Po dodrukowaniu 6 tyś. sztuk, które rozeszły się równie szybko, byli w stanie oddać dług i zanotowali 200$ zysku. Sukcesowi dopomógł też reporter z agencji prasowej UPI, którego tekst o TMNT został przedrukowany w niezliczonej ilości mainstreamowych gazetach w USA. W rezultacie łączny nakład pierwszego zeszytu przekroczył 100 tyś. egz., co było niezwykłym wynikiem jak na komiks undergroundowy w tamtych czasach. Żółwie w mgnieniu oka zaczęły konkurować z najpopularniejszymi bohaterami Marvela i DC Comics.

Pierwszy zeszyt był zamkniętą, prostą opowieścią o zdradzie, zemście i honorze. Pełen krwawych i brutalnych (jak na owe czasy) pojedynków z podrzędnymi zbirami i wojownikami ninja w mrocznych alejkach Wielkiego Jabłka, zwrócił na siebie uwagę. Cenzura nie dosięgła go swoimi szponami, a tak odmienna od innych komiksów przygoda – łącząca w sobie elementy sztuk walki, science-fiction, japońskiego kina, bezkompromisowość i gęstą atmosferę – skazana była na sukces. Czytelnicy od razu utożsamili się z wkurzonymi, agresywnymi nastolatkami o dziwnej przeszłości, kopiącymi tyłki bandziorom.

Dzięki nieoczekiwanemu sukcesowi, obaj twórcy mogli rzucić dotychczasową pracę i skupić się na tworzeniu następnych opowieści. Kolejny numer pojawił się w sprzedaży w styczniu 1985 w łącznym nakładzie 45 tyś. egz. To w nim zadebiutowała April O’Neill, programistka pracująca w korporacji Baxtera Stockmana – drugiego po Shredderze, najbardziej rozpoznawalnego przeciwnika Żółwi. Każdy kolejny numer sprzedawał się lepiej od poprzedniego. Przyczyną były m.in. coraz to ciekawsze postacie, jak zamaskowany mściciel Casey Jones, kosmiczna rasa naukowców, Utromów, przypominająca biegające mózgi (to oni pośrednio byli przyczyną mutacji czwórki bohaterów) czy prof. Honeycut aka Fugitoid. Różnorodność serwowanych przygód, podróże w czasie, do innych wymiarów, magia, kosmiczne bitwy na innych planetach, roboty, a także klasyczne, obyczajowe i sensacyjne historie, skutecznie podtrzymywały niesłabnącą popularność  Żółwi Ninja.

eastman i larid na planie filmu

…do biznesmana

Kwestią czasu było więc, kiedy do drzwi twórców zapukają wielkie korporacje. Już przy okazji trzeciego numeru można było wysyłkowo zamówić 2,5-centrymetrowe, metalowe repliki Żółwi (ich produkcją zajęło się Dark Horse Miniatures). Jeszcze w 1985 r. rynek zalały pudełka śniadaniowe i słoiki na ciastka z wizerunkami zielonych mutantów, a także pierwsze gry planszowe, RPG i poradniki sztuk walki. Prawdziwy szał nastąpił dopiero pod koniec 1987 r. kiedy na ekrany telewizorów zawitał animowany serial Teenage Mutant Ninja Turtles (w Polsce i reszcie Europy znany jako Teenage Mutant Hero Turtles) Freda Wolfa. Okazał się tak wielkim sukcesem, że sklepy obrodziły wówczas niezliczoną ilością figurek, zabawek, gadżetów, motywów, itp. Żółwie Ninja były wszędzie, od witryn sklepowych, poprzez artykuły papiernicze, ubrania, plecaki, aż po kartony mleka i kubki.

Animacja różniła się znacząco od pierwowzoru. Miała lżejszy ton, pozbawiony brutalności, wzbogacony o drobne elementy edukacyjne i przystosowany do dziecięcej / familijnej widowni. Splinter był zmutowanym w szczura człowiekiem, April została dziennikarką odzianą w charakterystyczny żółty kombinezon, pokojowe Utromy przekształciły się w jednoosobowego, władczego Kranga, żołnierze Klanu Stopy stali się robotami, a Żółwie, odziane w kolorowe opaski na oczy (aby nikt nie miał problemów z ich rozróżnieniem) po raz pierwszy spróbowały pizzy i przejechały się na deskorolce. Dosłownie cały świat oszalał na punkcie serialu. To on utrwalił w ogólnej świadomości wizerunek Żółwi jako wesołych, zawadiackich bohaterów zawsze walczących w obronie uciśnionych. Animacja cieszyła się niesłabnącą popularnością aż przez dziewięć lat, w trakcie których powstały 193 odcinki zamknięte w dziesięciu sezonach.

Idąc za ciosem, Hollywood rozpoczęło prace nad filmową adaptacją. W projekt zaangażowano Jima Hensona, który zaprojektował kostiumy Żółwi i Splintera. Jak sam twierdził, były to najbardziej zaawansowane projekty nad jakimi pracował. W rolach głównych obsadzono mistrzów sztuk walki i mało znanych aktorów. Debiutująca Judith Hoag wcieliła się w April O’Neill, Elias Koteas w Casey Jonesa, a Sam Rockwell w Thunga. Obraz będący mocno złagodzoną wersją komiksu, nakręcony za zaledwie 13,5 mln dolarów odniósł spektakularny sukces przynosząc zyski na poziomie ponad 200 mln dolarów. Tym samym New Line Cinema oraz Warner Bros zdecydowały się stworzyć kolejne dwa sequele (w 1991 r. i 1993 r.), które choć słabsze fabularnie i technicznie, cieszyły się równie wielką popularnością.

Gdy moda na Żółwie eksplodowała, Eastman i Laird dziewięćdziesiąt procent swojego czasu zaczęli spędzać na zarządzaniu licencjami i doglądaniu biznesu, przez co komiksowa seria zaczęła rozchodzić  się w szwach. Od numeru szesnastego obowiązki scenarzysty i rysownika przejmowali przeróżni zaproszeni do współpracy autorzy, którzy w wielu przypadkach, miast kontynuować wątki nakreślone w oryginalnych opowieściach, tworzyli własne interpretacje postaci i ich przygód. Znikomy udział Eastmana i Lairda w tej materii przyczynił się do zachwiania wizerunku komiksowych Żółwi. I choć uczestnictwo takich gwiazd jak Richard Corben, Michael Zulli, Rick Veitch czy Sergio Aragones nadal utrzymywało wysoką sprzedaż,  fani coraz głośniej wyrażali swoje niezadowolenie. Rezultatem tego był powrót oryginalnych twórców do roli scenarzystów w numerze czterdziestym ósmym (w czerwcu 1992 r.), gdzie w piętnastoczęściowej opowieści City at War, z hukiem zakończyli pierwszy etap w historii TMNT.

(L-r) Michelangelo, Donatello, Splinter, Leonardo, Raphael, April O’Neil and Casey Jones in Warner Bros. Pictures’ and The Weinstein Company’s “TMNT,” distributed by Warner Bros. Pictures. PHOTOGRAPHS TO BE USED SOLELY FOR ADVERTISING, PROMOTION, PUBLICITY OR REVIEWS OF THIS SPECIFIC MOTION PICTURE AND TO REMAIN THE PROPERTY OF THE STUDIO. NOT FOR SALE OR REDISTRIBUTION

Czarne chmury

Mniej więcej w tym samym czasie Eastman spełnił swoje marzenie z dzieciństwa i wykupił popularny magazyn komiksowy dla dorosłych, Heavy Metal. Już jako redaktor naczelny i wydawca, swój udział w tworzeniu TMNT ograniczał jedynie do podpisywania lukratywnych kontraktów. Obowiązki związane z tworzeniem komiksu przejął więc Laird, całość zadania powierzając jednak innej osobie – Jimowi Lawsonowi, który sprawdził się znakomicie jako ilustrator City at War. Lawson stworzył tak zwany drugi rozdział (vol. 2), na który złożyło się trzynaście odcinków. Nowa seria jednak nie przyjęła się dobrze, mimo że spełniała oczekiwania co do ciągłości wydarzeń i rozwijała relacje między głównymi bohaterami. Był to też jedyny przypadek, kiedy oryginalne Żółwie wydawane były w pełnym kolorze.

Wraz z opublikowaniem ostatniego zeszytu Lawsona, w związku z rozpoczynającym się kryzysem na amerykańskim rynku komiksowym i zniszczeniem budynku wydawnictwa przez powódź, Mirage Studio zawiesiło działalność. Z pomocną dłonią przyszedł wówczas Erik Larsen zabierając Żółwie pod strzechy Image Comics. Trzeci rozdział tworzony przez Garyego Carlsona i Franca Fosco traktowany jest jako wizja alternatywna, nie mająca nic wspólnego z oficjalnym kanonem Mirage. W tej wersji Donatello po poważnym wypadku staje się cyborgiem, Raphael traci połowę twarzy, Leonardo lewą dłoń a Splinter okazuje sie być… nietoperzem. Seria charakteryzowała się olbrzymią dawką akcji i dość kuriozalnych przygód, co było wówczas znakiem rozpoznawczym Image. Cykl został przerwany w 1999 r. na dwudziestym trzecim numerze, pozostawiając wiele niezamkniętych wątków.

W połowie roku 2000, Kevin Eastman odsprzedał swoje prawa do postaci Lairdowi, chcąc w całości poświęcić się projektom związanym z Heavy Metal. Pod koniec 2001 r. Mirage Comics wróciło do gry i rozpoczęło publikację czwartego rozdziałuTMNT. Laird, nauczony doświadczeniem z poprzednich lat, mając pełną swobodę, zasiadł na stałe na krześle scenarzysty i z pomocą Jima Lawsona wprowadził Żółwie w nowe tysiąclecie. Ignorując wydarzenia z serii Image Comics, przeniósł akcję piętnaście lat w przód, po zdarzeniach z drugiego wolumenu. Żółwie mając po trzydzieści lat nadal zamieszkują kanały Nowego Jorku. Casey Jones i April jako małżeństwo wychowują nastoletnią, przybraną córkę Shadow, a Splinter, wiekowy dziadek, w towarzystwie kilku znajomych, zasiedla farmę w Northampton. Świat ulega przemianie na ich oczach. Na Ziemię powracają Utromy, które postanawiają się ujawnić i wprowadzić ludzkość w nową erę technologiczną, a wraz z nimi przybywają inni kosmici i zasiedlają całą planetę.

Laird wprowadził nową jakość do przygód zielonoskórych ninja. Do znanych patentów z oryginalnych opowieści (przygoda, sztuki walki, groza, brutalność, mroczny klimat) dodał potężną dawkę science-fiction, a także podjął się tematów związanych z psychologią, socjologią i wpływem high-tech na jednostkę. Rozdział czwarty to najlepsze co do tej pory przytrafiło się komiksowym Żółwiom, jednakże ten poważniejszy ton opowieści nie zwojował rynku zdominowanego przez młodszych czytelników. Omamieni niezobowiązującą akcją i lekkim humorem drugiego serialu animowanego (jego emisja rozpoczęła się w 2003 r.) oczekiwali zupełnie czegoś innego niż oferował komiks. Choć sama marka TMNT była wciąż popularna i dochodowa w innych branżach, nie przekładało się to w żaden sposób na sprzedaż zeszytowej serii. Laird, zmęczony tym stanem rzeczy, dość nieoczekiwanie pożegnał się ze swoim tworem. W październiku 2009 r. świat obiegła wiadomość, że stacja Nickelodeon za kwotę 60 milionów dolarów wykupiła pełny zestaw praw do Teenage Mutant Ninja Turtles. Tym samym wydawnictwo Mirage Studio przestało istnieć a serie komiksowe i serial TV zostały anulowane. Była to druga, po wykupieniu Marvela przez Disney, najgłośniejsza sprzedaż tamtego roku.

Tmnt-coverspread IDW 1st issue

Druga młodość

Nickelodeon już w dniu ogłoszenia lukratywnego zakupu, ogłosiło pełną modernizację franczyzy. Pierwszym krokiem było wprowadzenie na rynek nowej serii komiksowej. Zadania tego podjęło się IDW Publishing, które ściągnęło z emerytury Kevina Eastmana i zatrudniło go jako współscenarzystę i twórcę alternatywnych okładek. To zelektryzowało starych fanów, a żeby przyciągnąć nowych postanowiono opowiedzieć historię Żółwi zupełnie od nowa. Tym samym w sierpniu 2011 r. w ręce czytelników trafiło coś co można nazwać wybuchową mieszanką klasycznych opowieści z lat 80-tych z animowanym serialem Freda Wolfa. Na kolorowych stronach autorzy osiągnęli kompromis między mrocznymi komiksami a lekkim i humorystycznym programem dla dzieci. Przedstawiono nową genezę postaci (tym razem Żółwie są wynikiem nieszczęśliwego eksperymentu genetycznego, a jednocześnie inkarnacjami feudalnych wojowników), odmłodzono Casey Jonesa i April (oboje są teraz nastolatkami), wprowadzono nowych wrogów, uwspółcześniono realia, a dramatyczne wydarzenia wyważono z tymi dowcipnymi. Zabiegi te sprawiły, że obecnie TMNT są jedną z najlepiej sprzedających się serii wydawnictwa IDW, choć daleko im do sukcesu oryginalnych opowieści.

Drugim projektem Nickelodeonu jest nowy serial animowany, który wystartował pod koniec 2012 roku. Okazał się on być wielkim, pozytywnym zaskoczeniem. Twórcy, w odróżnieniu od poprzednich rysunkowych produkcji, wyzbyli się patosu i naiwności serwując bardzo przyzwoite opowieści okraszone ogromną dawką elektryzującej akcji, niezłymi dialogami, stojącym na wysokim poziomie humorem i skrzętnie ukrytymi elementami edukacyjnymi. Całość przyodziano świetnie dopracowaną animacją komputerową, która przyciąga przed telewizory rzesze widzów. Serial cieszy się na tyle wysoką oglądalnością, że już w trakcie emisji pierwszego sezonu, stacja zamówiła produkcję kolejnych dwóch. Na licencji animacji powstają też kolejne linie figurek, statuetek, klocków LEGO, gier komputerowych a także innych gadżetów, dając możliwość ówczesnym dzieciakom przeżycia podobnego zauroczenia co ich rodzice ponad trzydzieści lat temu.

Ostatnimi, a zarazem najbardziej kontrowersyjnymi projektami nowego właściciela marki TMNT, są kolejne filmy aktorskie (pierwszy zadebiutował 8 sierpnia 2014 r., a drugi 1 czerwca 2016 r.). Przed premierą pierwszego z nich producent Michael Bay (tetralogia Transformers) wyjawił, że w jego wizji bohaterowie będą pochodzić z kosmosu lub innego wymiaru, co natychmiast wywołało fale oburzenia i niezadowolenia ze strony fanów. Bay szybko zdementował swoją wypowiedź, ale scenariusz, który niebawem wypłynął do sieci tylko potwierdził te informacje. Producent przyznał jednak, że był to nieaktualny tekst a Josh Appelbaum i Andre Nemec opracowali zupełnie nowy skrypt. Wojownicze Żółwie Ninja zapowiadany był jako efektowe, mroczne widowisko w stylu indonezyjskiego The Raid z wykorzystaniem technik CGI z Genezy Planety Małp. Wyszło jednak trochę inaczej i pomimo miażdżącej krytyki i ogólnego niezadowolenia fanów film Jonathana Libesmana okazał się kasowym sukcesem. Co tylko zmobilizowało Paramount Pictures, które pragnie z Żółwi Ninja uczynić rozpoznawalną i dochodową serię, do stworzenia kontynuacji. I choć „Wyjście z cienia” zapowiada się na niemiłą powtórkę z rozrywki, fani wbrew zdrowemu rozsądkowi, wciąż pokładają nadzieje na odrestaurowanie kinowego wizerunku zielonych mutantów.

Świat ponownie ogarnęła moda na Wojownicze Żółwie Ninja i mimo, że nie jest tak intensywna jak w XX w., ze świecą szukać osoby, która nie rozpoznałaby tych postaci. Imperium zmutowanych ninja wciąż pozostaje w sile, przeżywa drugą młodość i raczej nie ma widoków, by miało się to szybko zakończyć. Przed nami zapewne kolejne lata tryumfalnego pochodu bohaterów, zupełnie przypadkowo stworzonych przez Kevina Eastmana i Petera Lairda.

Artykuł pierwotnie został opublikowany w miesięczniku Nowa Fantastyka #8/2014
Dżinn
Poprzedni

Dżinn #1: Faworyta/30 Dzwoneczków - gry erotyczno-polityczne [recenzja]

Scream Comics
Następny

Malcolm Max #1: Porywacze ciał - Steampunkowy kryminał [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

2 Comments

  1. Anonim
    2016-06-01 at 11:44 — Odpowiedz

    wywaRZono

Dodaj komentarz