TEKSTY 

James Horner – kompozytor z klasą

22 czerwca w wypadku lotniczym zginął James Horner – kompozytor muzyki filmowej, laureat dwóch Oskarów.

Są chwile, które zostają z człowiekiem na zawsze; drobne szczegóły ogniskują się w jednym momencie jak w soczewce i wypalają się w pamięci. Dla mnie jedną z takich chwil był przejazd przez Alpy do Włoch. Nudna, monotonna jazda autokarem, którą uprzyjemniało mi zajeżdżanie na walkmanie kilku kaset, które zapakowałem ze sobą na wyjazd. Wśród nich była ścieżka dźwiękowa do „Bravehearta”. Noc, autostrada, wszędzie wkoło góry i nagle w słuchawkach rozlega się „The Legend Spreads”… Chwila doskonałości, którą zawdzięczam Hornerowi.

Był czas, kiedy ja (i nie tylko ja) zarzucałem kompozytorowi, że się wypalił – że w kolejnych soundtrackach powiela stare pomysły i melodie; wydawało się, że nie ma już nic nowego do zaoferowania. A jednak raz na jakiś czas potrafił zaskoczyć, kolejny raz udowodnić swoją klasę i niezwykłą wszechstronność – jak choćby przy okazji „Apocalypto”. Jeśli spojrzymy na listę filmów, do których stworzył niesamowitą, zapadającą w pamięć muzykę, zaledwie dwa Oskary (w dodatku oba za „Titanica” – ścieżkę dźwiękową i piosenkę „My HeartWill Go On” wykonywaną przez Celine Dion) wydają się śmiesznie małym uhonorowaniem. Muzykę do „Bravehearta” pamiętają wszyscy, w przeciwieństwie do nagrodzonej przez Akademię kompozycji Luisa Bacalova do „Il postino”. A przecież wśród ponad stu pięćdziesięciu soundtracków w jego dorobku było jeszcze wiele innych: miłośnicy fantastyki zawdzięczają mu m.in. muzykę do „Willow”, „Krulla”, „Aliens”, „Avatara”, „The Rocketeer” i „The AmazingSpider-Man”. Fani opowieści spod znaku płaszcza i szpady dostali od niego „The Mask of Zorro”, a kino akcji – „Commando”. Równie dobrze radził sobie z opowieściami z dawnych Stanów Zjednoczonych („Glory”, „Legends of the Fall”, „The Missing”), jak z przesiąkniętymi niepokojącą atmosferą dreszczowcami („The Name of the Rose”, „Jade”) i przygodowymi historiami dla młodszych widzów („Jumanji”, „The SpiderwickChronicles”). Jego styl był charakterystyczny i łatwo rozpoznawalny, a motywy przewodnie szybko zapadały w pamięć. Gdyby jego lotnicza pasja nie skończyła się tragedią, moglibyśmy jeszcze nieraz zanurzyć się w jego muzyce – zatonąć w głębi brzmień, dać się porwać rwącemu strumieniowi melodii. Będzie nam go brakowało.

krzyż południa gererał robert lee
Poprzedni

Flaga i skalp generała

Dzika Banda
Następny

Deadline (XIV)

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski (JeRzy) - redaktor, dziennikarz, okazjonalnie pisarz i tłumacz. Członek Klubu Tfurców. Członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Niegdyś redaktor magazynów „Kruk” i „Magia i Miecz” oraz tygodnika internetowego „GameStar”. Był współscenarzystą cyklu programów dla dzieci „Łowcy przygód” dla TVP1. W latach 2000-2002 współprowadził na antenie Radiostacji audycję „Dzikie Pola”. Jego opowiadania ukazały się m.in. w magazynie „Fenix” (1997) oraz w antologiach „Niech żyje Polska, hura!, t.2” (2006) i „Wizje alternatywne 6” (2007). Obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz