TEKSTY 

Kalifornia – stan umysłu

Red Hot Chili Peppers wydali właśnie nowy album. Na „The Getaway” kalifornijski zespół idealnie przypomina nam czym jest kalifornijski stan umysłu. Zbiór trzynastu piosenek zabiera nas na wycieczkę do świata, w którym kicz spotka religię, pop podnoszony jest do rangi dzieła sztuki, seks myli się z miłością, a cud może zdarzyć się za rogiem. Śmierć również. Witajcie w kulturalnej Kalifornii. Tu się miło żyje…

Małe dziewczynki ze Szwecji / Marzą o srebrnym ekranie / Jeśli też śnisz taki sen / To kalifornizacja / Pamiętaj: Hollywood / Sprzedajekalifornizację” –  to fragment słynnej „Californication” przeboju RedHotów dzięki któremu powrócili do łask fanów. – Wymyśliłem to słowo, żeby pokazać wpływ Zachodniego Wybrzeża na światową sztukę – opowiadał Anthony Kiedis w autobiografii „Blizna”. I trzeba przyznać, że mu się udało. Do tego stopnia, że Tom Kapinos, scenarzysta serialu „Californication” pożyczył sobie to określenie… przez co wylądował w sądzie pozwany przez Kiedisa. W Kalifornii lubią procesy. Taki styl życia. A Papryczki są kwintesencją kalifornijskości zarówno w muzyce, jak i w stylu życia.

Gdy w 1998 roku gitarzysta John Frusciante po odwyku wrócił do zespołu, Red Hot Chili Peppers właściwie nie istnieli. Nie grali koncertów, basista Flea i perkusista Chad Smith udzielali się w innych projektach, a Anthony Kiedis po raz kolejny walczył z uzależnieniem heroinowym. I gdy już się wydawało, że ich gwiazda zgasła, zamknęli się w garażu i zaczęli pisać nowe piosenki. Podobno na próbach brzmieli tak dobrze, że ich sąsiedzi (m.in. piosenkarka Gwen Stefani) siadali na krawężnikach i słuchali. Tak narodziła się „Californication”, czyli „Kalifornizacja” – album, który sprzedał się na świecie w 15 milionach egzemplarzy, i przebój, który stał się nieformalnym hymnem Kalifornii. A Red Hot Chili Peppers uczynił po raz drugi (bo pierwszy raz zrobił to krążek „Blood Sugar Sex Magik”) największą gwiazdą rocka z Zachodniego Wybrzeża. Muzyka (zarówno rock, pop, jak i hip hop) w Stanach Zjednoczonych dzieli się bowiem na tę ze Wschodniego i tę z Zachodniego Wybrzeża. Pierwsza to Nowy Jork – artystowskie zacięcie, egzystencjalne teksty i permanentny flirt z kulturą wysoką. Nie ma tu miejsca na kicz i beztroską zabawę. Słoneczna Kalifornia z Hollywood, aleją Gwiazd i plażami zawsze w Nowym Jorku traktowana była jak młodszy, niezbyt rozgarnięty brat. Niesłusznie.

W końcu to w Kalifornii pojawili się na początku lat 60. amerykańscy Beatlesi, czyli The Beach Boys – bezpretensjonalny rockandrollowy band („Surfin’ USA”), a zarazem grupa muzycznych wizjonerów, którzy odmienili muzykę rozrywkową albumem „Pet Sounds” (1966). Eksperymenty dźwiękowe, zabawy z pogłosami, użycie wymyślonej przez Phila Spectora „ściany dźwięku” wyznaczyły drogę rozwoju współczesnego rocka. Kalifornia dała też rock and rollowi przekaz, za sprawą piosenek The Doors. To Jim Morrison jako pierwszy użył rockowego utworu jako wehikułu dla takich tematów jak kazirodztwo, narkotyki, śmierć czy religia. Był nieodrodnym dzieckiem swoich czasów, hipisowskiego lata miłości, rozpoczętego w 1968 roku w Kalifornii, w okolicach San Francisco, jak twierdzą badacze popkultury. Kalifornia lubi się bawić, ale nie tylko. Książki Charlesa Bukowskiego, Raymonda Chandlera czy Johna Steinbecka pokazują, że ludzkie dramaty zdarzają się także pod „śmiesznym niebem, co nie zna chmur”. Powagi dodają Kalifornii uniwersytety Stanforda i Berkeley (gdzie pracuje najwięcej noblistów na świecie, wśród nich był m.in. Czesław Miłosz), ale przede wszystkim Silicon Valley, Dolina Krzemowa – miejsce, gdzie najtęższe umysły świata przekładają najnowocześniejszą technologię na urządzenia, które zmieniają codzienność. To centrum przemysłu informatycznego, w którym siedziby mają takie firmy, jak Apple Computer, Adobe System, eBay, Google, Hewlett-Packard, Yahoo!, Intel. I cała masa mniej znanych.

Z drugiej zaś strony Kalifornia pokazała światu silikonowe piersi Pameli Anderson, która na tutejszej plaży dziarsko niosła pomoc potrzebującym jako ratowniczka w serialu „Słoneczny patrol”. Ten tuningowany za pomocą nowoczesnej technologii biust jest symbolem zabawowej strony Kalifornii i przesady w szukaniu estetycznego ideału. W końcu właśnie tu leży Hollywood i mieszkają największe gwiazdy światowego show-biznesu. Połączenie wyrafinowanej technologii i światowego przodownictwa w dziedzinie zabawy sprawiło, że jeden z pięćdziesięciu amerykańskich stanów jest szóstą potęgą gospodarczą świata. A najważniejszą i najbardziej charakterystyczną przyczyną tego rozkwitu jest to, że Kalifornia wymyśla nowe potrzeby, oferuje nowe pomysły na życie i produkując ekwipunek potrzebny do ich uprawiania, świetnie zarabia. Ta społeczność jest gigantycznym, zbiorowym trendsetterem dyktującym mody w skali świata. Kino wprawdzie wymyślono gdzie indziej, ale to Kalifornia narzuciła światu jego dzisiejszy kształt i hedonistyczny charakter.

Punkrockowy zespół Dead Kennedys miał chyba rację, gdy śpiewał w latach 80. „California Über Alles”. Ale żeby być ponad wszystkim, trzeba dysponować niezwykłą siłą. I Kalifornia ją ma. Tu kumuluje się energia całego kontynentu. Przez cały XIX wiek inspirowane zawołaniem „idź na zachód, młody człowieku” przemierzały kontynent amerykański tłumy osadników, awanturników i ludzi, którym za ciasno było w ich ojczyznach. Szukali nowych terenów, złota i szansy na realizację swoich pomysłów. I wreszcie doszli najdalej, jak się dało. To była Kalifornia, zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Tak narodził się duchowy klimat dzisiejszej Kalifornii z jego innowacyjnością. Jest ona tak wszechogarniająca, że mieszkańcom Kalifornii nie wystarczyły istniejące systemy religijne – tu właśnie powstał Kościół scjentologiczny, według którego człowiek – jakżeby inaczej – może zbawić się sam, byle tylko był dostatecznie bogaty i przeznaczał część swoich dochodów na rzecz wspólnoty religijnej. Twórcą tej psychotechniki, nazywającej się Kościołem, jest autor powieści fantastyczno-naukowych Ron Hubbard. No a że wśród wyznawców scjentologii są takie gwiazdy, jak Tom Cruise czy John Travolta… No cóż w Kalifornii prawie nic nie może się obejść bez gwiazd. W końcu jest to stan, który kiedyś wybrał na swego gubernatora Arnolda Schwarzeneggera.

Red Hot Chili Peppers są częścią kalifornijskiego systemu gwiazd. Dziś dwadzieścia lat po wielkim comebacku, wydają nowy album jako giganci rocka i jeden z najbardziej wpływowych zespołów w historii tego gatunku, ale też i jako jeden z najbardziej wyluzowanych. Mimo spektakularnych sukcesów muzycy nie poszli ponownie w narkotyki i szaloną zabawę. Jak na statecznych pięćdziesięciolatków przystało, objeżdżają świat, głosząc iż kalifornizacja najlepiej robi na złamane serce. Bo wiecie – nie byłoby „The Getaway” gdyby Kiedisa nie rzuciła dziewczyna…

red hot chilli peppers
Poprzedni

10 najlepszych teledysków Red Hot Chilli Peppers [ranking]

Fox
Następny

Outcast: Opętanie - diabelski odgrzewany kotlet [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz