TEKSTY 

MacGyver – Bohater z sąsiedztwa

Lata 80. były złotą epoką bohaterów kina akcji – napakowanych twardzieli z wielkimi spluwami i bezkompromisowych gliniarzy. Rambo, Dutch, McClane, Riggs i Murtaugh, Foley… przykłady można mnożyć. Przekładało się to w jakimś stopniu także na telewizję, jednak ówczesne seriale, tworzone na potrzeby Wielkiej Trójki amerykańskich telewizji publicznych – ABC, CBS oraz NBC –  miały bardziej familijny charakter. Różnice w wielkości budżetów i zakresie dopuszczalnych treści trzeba było nadrabiać pomysłowością. Sporo było wówczas seriali kryminalnych – policyjnych (m.in. „Posterunek przy Hill Street”, „Gliniarz i prokurator”) oraz detektywistycznych (np. „Magnum”, „Na wariackich papierach”, „Riptide”, „Remington Steele”), jednak na ich tle szczególnie wyróżniał się bohater mocno odstający od popularnego modelu.

MacGyver nie był srogim wojakiem z kwadratową szczęką – wyglądał jak koleś z sąsiedztwa, z sympatycznym uśmiechem i nieco chłopięcym wdziękiem. Nie lubił przemocy, w imię zasad nie używał broni palnej, a jeśli zdzielił kogoś w łeb, po ludzku bolała go ręka. Jego narzędziem była niezrównana pomysłowość i wiedza naukowa, a tam, gdzie inni sięgali po pistolety czy karabiny, on miał nieodzowny szwajcarski scyzoryk. Dzięki sprytowi i kreatywności potrafił wyplątać się z najgorszych tarapatów, improwizując z wykorzystaniem wszystkiego, co nawinęło mu się pod rękę. W jakim innym serialu zobaczylibyście w akcji defibrylator zrobiony z kabla od mikrofonu i świecznika? Albo wykrywacz kłamstw zmajstrowany z budzika i lekarskiego aparatu do mierzenia ciśnienia? Gdzie indziej bohater zamiast strzelić z rewolweru, rozmontowałby go i użył jako klucza francuskiego do odkręcenia opornego zaworu?

Scenarzyści starali się, aby nawet najbardziej szalone konstrukcje MacGyvera miały oparcie w ścisłej nauce i zachęcali widzów do nadsyłania własnych propozycji – za najlepsze płacili i wykorzystywali je w kolejnych odcinkach. Właśnie tą drogą na ekran trafiło uszczelnianie przestrzelonej chłodnicy samochodu jajkiem. Jak bardzo inwencja bohatera działała na wyobraźnię widzów, niech świadczy fakt, że mój ówczesny kumpel (o ksywie, a jakże, „MacGyver”) notował pojawiające się w serialu pomysły i testował te, które leżały w zakresie jego możliwości. W 2008 roku trickom MacGyvera poświęcono odcinek znakomitego programu „Pogromcy mitów” – z dziesięciu wykorzystanych przez bohatera sztuczek obroniło się aż siedem. Nie bez powodu w potocznym języku pojawiło się funkcjonujące do dzisiaj określenie „macgyveryzm”, oznaczające pomysłowość w majstrowaniu czegoś z niczego. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że „MacGyver” to serial o wyjątkowym walorze edukacyjnym – trudno znaleźć lepszą motywację do nauki, zwłaszcza przedmiotów ścisłych, niż przekonanie, że wiedza i pomysłowość w jej zastosowaniu mogą być przydatne w najbardziej zaskakujących życiowych sytuacjach, a nie tylko na klasówce w szkole.

Siłą MacGyvera była również jego bezpretensjonalność. Właśnie ona sprawiała, że widzowie mogli się z nim utożsamić i polubić go dużo łatwiej, niż w przypadku klasycznych bohaterów kina akcji. Obsadzenie w tej roli Richarda Deana Andersona było strzałem w dziesiątkę – aktor przekonał producentów swoją naturalnością, która pomogła mu pokonać ponad setkę rywali ubiegających się o tę rolę. Jak zupełnie inaczej mogłyby się potoczyć losy serialu, gdyby zdecydowano się na kogoś bardziej typowego, jak np. Lorenzo Lamas, przyszła gwiazda serialu „Renegat”? Czy przetrwałby aż siedem sezonów (nie licząc dwóch filmów telewizyjnych i dużo późniejszych, utrzymanych w duchu serialu reklam Mercedesa)? Wolę nawet nie myśleć.

Richard Dean Anderson przeszedł już na aktorską emeryturę, ale ponad trzy dekady od premiery, „MacGyver” doczeka się nowej wersji. Gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o takiej możliwości, sceptycznie zastanawiałem się, jakimi niecodziennymi umiejętnościami będzie musiał się wykazać współczesny MacGyver – czy będzie to nadal oldschoolowe majsterkowanie, czy raczej umiejętność przetrwania dnia bez telefonu komórkowego i Internetu. Miejsce Andersona zajmie Lucas Till, polskim widzom najlepiej znany z roli Alexa Summersa / Havoka w filmach „X-Men: Pierwsza klasa” i wchodzącego właśnie na ekrany „X-Men: Apokalipsa”. Nowy MacGyver jest młodszy od swojego poprzednika, jednak sądząc po trailerze wydaje się, że nowa produkcja będzie utrzymana w duchu oryginału. Idea jest niezmiennie aktualna, więc mocno trzymam kciuki za powodzenie serialu.

Darwyn Cooke DB
Poprzedni

Darwyn Cooke - geniusz retro, pulp i noir [galeria]

money monster
Następny

Zemsta bywa słodka - czyli o fenomenie revenge movies

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski (JeRzy) - redaktor, dziennikarz, okazjonalnie pisarz i tłumacz. Członek Klubu Tfurców. Członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Niegdyś redaktor magazynów „Kruk” i „Magia i Miecz” oraz tygodnika internetowego „GameStar”. Był współscenarzystą cyklu programów dla dzieci „Łowcy przygód” dla TVP1. W latach 2000-2002 współprowadził na antenie Radiostacji audycję „Dzikie Pola”. Jego opowiadania ukazały się m.in. w magazynie „Fenix” (1997) oraz w antologiach „Niech żyje Polska, hura!, t.2” (2006) i „Wizje alternatywne 6” (2007). Obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”.

1 Comment

  1. 2016-05-23 at 11:21 — Odpowiedz

    Eh, Na Wariackich Papierach, oglądam po latach i mam naprawdę niezły ubaw – elementy komiczne są naprawdę wyśmienite. Ścieżka dźwiękowa dobrana ze smakiem. No i intro z Al Jarreau i te obrazy – esencja lat 80tych. A “The Dream Sequence Always Rings Twice” to kawał dobrego kina noir w formie serialowego epizodu. Jeżeli chodzi o Gliniarz i Prokurator, pierwsze sezony te przed przeprowadzką na Hawaje są świetne, takie serialowe neo-noir klasy B, co nie oznacza, że niskich lotów.

Dodaj komentarz