TEKSTY 

„Zjawa”, czyli Prawdziwa historia Hugh Glassa

Mówili o nim, że był piratem. Powiadali, że przez jakiś czas żył też wśród Indian, którzy przyjęli go jak swojego i pozwolili wziąć za żonę kobietę z ich plemienia. Na pewno wiadomo, że był traperem i jednym z najtwardszych mężczyzn, jakich widział świat. Sławę zawdzięcza nieszczęśliwej przygodzie, która spotkała go nad rzeką Missouri na początku XIX wieku. Na motywach tej historii powstały dwa filmy i popularna powieść „Zjawa” Michaela Punke.

Hugh Glass urodził się prawdopodobnie w okolicach 1780 roku, w Pensylwanii. O jego wczesnym życiu wiadomo niewiele, a większość doniesień stanowią legendy, które narosły już po jego śmierci – nie należy więc dawać im wielkiej wiary. Stosunkowo pewne jest to, że pochodził z rodziny o szkockich i irlandzkich korzeniach, a w wieku czterdziestu trzech lat był już dostatecznie znanym traperem, by zostać zwerbowanym jako przewodnik w wyprawie w górę rzeki Missouri.

W okolicach 1823 do trapera Glassa zwrócili się panowie William Ashley i Andrew Henry. Tego pierwszego historia zapamiętała jako generała milicji z Missouri, polityka pioniera. Ten drugi był jego dobrym znajomym i kupcem. Razem zresztą otworzyli Rocky Mountain Fur Company – firmę, jak sama nazwa wskazuje, zajmującą się sprzedażą drogich, a najlepiej rzadkich, futer. Firma była majętna. Obaj gentelmani dobrze płacili, a Hugh Glass potrzebował pieniędzy. Szybko zawarli porozumienie i już niedługo później w górę rzeki Missouri ruszyła pionierska wyprawa w poszukiwaniu zysku. Hugh Glass znalazł jednak na niej nie tylko zysk pieniężny, ale i sławę. A także dużo bólu.

Futrzasta śmierć

Wyprawa w górę rzeki miała jeden spory plus – nie trzeba było przedzierać się przez lasy na piechotę, a przynajmniej nie przez cały czas. Większość dystansu wędrowcy pokonali więc na łodziach – tak dotarli do Grand River, sporego rozgałęzienia Missouri leżącego obecnie w pobliżu miasteczka Mobridge. Stąd posuwać się mieli już pieszo w dwóch zespołach; pierwszy – zwiadowczy i idący przodem – prowadzony był przez naszego bohatera i jego ludzi. Drugi, wolniejszy i zapewne obładowany sprzętem dowodzony był przez obu kupców.

Nieszczęście wydarzyło się niedługi czas później. Nie wiadomo, czemu Glass był sam – być może udał się na krótki zwiad, albo wyszedł za potrzebą, tak, czy siak natknął się na samicę niedźwiedzia Grizzly. Samo to nie byłoby jeszcze takie niebezpieczne, te spore ssaki wolą raczej unikać walki. Nieszczęściem naszego bohatera, ta właśnie samica miała pod opieką młode. Ruszyła więc na zagrażającego im człowieka z furią.

Glass był doświadczonym traperem. Wiedział, czym grozi spotkanie z rozwścieczonym Grizzly. Jego jedyną szansą było powalenie zwierzęcia przy pomocy broni palnej. Szybko złożył się do strzału i pociągnął za spust. Czy to jednak los tego dnia nie był dla niego łaskawy, czy też nad do tej pory pewnymi dłońmi Hugh wzięły górę nerwy, spudłował. Wielki niedźwiedź z całej siły uderzył go łapą, rozpłatując mu klatkę piersiową. Traper jakby tego nie poczuł – szybko wstał na nogi i dobył noża. Był zdecydowany walczyć na śmierć i życie. Niedźwiedzica musiała myśleć tak samo – problem tkwił w tym, że niefortunnie natrafiła na Hugh Glassa.

Słysząc krzyki swojego szefa, będący niedaleko kompani podróżnika nadbiegli w chwilę później. Możemy tylko przypuszczać, że widok jaki zastali, musiał odebrać im mowę: oto na ziemi leżał sponiewierany, ledwo oddychający Glass. Miał głębokie rany na całym ciele (głównie na torsie w który wbity też był długi pazur), połamaną nogę, a skóra na jego czaszce ledwo się trzymała. Parę metrów dalej leżał zaś umierający, wielki niedźwiedź Grizzly. Rannym traperem szybko się zajęto, próbując w jakiś sposób zatamować płynącą krew (bezskutecznie – jego stan był beznadziejny). Zwierzę zaś dobito strzałem w głowę.

Kiedy Andrew Henry zobaczył to, co zostało z głównego przewodnika ekspedycji, poprosił tylko, by przy jego stygnącym, jak się wydawało, ciele zostali ochotnicy, którzy pochowają go, kiedy umrze. Wyprawa nie mogła się opóźnić. Przy umierającym zostali więc jego dwaj wierni kompani – John Fitzgerald i Jim Bridger, którzy zajęli się kopaniem grobu. Nie chcąc jednak zbytnio zostać w tyle, zostawili w nim swojego szefa i nie czekając na jego śmierć, pospieszyli za resztą grupy. Hugh Glass został sam, umierając w ciszy.

Mistrz przetrwania

Gdyby nie zeznania świadków i samego Glassa, to, co wydarzyło się później, wydawałoby się taką samą legendą, jak inne historie o nim, które wkrótce usłyszała Ameryka. Traper bowiem odzyskał przytomność parę godzin później i zdołał w jakiś sposób wygrzebać się z grobu. Szybko zrozumiał też, że jest sam, nie ma ani jedzenia, ani broni, jego stan jest krytyczny, a najbliższa pomoc znajduje się jakieś 300 kilometrów dalej, w forcie Kiowa. Wtedy też poprzysiągł swoim towarzyszom zemstę za pozostawienie go i obiecał sobie, że ją wypełni.

9 września 1823 roku Hugh Glass podjął próbę dotarcia do rzeki Cheyenne, oddalonej o prawie 130 kilometrów. W jakiś sposób udało mu się nastawić nogę i zbudować prowizoryczne kule. Potem podjął marsz, który trwał dwa miesiące. W trakcie tej wędrówki, żywił się głównie jagodami i robakami, których używał także do dezynfekcji ran. Zwyczajnie kładł je na sobie, by obgryzały zakażoną tkankę. Raz udało mu się znaleźć truchło bizona, które jednak było strzeżone, przez watahę wilków. Podróżnik odgonił je jednak i w ten sposób udało mu się zyskać trochę cennego mięsa.

Gnany wściekłością i żądzą zemsty dotarł w końcu do rzeki, gdzie zbudował tratwę i spłynął aż do fortu Kiowa. Tam mógł wreszcie odzyskać zdrowie w pełni. Później ruszył tropem swoich towarzyszy, chcąc wymierzyć im karę.

Owiany legendą

Bridgera znalazł szybko. Mężczyzna zatrudnił się w punkcie handlu futrami na rzece Yellowstone. Co zaskakujące, Glass zaniechał chęci pozbawienia go życia. Bridger miał bowiem 19 lat i naszemu bohaterowi zmiękło serce. Stwierdził, że świadomość o tym, co się stało będzie dla Bridgera nauczką. Drugiemu z kompanów darować jednak nie zamierzał.

Fitzgerald uniknął jednak swego losu uciekając przed traperem do armii, gdzie chroniło go prawo. Glassowi pozostawało tylko złorzeczyć – wkrótce wrócił do starej profesji, stając się legendą w kręgach podróżników. Umarł dziesięć lat później, w trakcie potyczki z Indianami z plemienia Arikaras. Można tylko przypuszczać, jak drogo sprzedał swoją skórę.

Chociaż Glass już nie żył, legenda o nim pozostała i z czasem zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Lata mijały – w 1971 roku na kanwie tej opowieści powstał film „Człowiek w dziczy” w reżyserii Richarda Sarafiana. W 2002 roku Michael Punke napisał zaś powieść, którą zatytułował „The Revenant” – pod tym samym tytułem ukazał się także film „Zjawa„. W rolę największego twardziela Ameryki wcielił się Leonardo DiCaprio.

UIP
Poprzedni

Łowcy zombie - truposze z penisem w tle [recenzja]

Marvel Comics
Następny

Secret Wars - Mały wielki koniec świata [recenzja]

Michał Stonawski

Michał Stonawski

Brak komentarzy

Dodaj komentarz