TEKSTY 

PJ Harvey – czuła wiedźma rocka

Gdy zaczynała karierę, traktowano ją jak dziwaczkę. Dziś PJ Harvey jest ikoną rocka, autorką najlepszych tekstów o samotnych kobietach i parszywości współczesnego świata. Niebawem powróci na scenę z nową, pierwszą od pięciu lat płytą „The Hope Six Demolition Project” .

Gdy rzuciła Nicka Cave’a, w zaledwie kilka tygodni nagrał on jeden ze swoich najlepszych albumów. „The Boatman’s Call” (1997), melancholijna, przepełniona smutkiem i tęsknotą za miłością płyta zapewne nigdy by nie powstała, gdyby Polly Jean Harvey nie złamała Australijczykowi serca.

W historii ich związku jest pewien paradoks. Zanim jeszcze PJ poznała Cave’a – podczas nagrywania jego płyty „Murder Ballads” (1996) – krytycy muzyczni ochrzcili ją Cave’em w spódnicy. Tak jak on bowiem w swoich tekstach poruszała mroczne tematy śmierci, samotności, rozbitych rodzin, dewiacji seksualnych i wynaturzeń ludzkiej psychiki. A że robi to przekonująco i zasłużyła na swój przydomek, no cóż – wystarczy się wsłuchać w którykolwiek z jej dziewięciu solowych płyt z najnowszą „The Hope Six Demoliton Project” na czele.

W karierze 46-letniej wokalistki to płyta o tyle niezwykła, że nagrana po sporej przerwie. Po wydaniu bestsellerowej „Let England Shake” wokalistka wzięła sobie urlop od muzyki. Owszem gra koncerty, ale zamiast na komponowaniu skoncentrowała się na… sztuce. Pokazywała obrazy, grafiki, pisała wiersze i podróżowała. Odwiedziła Kosowo, Afganistan, Waszyngton. Każde miejsce obserwowała i każde znalazło swoje odbicie w nowych piosenkach.

Na „The Hope Six…”  PJ zadziornie i po swojemu punktuje okrucieństwa tego świata. Wspomina o mordowanych dzieciach, opowiada historie z perspektywy gwałconych i katowanych podczas wojny kobiet i wreszcie snuje niepokojące, ale prawdziwe  historie o tym, że okrucieństwo nie wybiera – zabija lub skaża wszystkich dookoła.  W efekcie powstał najbardziej dziki, ale i bardzo melodyjny album. Najbardziej zaangażowany społecznie krążek w dorobku Angielki i jeden z najbardziej emocjonalnych.  Zapewne Cave – gdyby tylko miał odwagę tej płyty posłuchać – byłby z niej dumny. PJ musiała mu dać do wiwatu, skoro nawet sześć lat po ich rozstaniu, gdy komponowali utwory na płytę legendarnej już Marianne Faithfull, Cave zmienił terminy nagrań, by nie natknąć się na byłą dziewczynę. Jak twierdzi w wywiadach Faithfull: „Nick w studiu unikał z nią kontaktu jak ognia, ba – nawet nie wysłuchał piosenek, które dla mnie napisała”.

Nowy album Harvey otwiera krótki, mocny i ponury „The Community of Hope”. Napisana w Waszyngtonie piosenka powstała w wyniku obserwacji stolicy USA, a PJ punktuje tu niesprawiedliwość społeczną i to jak rząd ukrył przed światem problem biedy i bezdomnych w stolicy. Sama piosenka wywołała skandal pośród władz stolicy, a PJ zarzucono, że napisała piosenkę rodem z tabloidu. Co odparła sama zaintersowana? Że opinia polityków jej nie interesuje. Liczy się dla niej to co myślą zwykli ludzie. A mieszkańcy Waszyngtonu stanęli za wokalistką murem.

Ktoś zapyta, co fascynującego może być w osobie, która w dołujący sposób śpiewa dołujące piosenki? Żadna ze współczesnych wokalistek nie potrafi tak jak PJ Harvey w prostych słowach oddać piekła samotności kobiety niechcianej i porzuconej. A że jej utwory sugestywnie oddziałują na słuchaczy, dowiodła słynna anegdota związana z piosenką „Down In The Water” z albumu „To Bring You My Love” (1995). Jej bohaterką jest porzucona kobieta, która rodzi dziecko, po czym topi je w rzece. Słuchacze potraktowali ten utwór jak spowiedź targanej wyrzutami sumienia dzieciobójczyni. Doszło do tego, że Harvey musiała publicznie zaprzeczyć, jakoby kiedykolwiek utopiła własne dziecko.

„Nie rozumiem, dlaczego ludzie utożsamiają ponure teksty z ich autorem. Nie pamiętam, ile razy musiałam tłumaczyć się z tego, że nie uprawiam czarnej magii, nie jestem wiedźmą ani córką szatana i nie muszę być pokręcona i mroczna, by autentycznie śpiewać to, o czym śpiewam” – żaliła się na początku kariery w wywiadach. Jeśli jednak przyjrzeć się czasom, w których artystka debiutowała – początek lat 90. – trudno nie zauważyć, że jej muzyka i teksty musiały być dla odbiorców szokiem.

W 1992 roku, gdy światło dzienne ujrzała debiutancka płyta Harvey „Dry”, najpopularniejszymi wokalistkami były Janet Jackson, Amy Grant (czy ktoś ją jeszcze pamięta?) oraz Whitney Houston z wielkim przebojem „I Will Always Love You”. Mało atrakcyjna, niska dziewczyna o kruczoczarnych włosach i małych piersiach wyglądała jak dziwadło pośród silikonowych gwiazdek. Tym bardziej że jej muzyka łączyła w sobie punkową zadziorność Patti Smith z eksperymentalnymi bluesowymi zagraniami Captaina Beefhearta, a poetyckie teksty były pełne wątków zaczerpniętych z Pisma Świętego („Po co brać kwas, skoro można czytać Biblię”). Na taką gwiazdę świat nie był gotowy, więc PJ Harvey na pełne uznanie musiała poczekać kilka lat.

Opłaciło się. Dziś Janet Jackson już nawet nie istnieje w medialnych brukowcach, a Whitney Houston odeszła. Tymczasem brytyjska wokalistka nagrywa z legendami muzyki, jak Marianne Faithfull, gwiazdami sceny niezależnej – Thomem Yorke z Radiohead, Trickym czy Joshem Homme’em z Queens Of The Stone Age. Czytelnicy magazynu „Q” przyznali jej miejsce w setce najważniejszych kobiet w historii rocka. Została nawet pierwszą kobietą wyróżnioną najbardziej prestiżową brytyjską nagrodą muzyczną Mercury Music Prize. Miało to miejsce 11 września 2001 roku. Niestety, Polly nie mogła odebrać nagrody, bo utknęła w hotelu w Waszyngtonie. I podobno widziała z okna, jak jeden z porwanych przez terrorystów samolotów uderzył w Pentagon.

Dzięki wypracowanej przez lata pozycji dziś PJ Harvey dziś może pozwolić sobie na wszystko. A w czasach plastikowych produktów dźwiękowych artystów tak emocjonalnie zaangażowanych we własną muzykę pozostało naprawdę niewielu.

Egmont
Poprzedni

Catwoman: Na tropie Catwoman - soczysty czarny kryminał [recenzja]

WB
Następny

Życie po klapie - filmowcy, którzy podnieśli się po upadku

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz