TEKSTY 

Poppy – iluminackie pranie mózgu czy satyra na popkulturę?

O co w tym wszystkim chodzi? Czy to jakiś relikt psychodelicznych badań typu MKUltra, a może produkt zapakowany nam przez samych Iluminatów? Czy Poppy to wyprane z jasnego znaczenia, obdarte z człowieczeństwa programowanie psycholingwistyczne, a może wyrafinowana akcja promocyjna? A co, jeśli w jej absurdalnych wypowiedziach znajdują się słowa-klucze, które według teorii „Monarch” mogą wpływać na konsumencie zachowania?p

 

W eksperymencie polegającym na wykorzystaniu manekinów wyposażonych w generatory mowy jako nauczycieli w japońskich podstawówkach wszystko poszło nie tak. Podnoszący na duchu jest wniosek, że dzieci intuicyjnie wyczuwają symulację, a widok robotycznego, humanoidalnego urządzenia wywoływał w nich niepokój i w konsekwencji – płacz. Dzieci wiedziały, że sprzedaje im się jakąś lipę. Piosenkarka (choć póki co bardziej znana jako youtuberka) o pseudonimie That Poppy jest podobnym tworem popkultury: pozornie człowieczym, uroczym, wpasowanym w słodką, różowiutką i mięciutką jak wata cukrowa estetykę Disney Channel, ale przy bliższym przyjrzeniu się niepokojącym i obcym. I również ktoś stara nam się ją sprzedać.

I’m Poppy, I’m Poppy, I’m Poppy, I’m Poppy…*

Na pierwszy rzut oka to śliczna, brązowooka blondyneczka. Wystarczy jednak pobieżnie przejrzeć kontent jej kanału, a dostrzegamy kosmitę z naciągniętą na twarz maską człowieka. Od razu widać, że próbuje udawać kogoś, kim nie jest, a  być może nigdy nie była i nie będzie, jakby jej umysł znajdował się w odległym od ciała miejscu. Nawoskowana buzia o ekspresji podpatrzonej u kłody, nieadekwatne reakcje, praktycznie brak mikroekspresji i to „bycie kimś innym” są najważniejszym, oprócz utworów muzycznych, przekazem w tej enigmatycznej cyfrowej prezencji.

Jak to często bywa – wszystko mogło zacząć się od szukania przepisu na siebie. Niewiele wiadomo o osobie kryjącej się pod pseudonimem, choć krążą po Internecie informacje, których oczywiście źródłem jest sama Poppy. Dziewczyna ma więc około 15 lat, przez dekadę zajmowała się tańcem, a jej ojciec był perkusistą w „jakimś” zespole. Przeniosła się do Nashville gdy skończyła lat 13 i… to wszystko. Poppy tłumaczy: „Nie chcą, aby wiedziano, w jakim jestem wieku. Ludzie, szczególnie dzisiaj, mają obsesję na punkcie wiedzy o wszystkim i wszystkich”. Dopiero uważniejsze szperanie w internetowych zasobach pozwala znaleźć nieco więcej danych o niejakiej Moriah Pereirze, która od dawna szykuje się do wydania popowego krążka. Jeśli chodzi o strzeżenie prywatności, Poppy jest bardziej konsekwentna niż niejeden noszący maskę raper i choć wizualnie niczego nie ukrywa, a każde nagrania eksponuje jej twarz na zbliżeniach, wyczuwalna jest fasadowość oraz celowość tej kreacji. O wiele więcej można się dowiedzieć z jej kanału Youtube, którego pierwsze wideo wyreżyserował w roku 2014 artysta audiowizualny każący nazywać siebie Titanic Sinclair. W zdawkowej odpowiedzi na pytanie, czemu te materiały mają tak niepokojącą stylistykę przywołującą koszmar wyśniony przez samego Philipa K. Dicka, odpowiedział, że zależało mu na oddaniu ducha pop-artu Andy’ego Warhola, groteskowości filmów Davida Lyncha i komediowości Tima Burtona. Titanic Sinclair zresztą sam udziela się na Youtube, choć jego materiały mają po kilka lub kilkanaście tysięcy wyświetleń, kiedy kanał Poppy został już obejrzany ponad 7 milionów razy. Niewiele wiadomo o jej spin doktorze. Jest całkowicie google’odporny, co tłumaczy potrzebą transparentności w sieci. Jak widać zbyt wiele w tym wszystkim niewiadomych, aby That Poppy nie stała się swojego rodzaju miejską legendą vlogowej sceny. Wyświetlenia się zgadzały.

Why Wont They Listen?

Subskrybenci nie byli więc zdziwieni, kiedy na kanał wskoczył profesjonalny teledysk do singla „Lowlife”, ponieważ taki ogromny potencjał markentylny musiał zostać wykorzystany. W teledysku, oprócz scenek z życia codziennego młodej gwiazdki popu, dostrzec można elementy satanistyczne, jak np. siedzącą na tronie artystkę w pozie identycznej jak ta Behemotha ze znanej skądinąd okultystycznej ikonografii. Nad dziewczyną unosi się ogromny trójkąt, który przypomina znak Iluminatów, tylko zamiast czujnego oka opatrzności na samym czubku widnieje serduszko. Sam symbol szeroko otwartych oczu często pojawia się w youtuberskiej twórczości dziewczyny, więc jest to trop jak najbardziej nadany przez twórców intencjonalnie. Niedługo później That Poppy (bo tak każe na siebie wołać w kontekście twórczości muzycznej) umocniła dziwaczność tego popkulturowego przekazu piosenką „Everybody Wants To Be Poppy”.

I Love Internet So Much

Wszystko to wygląda jak dobrze wyreżyserowany viral, który robi podwaliny pod zbliżające się wydawnictwo muzyczne, zgrabnie wykorzystujący możliwości narracyjne mediów społecznościowych, wszak różnego rodzaju performerzy z sukcesem przenieśli się do Internetu. Jednakże miłośnicy teorii spiskowych dostrzegają w tym nieco więcej. Pytanie pierwsze brzmi – czemu między uruchomieniem konta w roku 2011 a opublikowaniem pierwszego filmu minęły aż trzy lata? Czemu nastolatka tak niefrasobliwie bawi się symbolami uważanymi przez niektórych za groźne? Jak udało jej się w dobie sieciowej inwigilacji tak długo utrzymać w tajemnicy prawdziwe imię oraz pochodzenie? O co biega w tych dziwacznych materiałach, w których w kółko powtarza swoje imię, liczy pieniądze, wyznaje, że Internet jest wspaniały, pozwala również przepytać się przez manekina, snuje refleksje na temat biegu czasu oraz przemijalności, czyta Biblię i ciągle deklaruje, że czuje się świetnie i jest pewna, że każdy chciałby nią być? Czy ich jedynym celem jest wprawienie widza w zakłopotanie? I last but not least – kto stoi za TĄ Poppy?

They Have Taken Control

Z  tych psychopatycznie wręcz spokojnych monologów przebijają się czasami błędy systemowe, jakby gdzieś wewnątrz tej zaprogramowanej do osiągania sukcesu istoty krzyczało dziecko, którym Poppy de facto wciąż jest. Te „glitche” sugerują, że nie wszystko w Poppy zostało poprawnie zaimplantowane, a ta wersja może nie być ostateczną. Ostatnio coraz częściej mówi się o wątpliwym moralnie wykorzystywaniu wizerunku niewinnego dziecka, w czym przoduje oczywiście japońska kultura masowa oraz w bardziej ukryty, ale też i cyniczny sposób również Hollywood (można tutaj przywołać wypowiedzi Elijaha Wooda czy Coreya Feldmana na temat pedofilii oraz statusu dziecka w Fabryce Snów). O co w tym wszystkim chodzi? Czy to jakiś relikt psychodelicznych badań typu MKUltra, a może produkt zapakowany nam przez samych Iluminatów? Czy Poppy to wyprane z jasnego znaczenia, obdarte z człowieczeństwa programowanie psycholingwistyczne, a może wyrafinowana akcja promocyjna? A co, jeśli w jej absurdalnych wypowiedziach znajdują się słowa-klucze, które według teorii „Monarch” mogą wpływać na konsumencie zachowania?

The Beginning of Infinity

Odpowiedź jest prosta – Poppy to żywa instalacja artystyczna sprzężona z działalnością muzyczną. W czerwcu pojawiła się jej pierwsza EP-ka wydana z ramienia Island Records zatytułowana „Bubblebath”. Ta całkiem niezła produkcja brzmi jak klasyczny teen-pop z wyraźnymi inspiracjami electro i j-popu i jest wręcz niewystawny względem internetowego wizerunku. That Poppy to młodzieżowa piosenkareczka, która – świadomie lub nie – przemyca w swojej internetowej obecności gorzką krytykę przemysłu rozrywkowego. Chyba najbardziej te intencje widać w groteskowym wywiadzie, który prowadzi kukła z robotycznym głosem. To nie tylko piosenkarka oraz jej odpowiedzi są tutaj irytująco tendencyjne, ale przede wszystkim gust odbiorcy, który od mass mediów zazwyczaj niewiele więcej wymaga. Poppy jest więc zwierciadłem popkultury, a może nawet próbą zdemaskowania jej mechanizmów, parodią algorytmów mających wypromować kolejną gwiazdkę. Niewątpliwie jest to utalentowana piosenkarka, ale warto obserwować, w jaki sposób rozwijana będzie ta pozesceniczna, youtube’bowa narracja. Być może w pewnym momencie odkryty zostanie jasny przekaz tego komunikatu. Może nam się on albo nie spodobać, albo wręcz odwrotnie – oszalejemy na punkcie Tej Poppy.

*Śródtytuły pochodzą z materiałów opublikowanych przez Poppy na swoim vlogu

Bękarty z południa 2
Poprzedni

Bękarty z południa #2: Na boisku - przez sport do władzy [recenzja]

Wydawnictwo Albatros
Następny

Miasto - nieco inny, równie znakomity Koontz [recenzja]

Jakub Koisz

Jakub Koisz

1 Comment

  1. 2016-08-31 at 21:48 — Odpowiedz

    Jak bardzo pachnie mi to Gibsonem. Idoru i to co później. Żyjemy w czasach, które doganiają zapowiadaną nam przyszłość.

Dodaj komentarz