TEKSTY 

Powrót do przyszłości – film po filmie

W „Powrocie do przyszłości 2” Marty McFly przeniósł się w przyszłość – konkretnie do 21 października 2015 roku. Z tej okazji postanowiliśmy się przyjrzeć całej filmowej trylogii Roberta Zemeckisa i Boba Gale’a. Oto „Powrót do przyszłości” omówiony film po filmie.

Powrót do przyszłości (1985) reż. Robert Zemeckis

Dzieci bywają bardzo podejrzliwe. Kiedy matka Roberta Zemeckisa zaklinała się na wszelki świętości, iż nigdy, ale to nigdy nie całowała się w liceum z chłopakami, syn jakoś nie chciał jej uwierzyć. Zemeckis opowiedział kiedyś o swoich wątpliwościach związanych z prawdomównością matki przyjacielowi, scenarzyście Bobowi Gale’owi. Ten w rewanżu zdradził mu sekret – jego tata w latach młodości był przewodniczącym klasy w liceum. Na młodego Boba jego przewodniczący przez całe liceum nawet nie spojrzał, dlatego scenarzysta zastanawiał się, czy zaprzyjaźniłby się ze swoim tatą, gdyby chodził z nim do szkoły. I tak dwóch kolegów wpadło na pomysł opowieści o współczesnym nastolatku, który cofa się w czasie do lat 50. i poznaje własnych rodziców.

Prace nad scenariuszem trwały cztery lata nie przez to, że fabuła się nie kleiła, ale dlatego, że miała ona koncentrować się na szczegółach. Komiksy o obcych, narodziny rock’n’rolla, strach przed komunistami, potańcówki… wszystko to odtworzono perfekcyjnie, a żarty sytuacyjne biorą się z zestawienia mentalności współczesnego chłopaka (w latach 80.) z realiami lat 50. Powrót do przyszłości okazał się nie tylko wielkim hitem (doczekał się dwóch kontynuacji), ale przede wszystkim lekkim, niezwykle dowcipnym fantastycznym filmem o konflikcie pokoleń. Do dziś nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Na koniec ciekawostka. Otóż podobno prezydent Ronald Reagan (w latach 50. aktor) oglądał ten film na specjalnym pokazie w Białym Domu. Przy scenie, w której ktoś nie wierzy, że prezydentem może zostać aktorzyna, kazał zatrzymać taśmę, cofnąć do początku sceny, a potem długo śmiał się do łez. Ta anegdota jest najprawdopodobniej prawdziwa, Reagan bowiem wielokrotnie podkreślał, że „Powrót do przyszłości” to jego ulubiony film.

Powrót do przyszłości 2 (1989) reż. Robert Zemeckis

Ten film miał nigdy nie powstać. Zemeckis i Gale nie planowali kontynuacji swojego filmu, ale kiedy okazało się, że jest on nie tylko wielkim hitem, ale i staje się pozycją kultową obaj zaczęli się wahać. Choć nie ulegli namowom producentów zbyt łatwo. Pierwszym warunkiem postawionym przez Zemeckisa był powrót starej ekipy. Zebranie aktorów okazało się dość łatwe, bo niemal każdy miał ochotę ponownie wcielić się w swoją postać. Niemal, bo wyłamali się Crispin Glover (czyli George McFly, niestety nie dogadali się, co do wielkości gaży dlatego też jego postać w alternatywnej rzeczywistości została zamordowana) oraz  Claudia Welles (dziewczyna Marty’ego z pierwszej części, jej matka była ciężko chora i rzuciła aktorstwo). Drugim warunkiem zaś była wolna ręka w kwestiach scenariuszowych. Początkowo planowano akcję filmu umieścić w roku 1967, Bob Gale zresztą spisał tak pierwszy draft scenariusza. Zemeckis uznał jednak, że zabawniej i atrakcyjniej fabularnie będzie opowiedzieć historię osadzoną po części w tych samych czasach, co pierwsza (1955, 1985) tyle, że przedstawionych w alternatywny sposób i w przyszłości. I tu dochodzimy do warunku trzeciego – wizja Stanów przyszłości miała być skrajnie odległa od sztampowego wyobrażenia futurystycznego miasta rodem z „Łowcy androidów”.

Kiedy każdy z warunków został spełniony ekipa ruszyła z produkcją, która ciągnęła się – uwaga – aż dwa lata. Tyle trwało budowanie miasta przyszłości i wszystkich przyległych mu elementów z legendarnymi latającymi deskorolkami na czele. Zresztą z nimi wiąże się zabawna anegdota. Zemeckis w jednym z wywiadów powiedział, że to nie żaden wymysł, tylko prototyp zabawek, które nie dopuszczono do sprzedaży, bowiem ktoś mógł sobie zrobić krzywdę. Przez lata po tym wyznaniu fani domagali się zdradzenia nazwy firmy, która opatentowała takie ustrojstwo. W końcu reżyser musiał oficjalnie dementować wymyślone przez siebie plotki.

A sam film? „Powrót do przyszłości 2” był wielkim hitem (numer trzeci na liście najbardziej dochodowych filmów 1989 roku), ale co ciekawe nie spotkał się z tak ciepłym przyjęciem jak część pierwsza. Drugiej odsłonie zarzucono brak lekkości i uderzanie w zbyt mroczne tony. Co z perspektywy czasu wydaje się zarzutem nietrafionym. Owszem jest to film posępniejszy, ale też taki być musiał. Marty McFly w wyniku własnej nieuwagi doprowadza do paradoksu czasowego – oto odwieczny wróg jego rodziny Biff Tannen wchodzi w posiadanie almanachu wyników sportowych, który pomaga mu zdobyć bogactwo, sławę, wpływy a przede wszystkim zaś doprowadza do upadku rodzinę McFlyów. Jedynym ratunkiem dla Marty’ego jest powrót do przeszłości i odkręcenie zamieszania, w jakie wpakował swoich bliskich.

Ponieważ w dużej części „Powrót…” jest opowieścią o upadku, jego mrok nie dziwi ani nie zaskakuje. Fakt, odstaje on mocno od pogodnej atmosfery pozostałych części, ale po latach wciąż się broni. Podobnie jak wizja roku 2015 – celowo inna od standardowych futurystycznych wariacji na temat przyszłości. Przynajmniej ta, do której trafia Marty zanim Biff przejmie władzę nad światem. Nie ma w niej dymu, zagłady i kwaśnych deszczów, jest za to potężna dawka ironii i dobrych żartów. Reasumując „Powrót do przyszłości 2” to mroczniejsze, poważniejsze rozwinięcie wizji Zemeckisa i Gale’a, ale niepozbawione nerwu i narracyjnej sprawności jedynki.

Powrót do przyszłości 3 (1990) reż. Robert Zemeckis

„Powrót do korzeni serii i zarazem powrót dawnego ducha” – takie peany nad trzecią częścią wygłaszali krytycy filmowi, których zawiodła druga odsłona cyklu. Fakt – trójka to przede wszystkim powrót komedii i dowcipu. Nie ma tu mroku połamanej przyszłości, nie ma złego Biffa, który chce rządzić światem. Mamy za to Dziki Zachód, czasy pionierów i Marty’ego, który znów pasuje do rzeczywistości jak pięść do nosa. Trzecia część zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończyła się część druga. Marty utknął w roku 1955, zaś Doktor w 1885. Nasz bohater z pomocą Doktora z 1955 roku naprawia wehikuł i przenosi się w przeszłość uratować przyjaciela, którego niebawem zastrzeli pradziadek Biffa – Dziki Bill Tannan.

„Powrót do korzeni serii i zarazem powrót dawnego ducha” – takie peany nad trzecią częścią wygłaszali krytycy filmowi, których zawiodła druga odsłona cyklu. Fakt – trójka to przede wszystkim powrót komedii i dowcipu. Nie ma tu mroku połamanej przyszłości, nie ma złego Biffa, który chce rządzić światem. Mamy za to Dziki Zachód, czasy pionierów i Marty’ego, który znów pasuje do rzeczywistości jak pięść do nosa. Trzecia część zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończyła się część druga. Marty utknął w roku 1955, zaś Doktor w 1885. Nasz bohater z pomocą Doktora z 1955 roku naprawia wehikuł i przenosi się w przeszłość uratować przyjaciela, którego niebawem zastrzeli pradziadek Biffa – Dziki Bill Tannan.

Pierwsza część była zabawą z kinem młodzieżowym, komedią i fantastyką, druga z wizjami alternatywnymi, trzecia zaś to dwugodzinna zabawa westernem. Zemeckis i Gale, co scena rzucają tu gatunkowymi żarcikami, kpią z konwencji i nawiązują do klasycznych filmów. Zabawę prowadzą jednak tak umiejętnie, że nigdy nie popada ona w elitarne rewiry a bezustannie jest zrozumiała dla każdego – nawet osób, które westernów nie oglądały.

Dopisano też tu silny wątek romansowy, dzięki któremu Doktor Brown z naukowca szaleńca zamienia się w szaleńca opętanego miłością. Bezsprzecznie jest to najzabawniejsza część trylogii, ale to wcale nie znaczy, że najlepsza. W zasadzie w przypadku „Powrotu do przyszłości” mamy do czynienia z pewnym filmowym precedensem – trzy filmy idealnie składają się w jedną długą opowieść. I moim zdaniem należy traktować je, jako jeden film podzielony przez producentów na trzy. Nie wiem czy istnieje drugi filmowy cykl, który tak doskonale by się uzupełniał i dawał tak ogromną frajdę odbiorcom.

Universal Pictures
Poprzedni

Lea Thompson: powrót z przeszłości [wywiad]

Powergraph
Następny

Wróżenie z wnętrzności [fragment]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz