TEKSTY 

Powrót Muppetów, czyli telewizja bez Jima Hensona

Jakie programy we współczesnych czasach są podstawą telewizji? Talk show, talent show, reality show. Kto dziś oglądałby taki program jak „Kabaret Starszych Panów”? Ostatki polskiej inteligencji? Co sprawiało, że kiedyś całe rodziny, także w Polsce, zasiadały przed telewizorami by obejrzeć „Muppet Show”?  Muppety właśnie wracają do telewizji, próbując dostosować się do współczesnych trendów.

„Muppet Show” można było oglądać w polskiej telewizji w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Oglądałem, bo Muppety mnie śmieszyły. Zawsze czekałem na moment dmuchnięcia w trąbkę przez Gonzo, bo za każdym razem ów akt skutkował czymś innym. Lubiłem „Świnie w Kosmosie” i szalone wyczyny Szwedzkiego Kucharza. No i razem z kolegami uwielbialiśmy Zwierzaka, wraz z jego nieposkromioną energią. Drażniła mnie zgryźliwa para staruszków z loży, których komentarze lubił z kolei mój własny dziadek – niestety nie mogę sobie teraz przypomnieć obrazowego przydomka, którym ich wtedy obdarzał. Rodzice żony potrafili pokłócić się o Miss Piggy, kiedy to teść przyrównywał małżonkę do zaborczej świnki. Kiedy dzisiaj oglądam zarówno te stare Muppety, jak i nowe, podziwiam przede wszystkim koncept na najbardziej rozpoznawalną z lalek, czyli Kermita. Fascynuje mnie jego naturalność, przenikliwość, poświęcenie i zdolności organizacyjne. Kermit to synonim porządku w obliczu chaosu. W jego postaci odzwierciedla się ludzka dola, stojąca w obliczu nieprzewidywalnych wydarzeń, w starciu z przypadkowością życia. I jeszcze te chwile, kiedy w końcu nie wytrzymywał, pękał i odreagowywał, machając jak najęty zielonymi kończynami. Ecce homo, chciałoby się powiedzieć, choć widzimy tylko najprostszą z możliwych pacynkę, w dodatku żabę. Żabę, która stanowiła jeden z najciekawszych, alegorycznych i humanistycznych portretów współczesnego człowieka. Coś takiego mógł wymyślić jedynie geniusz.

Jim Henson instynktownie wyczuwał potencjał rodzącego się medium – bo chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przygodę z telewizją zaczynał już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Nie na darmo przywołałem tu „Kabaret Starszych Panów”. Dołóżmy do tego „Za chwilę dalszy ciąg programu” Manna i Materny, przypomina mi się jeszcze, co prawda nie o telewizyjnym rodowodzie –  „W oparach absurdu” Słonimskiego i Tuwima. To wszystko składa się na rodzaj odchodzącej w niebyt wrażliwości, której we współczesnych mediach szukać trzeba ze świecą. Dzisiaj taki rodzaj artystycznej wrażliwości i specyficznego poczucia humoru jest niszą. W dawnej telewizji, w czasach budowania tego medium, jeszcze na chwilę przed apogeum jej panowania, było to normą. Obecnie, telewizja spychana na drugi plan przez Internet musi walczyć o życie, stosując często chwyty konkurenta. Wrażliwość niknie. Pozostają doraźne doznania, rzeczy które zapewniają dawkę emocji i atrakcji opartych na kontrowersji i szokowaniu, podporządkowane słupkom oglądalności i bodźcom, które urągają naszej inteligencji, robiąc z widza nie partnera w show, tylko pokorne ciele i medialnego ćpuna  w jednym.  Cóż, dawne czasy raczej nie wrócą.

Za sukcesem „Muppet Show” i wcześniej „Ulicy Sezamkowej” stał oczywiście nie kto inny, tylko Jim Henson. Można spierać się o to, czy po prostu trafił akurat na swój czas i czy odnalazłby się w dzisiejszych telewizyjnych realiach. Najważniejsze jest to, że instynktownie wyczuwał potencjał rodzącego się medium – bo chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przygodę z telewizją zaczynał już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy również pojawiły się pierwsze Muppety (słowo jest połączeniem „marionette” i „puppets”) i sam Kermit, wtedy jeszcze w turkusowym kolorze. Henson na potrzeby telewizji zrewolucjonizował lalki. Dotąd lalkarze pracowali z kukiełkami o nieruchomych twarzach, które nie wyrażały emocji. Henson od razu rozpoznał możliwości, jakie daje kamera, w  przeciwieństwie do typowego, lalkowego spektaklu, który ogląda się z pewnej odległości. Dzięki zbliżeniom kamery lalki miały szansę ożyć i wyrażać ekspresję, zyskały osobowość. Sukcesy Hensona ma tym polu pomogły również w stworzeniu formuły Ulicy Sezamkowej. Program powstał w 1969 roku, a w jego założeniach wyłożone było, że musi  „mieć wpływ na życie dzieci, a zwłaszcza na życie dzieci z miast, oraz pomóc przygotować je do pójścia do szkoły”. A zatem telewizja i misja – dwa określenia, które w dzisiejszych czasach jakoś do siebie nie przystają. „Ulica Sezamkowa” miała połączyć walor edukacyjny z zabawowym. Dotychczas edukacja w telewizji polegała na festiwalu gadających głów. Nowy program postanowiono ubrać w formę, które będzie strawna i zrozumiała dla dzieci. W efekcie „Ulica Sezamkowa” stała się jednym z największych telewizyjnych fenomenów i tworzona jest po dzień dzisiejszy. W programie brylowały stworzone przez Hensona i jego współpracowników lalki, ale miał też on swój udział w animowanych, edukacyjnych wstawkach, które pojawiały się między skeczami i fabułą poszczególnych odcinków.

Było to pokłosiem jego wcześniejszej pracy przy telewizyjnej reklamie, jego uwielbienia dla krótkiej formy i umiejętności puentowania. Co ciekawe, Henson obawiał się trochę, że dzięki sukcesowi „Ulicy Sezamkowej” będzie kojarzony jedynie jako twórca programów dla dzieci. Tymczasem, w jego filmowej biografii znajdują się oprócz powstałych w latach osiemdziesiątych „Ciemnego Kryształu” i „Labiryntu”, zadziwiające i eksperymentalne w formie filmy z lat sześćdziesiątych, jak „Time Piece”, czy „Cube”. W zeszłym roku, wydawnictwo Timof Comics opublikowało „Piaskową opowieść”, czyli przedstawiony w formie komiksu niezrealizowany filmowy scenariusz autorstwa Hensona. Wyczytać z niego możemy trawiące go obsesje i dziwaczne związki fikcji z rzeczywistością, a wszystko to podane w miszmaszu popkulturowych motywów i stylistyce Felliniego. Ta część mniej znanej twórczości Hensona, razem z jego ambicją stworzenia telewizyjnego programu dla dorosłych, zbiegły się w rezultacie w formie „Muppet Show”. Który to program ostatecznie i tak oglądały całe rodziny.

Ciężko tu napisać coś nowego o tym fenomenie. Magiczne i nieprzewidywalne były tu interakcje zaproszonych gości (między innymi Vincent Price, Diana Ross, Elton John) z kukiełkami. Goście, podobnie jak widzowie,  wydawali się  ulegać czarowi stworzonych przez Hensona postaci. Na gwiazdę równorzędną Kermtowi wyrosła z czasem, debiutująca wśród Muppetów w 1976 roku i animowana przez Franka Oza (tak, to on użyczał jej charakterystycznego głosu), Świnka Piggy. Ta para – Kermit i Piggy, to jeden z najbardziej znanych fikcyjnych związków w świecie showbiznesu, poprzez uniwersalność swych zachowań wykraczający daleko poza ów fikcyjny świat. Dlatego nie dziwi fakt, że relacje tych dwojga  stały się osią fabuły powracających w tym roku do telewizji Muppetów.

W międzyczasie, także po śmierci Hensona w 1990 roku, trwał rozwój marki, powstało między innymi osiem filmów fabularnych (ostatni – „Muppety: Poza prawem” w zeszłym roku), czy animowany serial dla dzieci, opowiadający o dzieciństwie kukiełek. Legenda trwała, ale też zmieniała się sama telewizja. „Muppet Show” ze swoim absurdalnym humorem, wdziękiem, groteskowymi gagami i unikalnym rodzajem przemocy – kiedy wszyscy wiemy, że nikomu nie dzieje się tu realna krzywda – może wydawać się dziś reliktem. Dlatego też, w nowym serialu stacji ABC mamy przesunięcie ciężaru z szalonych gagów na interakcje między reprezentującymi uniwersalne postawy postaciami, ich życie zawodowe i prywatne i wynikający z nich humor sytuacyjny. A wszystko pokazane w formie dostosowanej do dzisiejszych czasów, czyli jako mocumentary (fabularyzowany dokument). Scenerią nie jest już teatr, tylko studio telewizyjne, w którym kręcony jest talk-show. Jego gospodarzem jest Piggy, Kermit pełni rolę reżysera. Fabuła dość często wykracza poza samo studio, sporo scen rozgrywanych jest w plenerach, co trochę zaskakuje, ale też nawiązuje do powstałych w międzyczasie filmów o Muppetach, w których bohaterowie przeżywali przygody na całym świecie. Wyróżnia się tu jeszcze Fozzie, Scooter i Gonzo, pozostali bohaterowie stanowią już raczej tło. Ciekawie wypadają interakcje z pojawiającymi się w serialu gośćmi, a serial miejscami przypomina tak znane telewizyjne produkcje, jak „30 Rock” i „Biuro”.

No właśnie – faktem jest, że nowe Muppety przypominają coś innego niż samych siebie sprzed lat. Na całe szczęście nie czuć na razie, że wejście w tę nową formułę robione jest na siłę. Jest dobrze, tylko czy jest w tym jeszcze duch Jima Hensona? Powraca tu pytanie, czy sam Henson pasowałby do dzisiejszych czasów, do dzisiejszej telewizji, czy mógłby w niej rozwijać swoje wizje i obraz samego medium,  podążać za nowymi trendami i łączyć przed ekranami telewizorów pokolenia? To pytanie, na które nie poznamy niestety odpowiedzi. Nowe Muppety i ich unowocześniona formuła już stały się przedmiotami ataków, padają zarzuty o seksizm, co trochę dziwi, bo tak naprawdę programy Hensona nigdy nie były specjalnie grzeczne, ani poprawne politycznie. Po prostu miały w sobie siłę uniwersalnego przekazu, który w formule dzisiejszych mediów niestety przepada na rzecz aktualnego „tu i teraz”. W nowych Muppetach na szczęście pozostają te same, ukochane przez wielu widzów postacie, na czele z Kermitem, w którym juz na zawsze będzie czuć ducha Jima Hensona. Animujący go przez dziesięciolecia twórca, przedstawiał Kermita jako swoją bardziej uszczypliwą wersję. Jak pisał w książce „Jim Henson: Tata Muppetów” Jay Jones Brian: „Kukiełka mogła mówić rzeczy, których nie powiedzieliby zwykli ludzie – coraz trudniej było stwierdzić, gdzie kończyła się żaba, a zaczynał Jim”. I coś z tej magicznej więzi, osobowość zaklęta w pacynce nawet po odejściu jej twórcy – pozostało.

 

Powergraph
Poprzedni

Wróżenie z wnętrzności [fragment]

Rebis
Następny

Niebiańskie pastwiska - nowa jakość w space operze [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz