TEKSTY 

Seks, mafia i szatan – cała prawda o Watykanie

Watykan – najmniejsze państwo świata to zarazem największa kopalnia tajemnic i spisków. To w Stolicy Piotrowej wiedzą wszystko o przyjściu na świat antychrysta, to tam mafia pierze pieniądze i tam lepiej nie wychylać się ze swoimi poglądami jeśli chce się dłużej porządzić. Tak przynajmniej twierdzi popkultura.

Bycie egzorcystą to nie kaszka z mleczkiem. Na własnej skórze, a raczej duszy, przekonuje się o tym ojciec Lozano, egzorcysta, któremu wydaje się, że wypędzenie demona z ciała pewnej młodej kobiety, będzie kolejny rutynowym egzorcyzmem. Niestety diabeł jest bestią podstępną, a ojciec Lozano szybko przekonuje się, że przyszło mu się zmierzyć ze złem o wiele potężniejszym niż przypuszczał.

„Taśmy Watykanu” najnowszy film Marka Neveldine’a (przebojowa dylogia „Adrenalina”), który właśnie trafił na VOD to kolejny satanistyczny horror, który w swoją fabułę wpisuje tajemnice skrywane w archiwach Watykanu. Niezależna produkcja „The Vatican Exorcisms” (2013) opowiadała o beztroskim amerykańskim dokumentaliście zafascynowanym egzorcyzmami, który mając nadzieję na zrozumienie głębi zła, trafia pod opiekę watykańskich egzorcystów. Podróżując z nimi po Włoszech rejestruje różne przypadki opętań. Pech chce, że w pewnym momencie diabeł zaczyna do niego przemawiać, a przed głosem złego nawet Watykan nie jest w stanie nikogo uchronić. Choć oczywiście lojalnie ostrzega.

O tym, że nawet watykański egzorcysta w obliczu złego nie może czuć się komfortowo opowiadał z kolei „Rytuał” Mikaela Hafstorma (2011), gdzie w rolę starzejącego włoskiego egzorcysty wcielał się sam Anthony Hopkins. W odróżnieniu od wspomnianych powyżej watykańskich horrorów, „Rytuał” miał solidną bazę faktograficzną. Otóż jego scenariusz oparto na wspomnieniach autentycznego egzorcysty, Matta Bagilo, który do zawodu kształcił się w Stolicy Apostolskiej i poznał wszelkie jej sekrety. Pech chciał, że poznał je na tyle dobrze, że żadnego ani w książce, ani w scenariuszu nie opisał. Być może właśnie przez to „Rytuał” dostał błogosławieństwo od samego papieża, a premiera filmu odbyła się w Watykanie.

Kiedy z jej okazji spotkałem się w jednym z rzymskich kościołów z Anthony Hopkinsem, ten z całych sił próbował przekonać mnie do tego iż „Rytuał” nie jest kolejnym szeregowym horrorem o diable, a pierwszym dramatem z elementami thrillera, który pokazuje prawdziwe oblicze egzorcyzmów. – Ten film jest zgodny z faktami i wiarygodnie przedstawia rytuał egzorcyzmu. A to ważne – większość filmów o egzorcystach zazwyczaj nie spotyka się z dobrym przyjęciem w Watykanie. – twierdził. Pełna zgoda, aczkolwiek jedno intryguje – egzorcyzmy przedstawione w „Rytuale” w zasadzie nie różnią się niczym (poza efektami specjalnymi) od egzorcyzmów z „Taśm Watykanu”. Dlaczego zatem film oparty na biografii demonologa spotkał się z akceptacją Watykanu, zaś dzieło Neveldina została przez Stolice Piotrową zignorowane?

Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująco prosta. W „Rytuale” nie było mowy o tym jakoby kościół cokolwiek przed wiernymi ukrywał, a jeśli już to tylko dla ich dobra. U Neveldine’a jest inaczej – Watykan ma swoje sekrety i co więcej nie ma zamiaru się nimi dzielić ze światem. Tylko papież i jego najbliższe otoczenie wie o tym, że antychryst przybył na ziemię i nie mają zamiaru dzielić się tą wiedzą ze zwykłymi śmiertelnikami. Oczywiście dla ich dobra.  Fantasmagoria amerykańskiego reżysera wychowanego na teoriach spiskowych? Być może. Ale trzeba przyznać jedno – Watykan to popkulturowy spiskowy samograj, do czego przyczyniła się… oficjalna polityka Stolicy Piotrowej.

Nie ma bowiem na świecie drugiego takiego państwa, które ukrywałoby przed światem więcej tajemnic niż ma mieszkańców. Co więcej robiło to od dekad nie tylko w niebywale skuteczny ale i zgodny z majestatem prawa sposób.  Spiskowa kariera Watykanu zaczęła się od powstania kluczowej dla funkcjonowania tego politycznego organizmu instytucji –  Instytutu Dzieł Religijnych, powszechnie  nazywanego Bankiem Watykańskim. Choć jego historia sięga końcówki XIX wieku (wówczas nazywał się Administracją Dzieł Religijnych) to popkulturowa kariera Banku Watykańskiego narodziła się już w wieku XX, wraz pierwszymi plotkami o tym brataniu się watykańskich bankierów z rodzinami mafijnymi.

Już w latach 50. pisano, że w Watykańskim Banku prane są pieniądze, dekadę później wraz z śmiercią prezydenta Johna F. Kennedy’ego pojawiła się plotka, jakoby w Banku zdeponowano dokumenty (pochodzące oczywiście od rodzin mafijnych) w których dokładnie opisano zleceniodawców i zamach na prezydenta. Czy agenci FBI mogli wydobyć z Watykanu te informacje? Ano nie – Stolica Apostolska to polityczny twór rządzący się swoimi prawami i nie musi podejmować współpracy z innymi państwami. Poza tym chroni ich… tajemnica spowiedzi. Archiwa watykańskie mają co prawda zostać odtajnione, a ludzie mają poznać prawdziwe nazwisko zabójcy Kennedy’ego ale to nastąpi… no właśnie, tego nikt, poza panem Bogiem nie wie.

Niejasny sposób prawnego funkcjonowania, kontakty z mafią, religijne uprzywilejowanie – to wszystko sprawiało, że miejsce, które zgodnie z początkowymi celami, miało być bijącym sercem religii chrześcijańskiej, dla popkultury stało się wylęgarnią zła, korupcji i tajemnic.

Najbarwniej (i w oparciu o prawdziwe historie) pokazał Watykan w „Ojcu chrzestnym 3” Francis Ford Coppola. W zamykającej trylogię o rodzinie Corleone części motywem przewodnim było przejecie udziałów w Banku Watykańskim. Co ciekawe Mario Puzo wraz Coppolą scenariusz „Ojca chrzestnego 3” oparli na głośnych w latach 70. i 80. plotkach sugerujących jakoby w Watykanie za zamkniętymi drzwiami toczyła się wojna o strefy wpływów a jej ofiarą był nie kto inny jak papież Jan Paweł I.

Wszystko zaczęło się od tajemniczej śmierci Głowy Apostolskiej. Jan Paweł I miał ponoć dowiedzieć o knowaniach i konszachtach z mafią arcybiskupa Marcinkusa, który zarządzał Bankiem Watykańskim i zlecić kontrolę instytucji. Ponoć to zrobił, ale nie zdążył. Marcinkus zlecił bowiem jego egzekucję. Na miejsce Jana Pawła I, wybrano zaś mało ekspansywnego i dociekliwego arcybiskupa z Polski, Karola Wojtyłę. Aby nie zainteresował się on tym co dzieje się w Banku Watykańskim… instytucja ta wsparła finansowo pewną polską polityczną organizację o nazwie „Solidarność”.

Oczywiście ile w tych plotkach jest prawdy nie dowiemy się nigdy, nie mniej jednak morderstwo w Domu Bożym, pranie pieniędzy i polityczne intrygi siłą rzeczy musiały intrygować. O ile Coppola podszedł do watykańskiego tematu śmiertelnie poważnie, to Brytyjczyk Peter Richardson w swojej komedii „Ten papież musi umrzeć” bezlitośnie obśmiał watykańskie matactwa, czyniąc bohaterem swojego filmu pewnego sympatycznego księdza, miłośnika rock’n’rolla, który przypadkiem został papieżem. Nie spodoba się to mafijnym decydentom, którzy wydadzą na sympatycznego papieża wyrok śmierci.

W równie dowcipny i szyderczy sposób watykańskie spiski potraktował Bruce Willis. W jedynym jak do tej pory filmie, do którego sam wymyślił historię, czyli „Hudson Hawku” wcielał się on w sympatycznego włamywacza, który wplątuje się w międzynarodową aferę szpiegowską. Pomocną dłonią (i nie tylko) służy mu piękna zakonnica siostra Anna, która okazuje się  watykańskim super szpiegiem, pracującym dla katolickiego odpowiednika MI6. Zabawne? Amerykańskim krytykom wizja świata w którym Watykan posiada swoich superszpiegów przebranych za zakonnice nie przypadała do gustu, a film okazał się jedną z największych finansowych klap z karierze Bruce’a. Frekwencji nie uratował nawet fakt iż seksapil Bruce’a stopił okowy wiary a piękna zakonnica na końcu wyskoczyła z habitu.

O ile Willis obśmiewał kościelne spiskowe teorie dziejów, tak Dan Brown podszedł do nich zupełnie na poważnie, tworząc dzięki nim  podwaliny pod swoje pisarskie imperium. Bo przecież nie byłoby sukcesu „Kodu Da Vinci” gdyby nie wpisał on sprawnie w przygodową fabułę intryg i matactw Opus Dei – kościelnej instytucji, której koneksje i wpływy są równie niejasne jak sytuacja finansowa Banku Watykańskiego. Kiedy „Kod…” okazał się gigantycznym sukcesem wydawniczym (któremu nawet w Polsce towarzyszyło oburzenie Episkopatu, który próbował zakazać rozpowszechniania książki, uznając ją za dzieło kłamliwe i obraźliwe), świat szybko przypomniał sobie o wcześniejszej powieści Browna, „Anioły i demony”. O ile bowiem fabuła „Kodu…” krążyła dookoła Watykanu i sugerowała, iż jest on miejscem nieczystych interesów , tak w „Aniołach…” na Stolicy Apostolskiej nie zostawił suchej nitki.

Oto w Watykanie działa tajne stowarzyszenie Illuminatów,  kamerling okazuje się nieślubnym dzieckiem papieża, a konklawe tajnym zborem, który nie ma nic wspólnego z wyborami (raczej z mafijną walką o stołki). Kiedy realizowano na podstawie książki film, Watykan którego ostre reakcje na „Kod…” tylko podbiły sprzedaż, tym razem zachował do „Aniołów…” chłodny dystans. Więcej – „L’Osservatore Romano” opublikowało nawet pozytywną recenzję z filmu nazywając go „nieszkodliwą rozrywką w której dobrzy, czyli kościół zawsze wygrywają”.  No cóż – może i wygrywają, ale to złych zawsze pamięta się najdłużej. A najjaśniejszym puntem tego filmu była bezsprzecznie demoniczna postać kamerlinga,  w którego wcielił się Ewan McGregor.

Co zabawne tak naprawdę trudno znaleźć rozrywkowy film, czy powieść w którym Watykan pokazany byłby jako instytucja, która wpiera, pomaga i dba o wiernych. Nie był takim obrazem zaakceptowany przez kościół „Rytuał” – bo w końcu okazało się, że nieprzypadkowo diabeł swoją siedzibę miał w… Watykanie. Czy zatem nigdy Watykan nigdy nie był pozytywnym bohaterem?

No był, tylko mało kto dziś o tym pamięta. Otóż w 2004 roku amerykański reżyser Stephen Sommers, który odniósł gigantyczne sukcesy filmową dylogią „Mumia”, postanowił zrealizować komediowy horror „Van Helsing”, którego tytułowym bohaterem był odwieczny przeciwnik hrabiego Drakuli. Tyle że Sommers dopisał Van Helsingowi biografię zupełnie inną niż Bram Stoker.

W filmie okazuje się on nie skromnym naukowcem, który odkrywa sekret wampira, a nieugiętym pogromca demonów, który podróżuje po całym świecie i na zlecenie tajnej watykańskiej organizacji zabija potwory. Watykan bowiem dba o wiernych i chroni ich ode złego nie tylko modlitwą, ale i kuszami, srebrnymi kulami i wielkgachnymi nożami. Tajna watykańska agenta walcząca z potworami pojawiła się jeszcze w animowanym „Van Helsing: Londyńskie zlecenie” a potem niestety odeszła w zapomnienie – wraz z filmem Sommersa.

Nikt bowiem nie chciał w kinie oglądać ani Van Helsinga, który wygląda jak John Rambo w lateksie, ani jego dobrych zwierzchników z Watykanu, którzy w trosce o ludzkie dusze mordują potwory. W popkulturze Watykan o wiele lepiej radzi sobie jako miejsce przeklęte i złe, którego nawet egzorcyzmy nie uratują ode złego…

Scared Bones
Poprzedni

Lost Themes: John Carpenter w krainie dźwięków [recenzja]

CBS
Następny

Piątek trzynastego - serial, o którym możecie nie widzieć [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz