TEKSTY 

Seksowna wariatka, Harley Quinn!

Mówi się, że miłość może doprowadzić do szaleństwa. Przyspieszone bicie serca, świdrujące spojrzenie, szeroki uśmiech i jakiś nietypowy okrzyk, choćby: Yahtzee! Harley Quinn, kto jak nie Ty, najlepiej zna to uczucie?

Dziewczyna Jokera jest naturalnym dowodem na siłę miłosnego obłędu. Tyle tylko, że definiowanie tej bohaterki wyłącznie poprzez relację z najbardziej znanym przeciwnikiem Batmana byłoby krzywdzące. Kocha się ją za nieprzewidywalność, oryginalny humor, inteligencję, no i… fakt, również za niesłabnący seksapil. To efekt piekielnie dobrych genów od matki natury, a także dwóch utalentowanych ojców.

Bruce Timm i Paul Dini, amerykańscy twórcy związani przede wszystkim z branżą komiksów i animacji, postanowili, że swoją charakterną córeczkę zaprezentują w sierpniu 1992 roku jako jedną z postaci kultowego serialu „Batman: The Animated Series”. Jedną z głównych inspiracji wizualnych należy upatrywać w kreacji Arlen Sorkin, która w onirycznej sekwencji z filmu „Days of Our Lives” przebrana była za postać smutnego arlekina. Ale wróćmy do animacji. Debiut Harley Quinn, który nastąpił w odcinku „Joker’s Favor” był początkowo pomyślany w kategoriach epizodu. Nieco slapstickowych, prostych żartów pomocnicy Jokera. Szczęśliwie jednak, angaż dawnej pracownicy Arkham Asylum trwa do dziś.

No bo umówmy się, jak nie zatrudnić psychiatry specjalizującej się w badaniu osobowości bezwzględnych kryminalistów, która przez niezdrową fascynację Jokerem – Księciem Zbrodni, wkrótce sama staje się Królową Chaosu? Timm i Dini postanowili, iż ten fragment historii Harlen Frances Quinzel, jak przed przemianą nazywała się Harley, stanie się tematem komiksu „The Batman Adventures: Mad Love”, sugestywnej wizji docenionej nagrodą Eisnera oraz Harveya, która w 1999 roku doczekała się animowanej adaptacji w ramach kolejnego serialu o Mrocznym Rycerzu.

Dla Harley to był jednak dopiero początek podbojów. Zwariowana bohaterka pojawiała się tam, gdzie tylko mogła. Choćby jako jedna z gwiazd kreskówki „Gotham Girls”, gdy wraz z Batgirl, Zatanną czy Poison Ivy ukazywała codziennie życie kryminalistek. Z tą ostatnią łączy ją zresztą szczególna relacja miłosna, ale i naukowa, bo to dzięki pomocy Poison Ivy zyskała nieprawdopodobną zręczność, siłę i odporność na toksyny. Pani psychiatra stała się przez to diabelnie niebezpieczna.

Nie powinno dziwić, że niewiasta dysponująca taką siłą upomniała się o własną serię komiksową, która ukazywała się w latach 2001-2003. Harley w kanonie historii DC pojawiała się jednak zdecydowanie częściej. Na przykład w ramach regularnej serii „Detective Comics”, ale także w limitowanej „Countdown to Final Crisis”. Czasem jako (nie)zwyczajna kryminalistka, innym razem jako wojownicza Amazonka… Cóż, to się nazywa bogactwo osobowości i pomysłów na siebie.

Naturalny potencjał postaci prowokuje również do eksperymentów. W ramach projektu The New 52 zdecydowano się więc znacząco zmienić wizerunek Harley. Już nie komediowy kostium arlekina, a nieco bardziej śmiałe, czerwono-czarne kreacje stały się charakterystycznym elementem wyróżniającym wizualnie nową serię. Od 2013 roku za kronikę przygód Harley odpowiadało małżeństwo Amandy Conner i Jimma Palmiottiego, dzięki którym bohaterka odnalazła swoje własne miejsce na Ziemi.

Widać to choćby na przykładzie albumu „Miejska gorączka”. Socjopatyczna heroina posiada w nim własny apartament, w ciągu dnia pracuje jako… terapeutka, a w nocy bawi się w nocnych lokach. Czasem też, w ramach przysługi, poluje na byłych agentów ZSRR, aby po chwili oddać się erotycznym fantazjom wraz z Poison Ivy. A Batman i Joker? W tej rzeczywistości zupełnie nie należą do zmartwień panny Quinn, która co i rusz puszcza oczko do czytelników.

Nieco inaczej będzie jednak w nadchodzącym filmie ”Legion Samobójców”. Można się spodziewać zmienionych akcentów – absurdalny humor zostanie w nim przetransformowany na wysokooktanową akcję, choć wydaje się niemal pewne, że nietypowy urok bohaterki zostanie zachowany. Margot Robbie, australijska aktorka, która wcieli się w tą postać stoi przed zadaniem arcyciekawym i ambitnym. Pytanie, jak pokazać różne strony (nie)kontrolowanego szaleństwa? Może być pięknie.

A czy będzie jeszcze lepiej? Od pewnego czasu mówi się, że wzmożone zainteresowanie postacią Harley może dać zielone światło na kinowy spin-off o drużynie „Birds of Prey”. Kobiecy zespół składający się z Batgirl, Harley Quinn, Black Canary czy Huntress? Yahtzee! My składamy prywatne zamówienie i czekamy na kolejne fragmenty historii miłosnego szaleństwa, w tym animację „Batman & Harley Quinn”, czyli kolejny projekt Bruce’a Timma. A póki co – „Legion samobójców”!

Warbook
Poprzedni

Obiekt R/W0036 - Powstańcy kontra Bazyliszek [recenzja]

J.P. Fantastica
Następny

One-Punch Man #3 - licencja na superbohaterstwo [recenzja]

Marcin Waincetel

Marcin Waincetel

Absolwent kulturoznawstwa i filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Redaktor portali Paradoks, Booklips i Poltergeist, publikował na łamach magazynu „Coś na progu” oraz Geezmo. Osobowościowo zbliżony ponoć do Johnny’ego Deppa, a także Edgara Allana Poe, zakochany w X Muzie oraz wszystkich możliwych przejawach popkultury.

1 Comment

  1. […] Tekst pierwotnie opublikowany na portalu Dzika Banda. […]

Dodaj komentarz