TEKSTY 

Stephen King tańczy i straszy w Bollywood

Powieści Stephena Kinga są uznawane za najczęściej i najchętniej ekranizowane teksty współczesnego żyjącego pisarza. Ale czy aby to na pewno prawda? Owszem powieści Kinga podbiły Hollywood, ale nie udało im się zawojować największego runku filmowego świata – Bollywood. Choć i w Indiach sięgano po teksty mistrza…

 

 

Nie od dziś wiadomo, że hinduscy producenci uwielbiają „pożyczać” sobie fabuły znanych filmów, bez kupowania do nich praw. Amerykańskie wytwórnie co prawda próbują robić z tym porządek, straszą pozwami i procesami (głośny swego czasu był przypadek subtelnego „ogłoszenia z pogróżkami”, jakie zamieściło w prasie Warner Bros, zaraz po tym jak w świat poszła plotka o kręceniu w Bollywood przeróbki Ciekawego przypadku Benjamina Buttona), a w Indiach i tak ciągle powstają filmy mocno inspirowane amerykańskimi produkcjami. Studio Fox chciało nawet rozpętać międzynarodową awanturę, gdy w Indiach do kin trafiła kopia ich przeboju Mój kuzyn Vinnie, ale sprawa rozeszła się po kościach.

Skoro zatem w Indiach biznesowy model polegający na pożyczaniu fabuł jest niebywale popularny i bezkarny (zresztą prawda jest taka, że hinduscy producenci nie odczuliby zbytnio finansowych kar narzucanych przez Amerykanów), aż dziw bierze, że Stephena Kinga potraktowano w ten sposób raptem dwa razy. W 2003 roku do kin trafiła tam Julie Ganapathy, czyli bollywoodzka przeróbka Misery, zaś cztery lata później No Smoking, oparte na opowiadaniu Quitters Inc. W obu przypadkach nazwisko Kinga nie zostało wymienione w napisach początkowych. Więcej – oba filmy nie dość, że nie figurują w oficjalnych filmografiach Kinga, to jeszcze są skrzętnie przemilczane przez biografów pisarza. Co szczerze mnie zadziwia, bowiem z uporem godnym lepszej sprawy w książkach o Kingu pisze się o kontynuacjach Dzieci kukurydzy czy Maglownicy, które na dobrą sprawę nie mają nic wspólnego z twórczością pisarza. Tymczasem bollywoodzkie dzieła mają, i to całkiem sporo. Więcej, w przypadku Julie Ganapathy mamy do czynienia niemal z idealną kopią filmu Roba Reinera.

Ignorowanie hinduskich adaptacji Kinga wynika z dwóch powodów. Pierwszy jest prozaiczny: mało kto o nich wie. W rodzimym kraju nie odniosły one spektakularnych sukcesów (No Smoking było nawet jedną z największych porażek finansowych 2007 roku), a nie miały one dystrybucji poza granicami Indii. No i na dodatek nikt z producentów nie odkupił od Kinga praw do historii i nie umieścił jego nazwiska na liście płac. Drugi powód jest moim zdaniem bardziej skomplikowany. Otóż autorzy piszący biografie, filmografie czy eseje dotyczące twórczości Stephena Kinga, najczęściej stawiają tezę, iż jest on popkulturowym królem świata. A, niestety, status Kinga w Bollywood przeczy tej tezie. Żaden amerykański film oparty na jego prozie nie odniósł tam sukcesu, nikt też nie zainteresował się oficjalnie adaptowaniem któregoś z jego tekstów. Ktoś zapyta – a kogo obchodzi rynek w Indiach? Ano, chyba jednak obchodzi. Publiczność indyjska to największa publiczność kinowa na świecie, a rocznie sprzedaje się tam ponad cztery miliardy biletów. Tam w ciągu roku powstaje ponad tysiąc filmów, w Stanach dwa razy mniej. W tym ogromie produkcji dwa filmy oparte na twórczości Kinga to tyle co nic – wąski margines błędu.

Oczywiście King nie jest jedyną  światową gwiazdą, która przegrała walkę o indyjski rynek. Specyfika kina rodem z Bollywood polega bowiem na tym, iż najlepiej sprzedają się tam jedynie rodzime produkcje. W walce o tamtejszych widzów nie pomógł Kingowi gatunek, który uprawia. Chociaż powstają bollywodzkie horrory, czy mroczne thrillery, nie jest to jednak gatunek, który cieszy się tam największym powodzeniem.  W dodatku świat tworzony przez Kinga w powieściach zupełnie nie przystaje do realiów indyjskich i aby zaadaptować jego utwór na tamtejszy rynek, trzeba wprowadzać weń gigantyczną ilość poprawek. Najlepiej widać to na przykładzie przeróbki Misery, gdzie dorobiono bohaterowi zupełnie inne życie niż w powieści i filmie.

 

Dwa bollywoodzkie filmy, dwa zupełnie inne oblicza tego kina. Z oboma filmami warto się zapoznać, ale tylko ten drugi jest intrygującą i oryginalną propozycją. Odstającą nie tylko od standardowego kina rodem z Indii, ale i od większości ekranizacji prozy Kinga…

 

No dobrze, a jak wypadają owe dwie bollywoodzkie adaptacje na tle reszty filmów opartych na prozie Kinga? Ano, jak łatwo się domyślić – po bollywoodzku kuriozalnie.

Blisko dwuipółgodzinna Julie Ganapathy to niemal wierna adaptacja Misery, z której wyparowała cała groza oryginału. Siłą rzeczy nie ma tu śniegu i leśnych ostępów, a nasz bohater jest nie pisarzem, a scenarzystą popularnego serialu, ale reszta się zgadza. Wracając do domu ze scenariuszami ostatnich odcinków serialu, ulega wypadkowi, a życie ratuje mu pewna, wydawałoby się sympatyczna, kobieta. Opiekuje się ona scenarzystą, ale kiedy przeczyta teksty… Tak, resztę znacie. Twórcy tego filmu kalkują bezmyślnie ujęcia z oryginalnej Misery, od czasu do czasu przetykając je bollywoodzkimi wstawkami. I tak: raz pojawia się tu tańcząca kobieta (ba, nawet sama Misery vel Julia tu tańczy i śpiewa!), kiedy indziej tańcząca kobieta śpiewa, innym razem kobiety zalewają się łzami, rozpaczając za bohaterem. Warto zwrócić uwagę na to, jak cudownie zmieniono tu jego aparycję. Ze szczupłego, przystojnego, dojrzałego mężczyzny, stał się  jowialnym grubaskiem z wąsem, który nie wiedzieć czemu niebywale działa na kobiety… Annie Wilkes zaś… no, bollywoodzka Annie jest dalej duża…

O ile Julie Ganapathy to klasyczne bollywoodzkie kino, które bardziej bawi niż straszy, o tyle z No Smoking sprawa jest bardziej skomplikowana. Anurag Kashyap, reżyser i scenarzysta filmu, wykorzystał opowiadanie Kinga do snucia pełnej metafizyki i mroku opowieści o duchowym zatraceniu. No Smoking oczywiście zaczyna się niemal tak samo jak tekst Kinga. Oto K, trzydziestoletni egoista i pozer, pali namiętnie papierosy i nie liczy się z uczuciami bliskich. Kiedy żona go opuszcza, K postanawia coś w swoim życiu zmienić i decyduje się na drastyczną, acz ponoć skuteczną terapię antynikotynową. Podobnie jak u Kinga, K podpisuje cyrograf, z którego jasno wynika, iż jeśli zapali…

Tyle że Kashyap do listy konsekwencji palenia dodał niepokojący punkt czwarty: utratę duszy. Kiedy już wydaje się nam, że No Smoking będzie fabularną kliszą Quitters Inc., w filmie nagle następuje wolta, a obraz Kashyapa coraz mocniej zanurza się w filmowej psychodelii, rodem z twórczości Davida Lyncha, tyle że przefiltrowanej przez wschodnią wrażliwość i religię.

Dziwny to film. Niepokojący, mroczny, odbiegający od tego, jak standardowo wyobrażamy sobie bollywoodzkie kino. Zresztą nie jest tajemnicą, że właśnie przez swoją inność No Smoking okazał się finansową klapą. Nikt w Indiach nie chciał oglądać ponurej opowieści o facecie, który w wyniku własnych błędnych życiowych decyzji traci wszystko – nawet własną duszę.

 

Dwa bollywoodzkie filmy, dwa zupełnie inne oblicza tego kina. Z oboma filmami warto się zapoznać, ale tylko ten drugi jest intrygującą i oryginalną propozycją. Odstającą nie tylko od standardowego kina rodem z Indii, ale i od większości ekranizacji prozy Kinga…

A co do podboju tamtejszego rynku przez Kinga… W ubiegłym roku opowiadał on w wywiadach o swoim zainteresowaniu kinem Bollywood. Tyle że raczej chodziło mu nie o filmy produkowane w Indiach, a fakt, że najbogatsi hinduscy producenci od pewnego czasu inwestują sporo pieniędzy w produkcję filmów amerykańskich…  Prawdopodobieństwo, że King będzie pierwszym amerykańskim pisarzem, którego adaptacje podbiją wschodni rynek, wciąż bliskie jest zeru.

 

 

 

[tekst pochodzi z książki „Stephen King. Sprzedawca Strachu” wydanej nakładem wydawnictwa Replika] 

 

FX
Poprzedni

The Bastard Executioner - Bardzo Krwawe Średniowiecze [recenzja] [serial] [dramat]

FOX
Następny

Minority Report – kolejny nudny procedural [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. 2015-09-27 at 17:30 — Odpowiedz

    Kto jak kto, ale samozwańczy znawca popkultury powinien odróżniać Bollywood od Kollywoodu. Julie Ganapathi powstała w Tamil Nadu, nie w Mumbaju.

Dodaj komentarz