WYMĄDRZANIE 

„Akademia policyjna”, czyli nic śmiesznego

Lata osiemdziesiąte upłynęły mi pod znakiem „Akademii Policyjnej”. Ufam, że nie pozostaję odosobniony w tym szczególnym doświadczeniu. Film o przygodach bandy dobrodusznych idiotów w mundurach był tak wszechobecny, że nie sposób stwierdzić, kiedy zetknąłem się z nim po raz pierwszy. Być może piracką kasetę dołączano do każdego magnetowidu. Leciało to w szkolnej świetlicy, na pokazach w domu kultury, u wujka, u taty, u kumpla. Do tego film doczekał się sześciu  kontynuacji (z których wówczas były dostępne ze trzy), więc kolejne części zlewały się ze sobą w jedną, tandetną beczkę śmiechu. Dopuszczam możliwość, że nigdy nie widziałem oryginału od początku do końca, ale trochę z jedynki, kawałek trójki i tak to się pokleiło.

W tamtych czasach amerykańskość uchodziła za wartość samą w sobie. To co z Zachodu budziło niekłamany zachwyt, zwłaszcza u nas, młodszych nastolatków, a „Akademia policyjna”, choć tania i przaśna, nadawała się do kochania jak mało co. Wydawała się nawet najśmieszniejszym filmem świata, takim, który miał wszystko co trzeba. Był przecież facet, który umiał podrabiać dźwięki, do tego robił śmieszne miny i miał dolną wargę większą od głowy. Porucznik Harris, tyleż podły co komiczny, stawał się ofiarą finezyjnych żartów: cały czas czymś się brudził i wylądował głową w końskim zadzie. Prócz tego mieliśmy wielkiego faceta, który wszystko przewracał, kruszynkę o delikatnym głosie, pechowego krogulca i grubaska, pragnącego wprawić się w dzielności. Niekiedy mignął jakiś cycek, rzecz niesłychanie ważna w czasach ograniczonego dostępu do pornografii, choć najważniejszy z biustów – należący do Leslie Easterbrook – pozostawał boleśnie osadzony w staniku. „Och, Leslie”, chciałoby się rzec. Ta dziewucha, wraz z Sabriną i Samanthą Fox budowała moją erotyczną wyobraźnię, czego dobrodziejstw doświadczam do teraz.

Rolę wisienki na torcie pełniła „Błękitna Ostryga”, czyli klub dla muskularnych, odzianych w skóry homoseksualistów i miejsce kaźni, gdzie trafiali niedobrzy policjanci i kadeci. Było to moje pierwsze zetknięcie z tą mniejszością, do tego w karykaturze. Gej (to słowo nie istniało, mówiło się „pedał”) stanowił obiekt żartu, choć jednocześnie budził grozę. Do tego uważałem, że musi wyglądać jak ci faceci, ewentualnie Rob Halford z Judas Priest (osoba tego pana może stanowić temat osobnego tekstu o przenikaniu się wpływów pomiędzy środowiskami mniejszości seksualnych i metali). Dopiero dużo później, ze zdziwieniem przyjąłem informację, że miły, grubiutki pan, który mieszkał dwa piętra niżej i często spacerował z pinczerkiem po naszym podwórku również należy do tej drużyny. Nie potrafiłem pogodzić tych dwóch światów: mojego sąsiada i gości z klubu „Błękitna Ostryga”. Macie najlepszy dowód na to, jak łatwo kształtują się w nas uprzedzenia i stereotypy.

Pamiętam za to, że niektórzy ludzie ostrzegali mnie przed tym sąsiadem. Prosili, żebym nie rozmawiał z nim, nie brał żadnych prezentów i nie odwiedzał go pod żadnym pozorem. Czułem się z tym dziwnie, bo był bardzo miły, niczego mi jednak nie dawał i wcale nie palił się, bym go odwiedzał. Mieszkał zresztą z innym facetem. Gdy trochę podrosłem, zaczęły do mnie docierać przerażające opowieści o okropnościach dziejących się u niego. Miał deprawować młodzież i parać się działalnością przestępczą. Ów sąsiad nadawał się na bandytę jak ja do baletu, ale faktem jest, że widywałem chłopaków, ciut starszych od siebie, jak całowali się na klatce schodowej. Cóż, wiele bym dał wtedy, aby ktoś mnie pocałował. A konkretnie, Leslie Easterbrook. Tak czy inaczej, wiedzę na temat seksu oraz mniejszości seksualnych zyskałem właśnie za sprawą „Akademii policyjnej”.

Dziś taki film jak „Akademia policyjna” jest oczywiście niemożliwy, właśnie ze względu na „Błękitną Ostrygę”. Tego rodzaju żarty przestały się podobać, co stanowi widomy dowód na to, jak bardzo świat się zmienił przez trzydzieści lat. Prywatnie sprzyjam prawom mniejszości, lecz uważam, że można i należy z nich żartować, tak jak można i należy żartować z prawicy, lewicy, ekologów, bogów wszystkich religii, kobiet, mężczyzn, wegan, mięsożerców, globalnego ocieplenia i Łukasza Orbitowskiego. Wadą dowcipu z „Akademii policyjnej” jest jego niski poziom. Po prawdzie, cały film widziany po ćwierćwieczu okazał się boleśnie nieśmieszny, do tego tani, źle zagrany i chaotycznie nakręcony. Oglądałem go spokojnie, z dobrym nastawieniem i ani razu się nie uśmiechnąłem. Naprawdę, jest to opowieść o facecie, który wleciał głową koniowi w dupę.

Co stało się z nimi wszystkimi? Żaden z aktorów nie zrobił wielkiej kariery. Steve Guttenberg uzyskał przejściowy status gwiazdy, który utracił w latach dziewięćdziesiątych. Dziś pęta się po telewizjach. Ogromny Bubba Smith zmarł przedwcześnie powalony przez własną potęgę fizyczną. Przygotowując się do napisania tego tekstu ze smutkiem odkryłem, że nie żyje David Graf, odtwarzający opętanego bronią Tackelberry’ego (obawiam się, że po masakrze w Columbine ta postać również by nie przeszła). Za to George Gaynes (czyli komendant Lassard) wciąż jest między nami. Chłop dobija stówy i wciąż ciągnie. Jak znam życie, przeżyje ich wszystkich. G.W. Bailey, czyli kapitan Harris okazał się jednak dobrym człowiekiem. Od piętnastu lat działa na rzecz dzieci chorujących na raka, okazjonalnie tylko pojawiając się w telewizji.

Co z Leslie? Jak masz się dzisiaj, kochana? Cóż, jej dwóm talentom zabrakło trzeciego, aktorskiego. Zajmowała się uczeniem ludzi strzelania, a po latach, całkiem niedawno, została gwiazdą horroru „The Devil’s Rejects” i kilku kolejnych. Wygląda na to, że nie ja jeden o niej pamiętałem. Rob Zombie również. Kochałem ją ja, kochali moi koledzy. Nigdy jej nie zapomnimy.

UIP
Poprzedni

Jurassic World [film]

Sven Jacobsen
Następny

Christopher Lee: śmierć księcia ciemności

Łukasz Orbitowski

Łukasz Orbitowski

Debiutował na łamach miesięcznika „Science Fiction”. Poza niezliczonymi opowiadaniami ma na swoim koncie 13 książek. Docenione i pozytywnie przyjęte przez krytykę zostały m.in. Tracę ciepło, Święty Wrocław, zbiór opowiadań Nadchodzi oraz głośne Widma. Za swoją ostatnią powieść, Szczęśliwą ziemię, był nominowany do prestiżowych nagród – Paszportu Polityki oraz Literackiej Nagrody Nike. Jest laureatem Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Młoda Polska” 2012. Od kilku lat jest stałym felietonistą „Gazety Wyborczej” i "Nowej Fantastyki". Aktualnie mieszka w Warszawie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz