WYMĄDRZANIE 

Dzika Banda, czyli zapiski z krainy obłędu

29 września otrzymaliśmy z Press Service wyliczenie wartości reklamowej związanej z naszym portalem i wszystkimi działaniami jakie prowadzimy. Na ten dzień wartość wynosi 3.927.104,00 PLN. To więcej niż dla przykładu wartość reklamowa wypracowana przez Impact Festival, Kraków Live Festival czy Festiwal Legend Rocka*.

Co znaczy to w praktyce? Dla reklamodawcy, sponsora, który chciałaby z nami pracować równa się to tyle, że na dziś gwarantujemy zwrot wkładu ich inwestycji na poziomie usług reklamowych wartych blisko 4 miliony złotych.  Oznacza to tyle, że kierunek pracy jaki obraliśmy – najpierw wypracujmy nazwę i brand a potem zajmijmy się pracą nad zarabianiem na brandzie – był słuszny. Mamy rację. Dziś to co robimy ma swoją rynkową wartość zbliżoną do czterech milionów. Cyfry i statystyki nie kłamią. Wiele osób pukało się w głowy. Jesteście niepoważni – to jeden z najlżejszych epitetów z jakimi się spotykaliśmy. Kultura w Polsce jest nic nie warta! – mówili i pisali inni. No cóż – jeśli 4 miliony złotych wartości reklamowej to nic, to pełna zgoda. Kultura nie jest nic warta.

Pamiętam, kiedy próbowałem przekonać do współpracy z nami jedną firmę telecomową, pani z dyrekcji odpisała, że kompletnie nie interesuje ją współpraca z niszową inicjatywą (POP!Festival), a poza tym ona ma swój najlepszy w mieście festiwal. Nie wytrzymałem wtedy i odpisałem pani, że owszem, mam świadomość tego, że mają swój festiwal, bo doskonale pamiętam jak przy pierwszej edycji błagali o to, żebym wówczas pracując w „Newsweeku” napisał o nich tekst. Napisałem. W końcu dobry kolega był jego szefem. Różnica między nami a taką imprezą, polega na tym, iż nam nikt nie pomagał. I więcej – nikt w nas nie wierzył. Nie mieliśmy gwiazd rodem z list Billboardu a Miasto Stołeczne nas nie dofinansowało (bo nie macie fundacji, budżet zamknięty itp.), zresztą do tej pory nie odpisało na mejla. Cóż pozostało – zagryźć wargi i robić swoje, z wiarą, że to co robimy jednak jest coś warte, ma swój potencjał i może się opłacić. Od wczoraj wiemy jaką to ma wartość. Dokładnie – 3.927.104,00 PLN.

Czy znaczy to że jesteśmy bogaci? Nic z tych rzeczy. Czy zakończyliśmy problemy z pieniędzmi? Nie. Znaczy to tyle, że mamy rację. I opłaca się z nami pracować, bo z niczego robimy coś. I to bez udziału celebrytów, znanych twarzy, wykupionych kampanii i wsparcia gigantów. No i bez pisania o plotkach, seksie analnym i wciskania odbiorcom nudnych newsów kopiowanych z Hollywood Reportera. Nienawidzę myślenia hipotetycznego, ale nie mogę od wczoraj odpędzić myśli – a co byłoby gdyby kilka instytucji wierzyło w to co mówię? Gdzie bylibyśmy teraz? Ile byłoby to warte? Pewnie bylibyśmy w kosmosie i pierwszej lidze. Albo na dnie. Nikt tego nie wie i się nie dowie.

Na koniec trochę historii.

Przygodę z Dziką Bandą zacząłem (zaczęliśmy) niemal trzy lata temu. Po moim odejściu z „Newsweeka” uznałem, że przecież wiem jak to się robi (w sensie pisze, pracuje, układa treści w sieci), bo robiłem w niejednym tytule i już nie będę robił na innych. Pierwszą wersję Bandy zrobiłem sam. Była obrzydliwa, jak mało co. Znajomi czytali nas chyba z litości. Pieniądze się kończyły, a perspektyw nie było. Drugą wersję zamówiliśmy w teoretycznie wielkim studio, które w efekcie okazało się być pojedynczym panem robiącym na szablonie. Było lepiej, bo wszystko byłoby lepsze od tego co było. Potem pojawił się Idea Bank. Światło w tunelu. Mylne wrażenie – światło okazało się pociągiem. Nie wolno mi opisywać kulis pracy z tą instytucją, więc kiedyś opowiem, jak mnie ktoś zapyta. Wtedy powstała trzecia wersja Bandy. Lepsza. Byliśmy nią zachwyceni. Zachwycająca była też jej cena. Tak – mam ten problem, łatwo wmówić mi, że gówno to złoto.

I w końcu nadszedł czas obecny. Problemy – wciąż takie same. Pieniądze? Ruszyło, ale zanim wyjdziemy na prostą minie sporo. Ruch? Leci w górę. Status rynkowy? Szacowane 3.927.104,00 PLN

Wiele osób nie wytrzymało, czekania na lepsze czasy. Nie dziwi mnie to. Wiele osób się obraziło. Mogę tylko przeprosić. Mam osobiście sobie wiele do zarzucenia i kiedyś, jak Bozia da, za wszystko co było złe, przeproszę. A teraz pora podziękować. Bo wynik który osiągnęliśmy nie jest efektem pracy człowieka-maszyny (czyli mnie) a całej masy ludzi, którzy pomagają. Daria Soroka i Patrycja Stachura ze Smile PR – są świetne, walcie do nich jak w dym. Łukasz Dunikowski – magik SEO. Magik. Łukasz Orbitowski, Jakub Ćwiek, Agnieszka Niburska, Gaja Grzegorzewska, Karolina Piotrowska, Paweł Deptuch, Bartek Paszylk, Jerzy Rzymowski, Paweł Matuszek, Hubert Sosnowski, Tomek Miecznikowski, Piotr Gidlewski, Witek Siekierzyński, Mariusz Czubaj, Dawid Karpiuk i cała masa, masa ludzi których nie wymieniłem (przepraszam) a cały czas nam pomaga. Kochamy was, bez was i wiary w to, że się uda, dawno nas by nie było. Teraz możemy wyruszyć w dalszą drogę, bo mamy w rękach oręż w postaci wyliczonej wartości tego co robimy. Warto z nami pracować. Wiemy co robimy i wiemy, że rynek tego potrzebuje. Przed nami zaś nowe eventy, film i cała masa rzeczy, które zrobimy, bo je potrafimy. Sky is the limit – tak z angielskiego na koniec.

*dane za Press Service
filadelfia rocky
Poprzedni

PRZEZ STANY POPŚWIADOMOŚCI – DZIENNIK POKŁADOWY (VII)

Blik Studio
Następny

Bler #5: Człowiek ze światła - Postapokalipsa w Krakowie [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. Anonim
    2015-09-30 at 11:34 — Odpowiedz

    Pozostaje tylko Państwu pogratulować i trzymać kciuki za nadchodzące sukcesy. Niech się dzieje!

Dodaj komentarz