WYMĄDRZANIE 

Ile kosztuje moralność?

„Fakt” publikuje zdjęcie zamordowanej dziewczynki, Polmos zamordowanego robotnika. Kanadyjski portal randkowy Ashley Madison pada atakiem hakerów. Co łączy te zdarzenia? Otóż moralność, kochani. Bardzo specyficznie pojmowana moralność.

Seks i śmierć – zawsze sprzedają się najlepiej. To podstawowa lekcja, jakiej uczy się każdy dziennikarz. Zresztą nie tylko dziennikarz. W zasadzie cała branża szeroko pojętej rozrywki (a media to też jakaś forma rozrywki/informacji) rządzi się tą zasadą. Niech no zdarzy się gdzieś jakaś tragedia – jedynki od razu mienią się kolorami pożarów, wybuchów i rozbryzganej krwi. Na tym tle „Fakt” się nie wyróżnia. Dostali okrutne zdjęcie – opublikowali. Z pełną świadomością i premedytacją. Ludożerka pragnie krwi. Ot tyle.

W tym tygodniu to drugie zdjęcie umierającego człowieka, które obiega lotem koszącym internet. Pierwsze wypuściła we wtorek „Żytnia”. Pięciu mężczyzn niesie zakrwawionego kolegę. Dorobiono do niego dowcipny podpis o kacu, efekcie „Żytniej” itp. A że na tym zdjęciu uwieczniono śmierć… No cóż. Była szansa, że sprawa nie nabierze takiego rozgłosu, jakiego nabrała. Ale niestety – nabrała.

Już tak mam, że nie wierzę w przypadki. Pan Robert Feluś, redaktor naczelny „Faktu” też nie. Decydując się na okładkę z umierającą dziewczynką wiedział, co robi. Robi hajs. Czysty, opodatkowany hajs. Afera, jaka wybuchła dookoła tego zdjęcia spowodowała, że nakład tabloidu rozszedł się w całości. Średni to około 475 tys. egzemplarzy. Razy 0,99 PLN daje nam to około 452.000 PLN.

Seks i śmierć – zawsze sprzedają się najlepiej. To podstawowa lekcja, jakiej uczy się każdy dziennikarz. Zresztą nie tylko dziennikarz. W zasadzie cała branża szeroko pojętej rozrywki rządzi się tą zasadą.

W przypadku „Żytniej” zysk z akcji ze zdjęciem pochodzącym ze stanu wojennego też łatwo obliczyć. Zakładając, że firma opiekująca się ich fanpagem dostawała jakieś 4 000 PLN, to za tę kwotę Polmos Bielsko-Biała kupił sobie viralową reklamę wartą jakieś 40 000 PLN. Ich logo jest teraz wszędzie. Ktoś powie – w złym kontekście. Tak – w złym. Ale on będzie zły jeszcze około miesiąca. Potem ludzie zapomną, a logo zostanie. I nie próbujcie mnie przekonywać, że nie zapomną. Emocje opadają, wkurw kiedyś się kończy, a w pamięci zostaje to jakże charakterystyczne logo. Logo, które sprawi, że za jakiś miesiąc stojąc w monopolowym wielu Polaków powie – Żytnią proszę.

Nie irytuje mnie celowość pewnych działań. Ani to, że człowiek jest istotą, którą łatwo manipulować. Jeśli coś tak naprawdę, naprawdę mnie wkurwia (bo irytacja to za słabo powiedziane) to, to jak łatwo i lekko przychodzi sprawcom zamieszań zasłanianie się przy tym starą, dobrą moralnością. Bo przecież w wywiadzie, który opublikował „Press” redaktor naczelny „Faktu” mówi wprost –nie mogliśmy zrobić innej jedynki. A potem kontynuuje, w ten deseń. To świat jest podły, świat jest zły, a naszym moralnym obowiązkiem jest pokazanie i ostrzeganie przed nim ludzi. Wspaniale. Mirosław Mazurowski, dyrektor Polmosu Bielsko-Biała w swoim oświadczeniu napisał, że wszyscy w jego firmie są – tak jak Państwo głęboko wstrząśnięci i poruszeni. Do wyników sprzedaży na kolejny kwartał. Polmos stanął po stronie moralności. Moralnie wstrząśnięci i zmieszani.

W cieniu dwóch opublikowanych śmierci przemknęła gdzieś inna afera – Ashley Madison. Ashley Madison to portal romansowy. Dokładnie tak. Logując się na nim szuka się kochanki. Raj dla niewiernych mężów i żon. Około 64 milionów użytkowników.  Dwa dni temu haktywiści, czyli obrońcy moralności z grupy Impact Team upublicznili dane 37 milionów użytkowników serwisu. Powód? Zdrada to zło i trzeba je ukrócić. Państwo hakerstwo nie wyraziło moralnej zgody na, za przeproszeniem, ruchanie. Jak tylko chciałem grzecznie Państwo hakerstwo zapytać – kto dał im prawo, do bycia sędzią i katem? Kto dał im prawo do oceny ludzi? A zapomniałem – Państwo hakerstwo samo sobie dało. Stróżowie moralności.  A co jeśli prawda jest zapewne zupełnie inna? Że pod płaszczykiem moralności Impact Team zrealizował zlecony im przez kogoś program skompromitowania wybranych osobników, którzy korzystali z oferty Ashley. Ktoś dla przykłady bardzo chciał ostatecznie pogrążyć Josha Duggara (amerykański prezenter, chrześcijanin wojujący o zniesienie praw dla gejów, likwidacje klinik aborcyjnych itp.), który okazał się seksoholikiem. Co jeśli ktoś pod przykrywką moralności, bawił się w grę z ukrywającymi się w Ashley innymi hipokrytami? Stara magiczna sztuczka. Zawsze patrzmy tam, gdzie chce, abyśmy patrzyli prestidigitator.

Teoretycznie tragiczna śmierć dziewczynki, zdjęcie z archiwum stanu wojennego i internetowa agencja towarzyska słabo się łączą. Ale tylko teoretycznie – w praktyce łączy je moralność właśnie. W każdej z tych spraw moralność to motyw przewodni. „Fakt” moralnie pokazuje świat, Polmos moralnie umył ręce, hakerzy w imię moralności okradli 37 milionów osób. Tak, oto dożyliśmy czasów, kiedy moralność stała się zaprzeczeniem samej siebie. Lub inaczej – właśnie ustanowiono nową moralność. Nijak nie ma się ona do zasad w rodzaju:  życie ludzkie jest święte, czy też, że życie ludzkie jest własnością jednostki, podstawą jej wolności itp. Nowa moralność jest bardzo policzalna i łatwa do wycenienia.

Teoretycznie tragiczna śmierć dziewczynki, zdjęcie z archiwum stanu wojennego i internetowa agencja towarzyska słabo się łączą. Ale tylko teoretycznie – w praktyce łączy je moralność właśnie. W każdej z tych spraw moralność to motyw przewodni.

Na przykładzie „Faktu” łatwo wyliczyć, że życie ludzkie i moralność warte są około 450 tys. PLN minus koszty odszkodowania (bo pewnie dostaną karę) i koszty druku. Załóżmy zatem, że kara rady etyki wyniesie 250 tys. PLN, koszt to jakieś 30 tys. PLN. Zostaje w kieszeni około 170 tys. PLN. Plus kolejne 450 tys. za numer jutrzejszy, który kupią wszyscy ciekawi oświadczenia redakcji oraz tego „co teraz wydrukują”. To przeliczmy jeszcze raz – moralność i życie ludzkie jest warte około 622 000 PLN.

W przypadku Żytniej to załóżmy kwota bliska miliona PLN pomniejszona o karę (jakieś 100 tys. PLN i prawnika oraz odszkodowanie dla fotografa, czyli załóżmy 50 tys. PLN). W sprawie Ashley moralność kosztuje kilka milionów dolarów (koszty kampanii, których nie będą musieli ponosić przeciwnicy skompromitowanych polityków). I tak dalej. Koszt moralności biskupów krzyczących przeciwko in vitro? Przeliczmy ilość emerytur, jakie wpływają na konta. I tym podobne.

Nie jestem człowiekiem moralnym. W nosie mam okłamywanie się i opowiadanie, że wszystko, co robię jest dobre. Nie jest i nigdy nie było. Popełniłem milion błędów i będę je popełniał. Ale gdzieś między jednym a drugim błędem dotarło do mnie, że nie ma niczego bardziej niemoralnego niż wmawianie światu, że mam takie a nie inne intencje. Że chcę dobrze, że nie liczą się dla mnie pieniądze, że wszystko co robię, robię bezinteresownie. Nie robię. Kocham pieniądze, aplauz, bywam próżny a czasami okrutny. I dlatego nie akceptuję świata, w którym banda oszołomów nie potrafi wypowiedzieć się wprost. Nie cierpię tego krążenia dookoła. Wmawiania mi, że czarne jest białe.

Chciałbym przeczytać oświadczenie naczelnego „Faktu”, który mówi: wiedzieliśmy, że będzie dym, liczyliśmy na to, koszty procesu są wliczone w nasz zysk. Lubimy takie materiały, ludzie je czytają i będziemy je drukować, a wam wara od tego. Chciałbym, żeby Polmos nie był głęboko wstrząśnięty, a powiedział wprost: może i daliśmy dupy, ale z drugiej strony cieszymy się, bo nasze logo jest viralem. Żeby hakerzy oficjalnie napisali – zapłacili nam za to, żeby to zrobić. Żeby biskupi zaczęli mówić wprost – dajcie nam swoje emerytury. Żeby świeccy święci w końcu powiedzieli – hej, jesteśmy grzesznikami.  Chciałbym żeby ludzie przestali się oszukiwać. Żeby znów mieli cywilną odwagę mówienia sobie prawdy, nawet, jeśli ta prawda jest parszywa i słaba. Chciałbym. Ale nie wierzę w przypadki, ani to, że jesteśmy w stanie się zmienić. Będziemy kłamać póki będzie istniał ten świat. A jak się skończy to dalej będziemy się oszukiwać, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Dzika Banda
Poprzedni

Emilios Solomou - Literatura z Cypru, ale nie z Chomika [wywiad]

Egmont
Następny

Shazam! - dramaty dziecięce i antyczna magia [recenzja] [komiks]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. Anonim
    2015-08-22 at 10:53 — Odpowiedz

    Bardzo trafne. Ludzie jednak wolę siebie i innych okłamywać i tak już zostanie.

Dodaj komentarz