WYMĄDRZANIE 

Kinga Dunin i kryminały

Kinga Dunin napisała tekst. Nosi tytuł „Czy kobiety piszą gorsze kryminały niż mężczyźni?”. Odpowiedź na to zaczepne pytanie jest prosta i zamyka się w trzech literkach – NIE.

Tak przynajmniej pokazuje rynek na świecie, tak mówią statystyki i tak wynika z wszelkich konkursów literackich. Tyle że czytając tekst pani Dunin nie mogłem pozbyć się wrażenia, że żyjemy w dwóch kompletnie różnych rzeczywistościach. Moja (nasza, ludzi zainteresowanych tym co dzieje się na rynku popkultury) widzi coś innego, pani widzi jakiś żeński pogrom, permanentną dyskryminację i generalnie wbicie kobiet w ziemię. Nikt pań nie czyta, dostają straszne recenzje i generalnie źli wydawcy je krzywdzą. Pora zatem chyba kilka spraw sobie wyjaśnić. Zacznijmy od samego tekstu pani Dunin. Oczywiście punktem wyjścia jest „Mgła” Kai Malanowskiej.

AD 1.

Ja (oraz jak mniemam Mariusz Czubaj, Krzysztof Varga i Marcin Świetlicki) jako ta internetowa około-literacka żulerka pognębiliśmy Kaję Malanowską. Po pierwsze – taką żulerką to ja mogę być. Z przyjemnością. Po drugie – nikt Kai Malanowskiej nie gnębił i nie będzie gnębił, bo personalne wycieczki są rzeczą dla mnie niedopuszczalną. Jeśli już coś zostało zgnębione, to powieść. I mechanizm jej powstania (dotacja). Kultura ma to do siebie, że nie jest matematyką ani prawem. Nie ma w niej jednego kategorycznego sądu, wyniku itp. Ocena dzieł kulturalnych wynika z wielu czynników – wiedzy autora, emocji, osobistych zapatrywań. Ktokolwiek twierdzi, że pisząc recenzję, pisze obiektywną ocenę, zwyczajnie łże. Dlatego też możemy w ocenie „Mgły” pięknie się różnić. Dla mnie to dno, dla Dunin arcydzieło. Ani ja jej nie przekonam do moich racji, ani ona do moich.

Nie wiem czy skrzywdziłem panią Kaję (jeśli tak, to przepraszam, bo nie chciałem dotykać jej osobiście), wiem za to, że dzięki mnie około ćwierć miliona osób w tym kraju (sumując zasięg postów i wyniki z GA) dowiedziało się o istnieniu powieści „Mgła”. Jeśli statystyki i badania nie kłamią, około 1,5 procent powinno wykazać zainteresowanie i wbrew temu co, było napisane – ją kupić.

AD 2.

Pisze Kinga Dunin – Intrygujący w tym kontekście wydał mi się zarzut, że autorka doskonale zna i realizuje konwencję powieści kryminalnej, ale jej „nie rozumie” (WTF?)  –  a ja jej w wolnym tłumaczeniu „o co do chuja chodzi” tłumaczę. Najprościej jak się da, ale na przykładzie filmowym. W roku 1994 miało premierę „Pulp Fiction” – bodaj jedyny film w ostatnich dekadach, który wywołał autentyczną rewolucję w kinie. Polegała ona na kompletnym wysadzeniu w powietrze sposobu narracji. Nie będziemy się tu wdawali w debatę nad tym, co i jak zrobił Tarantino, bo nie jest to istotne. Ważny jest inny szczegół. Po sukcesie „Pulp Fiction” kino zalało morze, najprawdziwsze morze podróbek stylu Quentina. Ich problem polegał na tym, że twórcy nauczyli się na pamięć, scena po scenie „Pulp Fiction”, ale kompletnie nie rozumieli konwencji. Wydawało im się, że jeśli wezmą i skleją ze sobą cztery nowelki, dorzucą kilka przekleństw i porąbanych bohaterów wyjdzie im „Pulp Fiction 2”. Nie wyszło. Nikomu. Ładnym przykładem jest trailer poniżej.

Można zatem nauczyć się konstrukcji, można nauczyć się pisania postaci, ale posiadając teoretycznie idealnie dopasowane elementy złożyć z nich nic. Niestety większość tworów popkulturowych to właśnie nic, bo wygrywają tylko ci, którzy zasady nie tylko znają, ale je rozumieją. Tych jest niewielu.

AD 3.

(…)istnieje jeszcze rynek i to on podobno weryfikuje autorów popularnych, decyduje, która książka jest „dobra” (…)

(…)w efekcie jednak to mężczyźni mają lepiej, nie tylko dlatego, że lepiej piszą, bo wcale tak nie jest, ale choćby dlatego, że mają więcej kolegów, którzy w dużym nakładzie są w stanie napisać felieton o tym, jak wspaniałe kryminały pisze mój przyjaciel.(…)

W ogóle cały ten akapit jest intrygujący. Wynika z niego jasno, że pani Dunin wie, iż istnieje marketing i reklama, ale też szereg uwarunkowań koteryjno-prywatnych (wiadomo solidarność jąder), który sprzyja mężczyznom. A kobiety wykorzystują marketing tylko i wyłącznie poprzez traumy. Fragmentu, w którym w którym Dunin niezbyt subtelnie sugeruje, że Kasia Bonda jest znana, bo zabiła człowieka nie zacytuję w całości, bo był zwyczajnie niesmaczny.

Zacznijmy zatem od początku. Rynek nie weryfikuje oceny, a zapotrzebowanie. Rynek nie ocenia produktu, a pokazuje czego potrzebuje odbiorca. Tudzież wmawia mu, że tego potrzebuje. Do tego nie jest potrzebny kolega (pozdrawiam Krzysztof – proszę, czy mógłbyś po znajomości napisać o mojej pijackiej powieście w marcu? Proszę!)*, bo kolega nie ma mocy sprawczej. Nie przeceniajmy siły gazet. Mechanizm stawania się bestsellerem to rzecz, która mnie niebywale intryguje i gdyby tylko dało się ją sprowadzić do prostego „facetom jest łatwiej” myślę, że rynek nasycony byłby bestsellerami. Odkąd mam możliwość i szanse staram się rozmawiać z wielkimi o owym mechanizmie właśnie. Uwaga – darujcie sobie komentarze w stylu chwali się, nie o to chodzi. Dan Brown dla przykładu niemal poddał się po klapie „Zwodniczego punktu”, a „Kod…” powstał tylko z determinacji. Ostatni rzut na taśmę. Czy wiedział, że to będzie hit? Nie. I pewnie jakby nie był, już by nie pisał. Jedyne czego był pewny, to tego, że może, ale nie musi się udać. Zaryzykował. Ian Rankin o tym, że jest milionerem dowiedział się, gdy spał z karaluchami w podłym hotelu, podczas groszowej trasy po Stanach. Żona zadzwoniła spanikowana, bo na ich koncie pojawił się przelew na milion funtów i pewnie coś księgowy źle zrobił. Nie zrobił. Okazało się, że jego ósma powieść w końcu została bestsellerem i pociągnęła siedem poprzednich. Ósma! Nick Cave chciał umrzeć naprawdę, a ludzie myśleli, że żartuje. Tak narodziła się legenda. James Cameron nie miał grosza przy duszy, gdy zaczynał kręcić „Terminatora”. Gdyby nie ówczesna żona zresztą, nigdy by go nie skończył. Ale wierzył w wizję ze snu. A w niego wierzyła żona. Jedynym moim rozmówcą, który jawnie twierdził, że wie jak odnieść sukces był Nicolas Sparks – były makler, który stwierdził, że wszystko sprowadza się do matematyki i pieniędzy. Wyliczył w oparciu o dane sprzedaży książek, że na rynku jest dziura w segmencie: romans dla pań w wieku przekwitania i nastolatek. Napisał „Pamiętnik”, który zaczyna się od sceny, gdy chorej na demencję staruszce kochający maż opowiada o tym jak dawno temu się poznali. Milion zaliczki. Hit.

Jaki z tego morał? Stary jak pieprzony świat. Sukces to łut szczęścia i masa ciężkiej pracy. Kto twierdzi inaczej łże. Popatrzmy na znienawidzonego przez feministki, ale wielbionego przez czytelniczki Marka Krajewskiego. Trzech książek nikt nie kupił, przy czwartej ruszyła lawina. Zygmunt Miłoszewski? Ciężka robota, cztery książki na rynku, a potem mocne wejście „Bezcennego”. To nie jest tak, że panowie, przez to że mają jądra i kolegów w „Wyborczej” odnieśli sukces. Oni na niego zapracowali. Kosztem wielu rewolucji życiowych.

Dlatego kiedy czytam, że sukces odnosi się, bo ma się siurka, to chce mi się wyć. Z bezsilności i głupoty. Powielanie takich stereotypów świadczy o jednym – kompletnym oderwaniu od realiów rynkowych. Trochę to przypomina, muszę przyznać z bólem – tę samą socjotechnikę stosowaną przez nasz rząd. Nieważne są fakty. Nieważny jest realny układ sił na rynku wydawniczym. Istotna jest teza. A jak wiemy, każdą tezę można obronić jak się chce i odpowiednio nagnie pod nią rzeczywistość. W tym wypadku należy dobitnie udowodnić, że sikulki maja przerąbane.

A zatem po kolei. W Polsce kobiety są dyskryminowane na rynku wydawniczym. Ale przez kogo? Może warto odpowiedzieć sobie na to pytanie? Kim są osoby stojące za tą dyskryminacją? Niestety jeśli przyjrzymy się temu kto wydaje w Polsce książki okazuje się, że to kobiety, kobietom zgotowały ten los. No bo w końcu niemal we wszystkich ważnych wydawnictwach szefami są… panie. Grupa Wydawnicza Foksal – Anita Musioł. Czarne – Monika Sznajderman. Prószyński i S-ka – Anna Derengowska. Sonia Draga – Sonia Draga. Albatros – Renata Kuryłowicz. Znak – Barbara Kęsek-Bardel. Znak Litera Nova – Sylwia Wcisło (plus Agata Pieniążek). Znak Emotikon – Marta Kinior.  Wydawnictwo Literackie – Małgorzata Nycz. Świat Książki – Joanna Laprus-Mikulska. To sam szczyt. Same kobiety. Nie ma bardziej sfeminizowanego środowiska niż środowisko wydawnicze. Przy takim układzie sił to my – mężczyźni – powinniśmy się martwić…

Ale skoro dyskryminacja nie płynie ze stron redaktor naczelnych – bo w końcu zamawiają książki u pisarek – to skąd? Dziennikarze! Dobra – fakt większość piszących o literaturze osób dziś w Polsce to mężczyźni, ale… umówmy się, jak ktoś zna choć trochę rynek, wie, że recenzje służą recenzentom, a realne przełożenie na sprzedaż ma obecność w kolorowych periodykach w rodzaju „Zwierciadło” itp. W tym segmencie redaktorami naczelnymi są niemal same kobiety (minus panowie z „Twojego stylu”). I znów ta sama historia. Kobiety, kobietom zgotowały ten los. Okropne.

Żeby nie było, że sobie po samczemu ironizuję. W tekście „Czy kobiety…” czytamy fragment o tym, że nie jest to też żadna teoria spiskowa, po prostu facetom autentycznie mogą bardziej podobać się kryminały pisane przez facetów, a tak się składa, że to oni częściej są decydentami. Wszystko ładnie tylko… No właśnie – z badań przeprowadzonych na zlecenie Biblioteki Narodowej jak wół wynika, że kobiety czytają więcej. I to nie odrobinę więcej, a w niektórych przedziałach wiekowych więcej niemal o połowę od facetów. W przedziale wiekowym urodzeni przed 1986 rokiem, 14 procent badanych kobiet zadeklarowało, że czyta więcej niż trzy książki rocznie. W tym samym przedziale mamy tylko 8 procent mężczyzn. W bibliotecznych DKK (Dyskusyjne Kluby Książkowe) 85 procent czynnie biorących udział w dyskusjach to kobiety. To w końcu jak my faceci mamy być decydentami, skoro wedle badań, jesteśmy półanalfabetami? Kto kłamie? Statystyki czy Kinga Dunin?

A może jest tak, że czytelniczki po prostu wybierają facetów? Bo nie możemy tego wykluczyć. Że pokutuje tu wciąż ten sam stary stereotyp – baby od romansów, chłopy od kryminałów. On się zmieni. Już się zmienia. Kobiet piszących kryminały w Polsce mamy ogrom. Poza tymi, które już wymieniła w tekście Dunin, jest królowa, czyli Gaja Grzegorzewska, jest Kasia Puzińska, Marta Zborowska, Sasza Hady, Dagmara Andryka. Z kryminałem romansuje też Aneta Jadowska. Mocno o sensację zahacza Magdalena Kozak. Anka Kańtoch wydała właśnie kryminał.  Oj dużo mamy fajnych pań, naprawdę. Ale po co to zauważać. Po co koncentrować się na tym jak wygląda rynek naprawdę. Prościej jest marudzić. Nasza polska specjalność w końcu. Nie dajcie się wciągać w gierki pod tytułem – lepsze czy gorsze. Nie mają one najmniejszego sensu.

Gdyby jeszcze poważnie przyjrzeć się temu co dzieje się na rynku popkultury to nie można nie zauważyć pewnej prawidłowości. Otóż popkultura w XXI wieku jest kobietą. Trzy największe zjawiska popkulturowe zostały stworzone przez kobiety. Mowa oczywiście o J.K. Rowling (Harry Potter), Stephanie Meyer (saga „Zmierzch”), E.L. James (seria „Grey”). Kobiety zdetronizowały mężczyzn w kryminale – fenomen domestic thrillers. I wreszcie kobiety są jedynymi literackimi debiutantami w materii pop, które odnoszą wielkie sukcesy („Dziewczyna z pociągu”). Oczywiście można się frustrować, można opowiadać, że jednak więcej facetów pisze, że zdominowali rynek itp. Racja. Jest nas więcej z prostego powodu – my faceci przez lata mieliśmy fory, bo promowano tylko nas. Ale to już się skończyło. W ostatnich piętnastu latach nie pojawił się ani jeden autor kryminałów, który odniósłby tak wielki sukces, jak Flynn czy Hawkins. Kurcze – o tym, że kobiety rządzą na świecie świadczy choćby ta historia. Kilka tygodni temu zadzwonił do mnie Zygmunt Miłoszewski (ach, nasza solidarność jąder), bo miał mały problem. Potrzebował jakoś opisać „Gniew” dla kogoś tam w Stanach. Głowiliśmy się troszkę, by w końcu dojść do jedynego wniosku. Szacki w tej odsłonie jest domestic i najlepiej osadzić go w kontekście pań piszących w USA. „Czy kobiety piszą gorsze kryminały niż mężczyźni?” Nie. Kobiety już dawno temu skopały nam dupska.

 

 

*to jest kurde żart

Egmont
Poprzedni

Star Wars Legendy: W cieniu Yavina - Leia za sterami X-Winga [recenzja]

Ryan Ottley Scribble Game 14
Następny

Ryan Ottley i syn - kreatywne bazgroły [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

2 Comments

  1. Piotr
    2015-12-12 at 19:39 — Odpowiedz

    Panie Robercie, polemizowanie z tekstami krytycznoliterackimi, które są skażone ideologią, jest tyleż widowiskowe i przyjemne, co bezproduktywne.

Dodaj komentarz