WYMĄDRZANIE 

Kino przesiąknięte smutkiem – Koszalin 2016 cz. 1

Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”, choć jest imprezą z ponad czterdziestoletnim stażem (pierwsza edycja odbyła się w 1973 roku), ciągle wydaje się – przynajmniej z promocyjnego punktu widzenia – nieco niedoceniany. Szkoda wielka, bo to bez wątpienia największy i najbardziej kompleksowy przegląd twórczości młodych polskich filmowców: w tym roku zaprezentowanych zostanie 60 debiutów krótkometrażowych (dokumentów, animacji i fabuł) oraz 13 pełnometrażowych debiutów fabularnych.

Dla miłośników kina, ale również socjologów, psychologów, czy generalnie osób ciekawych przemian zachodzących we współczesnej Polsce, to kopalnia wiedzy na temat młodego pokolenia, dopiero zaczynającego mówić własnym głosem. Dotyczy to zwłaszcza krótkich metraży, będących często etiudami szkolnymi, realizowanymi w gronie znajomych i za niewielkie budżety, gdzie dobór tematu i charakter całości bodaj najtrafniej oddają zainteresowania i charakter samych twórców.

I tu refleksja natury ogólnej. Młode polskie kino przesiąknięte jest smutkiem. W najlepszym razie powagą i zadumą. Jeśli pojawia się w nim humor – z reguły zjadliwy i groteskowy – to niemal wyłącznie w animacjach. Świetnym przykładem mogą być tu „Łańcuszki” Alicji Błaszczyńskiej – kapitalna fantazja na temat zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, nękających bohaterów kreskówki i zmieniających ich życie w tytułowy łańcuch koszmarnych (i bardzo zabawnych) zbiegów okoliczności.

Gdy jednak młodzi twórcy decydują się na dokument bądź fabułę, wówczas – nie ma zmiłuj – tonacja zmienia się w moll, a zgryźliwe spojrzenie na rzeczywistość zostaje zastąpione przez melancholię i fatalizm. Znamienny jest tu nawet sam dobór tematów. „Matka” Piotra Gołębiowskiego rekonstruuje wydarzenia z czasów II wojny światowej, gdy pod jednym dachem przyszło mieszkać niemieckim oficerom i zaszczutej przez nich polskiej rodzinie. „Daniel” Anastazji Dąbrowskiej, to – skądinąd bardzo udany – dokument o sympatycznym chłopaku z zespołem Downa, zmagającym się z pierwszym zawodem miłosnym. „Dziadku, nie słyszę” Izabeli Kiszczak to z kolei przygnębiający raport z ostatnich dni Czesława Kiszczaka, nakręcony przez jego własną wnuczkę. Schorowany generał tkwi w willi przypominającej kapsułę czasu z przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku: gablotki, serwetki, boazeria od podłogi po sufit. Trudno powiedzieć, co działa tu bardziej depresyjnie – obraz bezradnego starca, który trząsł niegdyś całym krajem, czy fakt, że egzystencja mężczyzny zatrzymała się kilka dekad temu, w momencie jego największej „świetności”.

Wreszcie „Pierwszy raz” Darii Kopiec to opowieść o dwójce młodych ludzi, decydujących się na nielegalną aborcję. Zwłaszcza ten ostatni film zasługuje na szczególną uwagę, jest bowiem już drugim w ciągu dwóch lat tytułem, którego oś fabularną stanowi niechciana ciąża i chałupnicze metody jej usunięcia. „Pierwszy raz” oraz pokazywana rok temu „Czułość” Emilii Zielonki mają, rzecz jasna, inaczej rozłożone akcenty, dramaturgię relacji oraz jej finał, niemniej „dekoracje” pozostają przygnębiająco podobne: strach, osamotnienie, brak – w tym przypadku celowy – osób starszych, dziewczyna, która ryzykuje zdrowiem, a nawet życiem, chłopak, który nie ma pojęcia, jak się zachować, czy być blisko, czy wręcz przeciwnie, bo cokolwiek zrobi – będzie źle. Trudno podejrzewać autorki filmów o plagiat, tym bardziej, że historia obu skryptów jest zupełnie różna (jeden z nich jest adaptacją sztuki teatralnej). Przyczyn takiego zbiegu okoliczności należy szukać raczej w opresyjnym systemie, który generuje podobne scenariusze – nie tylko na ekranie, ale i w życiu.

35. Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”
20-25 czerwca 2016

J.P. Fantastica
Poprzedni

Blame! tom 1 - architektoniczne porno [recenzja]

Egmont
Następny

Harley Quinn #1: Miejska gorączka - z humorem i seksapilem [recenzja]

Dorota Chrobak

Dorota Chrobak

Brak komentarzy

Dodaj komentarz