WYMĄDRZANIE 

Kino przesiąknięte smutkiem – Koszalin 2016 cz. 2

Relacji z koszalińskiego Festiwalu Młodzi i Film ciąg dalszy. Pierwszą część przeczytacie tutaj.

Franek („Pół roku Franka W.”) ma niewiele ponad dwadzieścia lat i zero pomysłów na siebie. Całymi dniami gra w gry, snuje się po osiedlu, na którym mieszka i pali przemysłowe ilości zioła. Żeby było jasne, pochodzi z najnormalniejszego domu na świecie. Rodzice są sympatyczni i kulturalni, w mieszkaniu na ścianach wiszą plakaty filmowe (m.in. „Wyjścia przez sklep z pamiątkami”), ojciec słucha Stonesów, a dwie starsze siostry już dawno temu – same z siebie – wybiły się na niezależność. Pierwsza wyprowadziła się z domu, by podróżować po świecie. Druga zdała na „filmówkę” setki kilometrów dalej. Tylko Franek wygląda i zachowuje się tak, jakby każda przeszkoda w życiu była przeszkodą nie do pokonania. Lepiej więc się nie przemęczać.

Na przeciwległym biegunie sytuuje się Dominik Połoński, bohater „Wariacji na wiolonczelę solo” – wybitny, obdarzony słuchem absolutnym wirtuoz, u którego dekadę temu zdiagnozowano nowotwór mózgu. Terapia, co prawda, zakończyła się sukcesem, ale pozostawiła po sobie zniszczenia w postaci jednostronnego niedowładu. Połoński jednak się nie poddaje. Koncertuje, naucza, choć przy jego stanie zdrowia to niemal niemożliwe. A cenę za to płaci… jego najbliższe otoczenie, a zwłaszcza córeczka, wobec której mężczyzna jest równie wymagający, co wobec siebie.

O ile fabuły krótkometrażowe pozostawiają podczas tegorocznej edycji „Młodych i Film” pewien niedosyt, o tyle animacje, a zwłaszcza dokumenty polskich debiutantów zdumiewają zarówno dojrzałością, czy rozpiętością tematów, jak i różnorodnością pod względem formalnym. Starość i młodość, polityka i in vitro, skup złomu i zakamarki Teatru Wielkiego w Warszawie. Młodzi dokumentaliści nie mają kompleksów, jeśli trzeba sięgają po telefony komórkowe i rejestrują otaczający świat. Czasem z kapitalnymi efektami. Z tytułów konkursowych wartych odnotowania najwyżej sytuuje się bez wątpienia „Polonez” Agnieszki Elbanowskiej. Prosta historia o konkursie patriotycznym w prowincjonalnym miasteczku pod ręką debiutującej dokumentalistki przekształca się w nieprawdopodobnie śmieszną – i zarazem straszną – opowieść o ideach, które w zderzeniu z rzeczywistością wyglądają równie smętnie, co wesołe miasteczko podczas ulewnego deszczu. Tragikomiczne jury, złożone z proboszcza, burmistrza, lokalnej poetki i lokalnego „pana od kultury”, zawodnicy żywcem wyjęci z wczesnych filmów Milosa Formana, duch apatii i absurdu unoszący się nad całością tworzą koktajl, do którego najlepiej pasuje określenie – wyborny. „Polonez” to wzorcowy przykład dokumentu, w którym oś fabularna oraz przemyślana, wyrafinowana forma tworzą równowagę wręcz doskonałą. Ani za dużo, ani za mało. Wszystkiego jest tam dokładnie tyle, ile trzeba. Proszę koniecznie zapamiętać to nazwisko – Agnieszka Elbanowska. Jest tylko kwestią czasu, kiedy o tej dziewczynie zrobi się o głośno. Bardzo głośno.

35. KOSZALIŃSKI FESTIWAL DEBIUTÓW FILMOWYCH „MŁODZI I FILM”
20-25 CZERWCA 2016

Egmont
Poprzedni

Flashpoint: Punkt krytyczny - dobry wstęp do Nowego DC Comics [recenzja]

Wilco-2011-ZoranOrlic
Następny

Wilco - płyta po płycie

Dorota Chrobak

Dorota Chrobak

Brak komentarzy

Dodaj komentarz