WYMĄDRZANIE 

Kino przesiąknięte smutkiem – Koszalin 2016 cz. 3

Relacji z koszalińskiego Festiwalu Młodzi i Film ciąg dalszy. Poprzednią część przeczytacie tutaj.

A co by było, gdyby kobieca wagina wybiła się na niepodległość? Opuściła ciało nieco przerażonej tym faktem dziewczyny i zaczęła żyć po swojemu – robiąc sobie dobrze: kiedy chce i jak chce. Brzmi surrealistycznie, nawet poetycko, ale chyba mało filmowo. Od czego jednak mamy animację?

Niezwykłym paradoksem pozostaje fakt, że animacja – najbardziej wykalkulowany, „zimny” gatunek filmowy, w którym każdy gest musi zostać wcześniej dokładnie przemyślany, a proces twórczy nie ma w sobie nic z improwizacji, sprawdza się doskonale, gdy chodzi o… emocje. A te wcale nie potrzebują rozbuchanego budżetu i sztabu specjalistów. Wystarczy kartka papieru i flamaster (pardon, tablet za pomocą którego da się oddać charakterystyczną, „flamastrową” kreskę).

Dwie dekady temu, gdy swoją premierę miało „Toy Story”, a komputery dokonywały rewolucji w światowej animacji, setki młodych twórców zachłystywały się możliwościami technicznymi, płynącymi z 3D. Dziś widać wyraźnie, że ten etap fascynacji nieodwołalnie się zakończył. Do łask na dobre powróciła animacja tradycyjna, zarówno poklatkowa, jak i „kreskówkowa”, choć – jak to już zostało wcześniej powiedziane – tablety i aplikacje czynią proces jej tworzenia bez porównania łatwiejszym niż jeszcze kilka lat temu.

Dobrze oddawała to selekcja filmów animowanych tegorocznego festiwalu debiutów „Młodzi i Film” w Koszalinie. Na 16 krótkich metraży zaledwie jeden („Limbo”) okazał się typową animacją 3D. Reszta w mniejszym lub większym stopniu bazowała na technikach tradycyjnych. A najwięcej ciepłych uczuć wzbudziły stare dobre kreskówki, z których najwyżej oceniona – zarówno przez jurorów, jak i przez zachwyconą publiczność – została właśnie wspomniania wyżej „Cipka” w reżyserii Renaty Gąsiorowskiej.

„Cipka” to w ogóle ciekawy przykład filmu, który o „tych sprawach” potrafi opowiadać w rzadki i cenny, jak na polskie warunki sposób. Grzechem głównym, by nie powiedzieć plagą, polskiego kina, jest nieumiejętność mówienia o seksie. W efekcie albo nie mówi się o nim wcale, wstydliwie omijając fakt jego istnienia, albo wali się widza pięścią w żołądek, oferując mu kopulację na pograniczu gwałtu, w czym celuje zwłaszcza Wojciech Smarzowski et consortes.

Tymczasem „Cipka” to cudownie orzeźwiający i wzruszający (także estetycznie!) pean na cześć ludzkiej witalności i seksualności. Nawet pruderyjny widz nie znajdzie tu cienia wulgarności – ciało jawi się jako fascynujący kontynent, tylko czekający na swoich odkrywców, a seks jest fantastyczną przygodą, u bazy której czai się całkiem poważne i mało frywolne słowo: „wolność”.

I za to właśnie – czyli za „surrealistyczną metaforę wolności człowieka” – urocza „Cipka” otrzymała w pełni załużonego Jantara 2016 dla najlepszego animowanego filmu krótkometrażowego. Wielkie brawa!

35. KOSZALIŃSKI FESTIWAL DEBIUTÓW FILMOWYCH „MŁODZI I FILM”
20-25 CZERWCA 2016

C is for Cthulhu DB
Poprzedni

Alfabet Lovecrafta dla dzieci [galeria]

new blood poster
Następny

New Blood - lepszy sort emigrantów [recenzja]

Dorota Chrobak

Dorota Chrobak

Brak komentarzy

Dodaj komentarz