WYMĄDRZANIE 

Odpowiedź Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ten wpis jest kontynuacją tego artykułu: http://www.dzikabanda.pl/wieksze-kawalki/wymadrzanie/szanowna-pani-minister-omilanowska/


 

Po naszej kontrowersyjnej publikacji dotyczącej powieści Kai Malanowskiej „Mgła” otrzymaliśmy (jednak) odpowiedź z Ministerstwa Kultury. Poniżej zamieszczamy pismo od rzecznika prasowego MKiDN oraz naszą – niestety niezbyt kontrowersyjną odpowiedź.

 Szanowny Panie,

w imieniu Pani Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Małgorzaty Omilanowskiej odpowiadam na list otwarty do Pani Minister, opublikowany 17.07.2015 r. na portalu dzikabanda.pl.

Potwierdzam, że pani Karolina (Kaja) Malanowska otrzymała półroczne stypendium twórcze z dziedziny literatura w ramach Konkursu o stypendia twórcze oraz o stypendia z zakresu upowszechniania kultury na II połowę 2014 r. Łącznie w ramach tej edycji konkursu przyznano 108 stypendiów, w tym 19 z dziedziny literatura.

Decyzja ministra o przyznaniu stypendium zapada na podstawie rekomendacji Komisji opiniującej wnioski o przyznanie stypendiów, które oceniane są pod względem formalnym i merytorycznym. Ocena merytoryczna przebiega w dwóch etapach: pierwszy polega na ocenie dokonanej przez ekspertów zewnętrznych (powoływanych odrębnie przez Ministra KiDN dla każdego konkursu), a drugi dotyczy pracy członków Komisji Stypendialnej (reprezentujących poszczególne departamenty MKiDN).

Wniosek złożony przez Panią Malanowską oceniono wysoko i tym samym został rekomendowany Ministrowi KiDN do przyznania stypendium.

Podkreślam, że na etapie oceny wniosków nie jest możliwe stwierdzenie, czy efekt prac twórcy będzie wybitny, dobry czy przeciętny. Natomiast sam gatunek dzieła literackiego nie musi jednoznacznie przesądzać o jego komercyjności.

z poważaniem,

Maciej Babczyński

 

NASZA ODPOWIEDŹ:

Szanowna Pani Minister, Panie Macieju,

jestem niezmiernie wzruszony, że publikacja na naszym niszowym portalu dotarła aż na sam szczyt – czyli do samego Ministerstwa. Więcej – doczekała się nawet odpowiedzi. W zasadzie na wzruszeniu (i wysłaniu e-maila do Pana rzecznika, w którym zrzekłem się obywatelstwa) bym poprzestał, gdyby nie drobny szczegół. Napisany przeze mnie „list otwarty” spotkał się z odzewem o wiele, wiele większym niż przypuszczałem.

Od niebywale ciepłych słów ze strony takich osób jak Marcin Świetlicki, Krzysztof Varga, Piotr Bratkowski czy Mariusz Czubaj, przez histeryczne bluzgi ze strony Andrzeja Saramonowicza, który chyba zbyt często mierzy świat własną miarą, po absurdalne żądania wystosowane przez Małgorzatę Kalicińską, która uznała, że o literaturze pisać mogą tylko… uwaga – osoby znane, nieznanym od pisania won. Ciekawe podejście muszą Państwo przyznać – nieprawdaż? Niestety pisząc tę odpowiedź nie złożyłem odpowiedniego podania u Pani Kalicińskiej, więc zapewne nie powinienem w ogóle stukać w klawiaturę.

A wracając do meritum. Reakcja na list otwarty uświadomiła mi (i nie tylko) istnienie pewnego istotnego problemu. A mianowicie – patologię gospodarowania pieniędzmi publicznymi. Piszecie Państwo w swojej odpowiedzi o tym, że „ocena merytoryczna przebiega w dwóch etapach: pierwszy polega na ocenie dokonanej przez ekspertów zewnętrznych (powoływanych odrębnie przez Ministra KiDN dla każdego konkursu), a drugi dotyczy pracy członków Komisji Stypendialnej”. Oczywiście, że mam tego świadomość. Oczywiście wiem, jak wygląda ocena i zgłaszanie projektu. Tyle że to oświadczenie natychmiast każe zadać inne pytania.

Czy komisje oceniające projekty wstępne, zapoznają się z dziełami finalnymi? Czy poczuwają się do odpowiedzialności za wydane przez nie pieniądze podatników?

Formularz dotyczący projektu „Mgła” jest tajny, podobnie jak tajny jest skład komisji wystawiającej mu wysoką notę – czy możemy dowiedzieć się, na jakiej zasadzie zdobył on tak wysokie oceny? Co zawierał i na ile założenia konspektu przekładają się na dzieło finalne? Czy w komisji nie zasiadały osoby z pisarką zaprzyjaźnione? Czy miały świadomość, jaki gatunek literacki uprawiała do tej pory Malanowska i na jaki się porywa? I wreszcie – czy słynne wyznanie o 6800 PLN poczynione przez Malanowską na FB nie miało wpływu na decyzję komisji? Proszę nie zrozumieć mnie źle – przykład Malanowskiej to punkt wyjścia do pytania o wiele bardziej istotnego. A mianowicie – czy komisje oceniające projekty wstępne, zapoznają się z dziełami finalnymi? Czy poczuwają się do odpowiedzialności za wydane przez nie pieniądze podatników?

Przypomnijmy może na szybko dwa punkty z Karty Ocen:

  1. Unikatowa tematyka projektu stypendialnego (lub pionierska/nowatorska) wyróżniająca go spośród innych rozpatrywanych w danej dziedzinie (i szerzej wśród wszystkich wniosków stypendialnych).
  2. (…)
  3. Znaczenie dla dziedzictwa narodowego, wysoka wartość edukacyjna lub społeczna projektu. Wysokie walory wizerunkowe w zakresie promocji kultury polskiej.

W szybkim e-mailu do rzecznika napisałem, że jeśli „Mgła” to nasze dziedzictwo narodowe, to ja zrzekam się obywatelstwa. Przepraszam. To było nierozsądne. Nie chodzi mi o kopanie powieści „Mgła”. Niemniej jednak finał przygody pisarki nieobeznanej z literaturą gatunkową był łatwy do przewidzenia. Pani Minister – nie oszukujmy się, w historii literatury mamy o wiele więcej przypadków, gdy twórcy prozy gatunkowej zamieniają się w twórców prozy artystycznej niż na odwrót. Literatura gatunkowa jest trudna. Jej łatwość konstrukcji, schematy, którymi się posługuje to tylko pozory. Dlatego na półkach księgarskich pełno jest złych powieści gatunkowych, a autorów wybitnych w tej materii można łatwo zliczyć.  Może Ministerstwo, jeśli tak bardzo chce promować literaturę popularną, niech wspiera autorów, którzy są w niej wybitni, (choć dla przykładu nie składają podań o stypendium). Pieniądze w nich zainwestowane, gwarantują dzieła, co najmniej na poziomie wysokim.

Być może w przypadku „Mgły” ktoś w komisji oceniającej wierzył w cuda. Niesłusznie. Wróżka się nie zjawi i nie rzuci czaru. Być może powieść ta od początku miała być niezamierzonym pastiszem. Nie wiem. Nawet, jeśli tak miało być – wciąż operujemy pieniędzmi publicznymi, a te naprawdę można wydać na rzeczy bardziej istotne niż pisarskie wprawki.

I tu dochodzimy do patologii – czyli komisji, która jest nieobeznana z historią literatury (szanowna komisjo, już nawet Gombrowicz otwarcie przyznawał się do porażki w próbie zmierzenia się z literaturą pop).  Komisji, która dysponując pieniędzmi publicznymi, nie czuje żadnej odpowiedzialności w ich wydawaniu. Komisji, która nie jest w stanie zweryfikować zdolności potencjalnego autora do wywiązania się z podjętego zadania. Pani Minister – nie mówimy tu o czarach, magii i zaklęciach. Mówimy o pisaniu. O czymś, co podlega ocenie, jest weryfikowalne itp.

Pani Minister – od trzech lat, czyli od mojego odejścia z „Newsweeka” próbuję z różnym skutkiem działać po swojemu. Nie chcę pisać o sobie, bo nie jestem tu ani tematem, ani petentem. Ale te trzy lata nauczyły mnie jednego – brania odpowiedzialności za swoje ruchy. Nawet, jeśli to kontrahent się wycofuje, nawet, jeśli mam z tego powodu gigantyczne opóźnienia w płatnościach i funkcjonowaniu, wiem jedno – odpowiedzialność za wszystko, co robię ponoszę ja. To ja dysponuję pieniędzmi, to ja je wydaję, a na koniec dnia to do mnie przychodzą wspólnicy, którzy mają zasłużone pretensje. Ten stan uczy pokory. I to jest rzecz, której w rozdawnictwie publicznych pieniędzy najbardziej mi brakuje. Pokory i zdolności do przyznania się do błędu.

Być może zatem Pani Minister pora zmienić mechanizm rozdawnictwa stypendiów? Być może warto solidnie sprawdzić efekty wsparcia udzielnego z podatków?

Stypendium na „Mgłę” to tylko jeden z wielu przykładów kuriozalnego lokowania publicznych pieniędzy przez podległe Pani (a co za tym idzie, za które Pani odpowiada) komisje. Jedynym przykładem mądrze wydanych pieniędzy na literaturę gatunkową to stypendium dla Łukasza Orbitowskiego na napisanie „Szczęśliwej ziemi” – słusznie okrzykniętej jedną z najlepszych powieści ostatnich lat. Reszta w obrębie literatury gatunkowej? Roztrwonione pieniądze, które zasiliły cudze budżety domowe. Nasze pieniądze. Tak Pani, jak i moje.

Być może zatem, Pani Minister, pora zmienić mechanizm rozdawnictwa stypendiów? Być może warto solidnie sprawdzić efekty wsparcia udzielnego z podatków? I być może wreszcie warto zmienić grono specjalistów, bo to, które wam doradza, wystawia Ministerstwo, a co za tym idzie Panią, na pośmiewisko.  Pani Minister – proszę mnie zrozumieć, my ciągle mówimy o powieściach, które teoretycznie – według regulaminu – są uznawane za nasze dziedzictwo narodowe.

I jeszcze jedno – większość osób z tzw. środowiska stypendialno-dotacyjnego zgodnie twierdzi, że aby dostać stypendium, trzeba tylko napisać bardzo dobry wniosek. Jeśli tak jest, to mamy do czynienia z sytuacją nie tylko patologiczną, ale wręcz chorą. Wniosek bowiem nie musi i często nawet nie jest pisany przez osoby go składające, o czym Pani, ja i wiele osób wie. Tylko jakoś nikt nie mówi o tym głośno i nikt z tym nie robi porządku.

 

Z poważaniem

Robert Ziębiński

 

PS:

Na koniec Pani Minister rzecz, którą muszę napisać, bo pojawiła się sferze publicznych dyskusji.

Tak, owszem rozmawiałem z osobami z Pani otoczenia, które otwartym tekstem przyznały, że udzielenie przez was tego stypendium było pomyłką. Nie podaję ich nazwisk do wiedzy publicznej z prostego powodu. Są to osoby pracujące na urzędniczych stanowiskach i nie potrzebują zamieszania dookoła siebie. Nie jest to tani blef, jak zarzucił mi Tomasz Stawiszyński z Krytyki Politycznej, a zwyczajne dbanie o swoje źródło informacji. Póki prawo prasowe mi na to pozwala – nie będę ujawniał ich personaliów.

Egmont
Poprzedni

Wonder Woman tom 3: Żelazo - mity greckie i supermoce [recenzja] [komiks]

UIP
Następny

Piksele - idealny seans na lato [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

16 Comments

  1. 2015-07-27 at 16:20 — Odpowiedz

    List jest „literacką” formą osobistą, jego przeznaczeniem nie jest publikowanie ogółowi, a pewna intymność. Udostępnianie listu szerokiej publice jest bulwarówkowe. Proszę, kończ waść. Można przecież w inny sposób zwrócić na siebie uwagę, np. dobrym artykułem publicystycznym, bez zawoalowanego hejtingu.

    • MX13B
      2015-07-27 at 18:09 — Odpowiedz

      To jest dobry artykuł publicystyczny. Podejmuje ważny społecznie temat. Mówi o kulturze. Mówi wreszcie o wydawanych Pani i innych darczyńców (podatników) pieniądzach. A to, że punktem wyjścia dla tego artykułu była odpowiedź ministerstwa (list) na poprzedni artykuł i poruszane w nim problemy, to dobrze, że dowiedzieliśmy się jaki był odbiór tamtego artykułu u osób robiących zamieszanie w bezkulturze. Niestety w bezkulturze. I dla mnie odpowiedź ministerstwa jest w tym samym duchu, samozadowolenia i udowadniania, że jest super, cacy i to jest drugi powód, aby ten list ujrzał światło dzienne. Pozdrawiam Panią

    • 2015-07-27 at 23:55 — Odpowiedz

      List z urzędu i Intymność? Naprawdę? 😮

      Jak dla mnie ma tutaj zastosowanie ustawa o dostępie do informacji publicznej. Temat jest publiczny. Pieniądze są publiczne. Myślę, że list również.

  2. Jakub Behr
    2015-07-27 at 19:06 — Odpowiedz

    Bardzo dobry głos. Może to rozpocznie dyskusję o systemach stypendialnych w RP. Nie tylko na poziomie ministerialnym, ale także wojewódzkim (stypendia marszałkowskie) i tych udzielanych przez poszczególneUM. O tym, że jest to rozdawnictwo wśród kolegów, wiadomo od dawna. Nieważny jest „wykon”, ważny jest wniosek, pisany często kuriozalną urzędniczą nowomową. To bardziej lub mniej tajemne towarzystwa wzajemnej adoracji, które dzielą się publicznymi pieniędzmi. Nieprawda, że stypendia przyznawane są projektom najbardziej obiecującym i tym, których efekt mógłby wejść do skarbnicy narodowej kultury. Na dodatek, co jest niezwykle istotne – koszt obsługi stypendium, czyli wynagrodzenie urzędników, członków komisji, ZUS-y, komputery, zwolnienia lekarskie, obsługa administracyjna, i mnóstwo innych pozycji często się pokrywających – sprawiają, że do stypendysty trafia ok. 10 gr. z każdej złotówki przeznaczonej na stypendia. Mechanizmy stypendiów kulturalnych na niemal każdym poziomie w Polsce są wylęgarnią patologii. Co ciekawe, mówią o tym także ci, którzy otrzymują je regularnie.

  3. Misiek
    2015-07-28 at 15:17 — Odpowiedz

    Ale z Pana pieniacz. Może proszę samemu wystartować w jakims programie stypendialnym zamiast szukać dziury w całym.

    • 2015-07-28 at 19:08 — Odpowiedz

      Czy każdy komu nie podoba się, że jego pieniądze są przeznaczane na rzeczy niewłaściwe, MUSI uważać, że „zrobiłyby to lepiej”? Czy gdyby list ten napisał kominiarz, który lubi po prostu poczytać po pracy, ale sam nigdy do pisania ochoty nie posiadał i doszedłby do tych samych wniosków, też Panie Miśku, poleciłbyś my wystartować w takim programie? Czy umiejętność oceny powieści na tle innych dzieł kultury z automatu zmusza do prób napisania własnego? Nie sądzę.

      • misiek
        2015-07-29 at 20:14 — Odpowiedz

        „jego pieniądze” = nadużycie. Tak jego jak i moje, a ja nic nie mam do p. Malanowskiej, więc o co krzyk.
        „rzeczy niewłaściwe”=też nadużycie. Niewłaściwe są na razie tylko jego zdaniem.
        „umiejętność oceny powieści na tle innych dzieł kultury”-ocena zawsze ma element subiektywny, nawet jeśli formułuje ją autorytet – zresztą w tym przypadku raczej entuzjasta gatunku.

        Autorka dostała stypendium i wywiązała się z jego warunków. To, że p. Ziębińskiemu nie podoba się książka, to jeszcze za słaby argument że coś było nie tak. Wiadomo, że nie sposób, żeby podobało się wszystkim. A on – sam pisarz, autor średnio udanego kryminału i członek klienteli grantowo-stypendialnej – ma oczywisty konflikt interesów i trochę powinien spuścić z tonu.

        • RZ
          2015-07-29 at 21:24 — Odpowiedz

          Ej ten kryminał nie był średnio udany – on był strasznie chujowy:)

        • Janusz Nitkiewicz
          2015-07-29 at 22:10 — Odpowiedz

          Misiek stosuje pewną manipulację. Mówi tak: Jak Ja nie mam nic do tego, że ktoś morduje, czy kulturę, czy też ludzi, więc mówi, że nie powinno się nic w tej sprawie robić i tak powinno pozostać. A to, że komuś innemu to się nie podoba, uważa za niewłaściwe i podaje argumenty, to powinien zamilknąć. Czemu?
          Tobie wydatek ministerstwa się podoba, warto było to napisać, a może i więcej, dopisać jeszcze, czy przeczytałeś tę wyjątkową książkę, bo być może nie czytasz ;), nie płacisz podatków, czy sam jesteś w jakiejś takiej szemranej komisji przyznającej publiczne pieniądze. Tak, ja wiem, to też jest rodzaj nadużycia i manipulacji ;), bo zwyczajnie nie znam Miśka i może, to fajny facet.
          Wiem natomiast, że publiczne pieniądze nie powinny iść na dotacje. A co zrobić? Niższe podatki dla wszystkich twórców. A że ktoś płacze, że nie chcą kupować jego pisaniny. Nie becz. Robisz barachło, nikt nie kupuje, czy zarabiasz za mało – zmień zawód. Przecież Ty nie współczujesz plajtującemu piekarzowi, nie spróbujesz nawet jego bułek. Więc o co ci chodzi z tymi słowami, nie pracuje za darmo? Bo niby w czym jesteś lepsza od tego piekarza?

          • RZ
            2015-07-29 at 22:27

            Mnie najbardziej podoba się tok myślenia. Zjechał książkę – jego nie są lepsze! No i jeszcze argument o byciu członkiem klienteli grantowo-stypendialnej. Zaraz dojdzie do tego, że będę musiał wyciągi z konta publikować, żeby wyszło na to że – nie, nie jestem:) co będzie następne? szukanie w śmietniku prezerwatyw czy byłych dziewczyn? zaczyna być zabawnie. ale póki co same ślepe strzały:) ale niech próbują:) powodzenia. Drogi Miśku (swoją drogą oskarżając kogoś o złe książki, czerpanie korzyści z publicznych pieniędzy wypadałoby się podpisać z imienia i nazwiska, choć ten słaby fejk pani poniżej był zbyt łatwy do rozszyfrowania) – w zasadzie jakbyś nie zauważył – nie chodzi o panią M. a ogólnie o sposób własnie rozliczania publicznych pieniędzy a raczej jego brak. Nie możemy mówić o jakimkolwiek wywiązaniu się kogokolwiek z warunków, bo nie znamy karty ocen i warunków jakie miały określone dzieła spełnić. Kto spełnił – lekka dusza i radość. Kto nie pewnie też lekka, bo znając tempo urzędników – długo im zejdzie na sprawdzaniu tego, jeśli w ogóle sprawdzą. Niemniej jednak siedzenie cicho, bo tak jest fajnie i dobrze – nie absolutnie mi nie pasuje. I z tego co zauważyłem nie tylko mnie.

          • MISIEK
            2015-07-30 at 18:51

            Misiek twierdzi że – mimo całego zadęcia i tonu obywatelskiego oburzu – pan Robert Ziębiński nie reprezentuje Narodu, tylko co najwyżej siebie. OK, forsa publiczna, czyli Twoja, moja, nasza. Panowie są tu libertarianami*, a ja nie. Mi podoba się że ktoś przyznaje stypendia literackie i dopóki są jasne zasady, to wszystko jest OK. RZ twierdził w poprzednim wpisie że chodzi „tylko o to” że książka jest komercyjna (a tak w ogóle grant powinien pójść do Orbitowskiego).Teraz już o tym nie mam mowy bo się okazało że nie było zastrzeżenia o niekomercyjności, więc czepiamy się brzytwy pt. „ale ta książka jest suaba (mi sie nie podoba, a JA jestem AUTORYTETĘ w literaturze gatunkowej, O!”. Durne to. Zwłaszcza jak pisze to pisarz o powiedzmy umiarkowanym sukcesie własnym. Budzi to uzasadnione podejrzenia, że cała afera jest napędzana osobistą frustracją.

            * „piszesz dobrze=ludzie kupią, nie kupują=piszesz chujowo”… Takie podejście wyjebuje się malowniczo na Greyu. A Tesla umarł w biedzie.

    • Pierwyj Den Oseni
      2015-08-08 at 15:23 — Odpowiedz

      Styl listu i zawarte w nim spostrzeżenia przypominają innego hejtera-intelektualistę polskiego Internetu, próbującego samopromocji tym medium, dr-a Bogusława Pazia z Uniwersytetu Wrocławskiego. Różny jest temat i jego specjalizacja, metody z grubsza te same.

  4. Marysia Lenarska
    2015-07-28 at 15:58 — Odpowiedz

    Kłamstwo o złamaniu regulaminu zostało zdemaskowane, więc Ziębiński produkuje nowe insynuacje. Wyjątkowo podły typek.

  5. TM
    2015-08-06 at 08:34 — Odpowiedz

    Przyznawanie stypendiów w Polsce w ogóle zakrawa na kpinę. Weźmy takie studia doktoranckie na pierwszym lepszym uniwerze albo polibudzie. Progi punktowe takie, że w zasadzie żeby uklepać te punkty to trzeba by nic innego nie robić tylko jeździć na konferencje czy płodzić publikacje – może są i tacy, ale moim zdaniem to produkcja „maszynek” – ludzi, którzy na hurra oddają artykuły do druku (nieważna treść, nieważne czasopismo – po to tylko, żeby było) albo jeżdżą na jakąkolwiek konferencję z tą samą prezentacją od wielu lat. A punkty lecą. Tymczasem osoba naprawdę uzdolniona i mająca pojęcie o tym, co robi – nie mieści się w progu punktowym i może sobie o stypendium zapomnieć. Punktacja jest już w ogóle kosmosem. Podam przykład z mojej uczelni: 10 pkt jest za ukończenie studiów podyplomowych pokrewnych z naszym kierunkiem, 20 pkt za ukończenie drugiego kierunku. Dla porównania – 10 pkt jest za bycie administratorem forum językoznawczego czy literackiego (które X czy Y mogą sobie założyć ot tak, na poczekaniu). 20 pkt za napisanie wiersza – niekoniecznie musi być opublikowany w oficjalnym tomiku wydawniczym (długości owego nie określono). W ten sposób właśnie jedni faktycznie inwestują w siebie i urabiają się po łokcie, inni – udają, że cokolwiek robią. Zresztą wiadomo jak działają tego typu komisje – dziekan zazwyczaj ustala ich skład, osoby z zewnątrz nie mają do nich dostępu, obrady toczą się za zamkniętymi drzwiami, listy są niejawne (dowiedzieć się można dopiero u Pań w dziekanacie, pod tzw. ladą), przyznawane są wedle uznania – nierzadko nie ma nawet rozpisanych szczegółowych kryteriów przyznawania stypendium. Któregoś roku zrobiłam o to dym, niestety zaskutkował tym, że nie dość, że nic w tym kierunku nie zrobiono to jeszcze stałam się persona non grata na wydziale. Kółko wzajemnej adoracji. To samo jeśli idzie o granty – nieważne, że mój projekt był innowacyjny, wymagający dużych nakładów finansowych (zakładał badania wymowy na imigrantach w ich środowisku, np. w UK – praktycznie nikt się imigrantami nie zajmował do tej pory). A i tak grantami nagrodzono projekty, których autorzy albo przepisywali książki albo nagrywali tysięczny raz studentów. Regulamin swoje, życie swoje. W związku z powyższym sytuacja z Panią Malanowską mnie nie dziwi. Premiera książki już niedługo, zapewne ściągnę z chomika, bo przecież już raz za nią zapłaciłam.

    Pozdrawiam Panie Robercie – dobrze, że Pan zwraca uwagę na takie machloje i zadaje niewygodne pytania :) Być może komuś wreszcie (kiedyś) da to do myślenia…

Dodaj komentarz