WYMĄDRZANIE 

Oscary z rasizmem w tle, czyli czarno-biała paranoja

Oscary bez czarnych aktorów. Biali są dyskryminowani? Powiedzmy sobie to raz a dobitnie. Oszaleliśmy.

Po ogłoszeniu oscarowych nominacji w kategorii najlepsi aktorzy Spike Lee oraz Will Smith z rodziną ogłosili, że w ramach protestu nie przyjdą na oscarową galę. Oscary bowiem stały się rasistowskie. Nikt nie nominował czarnego. Uderz w stół a odezwą się nożyce. Kilka dni później Charlotte Rampling (nominowana do Oscara za rolę w „45 lat”) w jednym z wywiadów uznała, że postawa Lee jest rasistowska wobec białych. Sir Michael Caine dorzucił oliwy do ognia nakazując czarnym aktorom być cierpliwymi – wszak on sam czekał dziesiątki lat na upragnioną statuetkę.

I się posypało. Na Rampling spadły gromy. Że nieznana (sic!) aktorka dobija się do nagrody. Na Caine’a – że stary rasista. No dobra a teraz popatrzmy na statystyki z ostatnich pięciu lat.

W roku 2014 w kategorii najlepszy aktor nie było żadnego czarnego. Spike Lee milczał. W latach 2013 i 2012 byli. W 2011 i 2010 nie było. Kategoria najlepsza aktorka. Taki sam wynik – dwie nominacje na pięć lat. Drugoplanowy aktor – jedna nominacja na pięć lat. Aktorka – dwie nominacje i dwa Oscary. Co z tego wynika? Że czarne aktorki są lepsze od czarnych aktorów? Nie bardzo. Jeśli ktoś tak by pomyślał znaczyłoby to mniej więcej tyle co – dyskryminowanie mężczyzn! Tak naprawdę znaczy to tyle, że Oscary  były i raczej będą białą imprezą. Nic więcej. Wymyślona przez białych, finansowana przez białych, celebrowana przez białych. Brak nominacji do Oscara w tym roku dla czarnych aktorów nie znaczy, że czarni są gorsi (jakby byli nikt nie dawałby nagród Denzelowi i innym). Po prostu w tym roku nikt z Akademii nie zwrócił uwagi na kreacje czarnych aktorów. Co do braku nominacji dla Elby – producenci „Beast of No Nation” naprawdę postarali się, aby ich film był niezauważony. Czy to znaczy że Akademia jest rasistowska? Nie wiem. Jest konserwatywna, a to nie znaczy rasistowska. Nie popadajmy w skrajności. Nie bronię Oscarów. Nic z tych rzeczy. Po prostu uważam, że problem jest o wiele szerszy i Spike Lee o tym wie. Sam mówił wielokrotnie o tym ile czarnych pracuje w Hollywood. Jak bardzo jest to rasistowskie miejsce i jak trudno się tam przebić. O tym warto mówić. Ale na argumenty. Bez pyskówek. Bo to prowadzi do tego, że zaczynamy się zastanawiać kto pyskuje i co z tego ma. I tu dochodzimy do domniemanych szemranych intencji tych, którzy wywołują rasistowską awanturę.

Kiedy Spike Lee przyjmował Oscara honorowego nie wyzywał Akademii, a na argumenty wypunktował co jest w branży złego. To była dobra przemowa. No a teraz – czyż właśnie nie wypuścił właśnie nowego filmu? „Chi-Raq” – pierwsza fabuła produkowana przez Amazona – póki co jest wtopą. A co ratuje od wtopy? Marketing. Dodajmy, że jego ostatnia fabuła „Oldboy” także była wielką wtopą finansową. Notowania Willa Smitha z najlepiej zarabiającego aktora poleciały na łeb i szyję w chwili, gdy zagrał w „After Earth”. Ostatnia produkcja z aktorem „Concussion” ledwo co radzi sobie w kinach, na premierę czeka „Suicide Squad” – niestety jeśli będzie klapą, Will pożegna się z karierą. A jak zwrócić na siebie uwagę? Dziś wystarczy poopowiadać trochę głupot. Notowania i cytowalność lecą w górę. W rasistowskiej zadymie zgrabnie pomija się też fakt, że raptem sześć, siedem lat temu, czarni aktorzy byli na szczycie najlepiej opłacalnych gwiazd. Nikt wtedy nie mówił o rasizmie. Świat milczał i wszystko było ładne. Teraz nie jest więc potrzeba opowiadać co ślina na język przyniesie. Mądrze o tej tendencji opowiadał mi Branford Marsalis – przeczytajcie ten wywiad – tu znajdziecie całą wersję, we „Wprost” była bardzo, ale to bardzo skrócona.

Oczywiście to tylko moja zła wola. Być może i Lee, i Smith nie myślą o sobie a walczą o prawa czarnych w imię poprawności politycznej i nowoczesnego świata. Może. Ale trochę przypomina to scenę z „Django” Tarantino. Tą z akcją Ku Klux Klanu. Zabawna scena. I mądra. Śmiechem demaskuje rasizm. Smith i Lee zamiast jednak obśmiać Akademię, pokazać gdzie popełniła błędy, wyruszyli na wojnę na puste słowa i dumę. A przecież od 1928 roku Oscary są najbardziej konserwatywną imprezą filmową na świecie. Zmiana podejścia Akademii jest równie prawdopodobna jak to, że Czarne Pantery założyłyby białe komando. Walczyć można – nawet należy, ale logicznie i na argumenty. Tu argumentów nie ma – jest obraza. I żeby nie było, że się czepiam. Po drugiej stronie argumentów też nie ma. Rampling atakuje w prostacki sposób (kochana pani, naprawdę wierzy pani w to, że my biali jesteśmy dyskryminowani?), a Caine jest jak zawsze słodki, choć tym razem dość niemądry. Czarni mają sporo cierpliwości. Lata niewolnictwa to pokazały. Zastanawiam się ostatnio czy w naszym świecie w ogóle możliwa jest rasowa dyskusja na argumenty. Kilka tygodni temu w radiowej Trójce rozmawiałem z Kasią Borowiecką o serialu Luther. Ktoś niefortunnie opisał plik z rozmową – „Idris Elba – czarny Bond” i trójkowego fanpage’a zalała fala rasistowskich wypowiedzi. Że to poprawność polityczna, że świat upadł na głowę itp. Czy to znaczy że Polacy są rasistami? Nie wiem. Czasami myślę po prostu, że jesteśmy głupi.

Jak zwał tak zwał – ja wciąż uważam, że Elba to dziś jedyny charyzmatyczny aktor w kinie akcji. A że jest czarny? No cóż  biali aktorzy – od czasu kiedy Bruce Willis rozmienił się na drobne, a Gerard Butler utknął w kolejce do sławy – mają w sobie tyle charyzmy, co mój poranny stolec.  Państwo wybaczą to porównanie – ale staram się zachować poziom dyskusji dotyczącej podziałów rasowych na świecie. Tak – uważam że byłby świetnym Bondem, Rolandem i paroma innymi postaciami, które oryginalnie napisane są białe. Nie przez to, że jestem zwolennikiem poprawności politycznej – po prostu białasy w Hollywood nie mają dziś jaj.

I tyle. Oscary były białe i zapewne takie będą. Być może z upływem lat akademicy zaczną częściej zwracać uwagę na inne kolory skóry, ale musi upłynąć bardzo dużo czasu (to się dzieje, ale bardzo, bardzo wolno). Nie mamy czarodziejskiej różdżki. Nie machniemy nią, zamieniając świat z miejsca podzielonego rasowo w raj bez wad. Czarni niestety wciąż będą doceniani najczęściej nie za role, a za społeczny przekaz (vide: „Straight Outta Campton”), a świat będzie parszywiał na naszych oczach. Z dnia na dzień.

74oscars_575.jpg

liveforlivemusic.com
Poprzedni

Branford Marsalis - nie nadawajmy pierdołom prestiżu [wywiad] [muzyka] [jazz]

Monolith
Następny

Co ty wiesz o swoim dziadku? - Zdziadziały De Niro i wnuczek Efron [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. snack
    2016-01-23 at 14:49 — Odpowiedz

    Wszystko fajnie, ale Rampling wcale nie powiedziała, że biali są dyskryminowani. Rozumiem, że wkładasz to w jej usta w ramach „zachowania poziomu dyskusji dotyczącej podziałów rasowych na świecie” :)

Dodaj komentarz