WYMĄDRZANIE 

Śmierć i dziewczyna, czyli pan minister walczy z porno [wiadomości] [teatr]

Wrocławska premiera „Śmierci i dziewczyny” zakończyła się pierwszym kulturalnym skandalem w nowym rządzie. Minister kultury się wypowiedział, dziennikarkę TVP zawieszono, a wszystko to przypomina nieśmieszną parodię sporu o sztukę. Bo jednego możemy być pewni – nie o spektakl chodziło, a o to aby Polska pozostała wierna nieśmiertelnej i jedynej słusznej zasadzie: nie znam się, ale się wypowiem.

To się narobiło we Wrocławiu. Jeden spektakl a emocje sięgają zenitu. Oto kilka co bardziej smakowitych kawałków:

Pokojową manifestację modlitewną organizowała Krucjata Różańcowa – w czasie, gdy odbywał się pornograficzny „spektakl” mieszkańcy odmawiali różaniec – cytat z niezależna.pl

To nie tylko łamanie prawa, konstytucji, ale świadome profanowanie święta Królowej Polski. W tym dniu jest bowiem święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny – cytat z oświadczenia Krucjaty Różańcowej

Jest to najgorszego rodzaju patologia i za każdym razem należy się temu stanowczo przeciwstawić. Co gorsza polskie władze nie widzą w tym nic złego i pomimo naszego ogromnego sprzeciwu finansują te szatańskie wybryki z naszych podatków!  – cytat z oświadczenia dolnośląskiego ONR

Posłanka Beata Kempa – wierzy, że winni zamiarowi rozpowszechniania porno zostaną ukarani.

Minister kultury ponoć oczekuje – natychmiastowego wstrzymania przygotowań premiery w zapowiadanej postaci, łamiącej powszechnie przyjęte zasady współżycia społecznego – cytat z listu dyrektora departamentu finansowego MKiDN Wojciecha Kwiatkowskiego

I już Gliński dodał od siebie w TVP Info  – nasz  protest dotyczył tylko i wyłącznie informacji jakie były podawane przez teatr i przez reżyser  tego spektaklu. 

(I tu spokojnie oddychamy, minister na szczęście się nie skalał, tylko informacje powielał.)

Kto by jednak bluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego – (Mk. 3,28)

O co poszło? O „Śmierć i dziewczynę” – sztukę opartą na prozie noblistki Elfriede Jelinek. W sobotę miała swoją premierę w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Na scenie zaś miało dość do rzeczy strasznych – gołe aktory miały kopulować. W dodatku aktory pornograficzne imigranty – z Czech, bo polskie aktory się ponoć zgodzić nie chciały. A zatem potwarz poczwórna. Raz – imigranci (zło). Dwa – porno (zło). Trzy – a co my Polaków od porno nie mamy?! (zawsze lepsi od Czechów, przeca). Cztery – święto Ofiarowania zbezczeszczone! (blasfemia). Kto by jednak bluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego – (Mk. 3,28)

Jakby tego było mało, w niedzielę służąca PO i upadłemu reżimowi dziennikarka TVP Info miała czelność zapytać ministra kultury, czy spektakl widział i czy jeszcze w Polsce obowiązuje Konstytucja. Już ją zawieszono. Dzięki Bogu, jest na tym świecie sprawiedliwość.

A teraz już na poważnie. To czy dziennikarka była napastliwa wobec ministra czy nie – kompletnie mnie nie interesuje. Minister powinien odpowiadać na pytania a ona je sensownie zadawać. Na tym polega ich praca. Minister straszyć może swoje odbicie w lustrze i to powinno mu wystarczyć, bo minister nie jest od straszenia.  Minister kultury przede wszystkim powinien wiedzieć kim jest Elfriede Jelinek, za co otrzymała Nobla i o czym pisze. Wiedza ta pomogłaby uniknąć kompromitacji resortowi, którym zarządza. Bo jak rozumiem pan Wojciech Kwiatkowski jest jego pracownikiem i też nie miał pojęcia, kim Jelinek jest.

W tempie ekspresowym zatem wytłumaczmy – Jelinek to austriacka pisarka (błagam, tylko darujcie sobie komentarze w stylu Hitler też był Austriakiem), która od blisko czterdziestu lat w swojej prozie dokonuje wiwisekcji współczesnego społeczeństwa. Seks, fobie, traumy, paranoje – oto co napędza jej prozę. Trudną, wymagającą od czytelnika zaangażowania umysłowego i emocjonalnego. Zresztą na poziomie emocji Jelinek często sieje w czytelnikach spustoszenie. Ta proza ma taką moc. Oczywiście nie musi działać na każdego. Nie musi się podobać. Ale nie sposób odmówić jej ważności. Jelinek to sztuka wysoka. Dziś jedna z najważniejszych pisarek na świecie. A co za tym idzie – powinna być bliska sercu pana ministra. Tyle, że najpierw trzeba by ją znać. Myślę, że akurat z tym nie miałby pan minister większego problemu – wystarczy zapytać brata. Wszak bratem ministra jest reżyser Robert Gliński, który na kinie się zna i mógłby opowiedzieć mu o filmie „Pianistka” Michaela Haneke. Opartym na podstawie powieści Jelinek, jednym z najwybitniejszych europejskich filmów jakie powstały w XXI wieku. I tu ważna informacja – ten film pełen jest seksu, a grająca w nim dziś chyba najwybitniejsza francuska aktorka Isabelle Huppert, nie obawia się grać swoim ciałem. To wciąż sztuka. Najwyższa.

Myślę zresztą, że nie tylko minister, ale większość protestujących pod teatrem we Wrocławiu, gdyby tylko chwilę poświęciło na wpisanie w Google hasła „Elfriede Jelinek” zrozumiałoby z czyją adaptacją ma do czynienia i czego można się po niej spodziewać. Ale za dużo wymagam, bo wymagam wiedzy. Wiedza jest zaś protestującym zbędna. A nawet niewskazana. Wiedza bowiem może zasiać ziarno niepewności. Może nakazać myśleć. A kiedy tłum zaczyna myśleć, przestaje być masą skandującą pierdoły o Bogu i Najjaśniejszej Panience. Pierdoły – i nie boję się użyć tego określenia – bo wydaje mi się, że Bóg jeśli istnieje, jest bytem niebywale inteligentnym i w żaden sposób nie obraziłby się, za to, że w sztuce pokazującej jak chore relacje niszczą życie kobiety, pojawiają się nadzy aktorzy. Ale na temat inteligencji Boga niech wypowiadają się ci, którzy go znają.

Od 1995 roku, czyli protestów przeciwko premierze filmu „Ksiądz” (PISZEMY O TYM TU) nieżyjącej już Antonii Bird, mechanizm religijnych manifestacji w Polsce się nie zmienia. Zawsze mamy członków różańcowych kółek, którzy modląc się przeklinają bliźnich. Dla nich nie ma w tym niczego dziwnego. Grzesznika należy opluć i tyle. A jeśli zapytacie kogoś, o czym jest ten film, sztuka, który ich wzburza – odpowiedź jest zawsze taka sama: nie wiem panie, ja takich świństw nie oglądam. Tośmy sobie pogadali. Naprawdę? W XXI wieku? W wieku ogólnie dostępnych informacji? Dlatego dziwi mnie zaangażowanie się ministerstwa we wrocławski protest. Rozumiem szarą masę, która sobie krzyczy: teatr to sztuka, a nie porno. Ale ministerstwo zanim podejmie jakiekolwiek kroki (a może jeśli wydawane są pieniądze publiczne), powinno dobrze się zapoznać z przedmiotem sporu i potem ewentualnie się wypowiedzieć. A nie wpadać w histerię. Kolejność działania jest prosta – najpierw obejrzyjmy, potem się wypowiedzmy. Chyba że ministerstwo teraz chce być jak bezmyślna szara masa. Że kultura w Polsce polegać teraz będzie na klęczeniu i biczowaniu się różańcem.

I w sumie miałem pisać jeszcze i pisać, a potem nagle mnie olśniło. Rany, człowieku, o czym ty piszesz. Przecież żyjesz w kraju, w którym „Ostatnie kuszenie Chrystusa” jeden z najpiękniejszych filmów o ludzkim obliczu Boga i potędze wiary, wciąż (od 1988 roku) nie doczekał się oficjalnej premiery kinowej! Owszem można go kupić, obejrzeć w telewizji (w 2015 roku wyemitowała go nawet TVP Kultura), ale do kin oficjalnie nie trafił nigdy – bo obraża uczucia religijne. Nie wiem czyje, bo na pewno nie trzeźwo myślących katolików. W dodatku jeśli Martin Scorsese to nie jest kultura wysoka, to ja już naprawdę nie wiem, co nią jest. Uprzejmie zatem proszę nowe ministerstwo o jakąś listę sztuki wysokiej i tej, którą należy akceptować.  Żebym mógł się jakoś w nowej/starej Polsce odnaleźć.

Mucha Comics
Poprzedni

Chew #3: Delicje deserowe - misterna układanka [recenzja]

Netflix
Następny

Marvel's Jessica Jones - Marvel dla dorosłych [recenzja] [serial]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

4 Comments

  1. 2015-11-23 at 22:16 — Odpowiedz

    Ech. Szkoda gadać. Nigdy się nie nauczą, że lepszy efekt by osiągnęli (piszę o krucjacie różańcowej) gdyby siedzieli cicho. A tak? Nawet bym o tym nie usłyszał. Zacząłem szukać i może nawet się przejadę z Bydgoszczy. Mam parę dni wolnego, to na powtórkę sztuki akurat skoczę :) (jak będzie :). Tak na poważnie… to za każdym razem jest tak samo. Pamiętasz premierę filmu „Ksiądz” w 94 roku? Na przykład u mnie w mieście było leżenie plackiem przed kinem w obawie, że ktoś wejdzie. Reakcja byłą podobna. Więcej ludzi. Większy rozgłos :)

  2. Anonim
    2015-11-24 at 10:56 — Odpowiedz

    Ej, ale „Ostatnie kuszenie…” to słaby film. Płytka interpretacja doskonałej książki. Scorsese się tu nie popisał.

  3. Jabberwocky
    2015-11-26 at 00:27 — Odpowiedz

    Panie Robercie, proszę nie wywoływać wilka z lasu (v. przedostatnie zdanie)! Jeden z polityków partii rządzącej wyraził już na ten temat opinię i stwierdził, że to właśnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powinno decydować o tym, czym jest „prawdziwa” sztuka. Kolejnym krokiem będzie narodowy indeks dzieł zakazanych…

Dodaj komentarz