WYMĄDRZANIE 

Szanowna Pani Minister Omilanowska [książka]

Kilka dni temu do moich rączek trafiła powieść Kai Malanowskiej o wdzięcznym  tytule „Mgła”. Nie zawracałbym sobie nią głowy, bowiem pisarstwo pani Kai nigdy specjalnie mnie nie frapowało, gdyby nie drobny, maleńki szczegół. Na stronie z danymi wydawniczymi wydrukowano wielkie logo Ministerstwa Kultury z informacją, że powieść powstała dzięki stypendium przyznanego przez zarządzaną przez Panią instytucję.

W mojej małej (stosunkowo do reszty ciała) głowie zapaliła się czerwona lampka. Zaraz, zaraz. „Mgła” reklamowana jest przez wydawnictwo Znak jako powieść gatunkowa. Ma okładkę (krew, drzwi itp.) czysto komercyjną, a blurby (jakby Pani Minister nie wiedziała – te hasła reklamowe pisane zazwyczaj przez rozpoznawalne osoby, które mają pomóc w sprzedaży powieści) dali tu Borys Lankosz i Olga Tokarczuk. Więcej, z owych blurbów wynika, że mamy w rękach dzieło frapujące i fascynujące. Zdaniem Lankosza „materiał na serial”, Tokarczuk zaś twierdzi, że „książka ma wszystko to, co powinien mieć dobry kryminał: wartką akcję, porządnie zabudowane postaci, zaskakujące zwroty i nieoczekiwane zakończenie”.  Nie mnie oceniać gust literacki Lankosza (Borysie, to nie byłby dobry serial, nie i już), ani dociekać czy Tokarczuk wie, co to „nieoczekiwane zakończenie”. Niemniej zastanawia mnie jedno: dlaczego Pani Minister powieść komercyjna, za którą autorka dostaje zaliczkę w dużym wydawnictwie, która promowana jest jako potencjalny kryminalny bestseller, traktowana jest przez państwo polskie na specjalnych warunkach? Lub inaczej. Pani Minister dlaczego dla przykładu Pani instytucja nie dotuje książek kryminalnych Zygmunta Miłoszewskiego? Dlaczego Marcin Wroński wykonując katorżniczą pracę nad zbieraniem materiałów historycznych do swoich kryminałów, nie jest utrzymankiem zarządzanej przez Panią instytucji? Czemu Mariusz Czubaj, którego powieści są na wskroś warszawskie (cykl o Hłasce) nie dostaje od Pani pieniędzy na „infiltrację warszawskich środowisk przestępczych”? Wreszcie dlaczego Kasia Bonda, która przez co najmniej cztery miesiące jeździ po Polsce zbierając dokumentacje do swoich kryminałów, nie otrzymuje na to pieniędzy od państwa?

Niech Pani i Pani instytucja nie wydaje moich pieniędzy na rzeczy, które mogłyby zupełnie śmiało powstać bez pomocy państwa! Zwłaszcza jeśli nie jest przyjętą przez Pani urząd praktyką wspieranie innych autorów gatunkowych.

Myślę, że znam odpowiedź na te pytania.  Otóż w każdym wspomnianym przypadku do czynienia mamy z literaturą gatunkową, a co za tym idzie – komercyjną. Wydawcy powieści tych autorów liczą na sprzedaż, autorzy liczą na sprzedaż, a zadaniem wydawcy takowej powieści jest opiekowanie się autorem tak, aby posiadał on komfort pracy, który zapewni mu napisanie powieści. Nikt nie chce (nawet jeśli chce, to głośno tego nie mówi) pomocy od państwa, bo wie, że to co robi, to działalność komercyjna, która zarabia na czytelnikach. Nieuczciwym wobec nich byłoby zatem sięganie do ich kieszeni dwa razy. Pierwszy raz do podatków, bo przecież dotacja jest budżetowa, a drugi raz w księgarni. Przepraszam, ale dlaczego, my Polacy, mamy dwa razy utrzymywać autora?

Nie mnie Pani Minister zaglądać do cudzego portfela. I przyznaję szczerze – kompletnie mnie to nie interesuje. Nich sobie Kaja Malanowska zarabia jak chce. Ale niech Pani i Pani instytucja nie wydaje moich pieniędzy na rzeczy, które mogłyby zupełnie śmiało powstać bez pomocy państwa! Zwłaszcza jeśli nie jest przyjętą przez Pani urząd praktyką wspieranie innych autorów gatunkowych.

„Mgła” jest niedobrym, źle napisanym kryminałem. Powieścią, która udaje powieść gatunkową. Począwszy od nieporadnie napisanego prologu, wydumanych scen, (Czy Pani Minister uderzyła się kiedyś w skroń? Jak nie, polecam teraz. Niech pani przyłoży palce i mocniej uderzy. Boli? No, boli jak cholera. A teraz niech pani sobie wyobrazi co czuje człowiek, kiedy ktoś wali go młotkiem w skroń i nie zabija od pierwszego ciosu. Te sekundy dzielące jedno uderzenie od drugiego, to kaskada bólu który trudno sobie wyobrazić. A nasza autorka uznaje w swej powieści, że walenie w skroń, nie boli. Nie i już.) po kompletnie irracjonalną konstrukcję fabularną, która przypomina koszmarny sen Jeffreya Deavera.

No i ten język! Pani Minister, Pani sobie przeczyta. „Romans skończył się równie gwałtownie, jak się rozpoczął. Nie zdążyli nawet dobrze się poznać. Tak mało o niej wiedział… Nie pytał jednak o nic.” Ładne prawda. Głębia bije z tego jak z piosenki „Takie tango”. Ale to nic. To tylko początek. Dalej jest tylko lepiej. Mamy oficer dochodzeniowa Adę Rochniewicz, która jest tak skomplikowaną psychologiczne postacią, że Charles Manson przy niej, to psychologiczna grzechotka. Ada się wije, wymyka łatwym ocenom. Ale przede wszystkim Ada lubi ten moment. Tego kopa, którego daje jej śledztwo. Lubi jeść zupę tajską, siedzieć przed komputerem. I seks też lubi. A jakże. Ada łamie serca, żeby jej nie złamano. Jest oryginalna. Jak mój zestaw talerzy z Ikea.

Właśnie Ada, Pani Minister, wraz z starym policyjnym wygą, co to ma życie rodzinne połamane, będzie prowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa pewnej Zosi. Śledztwo zaprowadzi ich wprost w objęcia tajemniczej sekty religijnej, a w tle zamajaczą pewni bliźniacy…

Pani weźmie tę „Mgłę” i przeczyta. I niech zada sobie Pani pytanie: – czy naprawdę uważa pani, że „Mgła” jako powieść potrzebowała rządowego dofinansowania?

Czytam Pani Minister tę „Mgłę” i czuję jaki ból sprawiała autorce. Jak bardzo pani Kaja próbowała zrozumieć czym jest literatura gatunkowa i sobie z niej zakpić. Naoglądała się kryminałów, nauczyła na pamięć „Siedem” (taki film Davida Finchera), odkryła zasady… Ale kompletnie ich nie zrozumiała. Za to nauczyła się rasowego wodolejstwa. Pani Minister, nie wiem czy Pani kiedyś czytała jakiś kryminał. Zakładam, że tak. Jest więc spora szansa, że wie pani jak takie opowieści się konstruuje. A przede wszystkim czym jest w nich opis. Opis to klimat, to zarys tego co między słowami. Co czytelnik ma sobie dopowiedzieć. Niestety pani Kaja Malanowska cierpi (przepraszam za sformułowanie) przymiotnikową sraczkę. Pół „Mgły” to słowa, które nic nie znaczą. Ani nie prowadzą akcji do przodu, ani nie nadają jej głębi, ani nie bawią się konwencją. Są, bo autorka je napisała. Jej prawo. Moje prawo powiedzieć – bredzisz pani Malanowska na 706 stron. Boleśnie bredzisz za moje pieniądze.

Pani Minister, może brzmię zawistnie (ostatnio dowiedziałem się, że krytykując panią Parys, jestem zawistnym Polaczkiem), ale Pani Minister – jedna prośba.

Pani znajdzie czas, Pani weźmie tę „Mgłę” i przeczyta. I niech zada sobie Pani pytanie – nie jako Minister Kultury, a przeciętna, dobrze wykształcona Polka: – czy naprawdę uważa pani, że „Mgła”, jako powieść, potrzebowała rządowego dofinansowania? Jeśli tak – proszę wskazać mi w którym miejscu. Chyba że chodziło o promocję stypendium w urywku: „Znalazła duży plik z pracą magisterską, życiorys, wniosek o stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego”. A może, aby zagłębić się w kulturę popularną pani Malanowska musiała kupić masę DVD (lepiej płyt blu-ray) i książek z kanonem gatunku. Kosztowne, ale nie żeby od razu miesięcznie trzy tysiące (zamknie się całość tzw. must have w około 2k PLN).

Wiem, że zawracam Pani głowę, a moją pisaninę potraktuje Pani, jak bredzenie wariata. I to pewnie jeszcze zazdrosnego. Nie. Pani Minister – wolałbym, żeby odpadły mi obie dłonie i żebym do końca życia był impotentem, niż miałbym napisać powieść tak złą i w tak nieuczciwy sposób.

Dlatego (bo jak rozumiem zwrot stypendium nie wchodzi grę) chciałbym zwrócić się do Pani, Pani Minister i czytających mnie Polaków: nie kupujcie powieści „Mgła” Kai Malanowskiej. Już raz za nią zapłaciliśmy. Niech Znak wyśle ją nam do domów. Albo wrzuci na chomika.

To tyle Pani Minister. Życzę miłego weekendu. I zgodnie z przyjętą w tym kraju urzędniczą normą – nie liczę na jakąkolwiek odpowiedź.


 

Aktualizacja: A jednak –  http://www.dzikabanda.pl/wieksze-kawalki/wymadrzanie/odpowiedz-ministerstwa-kultury-i-dziedzictwa-narodowego/

Taurus Media
Poprzedni

Locke & Key #3: Korona Cieni - rasowy horror paranaormalny [recenzja]

Paweł Stępień DB
Następny

Paweł Stępień – polski H.R. Giger [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

44 Comments

  1. 2015-07-17 at 17:19 — Odpowiedz

    Kojarzę babeczkę z płaczliwego artykułu o tym ile zarobiła za ileś tam miesiący pracy… jednak dało radę się odkuć

    • Nusscat
      2015-07-18 at 11:20 — Odpowiedz

      Ja też :) może jej chcieli krzywdy wynagrodzić? 😛

  2. 2015-07-17 at 18:17 — Odpowiedz

    Klasyczny objaw grantozy. Jednak nie do końca wiadomo, który scenariusz jest bardziej wciągający w odmęty zadumy nad światem – czy przyznano dofinansowanie „w ciemno”, czy jakaś komisja przeczytała, przeczytawszy zasiadła i zadecydowała o losach dotacyjki.

  3. 2015-07-17 at 18:38 — Odpowiedz

    Znam kilka osób, które starały się o to samo stypendium, ale go nie dostały. Były to projekty książek popularnonaukowych, o historii, o literaturze, z planem na duży research i generalnie takich, jakich na rynku w Polsce nie ma, a które można by z powodzeniem wykorzystywać choćby na studiach. Jak dla mnie, to wygląda na decyzję polityczną, że akurat ona dostała to stypendium. No cóż.

  4. Bożena Nowakowska
    2015-07-17 at 19:07 — Odpowiedz

    Witam .
    To może i innym autorom też przydałby się taki znak rozpoznawalny, który pomoże w sprzedaży książki ?_

    Nie piszę wprawdzie kryminałów ,bo akurat ten gatunek mnie nie kręci,wolę głębie i filozoficzne przemyślenia
    pisane np . wierszem .
    Też wydałam tomik poezji ”Wierszem powiem więcej ” – WFW -Warszawa 2012
    Zapłaciłam za wydruk 3000 zł -to niemal dwie moje pensje . Przez trzy lata zarobiłam tylko 20 zł , bo takie rozliczenie przysłało wydawnictwo reklamując moją książkę tylko w księgarniach internetowych .

    Prosiłam-drogą mailową , by udostępniono ją w księgarniach , gdzie mieszkam -we Włocławku , w Brześciu Kujawskim i podobnych pobliskich miejscowościach, wtedy znajomi pewnie by ją kupili. Niestety bez skutku .
    Przecież mnie samej nie wypada reklamować.
    Sama zachęcam do czytania dobrych książek innych autorów promując czytelnictwo na różne możliwe sposoby .

    Z poważaniem Bożena Nowakowska
    Włocławek

    • Magda
      2015-07-18 at 20:32 — Odpowiedz

      Sporo błędów robisz, jak na pisarkę.

      • Bożena Nowakowska
        2015-07-31 at 20:23 — Odpowiedz

        Nie czytałam powieści pani Kai, Malanowskiej więc nie wiem , czy są tam jakieś błędy, czy nie .Tytuł zaciekawia , więc może ją przeczytam…
        Wiem jednak to,że przed przygotowaniem do druku książki powinna być ona poddana szczegółowej ,wnikliwej korekcie przez wydawnictwo.

    • 2015-07-19 at 12:10 — Odpowiedz

      Nie wypada reklamować…

      Równie dobrze można powiedzieć nie chce się podpisać pod własną pracą.

      • Bożena Nowakowska
        2015-07-31 at 20:49 — Odpowiedz

        Nie chodzi o podpis, bo przecież autor przeważnie podpisuje się pod swoją książką , dlatego ja też tak zrobiłam .
        Niektórzy wprawdzie zastępują swoje nazwisko pseudonimem literackim , zachowując przy tym anonimowość- ale to ich sprawa, nie nasza.
        Chciałam tylko powiedzieć, że reklama , promocja, recenzja osób kompetentnych bardzo autorowi pomaga w udostępnieniu ,rozpowszechnieniu i poznaniu jego pracy,
        Ja to mogę jedynie moich czytelników ciepło i serdecznie pozdrowić, oraz wyrazić to, jak się cieszę , gdy inni moją książkę chcą czytać:)

  5. 2015-07-17 at 19:09 — Odpowiedz

    Zgadzam się z każdym słowem i tezą postawioną w tekście. Podpisuję się czterema łapami i jeszcze uchem. Ale, kurcze, Dzika Bando redagujcie sobie teksty. To, że autor sam może nie wychwycić, że w miejsce „niemniej jednak” wkrada mu się „nie mniej jednak” może się zdarzyć, to że interpunkcyjna praktyka mu się rozjedzie z teorią, jest niemal pewne. 😉 Jednakowoż redakcja winna to ogarnąć, szczególnie w serwisie „nie całkiem kulturalnym”.

  6. 2015-07-17 at 19:45 — Odpowiedz

    Szanowny Panie Robercie Ziębiński. Te specjalne warunki, o których Pan pisze to po prostu złożenie wniosku i stypendium i pozytywna rekomendacja komisji stypendialnej. Żadne wielkie halo.

    • 2015-07-17 at 20:39 — Odpowiedz

      No właśnie nie. Było wiele innych lepszych projektów, do tego nie komercyjnych. Specjalne warunki to pozytywna rekomendacja komisji, bo ktoś im tak kazał czy też z powodów politycznych, bo akurat w mediach huk o niej, to dajmy jej stypendium, żeby nie było, że się nie zajmujemy pisarzami i kulturą. To nie jest rozwiązanie, to jest bardzo nieudolne łatanie wizerunku pod media, pod publiczkę. Przecież w tych obu artykułach chodzi tak naprawdę o to, że – to co zawsze – mamy nieudolny rząd itd. itp. etc. który nie zajmuje się potrzebami społeczeństwa, kultury, edukacji i znowu itd. itp.

      Z drugiej strony, to jednak przeszła ta ustawa o tantiemach z bibliotek publicznych dla pisarzy i to już jest coś, jeśli chodzi o wsparcie literatów.

      • 2015-07-18 at 09:06 — Odpowiedz

        Sięgnijmy do dokumentów konkursowych. W regulaminie przyznawania stypendiów nie ma mowy o tym, że mają z nich być realizowane tylko przedsięwzięcia niekomercyjne. Mają one wzbogacać kulturę narodową. Skrajnym przypadkiem niekomercyjnego wykorzystania zrealizowanego projektu jest zamknięcie go w szufladzie. A przecież twórczy wytwór rąk ludzkich (obraz, rzeźba, film, powieść, wiersz, komiks) staje się sztuką dopiero wtedy, kiedy wchodzi w interakcję z odbiorcą. A skąd Pan wie, że były lepsze projekty? Czytał je Pan? W ogóle powstały? No jest tak, że dopiero jak coś powstanie, to można to oceniać. Zawsze jest ryzyko, że ktoś się pomyli, ale wnioskodawca musi pokazać komisji stypendialnej, co do tej pory zrobił, żeby to ryzyko zminimalizować.

        • Bx16
          2015-07-27 at 16:39 — Odpowiedz

          Pisze Pan jak dziecko, a raczej jak urzędnik, który chce na siłę coś udowodnić i zrobić ludziom wodę z mózgu. Powszechnie wiadomym jest, że pieniądze biorą osoby z kręgu towarzyskiego będącego wokół instytucji dysponującej publicznymi pieniędzmi. Osoby z zewnątrz i kulturalne nie mają szans, aby coś dostać. Talent nie ważny. Są wyjątki, gdy jest to mocno medialne, czyli robione dla propagandy, że właśnie dają, ale najczęściej tu niewiele, a swoim za nic dużo. Taki mamy klimat i potem taką kulturę, tu galerie miejskie, państwowe, dotowane filmy itd, ale tak jest, gdy jest to finansowane z publicznych pieniędzy. Sam spróbowałem, to wiem jak to działa. PISF finansuje różne projekty. Trzeba złożyć, wypełnić, wcześniej coś stworzyć i to nic nie znaczy, dla tych miernot, nic nie znaczy. Potem nie można zobaczyć ocen, ani dostać kopii oceny wniosku, bo nie można. Jak się umówić, to ogląda się wniosek przy urzędniku z jego wcześniejszą informacją, że nie można nic sfotografować, ani dostać kopi oceny wniosku, czy xero. Na miejscu, ściśle tajne. I co, jajco. Źle policzone punkty, nawet nie chciało się komuś pododawać cyferek, bo wynik i tak… ustawiony. Oceny typu, puste miejsce w rubrykach, gdzie należy uzasadnić decyzję i ocenę. A forsę ktoś wziął za ocenę wniosków. To trzeba to utajniać i potem szybko zmielić.

  7. Robert Ziębiński
    2015-07-17 at 21:12 — Odpowiedz

    Generalnie jest tak i potwierdzi to każda osoba w ministerstwie. – ta książka łamie zasady stypendialne, bo jest produktem komercyjnym. I o to chodzi. Tylko oto.

    • 2015-07-17 at 21:39 — Odpowiedz

      Z tego co ja zrozumiałem z regulaminu przyznawania stypendiów, to stypendia dostaje się na realizację danego przedsięwzięcia. Co się dzieje po realizacji, to już nie sprawa ministerstwa (oczywiście wszystko zależy od programu, harmonogramu stypendium, który dołączyło się do wniosku).

      • Robert Ziębiński
        2015-07-18 at 09:25 — Odpowiedz

        Powracam z pytaniem – jakie zatem były założenia realizacyjne? Przeczytam wszystko Chandlera? Nauczę się zasad gatunku? Problem „Mgły” polega na tym że nie ma w jej fabule niczego co wymagałoby pracy naukowo/badawczo/stypendialnej. Reaserch do kryminału to nie dupogodziny w BUW i brak możliwości innej pracy. Już widzę larum jakie by się podniosło, jakby Sapkowski na napisanie nowego „Wiedźmina” zabrał stypendium. Bo przecież wymyślanie potworów jest takie pracochłonne. Reasumując – chodzi o zasady. Jeśli jak sama autorka twierdzi: – pisze najlepszy z polskich kryminałów. Hit, bestseller, na pięćdziesiąt języków w przyszłości tłumaczony. Żadnych wyrzygów, depresji, neuroz i innych nudziarstw w nim nie znajdziecie. Wartka akcja porywa już od pierwszej strony. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie młoda dziewczyna. Kto jest mordercą? Jej chłopak? Sprzątaczka? Czy niezrównoważona matka? Nietuzinkowe śledztwo. Zaskakujące zakończenie. Autorka otwiera nową erę powieści policyjnej. – to gdzie tu miejsce państwa na pomoc?

  8. 2015-07-18 at 03:13 — Odpowiedz

    No dobrze, a jeżeli jest relatywnie tak jak Pan pisze… to dlaczego tak dobra pisarka jak Olga Tokarczuk poleca tę lekturę? Pan Lankosz też niby nie najgorszy reżyser..piszący scenariusze?
    Autodestrukcyjnie Pan pryznaje się do panowania na całą materia , nad tematem zawartym w słowach, któe łatwo Panu spod pióra wypływają? Ja nie lubię tej opcji politycznej, która się zdeprawowała i zdewaluowała.. i w ogólnych zarysach się z Panem zgadzam.. jednak WHY OLGA?, WHY Borys?

    dziwne.. dostali pokaźny zastrzyk gotówki za kłamstwo? Albo czują literaturę inaczej niż Pan, Panie Robercie Ziębiński…. Taka moda teraz, zatem także nie liczę na odpowiedź…

    • Robert Ziębiński
      2015-07-18 at 09:17 — Odpowiedz

      Ale Panie Mariuszu czy ja mam odpowiadać za gust innych? No i czy pierwszy raz czytał Pan dobry blurb na złej książce? Nie wiem – i w sumie mnie to nie obchodzi, ich nazwiska ich sprawa. Może lubią złe kryminały? Jakby pogrzebać to znalazłby Pan masę dziwnych poleceń na jeszcze dziwniejszych niż „Mgła” książkach. Czasami odpisuję:)

  9. Kamil Dzióbek
    2015-07-18 at 10:49 — Odpowiedz

    1. Kiedyś była ustawy propozycja by państwo przejmowało prawa autorskie do dzieł współfinansowanych przez państwo. Gdyby ta ustawa przeszła to książka byłaby do pobrania za darmo z witryny państwowej i bibliotek cyfrowych.
    Oznaczałoby to jednak majątkowe wywłaszczenie autorów. Jeśli dzieło jest dobre i popularne to nich autorzy na nim zarabiają. Nie ma co się brzydzić pieniędzmi.
    Więcej o ustawie.
    http://www.forbes.pl/zalozenia-ustawy-o-otwartych-zasobach-publicznych-w-ogniu-krytyki,artykuly,157072,1,1.html#
    http://www.zaiks.org.pl/578,154,stanowisko_stowarzyszenia_autorow_zaiks_w_sprawie_projektu_zalozen_projektu_ustawy_o_otwartych_zasobach_publicznych
    Wspominam o tej ustawie bo sprawy o których mówisz zostały omówione przy jej dyskutowaniu.
    2. Skąd masz informacje o zaliczce od wydawnictwa? W Polsce trudno ją dostać, wątpię by autorka ją dostała.
    3. Czemu wszyscy nie dostają stypendiów? Z tego samego powodu dlaczego nie każde leczenie jest refundowane. Budżet jest skończony.

    • Robert Ziębiński
      2015-07-18 at 12:28 — Odpowiedz

      Ad 2. To jest wydawnictwo Znak, nie wydawnictwo pipi z pupu. Każdy dostaje zaliczkę, chyba że daje się oszukać. Wtedy – przykro mi, ale nie dbasz o siebie, nie masz.
      Ad 3. Nie rozumiemy się kompletnie. Nie mówię że każdy i nigdy tego nie powiem. Jest literatura, która potrzebuje wsparcia, bo nie jest wstanie poradzić sobie na rynku i jest literatura komercyjna, która z założenia ma utrzymywać się sama. Prosty podział. Warto go przestrzegać dla higieny psychicznej.

  10. Jan Górny
    2015-07-18 at 20:22 — Odpowiedz

    Proszę przeczytać regulamin stypendium ministerialnego – nie wyklucza on powieści gatunkowych, nie zakazuje komercyjnego wykorzystania dzieła (byłoby to absurdem), nie wymaga też pracy naukowo-badawczej w celach przygotowawczych (byłby to kolejny absurd, gdyż nie jest to stypendium naukowe lecz literackie). Zatem w oczywisty sposób przyznanie stypendium na napisanie „Mgły” nie łamie żadnych zasad. Jeśli autor twierdzi, co innego, niech poda jakiekolwiek konkretne rgumenty – jak na razie tego nie zrobił.

    Co więcej, sztuka gatunkowa dostaje w Polsce różnego rodzaju dofinansowania państwowe – i bardzo słusznie. Proszę choćby spojrzeć na PiSF, który wspiera komercyjne filmy i to z dobrym skutkiem. Dzięki nim poziom polskiego kina w ostatnich latach zdecydowanie wzrósł.

    A wreszcie – gdzie postawić granicę między literaturą „artystyczną” a „gatunkową”? I jeśli nawet ona istnieje – w co wątpię – dlaczego wspierać tylko tę pierwszą, skoro np. współczesne kryminały często pełnią jednocześnie rolę klasycznej powieści społecznej.

    Tekst oparty jest na całkowicie błędnych przesłankach, a prezentowany w recenzji poziom agresji w stosunku do recenzowanej książki wyraźnie wskazuje na to, że jej autor ma jakiś problem. Może to frustracja spowodowana niepowodzeniem własnego kryminału pt. „Dżentelmen”?

    • Robert Ziębiński
      2015-07-18 at 21:04 — Odpowiedz

      Mój kryminał był okropny i nie powinienem go wydawać nigdy:) Co zresztą wielokrotnie mówiłem i pisałem publicznie, więc luz – jakby odniósł sukces zapadłbym się ze wstydu pod ziemię. I co – teraz będzie Pan mi udowadniał, że źle napisana powieść, która nie niesie za sobą żadnej wartości jest ok. Więcej, będzie pan odwracał kota ogonem i twierdził że to ja mam problem? Problem polega na tym że – Ministerstwo nie przyznaje grantów powieściom komercyjnym i pan i ja o tym wiemy. Mieszanie tu PISFu i stypendium to nadużycie i to grube, bo kino a literatura to dwie zupełnie inne sprawy. Pozostańmy przy literaturze, bo musiałbym wyciągać listę odwrotnie proporcjonalnych (nie z kapelusza a z tabelek PISF-u) dotacji przyznanych gniotom pseudoartystycznym, a nie o to chodzi. Możemy brnąć w tę dyskusję i brnąć, pan może mnie obrażać, a i tak wszystko sprowadza się do tego, że tego typu powieści jak „Mgła” stypendiów nie otrzymywały, bo w imię czego? Zresztą – proszę jeśli autorka sama pisze w felietonie że popełnia komercyjny bestseller, który będzie przetłumaczony na 50 języków, to po co jej stypendium? Kiedy King pisał „Carrie” pracował w szkole, podaj w pralni a pisał nocami między etatami. I co? I 65 języków. Moje zasadnicze pytanie od którego pan sprawnie uciekł brzmi – dlaczego akurat ta książka? Z wszystkich polskich kryminałów dlaczego ta? Co do zasad finansowania – to aż z ciekawości. Raz zapytałem w ministerstwie: odpowiedź brzmiała: nie powinna dostać. Dwa: z czystej przekory czytam regulacje finansów publicznych, pod które podlegają wszelkie konkursy itp. więc odpowiedź zgodną z literą prawa podam panu w poniedziałek.

      • Simply
        2015-07-19 at 16:05 — Odpowiedz

        O , nie prawda ,, Dżentelmen” wcale nie był taki zły. Idealnie pokurwione pulpiszcze , na start do Andrzej Rodan Prize. Takie nieobliczalne flicki gwarantują specyficzną odmianę frajdy czytelniczej , wcale nie tak powszechnie dostępną. Piszę bez ironii, masz stary swój ,, Mein Camp” . Na pewno do tego kiedyś wrócę , a Ty się nie wypieraj i nie kajaj , bo dobry thrash fiction zawsze w cenie. Ja bym chciał, żebyś wojenną powieść nazisploiterską w takim stylu napisał .
        Kłaniam się

  11. Jerzy Maciejowski
    2015-07-19 at 07:44 — Odpowiedz

    Szanowny Autorze!

    Nie czytałem „Mgły” i nie zamierzam czytać. Pański tekst przeczytałem, bo polecił go mój syn. Niestety, jak na literata, to robi Pan stanowczo zbyt dużo błędów, czy też pisze niechlujnie. „„Niemniej jednak” przeto azali” można napisać żartem. Może ta autorka pisze słabo ale pięknym językiem? To też jest wartościowe i godne promowania! Proszę skonsultować swoje teksty z kimś, kto zna zasady języka polskiego i ma wyczucie smaku. Bycie literatem zobowiązuje!

    Łączę wyrazy należnego szacunku

    Jerzy Maciejowski

    • Robert Ziębiński
      2015-07-19 at 11:03 — Odpowiedz

      racja – za dużo błędów za mało korekty. się poprawiem:)

      • Mariusz Pilawski
        2015-07-19 at 11:07 — Odpowiedz

        chyba „‚siem poprawiem” … tak jeszcze ładniej…

  12. Jan Górny
    2015-07-19 at 08:02 — Odpowiedz

    Dlaczego film i literatura to dwie „zupełnie inne sprawy”? Te dziedziny są pod wieloma względami podobne i mają wiele powiązań – Miłoszewski-Lankosz to tylko jeden z przykładów. A teza, że film „Ziarno prawdy” może dostać dofinansowanie, natomiast książka „Ziarno prawdy” pod żadnym pozorem nie może, jest po prostu nie do obrony.

    Jeśli idzie o powody, dla których akurat ten konkretny kryminał dostała dofinansowanie – proszę raczej pytać komisję konkursową (i sprawdzić, czy jakieś inne kryminały startowały w tej edycji konkursu). Natomiast elementarna rzetelność dziennikarska nakazuje zweryfikować zarzuty o łamanie regulaminu przed publikacją tekstu – a nie „w najbliższy poniedziałek”.

    • Robert Ziębiński
      2015-07-19 at 10:12 — Odpowiedz

      Nie rozumie pan dwóch rzeczy i dalej broni swojej tezy. Polecam czytanie ze zrozumiem. Raz – zadałem pytanie w ministerstwie odpowiedź padał: nie powinna łamie zasady, nie wiemy jakim cudem dostała. Dwa – dlaczego skoro nie jest przyjętym przez instytucje dotować autorów gatunkowych dotuje się wybraną powieść gatunkową. W poniedziałek sprawdzimy tylko z prawnikiem zasadność dysponowania środkami publicznymi jako takimi. a nie tym przypadkiem. ten przypadek i mam to na piśmie jest wbrew wszelkim zasadom obowiązującym w ministerstwie. dlatego też ten tekst powstał. skoro ludzie w państwowej instytucji sami nie wiedzą dlaczego przyznali stypendium – to może coś nie tak jest z instytucją.

  13. Jan Górny
    2015-07-19 at 11:29 — Odpowiedz

    Kto tak powiedział – proszę o nazwisko? I dlaczego – jaki punkt regulaminu został złamany?

  14. Jan Górny
    2015-07-19 at 11:30 — Odpowiedz

    I niech pan opublikuje to pismo, skoro je pan dostał.

  15. Jan Górny
    2015-07-19 at 13:45 — Odpowiedz

    E, tam. Uważa pan, że powieści gatunkowe nie powinny być dofinansowywane – pana sprawa. Ale robienie z tego awantury, insynuowanie autorce książki i minister kultury niecnych zamiarów i opowiadanie bajeczek o pismach z ministerstwa jest tyleż niepoważne co nieprzyzwoite.

  16. Ruda Maruda
    2015-07-19 at 14:57 — Odpowiedz

    Na wstępie – nie jestem „literatką”, nie wydałam żadnej książki, tomiku poezji, czy choćby opowiadań (bo przecież konkursów internetowych niekoniecznie rozpowszechnionych liczyć nie będziemy). W związku z tym komentujący którzy tak dużą wagę przywiązują do cudzego statutu/dorobku literackiego, mogą sobie odpuścić czytanie dalszej części komentarza, bo przecież opinia szarego plebsu nic nie wnosi : ) (omójboże emotikon jakiżal alefokapłacze!)

    Rzecz pierwsza, to to, jak funkcjonuje takie stypendium- a jak funkcjonować nie powinno. Kto ocenia wartość kulturową/merytoryczną dzieła i jakie ma w tym doświadczenie, jakie uprawnienia? Bo wiecie, moi mili, na uczelni (w liczbie pojedynczej, bo wypowiadam się jedynie o tej, którą sama ukończyłam) jest tak, że „stypy” nie dostaniesz, choćbyś był najlepszym, jeśli nie przekroczysz ustalonego progu. Jeżeli zatem, jak czytałam powyżej, dzieło panienki Malanowskiej być może było jedynym (w co wątpię), to, zakładając pełną kompetencję ludzi przyznających owo stypendium – czyż nie lepiej byłoby nie przyznawać go w ogóle, niż szargać swoje „dobre” imię patronatem nad takim gniotem?
    CHYBA, że potraktujemy to bardziej jako stypendium socjalne, odnosząc się ponownie do studiów, czyli pomoc dla tych, którzy finsowo nie wydolą bez tego. Tym samym, o ile takie dzialanie jest zrozumiałe przy autorach niekomercyjnych, czy dopiero zaczynających swoją działalność, o tyle samo zgłoszenie szanownej aŁtoreczki do takiego programu moze zostac odebrane jako przyznanie się do nieumiejętnosci wydania czegoś, co „się sprzeda”, co porwie za sobą publikę. („Wiem, że piszę gnioty, więc przynajmniej postaram się o dotację, która pozwoli mi się utrzymać jakoś”)
    Pozostaje tylko żywić nadzieję, że za otrzymane pieniądze aŁtoreczka zainwestuje w słowniki, kursy pisarskie i w końcu uda jej się napisać coś, czym faktycznie będzie można się zachwycać.

    Na zakończenie jeszcze taka drobna uwaga do wszystkich, czepiających się blędów wszelakich „literata niegodnych”- mam cichą nadzieję, że w życiu codziennym pilnujecie, aby używać mowy literackiej, niezanieczyszczonej niegodnymi wstawkami, stylistycznie niedobranymi zlepkami słów, a przerwy na oddech robicie zawsze zgodnie z zasadami interpunkcji. ja nie spotkałam się jeszcze z serwisem/gazetą, tak idealnie zredagowaną, że nie da się znaleźć błędów- stety, niestety. A nie porównujmy proszę blogosfery do książki. To, że w życiu codziennym rzucamy mięsem, nie znaczy przecież, że robimy to samo siedząc w pracy i rozmawiając z klientem : )
    Całuję i ściskam gorąco, tak autora, jak i wszystkich komentujących.
    Muah!

  17. 2015-07-20 at 16:34 — Odpowiedz

    Dziękuję za artykuł. Teraz już na pewno tej książki nie kupię :)

  18. Marysia Lenarska
    2015-07-21 at 16:25 — Odpowiedz

    Dyskusja o polityce kulturalnej państwa jest na pewno potrzebna, ale hejterskie nawalanie w niewydaną jeszcze książkę – co uniemożliwia jakąkolwiek polemikę – i nawoływanie do jej bojkotu to zwykłe świństwo. Świadczy jedynie o dramatycznie niskim poziomie polskiego środowiska pisarskiego, którego autor jest częścią.

  19. Gatunkowy
    2015-07-21 at 16:55 — Odpowiedz

    …książki nie czytałem (i fragmenty nie zachęcają, fakt…choć i do jakości „recenzji” też się można przyczepić;), ale – bez zgody autora – bezczelnie zacytuję komentarz ostatnio mojego ulubionego polskiego pisarza kryminałów, Wojciecha Chmielarza: „Jak wynika z załącznika nr 3 do regulaminu, na stypendia mogą liczyć dzieła „pozbawione schematyzmu literatury komercyjnej”. Ostrożnie powiem (proszę mnie poprawić, jeśli się mylę), że krytycy Malanowskiej nie mają racji. Wspomniany załącznik pojawił się dopiero przy naborze na program stypendialny na rok 2015, podczas gdy Malanowska brała udział w naborze na program stypendialny w drugiej połowie 2014 roku. Tam takiego zastrzeżenia brak”. Tyle a propos przepisów. I chyba dużo, duzo ważniejsze niż drobne druczki: „Sukces skandynawskiego kina to pokłosie sukcesu skandynawskiej literatury kryminalnej. Ten był możliwy również dlatego, że Szwedzi, Norwegowie, Duńczycy prowadząc swoje programy nie zastanawiali się nad „schematyzmem literatury komercyjnej” tylko dawali stypendia autorom, tłumaczom, dotowali wyjazdy swoich autorów na zagraniczne imprezy. Bo rozumieli, że tworzą w ten sposób bazę zainteresowania swoją kulturą, którą będą mogli później wykorzystać inni autorzy i twórcy z innych dziedzin. I co? I to działa.”

    Naprawdę szanownemu autorowi artykułu zależy na tym, by urzędnicy mnożyli zapisy co jest, a co nie jest „schematyczne”? Abstrahując od tego, że brzmi to jak skecz Monty Pythona?;)

    Ładować w rzeczy gatunkowe jak najwięcej – mimo okazjonalnych zgniłych jabłek. Polskie kino dopiero zaczyna to rozumieć, a już widać efekty…Pomyśleć, że z książkami powinno być łatwiej i szybciej…

  20. 2015-07-21 at 18:23 — Odpowiedz

    Ponad 700 stron ? Serio?
    Mam już alergię na kryminały. Przeżywam jakiś zmasowany atak kryminałów, horrorów i harlekinów erotycznych. A to boli. Nie, żebym to czytała, niech mnie bóg broni. Jestem statystyczną Polką. Matką na dodatek. Koszmar, prawda? Ostatnio czytałam tylko Huxleya i poradnik Make Life Harder, ale dziecku. To drugie zdecydowanie lepsze.
    Panie Ziębicki przeczytałby Pan może moją wredno-prześmiewczą powiastkę? Ostrzegam, to głupia komedia, ale tylko 160 stron. Więc mały ból. Ale za to potem można się poznęcać, że hej 😉 Poza tym to bardzo oryginalne, bo mało kto pisze komedie, więc czuję się niszowa. Ale tak na maksa. I mam z tego zero kasy of course ;), jeśli to kogoś pocieszy …

  21. orimonka
    2015-07-27 at 14:36 — Odpowiedz

    Ach, wspaniale zabawny wpis, szkoda, że tematyka zachęca do walenia głową o ścianę.
    Może chociaż skronią, przynajmniej boleć nie będzie.

  22. Kataryniarz
    2015-07-27 at 14:47 — Odpowiedz

    Nasze pieniądze są wydawane przez Ministerstwo na promocję i wsparcie akcji 10 zł za polskie filmy w czwartki w kinach Helios. Helios, czyli prywatna firma ma z każdego biletu 70%
    W kinach studyjnych niejednokrotnie koszt biletu jest mniejszy, ale ich nikt nie wspomaga akcją promocyjną! Mało tego, dla kin zostaje 50% z biletu. Ministerstwo nie widzi problemu???

  23. 2015-08-04 at 13:09 — Odpowiedz

    Książka się chyba słabo sprzedawało, bo Woblink zrobił swoją promocję, kup kota w worku właśnie z tą książką (ebookiem) i nie chcący stałam się jej smutną posiadaczką. Chyba się za słabo sprzedawała i trzeba było statystyki podbić!

  24. Anonim
    2015-08-11 at 21:08 — Odpowiedz

    Robert,
    dalej pisz tylko PRAWDE. Ale co mamy robic my – chcacy glosowac dalej na PO? I czemu temu Zna… tak du… liza?
    Twoj znajomy wydawca

  25. […] Na Dzika Banda kilka słów do Szanownej Pani Minister Omilanowskiej, czyli o książce „Mgła” Kai Malanowskiej. TUTAJ […]

Dodaj komentarz