WYWIADY 

Ania Brachaczek – Jestem rockową dziewczyną [wywiad]

Z Czesławem Mozilem śpiewała o „Pożyciu małżeńskim”, z zespołem Biff zawiozła „Ślązaka” do Opola, a z Acid Drinkers szukała chatki miłości w „Love Shack”. Teraz Ania Brachaczek wraz z zespołem SIQ wydała nową, rock’n’rollową  płytę, a nam opowiada o tym, jak w Polsce trudno wydać rockowy album, jak wygląda dziewczyna z basem i o śpiewaniu Maanamu.

 

Kiedy właściwie zaczął się zespól SIQ? Od wspólnego nagrania z ACID Drinkers coveru „Love Shack”

Ania Brachaczek: Poniekąd tak. Po nagraniu tej przeróbki wyjechałam z nimi w trasę koncertową. Uwierz mi jedna trasa z Acid Drinkers to większe przeżycie, niż kilka tras z Pogodno (śmiech). W każdym razie zgraliśmy się, a potem wyszło tak, że Ślimak rozstał się z Flapjackiem, a ponieważ jest facetem, który nie znosi bezczynności, to zaczął komponować nowe piosenki, które nijak nie pasowały do estetyki Acid Drinkers. Początkowo miał to być zespół jego i Olasa Mendyka, ale niestety nagle zszedł z tego świata. Ślimak więc siedział sobie w domku, nagrywał piosenki i mi podsyłał z pytaniem… zaśpiewasz? – Pewnie – odpisałam. – Ale pod jednym warunkiem, ja tu gram na basie!

Charakterna dziewczyna.

No trochę (śmiech). Ale też i wiesz – lekko zbyt pewna siebie. (śmiech). Jak już się Slimak zgodził, to sobie przypomniałam, że ja ostatni raz grałam na basie z Los Trabantos, a to było naprawdę wieki temu. O tym, że w SIQ zabawy nie ma, przekonałam się na pierwszym koncercie. Śpiewać, grać równocześnie na basie i jeszcze stać na szpilkach… No nie powiem – wyzwanie. A poważnie – to żeby wszystko sobie przypomnieć i nauczyć się, śpiewać i grać równocześnie musiałam sporo ćwiczyć. I to nie pod byle jakim okiem, a Ślimaka, czyli kurcze najlepszego w Polsce rockowego perkusisty.

Krzyczał?

Czasami, ale nie za bardzo (śmiech). Ale wymagający jest, co tu kryć. No a ja obrażalska. Wiesz on mówi – jakbyś zrobiła tak i tak, to byś sobie ułatwiła. A ja na to – jakie ułatwić, jakie ułatwić! Jak się tak nauczyłam, to tak będę itp.  No co – przetyrał mnie jak Janusz Józefowicz, Nataszę Urbańską. Ale teraz mogę wyjść na scenę i grać bez większych problemów. No i panna grająca na basie, która dodatkowo śpiewa, robi spore wrażenie nie chłopach. Musiałbyś zobaczyć miny fanów Acidów jak gramy jako ich support…

SIQ to po Pogodno, Biff, Los Trabantos twój kolejny rockowy projekt. Kto wie, czy nie najbardziej rockowy – bo wasza debiutancka płyta to taka radosna rock’n’rollowa petarda.

Nie potrafię się odnaleźć w innej muzyce. Nie przemawia do mnie np. elektronika. W sensie – dobra, jeśli ktoś zaprasza do chórków, na gościnny wokal, nie ma sprawy, mogę to zrobić. Ale żeby grać na stale w elektro bandzie – nie. Jestem rockową dziewczyną, która lubi dotykać instrumentów.

Chłopcy grający na laptopach cię nie kręcą?

No nie (śmiech). Daj że spokój. Ja nie trawię nawet chórków puszczanych z taśmy. Tak już mam. Nie lubię i nie akceptuje. Niech się chłopaki nauczą śpiewać, jak mają ochotę na chórki a nie puszczać gotowca.

Czyli idziesz pod prąd trendom. Ponoć rock umiera, a wydawcy nie chcą inwestować w rockowe płyty.

Widzisz, kiedy wyklarował się skład SIQ i mieliśmy już materiał który można na płytę, zaczęliśmy szukać wydawcy. Wydawało nam się, że z rynkową pozycją Ślimaka, z moim jakoś tam wypracowanym nazwiskiem nie będzie trudno. A tu niespodzianka. Rozmawiam z jedną panią z wielkiej wytwórni, a ona mówi do mnie tak – wiesz co, to wy to sobie nagrajcie, a jak będziesz miała materiał to ci go wydamy. Przypominam – nagranie jest najdroższą częścią całego procesu.  Z promocją będzie kłopot, bo teraz to mało kto chce taką muzykę puszczać… I co mieliśmy zrobić? To i tak nie była najgorsza oferta jaką można dostać.

A co może być gorszego od muzycznego odpowiednika vanity press?

A bo widzisz są jeszcze wydawcy, którzy składają ci propozycję nie do odrzucenia i pobierają jeszcze procent z granych koncertów. Czasy się zmieniły. Kiedy graliśmy z Pogodno wydawca pokrywał koszty produkcji w całości. Z Biffem było podobnie. Teraz… no cóż… Jest inaczej.

Stąd pomysł, żeby zbierać na debiutancki album kasę na odpalprojekt?

Tak. Zdecydowaliśmy się na crowdfunding, żeby obejść trochę te nowe zasady rządzące rynkiem. Udało nam się dzięki dobrym ludziom uzbierać niemal na całe studio, a wydawca płyty Maciek Makowicz, który ma wydawnictwo Makumba postanowił zaryzykować i dorzucił resztę.

Czyli co – mit opiekuńczej wytwórni, której zależy na sukcesie to już czasy zamierzchłe?

Może nie całkiem, wciąż istnieją wytwórnie, którym zależy i się starają, ale w przypadku większości gigantów, niestety tak. Pamiętaj – większość wielkich wytwórni dziś nie szuka nowych talentów na ulicach, w klubach, a czeka na nich pod wejście do kolejnego talent show. Zbierają młodych ludzi, którzy trafiają na taśmę produkcyjną. Mają napisane piosenki, wymyślony image i mają zarabiać. Jak się nie udaje, rynek nie zaskakuje – dziękujemy, do widzenia. I tylko pamiętaj – masz w kontrakcie zakaz pracy dla innych.

Fabryka.

Tak. Niestety, większość tego co słuchamy to produkty. Tak było od lat i to tylko się potęguje.

Ale to nie znaczy, że z produktu nie może narodzić się zdolny artysta. Patrz Dawid Podsiadło, Ania Dąbrowska, Brodka.

A ile Brodkę kosztowało odcięcie się od tego co dawała jej wytwórnia do śpiewania? Przez ile lat jej nie było? Pewnie, że można z produktu stać się ważnym twórcą, ale tych jest mniej, niż tzw. ‘artystów” czyli produktów, które nie zachwyciły rynku i nikt o nich dziś nie pamięta.

Dlatego na płycie jesteś taka antysystemowa i punkowa?

No dobra – pora na wyznanie. Nigdy nie byłam punkowcem (śmiech). No ale skoro nagraliśmy czadową rock’n’rollową płytę, to uznałam, że teraz nadrobię zaległości i sprawdzę jak to jest być dobrą dziewczynką z dobrego domu, która nagle staje się punkówą. I tak mi się teksty na nasz debiut napisały – same antysystemowe hasła w stylu: za dużo ludzi na Ziemi! Wczoraj byłeś bohaterem dzisiaj jesteś pustym zerem! I co? Pasi?

No pasi, pasi, naturalnie, że pasi…

No ja myślę! Ale wiesz, że to troszkę kabaret i sarkazm. Mam takie a nie inne poczucie humoru i zawsze lubiłam się bawić słowami, nastrojami. Było to słychać w Biffie, słychać i tu.

Słychać też Maanam – gracie na płycie dwie ich piosenki – „Szare miraże” i „Oddech szczura”.

Ślimak bardzo chciał nagrać „Oddech szczura”, bo jest szybki i niezrozumiały (śmiech). Pani Kora się zgodziła i tak powstała piosenka. Ja z kolei chciałam nagrać „Szare miraże”, choć wiedziałam, że to mocno wyeksploatowany numer. I tu mi Ślimak niespodziankę zrobił. Trochę czasu zostało mu w studio, ja siedziałam w domu, a oni mi potajemnie nagrali te „Szare miraże”. Potem oczywiście ich opieprzyłam – o matko, a po co, mogliście czas poświecić na miksy… No i tak trafiły obie piosenki Maanamu na płytę.

Mówiłaś o zmianach na rynku i tym jak nagrywa się płyty. A powiedz czy z rocka w ogóle można wyżyć? Kilka tygodni temu Kora poprosiła o pomoc, bo nie stać jej na leki i nagle część społeczeństwa uznała, że jak jest wokalistką, to pewnie jest bogata i zrobił się szum.

Pamiętasz jakieś dwa lata temu Robert Brylewski, legenda polskiej muzyki, ogłosił, że nie ma za co jeść. Jego przypadek był najbardziej radykalny i trochę był sobie winny, bo nie zgłosił kompozycji do Zaiksu, ale nie zmienia to faktu, że muzyk, czy artysta w ogóle, żyje z tego co wypracuje. Nie mamy emerytury, nikt o nas się nie troszczy specjalnie. Możesz być ikoną, legendą, ale nagle przychodzi choroba i okazuje się, że statusem ikony nie da się zapłacić w aptece. Ale tak to wygląda niestety – żyjemy z tego, co wypracowaliśmy.

Da się temu jakoś zaradzić?

Bo ja wiem. Trzeba nagrywać płyty, mieć przeboje, grać sporo tras. Jak już zdecydowałeś się zostać rockowym muzykiem i chcesz robić tylko to, to chyba na dziś jedyna forma zabezpieczenia przyszłości.

J.P. Fantastica
Poprzedni

Pieśń Apolla tom 2 - Tezuka gorzko o miłości [recenzja]

Kurc
Następny

Anima. Druuna - Początki [patronat]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz